21 października 2017

Sypialniana szczypta klasyki


Sypialnia była pierwszym pomieszczeniem, które wraz z Włóczykijem wyremontowaliśmy i było to 7 lat temu. Wymyśliłam sobie wtedy, że ściany będą miały kolor przygaszonej zieleni, jednak Tomek stwierdził, że będzie zbyt ciemno, więc ostatecznie wybraliśmy zieleń w jaśniejszym odcieniu, co możecie zobaczyć we wcześniejszych wpisach dotyczących tego pomieszczenia. Przez te kilka lat pokój przeszedł kilka zmian kosmetycznych, by w ostatniej fazie przed bieżącym remontem, stać się pomieszczeniem nawiązującym do barokowych buduarów (a to wszystko przez ten gobelin na ścianie, który narzucił się trochę za bardzo). Sypialnia miała wówczas wspomniane jasne ściany ze złotymi esami-floresami - które sama z pomocą Włóczykija malowałam, baldachim z tiulowej tkaniny z wyszywanymi kwiatami, trochę obrazów w stylu rokoko i porcelanowe figurki dam w wysokich perukach. Nie są to moje klimaty i nie do końca czułam się dobrze w tej stylistyce, poza tym reszta domu nawiązuje w mniejszym lub większym stopniu do secesji, dlatego postanowiłam pójść w tym kierunku.
......
W końcu, w zeszłym roku, pomalowaliśmy ściany na ciemną zieleń! Kolor wyszedł piękny, dokładnie taki, jaki wymyśliłam sobie 7 lat wcześniej. Sypialnia jest ponadto najjaśniejszym pomieszczeniem w całym domu, więc ten odcień nie przytłacza, dodatkowo światło odbija się od białej pościeli, więc pokój jest rozświetlony a zarazem przytulnie ciemny. Inspirowałam się przedwojennymi sypialniami (styl edwardiański, styl secesyjny), które są nastrojowymi pomieszczeniami pełnymi wzorów, kolorów i tkanin. Z poprzedniego wyposażenia sypialni ostały się dwie rzeczy (mam na myśli te duże rzeczy): gobelin, który wisiał nad łóżkiem - teraz, tak jak i wcześniej, pełni rolę ozdobną, jednak nie definiuje charakteru całego pomieszczenia, oraz toaletka - chociaż duża, jest pięknym i dodatkowo pierwszym kupionym wspólnie antykiem. Zniknął baldachim, który, dawał ogromną przytulność, ale był niesamowitym kurzołapem. Poza tym został upięty bardzo nieregularnie, powiedzmy artystycznie (czytaj: tak, żeby nie trzeba było wbijać nowych gwoździ w ścianę), co nie pasowało do obecnej, uporządkowanej formy sypialni. Wymieniliśmy stare łóżko/kanapę na klasyczne łóżko z metalową ramą i wygodnym materacem (materace do łóżek to temat rzeka i chyba miesiąc zajęło mi zapoznanie się ze wszystkimi producentami i parametrami materacy spośród których wybrałam kilka do testów w sklepie - brr!).
......
Po ponad roku od remontu sypialnia nie jest jeszcze ostatecznie wykończona. Na ścianie vis-à-vis gobelinu planuję zrobić galerię składającą się z wielu obrazów w różnych rozmiarach, inspirowaną wnętrzami w rosyjskim stylu. Póki co wiszą tam trzy obrazy nawiązujące do secesji. Ciągle jestem na etapie gromadzenia ciekawych ram i grafik, które w odpowiednim czasie złożę w jedną całość. Także konsolka stojąca obok łóżka jest meblem tymczasowym. Chciałabym żeby mebel, który ostatecznie tam stanie był wyższy i w kolorze ciemnego drewna (może komoda?), z jakimś schowkiem. Zobaczymy co przyniesie czas, nauczyłam się już, że czasem warto poczekać, żeby mieć pewność co chce się w danym miejscu mieć.

Jak zobaczycie na poniższych zdjęciach, wystrój sypialni zmienia się. Pościel, której używam jest zawsze biała, ale mam kilka poduszek i dwie narzuty (ta zielona to właściwie ciężki obrus na stół), których używam zamiennie. Całkiem niedawno odkryłam w Ikei gładkie poduszki w pięknych nasyconych kolorach zieleni i miodu (są też niebieskie). Wykonane z aksamitu, nie mają ozdób, są dokładnie takie, jakich długo szukałam. Dokupiłam do nich wypełnienie z kaczego pierza. Mniejsze poduszki z ozdobnym pikowaniem i narożnikami upolowałam na allegro.

