31 grudnia 2017

Blogowe podsumowanie roku 2017

Ostatni dzień roku, to dobry czas na blogowe podsumowania i przypomnienie wpisów, które udało mi się zamieścić w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W tym roku nie było ich wiele. Brak czasu, czy raczej kiepska organizacja tegoż, sprawiły, że miesiące wiosenne i wakacyjne pozostały bez wpisów, a pozostałe robiłam od przypadku do przypadku. Pełną parą udało mi się ruszyć dopiero jesienią i zaprezentować Wam kilka ulubionych jesiennych zestawów ubraniowych. Jakby nie było, pomimo poruszania innych tematów, moda wciąż jest na blogu motywem przewodnim - przynajmniej dla mnie. A co w nowym roku? Nie znikam, wręcz przeciwnie - mam nadzieję, że uda mi się publikować co najmniej dwa wpisy miesięcznie (chociaż mam różne pomysły i cichą nadzieję, że będzie tego więcej), a ponadto być wciąż obecną na Facebooku i Instagramie, gdzie was bardzo serdecznie zapraszam. W ostatnim czasie zaczęłam się nawet przekonywać do instagramowych relacji i chociaż nie prowadzę nagrań na żywo, ani żadnych nagrań z udziałem swojej osoby (nie wiem, może kiedyś się odważę), to jednak doceniam fakt tych krótkich, ulotnych (bo znikających po 24 godzinach) zdjęć i filmów, które pozwalają mi dzielić się z wami bieżącymi chwilami, ciekawostkami i tym wszystkim, co nie zasługuje na dłuższy ślad pozostawiony w internecie.
......
Korzystając z okazji, chciałabym złożyć wam najserdeczniejsze życzenia noworoczne. Niech wszystkie Wasze postanowienia (zwłaszcza te przepisywane od kilku lat) spełnią się z nawiązką, a poza tym - jak to się dawniej mówiło - niech się Wam darzy!
......
A teraz czas na przegląd moich ulubionych wpisów z tego roku. Kliknięcie w zdjęcie przekieruje Was do konkretnego posta.
......
Dobrej zabawy!

http://emnilda.blogspot.com/2017/06/ulubiona-sukienka-w-kwiatki.html

http://emnilda.blogspot.com/2017/11/jesien-w-lesie.html

http://emnilda.blogspot.com/2017/06/orientalny-szlafrok-w-wersji-wieczorowej.html

http://emnilda.blogspot.com/2017/10/znow-nadesza-jesien-czyli-kilka-mysli-o.html

http://emnilda.blogspot.com/2017/02/sia-detalu-akcesoria-w-hasztagach.html
Prócz mody, pojawiło się na blogu także kilka wpisów o innej tematyce. W jedym z postów pokazałam Wam swoje akcesoria, takie jak biżuteria, torebki, buty, nakrycia głowy czy rajstopy, które mogą w pomysłowy sposób uzupełnić codzienne stylizacje.

http://emnilda.blogspot.com/2017/06/co-u-mnie-sychac-tej-wiosny-instamix-12.html

W minionym roku na blogu znalazły również  miejsce wpisy związane z remontami mojego mieszkania i chociaż łazienkę pokazałam bardzo pobieżnie (dopiero w nadchodzących miesiącach mam zamiar przygotować o niej osobny post), to sypialni poświęciłam cały wpis, do którego oglądania zapraszam.

http://emnilda.blogspot.com/2017/10/sypialniana-szczypta-klasyki.html

http://emnilda.blogspot.com/2017/05/zycie-w-xix-wiecznej-kamienicy-1.html
Życie w XIX-wiecznej kamienicy #1 to wpis, który cieszył się ogromną popularnością i uzyskał najwięcej wyświetleń w skali całego 2017 roku. Możecie w nim wyczytać mnóstwo ciekawostek o typowej kamienicy mieszczańskiej - jak wglądał jej układ architektoniczny, kto zajmował poszczególne kondygnacje, a także jak przedstawiał się układ pomieszczeń w mieszkaniu i co to jest berlinerzimmer. Jak widzicie w tytule, jest to pierwsza część wpisu. Kolejna, tym razem traktująca o wnętrzach i wyposażeniu poszczególnych pomieszczeń, pojawi się ma blogu już niedługo.

