Barokowe perły. Natura, która nie prosiła o poprawki.

/Wielbłąd z dwoma Maurami, ok. 1700-1705, Drezno/

Dzisiaj opowiem Wam historię o perłach, które nie chciały być gładkie i grzeczne.
......
W renesansie i baroku perła o nieregularnych kształtach nie była wadą. Była darem. Już w XVI wieku Hiszpanie i Portugalczycy nadali jej osobne słowo - barroco, które oznaczało właśnie tę nieregularność i kaprys natury. I właśnie wtedy, kiedy z Karaibów i Zatoki Perskiej zaczęły płynąć do Europy całe skrzynie pereł, złotnicy zrozumieli, że nie muszą szukać idealnej kuli. Wystarczy, że wykorzystają tę dziwną, miękką formę i w jej wypukłościach i zagłębieniach zobaczą kształt, który da się oprawić w metal szlachetny i stworzyć niezwykłej urody biżuterię. A więc słuchali pereł. Patrzyli na ich formę i widzieli w niej ciało mitycznego stworzenia, tors syreny, grzbiet salamandry albo brzuch jednorożca. Złotnicy nie próbowali takich pereł "naprawiać", bo perła nie musiała być idealna. Miała być żywa.
/Klejnot Canninga, ok. 1800-1860 r. Victoria & Albert Museum/

Najsłynniejszy przykład sztuki wykorzystywania naturalnego kształtu pereł i wpisywania go w większą formę to Klejnot Canninga (wyżej na dwóch zdjęciach). Ogromna, niesymetryczna perła tworzy tors brodatego trytona, który trzyma miecz i tarczę. Głowa, ramiona i ogon wykonane są z emaliowanego złota, diamentów oraz indyjskich rubinów. Przez lata uważano go za dzieło późnego renesansu z około 1570-1580 roku. Tradycja mówiła, że Medyceusze podarowali go mogolskiemu cesarzowi, potem trafił do skarbca w Delhi, a po powstaniu sipajów kupił go lord Canning, pierwszy wicekról Indii. Stąd jego nazwa. W 1931 roku niejaka pani Harkness zapłaciła za niego fortunę i ofiarowała Victoria & Albert Museum. I tu zaczyna się prawdziwa magia, gdyż po latach badań muzeum uznało, że to najpewniej dzieło z połowy XIX wieku, renesansowy pastisz. Diamenty są cięte inaczej niż robiono to w XVI wieku, niektóre detale wyglądają zbyt "nowocześnie". A jednak ten klejnot nadal jest jednym z najpiękniejszych świadectw tego, jak bardzo ludzie kochali barokowe perły. Do dziś, kiedy się na niego patrzy, ma się wrażenie, że postać zaraz się poruszy. Nawet jeśli powstał trzy stulecia później, to nadal oddaje ducha epoki, w której perła nie musiała być grzeczna.
/Salamandra, późny XVI wiek, V&A Museum/

Innym znanym przykładem fantazyjnego oprawienia perły jest salamandra z późnego XVI wieku. Klejnot tworzy jej miękkie, białe ciało, a złoto i emalia budują łapy, ogon i głowę. Arystoteles i Pliniusz pisali, że salamandra nie pali się w ogniu. Dlatego stała się symbolem żaru miłosnego, który nie niszczy, tylko rozpala. Taki wisiorek był drogim, bardzo intymnym prezentem. "Moje uczucie Cię nie spali" miała mówić ta perła.
/Pelikan, karmiący młode własną krwią, 1600-1620 r., V&A Museum/

Pelikan karmiący pisklęta własną krwią to kolejny motyw. W latach ok. 1600-1620 nieznany artysta zobaczył w perle ciało ptaka, a z rubinów i szmaragdów wykonał krople krwi i pióra. Pelikan karmiący pisklęta własną krwią pojawia się zresztą w kilku wersjach. Hiszpański z połowy XVI wieku, niemiecki z około 1600 roku... Elżbieta I Angielska miała kilka takich pelikanów. Matka pelikana na tych przedstawieniach karmi swoje pisklęta własną krwią, rozdzierając sobie pierś. W biżuterii jest to symbol ofiary i matczynej miłości. W chrześcijaństwie z kolei ten obraz pelikana - rozdarcie piersi i karmienie krwią, odzwierciedla Jezusa, który oddał swoje życie i przelał krew na krzyżu dla zbawienia ludzi.
/Wisior z jednorożcem i trytonem (w stylu renesansowym), ok. 1870–1895, Metropolitan Museum of Art/