Wzór na firanie kojarzy mi się trochę z kopertowymi pościelami, które były modne w dawnych czasach (z wyciętym otworem na środku poszwy, przez który wkładało się ozdobną kołdrę). Sama miałam taką w domu rodzinnym, więc mam do nich sentyment, niestety, teraz raczej nie szyje się kołder z ozdobnych materiałów, a co za tym idzie szycie kopertowych pościeli nie ma sensu, więc ten motyw przeniosłam na okno :)

Z dywanami mam zawsze dużo zabawy, bo zazwyczaj lądują w innym pomieszczeniu niż to, do którego zostały zakupione. Ten miał leżeć w korytarzu.


Moja toaletka, chociaż tak ją nazywam, nie jest meblem przy którym siadam i robię makijaż. Trzymam na niej kosmetyki i przedmioty związane z pielęgnacją, ale lustro jest jednak zbyt daleko, żebym dokładnie widziała, gdzie się podmalować :)

Wizja pomieszczenia po remoncie to jedno, a rzeczywistość, to drugie. Po malowaniu, kiedy wszystko wydawało się zielone, doszłam do wniosku, że sypialnia potrzebuje dodatkowego koloru (prócz bieli firan i pościeli). Po kilku dniach gapienia się na pokój, zobaczyłam odcień miodu na gobelinie i już wiedziałam, że świetnie uzupełni kolorystyczną lukę.


Nad stolikiem nocnym, który w przyszłości zostanie zastąpiony przez inny mebel, planuję powiesić jakiś obraz (lub kilka). W chwili obecnej nie mam nawet pomysłu, co miałoby tam wisieć, ale daję sobie czas.

Na stoliczku nocnym trzymam swoje biżuteryjne skarby - chińską komódkę z szufladkami i szklaną kasetkę, w której przechowuję najbardziej świecące ze świecidełek
......
Hugon approved.


11 października 2017

Znów nadeszła jesień czyli kilka myśli o czasie


Nie umiem uwolnić się od myśli, że mój czas ucieka. Znika bezpowrotnie w odmętach przeszłości, a ja - jak w tych dziwnych snach, kiedy czynności wykonuje się jakby w zwolnionym tempie - choć chcę, nie potrafię go zatrzymać. Każdego dnia widzę, jak kolejne minuty ścieram szmatką z mebli, topię w garnku z porcją rosołową, przewijam wraz z tablicą na Facebooku, zostawiam w sklepowej kolejce lub mijam na ulicy, kiedy jadę do pracy. Chwile oddalają się niepostrzeżenie, tak niepozornie, że często po całym dniu, kiedy odwrócę się wstecz, nie umiem ich zobaczyć i powiedzieć, gdzie się właściwie podziały. 
......
Krótko mówiąc - nie jestem zadowolona z tego, jak używam czasu. Chociaż wyrosłam już z przekonania, że dobę da się tak rozciągnąć żeby zrobić wszystko, ciągle chciałabym robić więcej. Więcej czytać, więcej się uczyć, więcej poznawać świat, więcej być na blogu. W tym roku opublikowałam zaledwie osiem wpisów. Przez te wszystkie miesiące tłumaczyłam się przed samą sobą brakiem czasu, chociaż właściwie ten rok nie różni się jakoś specjalnie od poprzednich, kiedy publikowałam po kilkadziesiąt postów w skali roku. Owszem, regularne prowadzenie bloga wymaga sporo poświęcenia: organizacji, planowania tematów, poszerzania wiedzy - żeby ciekawie o czymś napisać, czasu na zrobienie zdjęć, ich wybór, obróbkę, czasu na pisanie tekstu (chociażby najkrótszego), dlatego o wiele łatwiej sięgnąć po coś łatwiejszego: okraszony kilkoma hasztagami szybki strzał na Instagrama.
......
Zaczęłam pracować nad tym, żeby nie wybierać tego co najłatwiejsze, zarówno w internecie, jak i w życiu prywatnym. To mój pierwszy wpis po dość długim czasie, który nie jest samotnym przypływem weny po miesiącach przerwy, ponieważ na dysku czekają już kolejne zdjęcia (w końcu pokażę Wam swój dom po remontach) do publikacji, a ja pracuję nad wpisem z okazji Halloween, który zawsze był taką moją blogową tradycją - niestety, w zeszłym roku zarzuconą.
......
Oprócz tego, u mnie w porządku. Staram się w ostatnim czasie częściej wychodzić na świeże powietrze, myślę także o jakiejś aktywności, którą mogłabym z tym połączyć; jestem na diecie o czym Wam też wkrótce napiszę, bardzo dużo gotuję (niech żyje kuchnia azjatycka i domowe rafaello!) i niesamowicie polubiłam codzienną pielęgnację wszystkimi tymi smarowidłami, których do tej pory używałam okazjonalnie i dość niechętnie.
......
A tak w ogóle, to fajnie że jest jesień, co nie?