http://emnilda.blogspot.com/2017/10/spirytyzm-i-wirujace-stoliki.html
Z okazji Halloween mogliście poczytać o tym, jak tajemnicza doktryna stworzona w poł. XIX wieku przez francuskiego naukowca, rozeszła się po Europie. Mowa oczywiści o spirytyzmie - dla niektórych zabawa, dla innych religia, dla wszystkich ówczesnych trend, który wpisał się w życie towarzyskie.

http://emnilda.blogspot.com/2017/01/azjatycka-pielegnacja-5-ulubionych.html
Na początku stycznia, zachwycona odkryciem nowej metody dbania o swoją skórę, popełniłam wpis o 5 ulubionych rytuałach kosmetycznych, zaczerpniętych prosto z Azji. Nie powiem że wpis ten się zdeaktualizował, jednak czas pokazał, że nie potrzebuję aż tylu kosmetyków żeby wyglądać pięknie (a co!), poza tym warto je miksować - nasze polskie kosmetyki i są równie skuteczne i tańsze. Wkrótce o tym napiszę, gdyż ostatni rok był dla mnie bardzo przełomowy w kwestii dbania o cerę. Dobranie odpowiednich składników aktywnych sprawiło, że nie mam żadnego problemu z wypryskami, ktore były moją zmorą od czasów nastoletnich!
......
Ostatni wpis, który chcę Wam przypomnieć, to relacja z przygotowań kalendarza adwentowego dla Włóczykija. Warto było.
http://emnilda.blogspot.com/2017/11/kalendarz-adwentowy-pomys-na-prezent-od.html

8 grudnia 2017

Grudzień. Instamix #2


Mamy grudzień, a więc najlepszy czas w roku (osobiście lubię każdy tydzień, miesiąc i porę roku, jednak grudzień, a więc: wczesne wieczory, przystrojone ulice i grzane wino na jarmarkach, mają w sobie najwięcej magii i uroku), dlatego dzisiaj zaserwuję Wam wpis tematyczny z grudniowymi zdjęciami z bloga i Instagrama. Kilka pochodzi z zeszłego roku, ale są tak fajne, że postanowiłam je przypomnieć. 
Powoli szykuję się do Świąt - w Mikołajki przypomniałam sobie Kevina (chociaż znam obie części na pamięć, to jest kilka scen, które za każdym razem śmieszą mnie tak samo, jak kilkanaście lat temu), dzisiaj wybieram się na poznański Weihnachtsmarkt - w tym roku z własnym kubkiem grzańca, bo ceny są wysokie (12 zł za szklaneczkę), no a poza tym bycie Poznanianką zobowiązuje :) W najbliższy weekend będę jeść robić pierniki, a potem już tylko błogie lenistwo w szlafroczku w kratę. Żartuję, nie mam szlafroczka w kratę - kiedyś pożałowałam kilkunastu złotych w ciucholandzie i do dzisiaj mam z tego powodu koszmary. Jakby ktoś widział gdzieś taki szlafroczek, to uprzejmie proszę o informację.

Dziadek do orzechów, zwany przeze mnie Ludwigiem Bawarskim (bo kojarzy mi się z niemieckim leśniczym - nie pytajcie :P), jest honorowym gościem każdego Bożego Narodzenia.

Zimowa pora i wcześnie zapadający zmierzch to tradycyjnie pora na dodatkowe oświetlenie, sprawia dużo radości.

Grudzień to miesiąc, w którym nałogowo słucham Dziadka do orzechów (naprzemiennie ze ścieżką dźwiękową z Kevina i innymi świątecznymi przebojami), a jeżeli czas pozwala, oglądam też wersję baletową - na żywo lub na You Tube, gdzie można znaleźć spektakle z najbardziej prestiżowych teatrów świata.

Moja mama zamienia się przed świętami w prawdziwą fabrykę pierniczków. Ma zapisane wszystkie kombinacje kształtów i zdobień, które co roku powtarza i w określonej liczbie chowa do pojemników. Ja nie mam tyle cierpliwości i chociaż korzystamy z tego samego przepisu, swoje gotowe pierniki oblewam po prostu roztopioną czekoladą i zjadam nie czekając nawet aż zastygnie.

Wstyd przyznać (szczególnie, że jestem psychofanką Dziadka do orzechów), ale w tym roku po raz pierwszy przeczytałam pierwowzór wszystkich innych opowieści, spektakli, filmów i bajek tworzonych na kanwie historii stworzonej przez E.T.A. Hoffmanna. A wszystko przez to piękne wydanie z wydawnictwa MG, z reprodukcjami drzeworytów autorstwa Charlesa Alberta d'Arnouxa, z których dwa  możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.