A jednorożec? Ten z białej perły, z rogiem i jeźdźcem, zawieszony na złotych łańcuszkach… to już prawie magia. Całość wygląda jakby właśnie zeszła z iluminacji średniowiecznego manuskryptu prosto na szyję. Ten niezwykły wisior przedstawiający trytona ujeżdżającego mitycznego jednorożca, na pierwszy rzut oka wygląda jak luksusowe dzieło XVI-wiecznego renesansowego rzemieślnika z europejskiego dworu królewskiego. W rzeczywistości jest to mistrzowski przykład XIX-wiecznego historyzmu, stworzony w latach 1870–1895 przez Reinholda Vastersa, wybitnego niemieckiego złotnika i znawcę dawnej sztuki z Akwizgranu.
/Wisior w kształcie zęba, Włochy lub Niemcy, późny XVI wiek, British Museum/

Wisiorek z British Museum to perłowy tors kobiety kończący się zakrzywionym, zielono emaliowanym zębem. Kształt zęba miał znaczenie ochronne. Noszono go jako amulet. Perła dawała mu człowieczeństwo, a ząb - jak wierzono - moc. W renesansie wierzono, że zakrzywiony kształt tego zęba (często utożsamianego z zębem smoka lub językiem węża) ma potężną moc apotropaiczną - miał chronić przed urokiem, chorobami, a przede wszystkim neutralizować trucizny, co na dawnych europejskich dworach było obsesją. Połączenie czystej, organicznej perły z drapieżną, mroczną formą zęba tworzyło unikalny gioiello di fantasia - klejnot wyobraźni, w którym natura i sztuka zawiązywały mistyczny sojusz.
/Dziecko w kołysce, ok. 1695 r., Palazzo Pitti/
/Kolekcja pereł barokowych Anny Marii Luisy de Medici, Palazzo Pitti/

Na koniec trzeba wspomnieć jeszcze Annę Marię Luisę de Medici (1667-1743). Na mocy Paktu Rodzinnego, który podpisała przed samotną śmiercią, przekazała całą gigantyczną kolekcję sztuki Medyceuszy państwu toskańskiemu pod warunkiem, że żadna rzecz nigdy nie opuści Florencji i pozostanie dostępna dla publiczności. To właśnie dzięki niej unikalne dzieła sztuki jubilerskiej przetrwały w nienaruszonym stanie do dziś. Jako kobieta bezdzietna, całą swoją pasję, wrażliwość artystyczną oraz ogromny majątek skierowała w stronę sztuki, a jej kolekcja przesiąknięta była niezwykłą wrażliwością na małą formę. W przeciwieństwie do tradycyjnej biżuterii użytkowej (naszyjników czy diademów), zbierała tzw. galanteries oraz figuralne miniatury, w których fundamentem kompozycji była właśnie pojedyncza, niepowtarzalna perła barokowa.
Anna nigdy nie miała dziecka. A jednak w Palazzo Pitti do dziś leży maleńka figura śpiącego niemowlęcia z perłową twarzą. Druga, nieregularna, jakby puszysta perła tworzy kocyk dziecięcia. A obok niego w muzealnej gablocie cała menażeria: syrena z trójpłatowej perły, żołnierz, którego nogi to pęknięta perła w maleńkich bucikach, struś, tryton, skrzypek… Anna Maria zbierała te "perłowe dziełka" z pasją. W inwentarzu po jej śmierci było kilkadziesiąt takich drobiazgów. To była jej rodzina. Jej dzieci. Jej sposób na to, by coś pozostało.
/Renesansowa menażeria z barokowych pereł, XVI–XVII wiek/

W XVI i XVII wieku te figuralne wisiorki powstawały w Antwerpii, Augsburgu, Florencji, Madrycie. Złotnicy korzystali z wzorników Hansa Collaerta czy Étienne’a Delaune’a. Perła była gotowym ciałem – resztę dopisywano w złocie i emalii. Mitologia grecka, chrześcijańskie symbole, alegorie miłości, władzy, ofiary. Wszystko mieściło się w jednej nieregularnej formie. Nawet w XIX wieku, kiedy na powrót zakochano się w renesansie i jego uzdolnionym artyście-złotniku Cellinim, odgrzewano te same pomysły. Syreny, kotki, owieczki, ryby… Czasem subtelniejsze, czasem bardziej teatralne. Ale zawsze z tym samym szacunkiem dla kształtu, który natura sama wymyśliła. I właśnie dlatego te rzeczy wciąż żyją. Bo ktoś kiedyś miał odwagę spojrzeć na perłę, która nie chciała być okrągła, i powiedzieć: ty jesteś piękna właśnie taka. Nie musisz się poprawiać. Wystarczy, że jesteś sobą.
/Tors syreny, dzieło stylizowane na XVI-wieczny renesans, stworzone ok. 1860 r., The MET/
......

/Wisior z Neptunem, XVI wiek, Europa Środkowa, The MET/

Komentarze

  1. Anonimowy16/10/26

    Przypomniałaś mi, jak niezwykłe potrafią być perły nie tylko jako biżuteria, ale też jako symbol ponadczasowego piękna i elegancji. Lubię takie teksty, które na chwilę zatrzymują i pozwalają spojrzeć na coś dobrze znanego z zupełnie innej perspektywy. 🌸

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, jednak każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny.
......
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.