Prócz futrzaka, którego wypatrzyłam niedawno w ciucholandzie, nie mam na sobie nic nowego. Ulubioną, wełnianą marynarkę (także z ciucha) noszę od dawna zarówno do spodni i sukienek. Czarną sukienkę kupiłam kiedyś w Zarze. Czasem noszę ją także jako tunikę do spodni, a przez to, że ma prosty krój i fakturę jak bluza, mogę ją wkładać na rozmaite okazje i dodatkami nadawać bardziej sportowego lub formalnego charakteru. W tej drugiej opcji pokażę ją już wkrótce. W ogóle to bardzo lubię takie proste ubrania o niejednoznacznym charakterze, które dodatkami można dopasować do swojego aktualnego nastroju. Do dzisiejszego stroju dobrałam skórzany plecak, który okazał się najlepszą pamiątką z Budapesztu (czekoladki też były miłe, jednak szybko się skończyły) i klasyczne buty o męskim kroju, które mama kupiła mi jakoś pod koniec liceum, ze słowami: "zobaczysz, takie buty zawsze się przydadzą". To prawda, długo nosiłam je okazjonalnie i dopiero niedawno doceniłam ponadczasowy charakter.
......
Au revoir, widzimy się wkrótce.







(zdjęcia: Włóczykij)

28 czerwca 2017

Orientalny szlafrok w wersji wieczorowej


Przy okazji dzisiejszego wpisu postanowiłam wskoczyć w nieco bardziej eleganckie ciuszki niż zazwyczaj, a nawet zrobiłam sobie makijaż wieczorowy (w moim wydaniu są to kreski eyelinerem i ciemna szminka). W końcu jest wiele okazji, kiedy ubieram się w ten sposób - jakieś randki, wyjścia do opery, wesela, zazwyczaj jednak nie mam możliwości uwiecznienia swoich kreacji, bo - po pierwsze - nie biorę ze sobą lustrzanki, po drugie - lubię skupić się na wydarzeniu, w którym biorę udział. Ostatnio pracuję nad tym szczególnie mocno. Skupiać się na rzeczy, którą w danej chwili się robi. Pisałam Wam niedawno, że usunęłam messengera - po miesiącu stwierdzam, że była to dobra decyzja. Trochę trwało zanim odzwyczaiłam się, od natychmiastowego przesyłania zdjęć i memów znajomym,ale ostatecznie znalazłam na to inne sposoby. Zmniejszyłam też częstotliwość otwierania Facebooka (dodatkowo wylogowuję się z aplikacji za każdym razem), a co za tym idzie, cieszę się dodatkowym czasem i brakiem rozproszenia, jakie zawsze było gdzieś z tyłu głowy (ojej, sprawdzę, może ktoś napisał coś istotnego). Nie zawsze jest łatwo, często internet jest najłatwiejszą odskocznią, kiedy chcę zrobić chwilę przerwy pomiędzy różnymi czynnościami, ale staram się nad tym panować.
Wracając jednak do meritum, dzisiaj w głównej roli występuje oryginalny chiński szlafrok/tunika z lat pięćdziesiątych, który upolowałam w internetowym ciucholandzie. Uwielbiam jego nasycony odcień zieleni, którego nie oddaje żadne zdjęcie. Pokazywałam go już tutaj w wersji bardziej codziennej, dzisiaj wersja wyjściowa i sukienkowa zarazem. Do tuniki dobrałam czarne dodatki, płaskie buty na koturnie, gdyż, jak wiecie, wygodę stawiam ponad wrażeniem, jakie robią wysokie szpilki :) Całości dopełnia obustronnie haftowana chińska torebeczka, idealna na wielkie wyjścia. 
......
W zaaranżowanym na szybko kącie pokoju gościnnego, ustawiłam kilka rzeczy, które na co dzień są ozdobą mojego dalekowschodniego gabinetu. Szczególnie lubię wysoki drewniany wazon pokryty laką i ozdobiony ptakami, do którego ostatnio kupiłam sztuczne gałęzie wiśni. Z daleka nie wyglądają źle, chociaż muszę je inaczej ułożyć. Kolejną nowością w moim gabinecie jest porcelanowa figurka z kanarkami, którą widać na stoliku. Inspiracją do stworzenia tego pokoju byla XIX-wieczna moda na pomieszczenia orientalne, wschodnie, chińskie, egzotyczne etc. dlatego staram się wyposażać go przemyślanie i jednym z takich elementów są właśnie moje kanarki, nawiązujące do mody na prawdziwe ptaki, które umieszczano w takich orientalnych pomieszczeniach. Na wielu obrazach z epoki można znaleźć, gdzieś na drugim planie, małe ptaszki w klatach o wschodniej proweniencji lub duże egzotyczne papugi siedzące na specjalnych drążkach. Docelowo zamierzam postawić tę figurkę na drewnianej półce-konsolce, ale nie znalazłam jeszcze takiej, która by mi odpowiadała.