O zeszłorocznym kalendarzu adwentowym dla Włóczykija, możecie poczytać w osobnym wpisie. W tym roku mamy tam kilka bombonierek z czekoladkami i jeden kalendarz herbaciany.

Rynek Jeżycki w Poznaniu, przed świętami zawsze staje się choinkowym zagłębiem. Uwielbiam tam chodzić i wdychać świeży zapach świerkowej żywicy.

Jednym z moich nieosiągalnych marzeń jest spędzenie świąt Bożego Narodzenia w czasach wiktoriańskich. Mam ogromny sentyment do wszystkich dekoracji, które nawiązują do tego okresu i takie też ozdoby sukcesywnie kupuję do swojego domu. Papiery do decoupage'u wykorzystałam w tym roku do ozdobienia słoików z domowymi zaprawami, które rozdam w święta rodzinie i znajomym (tak, prezenty już mam i - co więcej - spakowane!).

Moja zeszłoroczna choinka, która na wiosnę trafiła do gruntu i pomału rośnie w górę.

W zeszłym roku postanowiłam, że co roku kupię jedną lub dwie (zależy ile wpadnie mi w oko) rzeczy do świątecznego ozdobienia domu, tak żeby nie odczuć tego finansowo i corocznie mieć przyjemność z posiadania nowej rzeczy. Tym razem padło na tę przepiękną poduszkę z dziadkiem do orzechów, która jako ostatnia czekała na mnie na półce. Przypadek? Nie sądzę.
A na pierwszym planie moje tegoroczne kalendarze adwentowe. Zawsze miałam kłopot z dotrwaniem do 24 i zazwyczaj w okolicach Mikołajek bombonierkę wyjadałam do cna. W tym roku znalazłam dobry lifehack: kupiłam sobie 4 kalendarze i codziennie mam 4 czekoladki. Tyle wygrać!

Prócz wspaniałego wydania Dziadka do orzechów, które pokazałam Wam wyżej, przypadkowo natknęłam się także na to przepiękne, trzytomowe wydanie Opowieści wigilijnych Dickensa. Prócz tej najbardziej znanej, o trzech duchach, które nawiedzają Ebenezera Scrooga, znajdują się inne, równie ciekawe i fantastycznie oddające świąteczny klimat wiktoriańskiej Anglii. Książki zostały wydane bardzo starannie z dbałością o takie szczegóły, jak tytuły rozdziałów i fajna numeracja stron, ale ich głównym atutem są ilustracje pochodzące z pierwszych angielskich wydań Opowieści z 1843 i 1848 roku. Nie mogę przestać na nie patrzeć.

Zeszłoroczny wystrój mojego domu na Święta możecie dokładnie zobaczyć w odrębnym wpisie, a poniżej tematyczny talerz, który kupiłam w zeszłym roku.


28 listopada 2017

Jesienna elegancja


Za chwilę grudzień i Święta, a ja mam jeszcze kilka zdjęć zrobionych w pięknym, słonecznym październiku, którymi chciałam się dzisiaj z Wami podzielić. Bardzo lubię tę sukienkę, której można nadać dowolny charakter, poprzez wybór odpowiednich dodatków. Kupiłam ją dawno temu w Zarze, jako sukienkę domową, która miała być idealnym dopełnieniem legginsów, jednak szybko przełożyłam ją do tej wyjściowej części szafy, bo jest idealnym ciuchem na te dni, kiedy nie mam co na siebie włożyć. Trochę uwydatnia to i owo, ale mimo to czuję się w niej bardzo dobrze.
Dzisiaj (a raczej miesiąc temu) zestawiłam ją z ulubionym futrzanym kołnierzykiem spiętym drewnianą, rosyjską broszką, męskimi butami i torebką z krokodyla, którą dostałam od jednej z czytelniczek bloga.






(zdjęcia: Włóczykij)

19 listopada 2017

Kalendarz adwentowy - pomysł na prezent od serca

Kalendarz adwentowy Lindt kupiłam dla siebie, niestety, przetrwał tylko do 2 grudnia ;) Może w tym roku się uda ?