(zdjęcia: Włóczykij)

14 czerwca 2017

Ulubiona sukienka


Niedawno robiłam w szafie wiosenne porządki i wśród wielu sukienek (kiedyś, przy okazji innych zupełnie porządków, liczyłam swoje ubrania i ich liczba mnie przeraziła. To są dziesiątki spódnic, dziesiątki spodni,, bluzek i całej reszty, a zawsze wydawało mi się, że mam ich zaledwie tuzin) wyodrębniłam swój ulubiony typ. Nie żebym wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, w jakim typie sukienki czuję się najlepiej, ale znalazłam kilka bardzo podobnych modeli i uświadomiłam sobie dlaczego je tak lubię. Przy okazji, gdzieś na wieszaku, odkryłam sukienkę, która - trochę zapomniana - wisiała sobie w kącie szafy i w ramach przeprosin założyłam ją do dzisiejszych zdjęć. Nie pałam do niej wielką miłością, ponieważ jest szyta z koła (nagłe podmuchy wiatru są więc bardzo stresujące) i uszyto ją z poliestru, a zatem noszenie jej latem nie należy do przyjemnych, ale kosztowała tylko 2 złote, no i była w tym moim ulubionym typie. A więc jakim?
......
Przepis na idealną sukienkę:
  • miękki materiał (najbardziej lubię bawełnę z dodatkiem wiskozy)
  • góra z małym dekoltem - może nie być go wcale, może być obszyty niewielką koronką (jednocześnie wykończenie dekoltu powinno pozwolić na przypięcie broszki, lub ozdobienie tego obszaru wisiorkiem)
  • wąskie rękawy, mile widziane małe pufki
  • wzór w drobne kwiatki, ciapki, rzuciki na gładkim tle
  • odcinany w pasie, rozkloszowany dół sięgający kolan lub nieco za kolana, spływający po sylwetce
  • może być rozpinana (całość, tylko góra)
Takie sukienki lubię na co dzień, dlatego że nie potrzebują żadnych dodatków, co znaczy, że nie muszę się rano zastanawiać z czym je zestawić, bo po prostu zakładam sukienkę, a do niej jakiekolwiek buty i torebkę (skórzane, gładkie klasyki), narzucam jeansową kurtkę i w drogę! Kiedy chcę być bardziej retro wkładam kapelusz, przypinam broszkę i zamiast torebki biorę w rękę kuferek, kiedy chcę być bardziej hipsterska młodzieżowa zakładam mokasyny, skórzany plecak i wiążę włosy w półkoczek.
Okazuje się, że na blogu zebrało się już trochę wpisów, w których mam na sobie ten typ sukienki. Jeżeli jesteście ciekawi, możecie zobaczyć jak wygląda wersja ze słomkowymi dodatkami, grzeczna wersja retro (lub - jak mi kiedyś powiedziała znajoma z pracy - wersja na pobożną Żydówkę), wersja w stylu angielskiej wsi, oraz wersja boho.






(zdjęcia: Włóczykij)

5 czerwca 2017

Co u mnie słychać tej wiosny? Mix #12


Cześć! Pamiętacie jeszcze emnildowe miksy z nowościami? Od jakiegoś czasu ich nie publikuję, bo nowościami i fajnymi wydarzeniami z życia dzielę się na bieżąco na Instagramie. Bardzo lubię możliwości tej strony społecznościowej, jednak - jak zawsze powtarzam - chociaż na blogu jestem obecnie rzadziej niż kiedyś, jest dla mnie najważniejszy i to właśnie wpisy na bloga wymagają szczególnej uwagi (i trochę czasu) podczas przygotowania. Zdając sobie sprawę, że te różne strony społecznościowe nie są wcale tak popularne, jak by się wydawało ich użytkownikom (kiedy ostatnio usuwałam messengera z telefonu, okazało się, że wielu moich znajomych wcale z niego nie korzysta i wręcz preferuje tradycyjną smsową formę komunikacji w istotnych sprawach), a co za tym idzie, nie wszyscy moi czytelnicy posiadają konto na Instagramie, postanowiłam przywrócić ten mix zdjęciowy na bloga, wykorzystując właśnie zdjęcia z Instagrama i segregując je tematycznie, dodatkowo uzupełniając ujęciami, które się z różnych względów na Insta nie załapały. Także dzisiaj pierwsza próba, a w sumie 12 wpis z tej kategorii zdjęć wszelakich. Zaczynamy!



REMONT. Najważniejszym wydarzeniem tegorocznej wiosny był remont łazienki. Można powiedzieć, że główna część już się zakończyła, chociaż teraz muszę jeszcze zaplanować drewnianą zabudowę - schowek na mopy i środki czystości, a także zorganizować jakieś fajne grafiki na ścianę. Poza tym wszystko jest już gotowe, a ja po kilku latach mam wreszcie łazienkę z prawdziwego zdarzenia! Wcześniej na ścianach były cegły, a potem płyty gipsowo-kartonowe wśród których ciężko się było zrelaksować :) Łazience poświęcę niedługo osobny wpis, a póki co kilka zapowiedzi. Na pierwszym zdjęciu całość, na kolejnym materiał z którego została uszyta ozdobna zasłona i lustro, które też pełni ozdobną funkcję, gdyż wisi nad wanną (plusem jest to, że w czasie brania prysznica mogę zobaczyć czy dobrze zmyłam maseczkę). Obok półka, którą udało mi się znaleźć w internetach - jest w tej chwili jedynym elementem z ciemnego drewna, ale planuję ich więcej. Poniżej mydelniczki znalezione w TK Maxx i dywan z Ikei, który ostatecznie trafił do korytarza, bo zajmował większość łazienkowej podłogi i zasłaniał płytki podłogowe. Staram się żeby łazienka była piękna, więc wyszukuję różne ciekawe rzeczy, jak bomboniera z ostatniego zdjęcia. Mam nadzieję, że z czasem tych przedmiotów będzie coraz więcej.

JEDZENIE. Pewnie już gdzieś o tym wspominałam - lubię gotować, a jeszcze bardziej lubię jeść! No więc tak sobie pichcę rożne fajne rzeczy, jak mam czas i ochotę i z reguły wychodzi mi coś pysznego. Niestety, większość potraw, które przygotowuję to improwizacje (czasem korzystam z przepisów, jednak traktuję je jako inspirację), więc nie umiem powtórzyć dwa razy tych samych dań. Dzisiaj na obrazkach przede wszystkim kuchnia azjatycka (moja ulubiona), a więc: słodko-ostra zupa z dodatkiem wieprzowiny i krewetek, smażony makaron z warzywami i roszponką, orientalne warzywa z dodatkiem czarnuszki i coś nieazjatyckiego: śniadanie mistrzów, czyli warstwowa kanapka z szynką i jajkiem sadzonym.
Niestety, gotowanie ma swoje minusy. W związku z tym, że moje dania bardzo mi smakują, rzadko kiedy mam taką prawdziwą potrzebę żeby pójść do restauracji :)