Ten wpis czekał na swoją premierę prawie rok, bo to właśnie wtedy stworzyłam kalendarz adwentowy dla Włóczykija. Niestety, nie mogłam o nim wówczas napisać, bo Włóczykij śledzi z uwagą wszystkie wpisy (i wyłapuje przy okazji błędy), więc nie miałby niespodzianki. Zrobione telefonem zdjęcia wrzuciłam do folderu, w którym cierpliwie czekały i dzisiaj mogę Wam pokazać fajny pomysł na prezent wykonany własnoręcznie, który sprawi dużo frajdy zarówno obdarowanemu, jak i obdarowującemu i - co najważniejsze - ZDĄŻYCIE, bo do grudnia zostało jeszcze 11 dni!
......
Pomysł na kalendarz adwentowy pojawiał się w mojej głowie - w okresie okołoświątecznym - przez kilka ostatnich lat, niestety, zazwyczaj zbyt późno, żeby zdążyć z przygotowaniami, aż w końcu rok temu, przypomniałam sobie o nim w odpowiednim terminie i zdążyłam (uff!). Najpierw myślałam o czymś małym, czyli codziennym cukierku i malutkim dodatku, który zmieściłby się w malutkie pudełko. Nie miałam jednak ani pomysłu na małe dodatki (jest ich kilka w moim kalendarzu, jednak nie 24), ani małych pudełek (fajnym pomysłem są oklejone rolki po papierze toaletowym, jednak trzebaby je kolekcjonować chyba od sierpnia). Myślałam też o kalendarzu adwentowym z paczuszkami przyczepionymi do gałęzi, ale jak się pewnie domyślacie, słabym ogniwem w tym planie okazała się ładna gałąź. Koniec końców odpowiednie pudełka zamówiłam przez internet - jest to najmniejsza wersja popularnych pudełek na weselne resztki ciast dla gości, w dwóch gładkich kolorach - czerwonym i złotym.
......
Każdy drobiazg przed włożeniem do pudełka dodatkowo opakowałam w ozdobny papier, pomieszałam i wyliczyłam cukierki na każdy dzień, żeby do każdego pudełka włożyć ich porównywalną ilość. Duże paczki z prezentami, które nie zmieściły się do opakowań (było ich 5) ponumerowałam, a do pudełek trafiły ozdobne kartki z tymże numerkiem, wszystko po to, żeby zachować jak najwięcej niespodzianek do końca.
......
I teraz kwestia najważniejsza - co i dlaczego znalazło się w kalendarzu?
Przede wszystkim warto całościowo pomyśleć nad tym, co osoba którą chcemy obdarować lubi, jakich produktów używa (drobne kosmetyki, ulubione słodycze), czy są jakieś drobiazgi o których marzy, a które zazwyczaj są odsuwane na dalszy plan (dobrze piszące długopisy żelowe, ochronny sztyft do ust). Warto też rozglądać się w sklepach za rzeczami, które są niewielkie, a fajnie zgrałyby się z innymi rzeczami z naszego kalendarza. 
Swój kalendarz podzieliłam na kilka części. Podstawą na każdy dzień były cukierki (wymieszałam różne typy) ewentualnie ulubiony baton, a do tego dorzucałam tematyczne drobiazgi. Była więc część spożywcza, która zawierała miód z orzechami, czekoladki z alkoholem, herbatę smakową, przyprawy do kawy i deserów, zdrową żywność. Była część kosmetyczna z maseczkami, woskiem do wąsów, balsamem do brody, szamponem, cynamonowym mydłem, solą do kąpieli, pakietem męskich przyborów do pielęgnacji (nożyczki, obcinaczki, grzebień) i zapachowym woskiem, dzięki któremu mogłam przygotować Włóczykijowi wSPAniałą kąpiel (nie, to nieprawda, jakoby wcześniej był menelem i trzeba mu było przywrócić ludzki wygląd, on po prostu lubi o siebie dbać :), a poza tym wiele pojedynczych rzeczy, niezwiązanych ze sobą: skarpetki z reprodukcją obrazu Alfonsa Muchy, filcowa (trwała) zakładka do książki, nuty na gitarę elektryczną i ulubione kostki do gry, bombilla czyli słomka do picia Yerba Mate, książka o Twin Peaks, a także prezenty, których realizacja wymagała wyjścia z domu. Znalazł się tam więc wymyślony przeze mnie bon do naszej ulubionej cukierni (Passionata w hotelu Mercure w Poznaniu) - oczywiście z osobą towarzyszącą (ja nic nie sugeruję), bilet do opery na balet Dziadek do Orzechów Czajkowskiego oraz crème de la crème - lot na paralotni, który jednak do dzisiaj odbija mi się czkawką. Kupiłam go, gdyż Włóczykij zawsze opowiadał jak by to chciał zobaczyć z lotu ptaka tereny wokół naszej wsi, więc kiedy znalazłam ofertę latania w okolicy bardzo się ucieszyłam. Okazało się, że jednak to nie był wymarzony prezent, chociaż ostatecznie bardzo mu się podobało. Niestety całkiem niedawno kupił mi na urodziny lot w tunelu aerodynamicznym. Chociaż mówi że to nie złośliwie, ja wiem swoje ;)
......
Podsumowując, kalendarz okazał się być bardzo udanym prezentem. Jedynym mankamentem był brak miejsca we wnęce w kredensie, gdzie postanowiłam go umieścić, jednak pożyczyłam półkę z łazienki i wszystko się jakoś pomieściło. A radość Włóczykija - bezcenna.