W DOMU. Poza łazienką nie ma u mnie w domu dużych zmian. Skupiam się na elementach dekoracyjnych i wykończeniowych, chociaż przede mną i Włóczykijem jest jeszcze kilka większych działań (malowanie gabinetu, wymiana drzwi wejściowych i odnowienie boazerii w korytarzu). Zrobiłam sobie listę potrzebnych rzeczy i małych prac w każdym z domowych pomieszczeń i powoli je wykonuję. Od jakiegoś czasu myślałam o kwiatach do wazonu, udało mi się w końcu zrobić bukiecik ze sztucznych, dostępnych w Ikei (chociaż przy okazji następnych zakupów muszę dobrać jeszcze trochę tego zielonego eukaliptusa). Staram się też w miarę chęci mycia naczyń możliwości, organizować sobie wypasione podwieczorki z ciasteczkami, lodami, owocami, bezami i wisienką na wierzchu :) Poza tym na zdjęciach kawałek dużego pokoju z palmą, która teraz znajduje się w sypialni. Nie wiem, jakoś nie mam ręki do palm, nie chcą wypuszczać nowych liści ale nie zniechęcam się, bo są piękne i mam nadzieję, że w końcu znajdę na nie sposób. Na ostatnim zdjęciu fragment mojej sypialni, która od zeszłego roku czeka na prezentację na blogu. W sierpniu 2016 roku była remontowana, ale pomieszczenia zaraz po remoncie są zbyt surowe żeby je pokazywać. Obecnie jednak, sypialnia dojrzała już na tyle, że niedługo poświęcę jej wpis (obiecuję) :)

WYJAZD DO ŁODZI. Na początku maja udało mi się zorganizować mały wypad do Łodzi, który wspominam bardzo miło. Były to cztery dość intensywne dni w czasie których udało mi się zwiedzić flagowe muzea i trochę pospacerować, podziwiając architekturę miasta. W ogóle Łódź mnie mile zaskoczyła - zawsze słyszałam, że ładna to jest tylko Piotrkowska, a reszta miasta straszy - a tu niespodzianka. Nie dość że nie straszy, to mnie zachwyciła. Owszem, to nie jest nowoczesne city, ale w tym tkwi cały urok Łodzi, więc jeżeli jesteście fanami XIX-wiecznej architektury to wizyta w tym mieście będzie strzałem w dziesiątkę! Jak widzicie na zdjęciach, zwiedziłam m.in. palmiarnię i otaczający ją Park Źródliska, zakupiłam trochę pamiątek - notesy, naklejki i przewodnik po Pałacu Herbsta, który to pałac, jest - uważam - najpiękniejszym miejscem w całej Łodzi. Można go zwiedzić także wirtualnie na stronie muzeum (zachęcam), ale nic nie zastąpi wizyty. Na trzecim zdjęciu jeden z moich ulubionych pokoi w tym budynku - salon orientalny, wyłożony błękitną tkaniną, pełen pięknych rzeczy z Dalekiego Wschodu, który mnie zainspirował do wykończenia swojego wschodniego gabinetu :) A na ostatnim zdjęciu móżdżek cielęcy, który sobie zamówiłam na przystawkę w restauracji żydowskiej Anatewka. Był przepyszny, jak i danie główne (kreplach z żurawiną). W ogóle restauracje w Łodzi są godne uwagi, prócz Anatewki warto odwiedzić Bułgarską69 i Lavash.
......
RÓŻNOŚCI. Herbaty kocham i chociaż ostatnio zapasy przekroczyły możliwości spożycia, w związku z czym staram się nie kupować nowych smaków, już planuję jesienno-zimowe zakupy herbat Kusmi, których aromaty skradły moje serce (z tych najbardziej wyrazistych, z pewnością Kaschmir Tchai), ponadto odkryłam także niedawno nową herbacianą firmę Sirocco Tea, którą chcę sprawdzić. Poza tym udało mi się w końcu zobaczyć słynne kwitnące magnolie w arboretum w Kórniku koło Poznania. Ilość kwiatów i różne odmiany magnolii robią duże wrażenie, chociaż kórnicki park jest piękny o każdej porze roku i zawsze znajdzie się w nim jakiś uroczy zakątek do odpoczynku. Na kolejnym zdjęciu mój zestaw kosmetyków z Biochemii Urody, których używam od kilku miesięcy z bardzo dobrym skutkiem. Samą Biochemię znam od kilku lat, ale dopiero w tym roku przebrnęłam przez wszystkie informacje i okazało się, że mieszanie swoich własnych kosmetyków nie jest wcale tak straszne, jak mogłoby się wydawać osobom, które nie mają nic wspólnego z chemią :) Na ostatnim zdjęciu przepiękny, stary album ze zdjęciami, który dostałam od Włóczykija.