Przykłady drobnych upominków na każdy dzień, które wkładałam do kartoników.

Na odwrocie każdej cyfry był umieszczony jakiś napis związany z zimą lub Świętami - znalazłam ten gotowy szablon gdzieś w internecie.

Cuuuukierki!

Przy okazji polecam sklep Męska wyspa, gdzie znajdziecie męskie kosmetyki o naturalnym składzie i w dobrej cenie. Co do cen, to widzę, że trochę wzrosły od zeszłego roku, ale i tak są konkurencyjne - szczególnie dla kosmetyków do stylizacji zarostu, które nieraz potrafią kosztować krocie i mieć jedynie ładne opakowanie.

Kocham ten świąteczny, wiktoriański design.

Przykład codziennej niespodzianki. Przyznam szczerze, że sama bym takimi nie pogardziła :)




W zeszłym roku mieliśmy fazę na Twin Peaks, dodatkowo, z okazji nowego sezonu serialu, wyszła książka, którą zamawiałam na ostatnią chwilę, bo polska premiera bardzo się opóźniała. Przyszła opakowana w karton, w którym ją zostawiłam (bo książkę przez papier jest bardzo łatwo wymacać) i ozdobiłam go na szybko motywami z filmu, na tyle skutecznie, że do dzisiaj Włóczykija trzyma ją na półce w tym właśnie kartonie.
Jednym z prezentów były też nuty ścieżki dźwiękowej z filmu rozpisane na gitarę elektryczną, na której gra Włóczykij.

Praca wre, w zeszycie miałam rozpisane wszystkie dni i przedmioty, które dostanie Włóczykij, z uwzględnieniem "większych" niespodzianek w Mikołajki, imieniny i Wigilię.
......
Obdarowany był zaskoczony i wzruszony.


10 listopada 2017

Jesień w lesie


Najbardziej lubię las jesienny. Ten las, w którym chłodny powiew wiatru ustępuje ciepłym promieniom słońca, ogrzewającym zmarznięte policzki. Cichy szept resztek liści i odgłosy ptaków sposobiących się do zimy. Chrzęst suchych gałęzi pod stopami i brązowe kapelusze podgrzybków, które nieśmiało wychylają się spod miękkiego, zielonego mchu. Lubię też łąki usadowione na skraju lasu, nad którymi unosi się poranna wilgoć i łososiowa łuna wschodu słońca; ciemność świerków i wiotkość brzóz. Lubię deszcze w jesiennym lesie, krople spływające po ostatnich liściach drzew, wsiąkające w zimną ziemię pod kaloszami i wichury szumiące w koronach, które jednak obserwuję z daleka, zbyt potężna jest bowiem siła natury, aby w takich chwilach podziwiać ją tkwiąc w jej środku. Lubię patrzeć w górę, pomiędzy gałęzie, gdzie widać chmury gnające po lazurowym niebie lub szary ciężar zawieszony nad głowami niewidzialną siłą; i pod nogi, gdzie rozpościera się dywan z żołędzi - miejsce, które wieczorem zapewne odwiedzą dziki. 
A nade wszystko lubię w tym lesie jesiennym proces, w którym nieposkromiona letnia chęć życia przechodzi w łagodny spokój przemijania; w którym wrześniowy gwar późnego lata stopniowo ustępuje miejsca ciszy i spokojowi wczesnej, listopadowej zimy, otulającej wszystko całunem śniegu i snu.

Kiedy grzyby opowiadają dobre kawały...



Skutki orkanów oglądane z bliska, są naprawdę interesujące.



 Nawet w lesie trzeba dobrze wyglądać ;)

(zdjęcia: Włóczykij)