5 stycznia 2015

Historia dawnej mody #2: XIX-wieczne bale


W połowie grudnia, po raz kolejny miałam przyjemność przygotować dla dzieciaków ze swojej dawnej szkoły podstawowej prezentację, dotyczącą historii mody. Tym razem wzięłam na warsztat XIX-wieczne bale, ponieważ jest to bardzo wdzięczny temat, pozwalający na zaprezentowanie dziewczętom zdjęć różnych fajnych sukien (podczas pierwszej prezentacji cieszyły się one ogromnym powodzeniem), poza tym zima i okres karnawałowy sprzyjały tego rodzaju przedsięwzięciom - balom publicznym i prywatnym. W dzisiejszym wpisie omówię pokrótce ubiór kobiecy i dodatki do stroju, które dla ówczesnych dam były nie mniej ważne.
......
Trzeba pamiętać, że przygotowania do sezonu balowego zaczynały się na długo przed pierwszą imprezą. Najpierw odwiedzano domy mody. Arystokratki po stroje jeździły oczywiście do Paryża, nieco uboższe panie wstępowały np. do magazynu mód Bogusława Hersego w Warszawie, który od 1868 roku oferował swoim klientkom eleganckie dodatki, suknie szyte na miarę z paryskich tkanin według najnowszych modeli oraz wyroby półkonfekcyjne czyli suknie gotowe, które dopasowywało się do właścicielki. Na sezon balowy kobiety zaopatrywały się maksymalnie w 3 suknie (co przy rodzinie licznej w córki sprawiało, że ojciec musiał naprawdę sporo wydać). Trzeba też pamiętać, że jeżeli rodzice chcieli wydać córkę wydać za mąż bogato, to wspaniała suknia była - w ich mniemaniu - najlepszą inwestycją. Prócz sukni kobiety zaopatrywały się w pasmanterię, czyli dodatki, które miały ozdobić i trochę zmieniać toalety wieczorowe. Tak więc przed kolejnymi balami kreacje obszywano nowymi koronkami i tasiemkami, przypinano do nich kwiatki, które to ozdoby miały sprawić wrażenie, że kobieta ma na sobie inne odzienie. Poza tym taka delikatna - bądź co bądź - pasmanteria w czasie balu łatwo się uszkadzała, co było dodatkowym powodem do zmiany wykończenia sukni przed każdym balem.

Suknie sukniami, ale równie niezbędne były rozmaite akcesoria, które kompletowano przed sezonem. 
1. Oprawka na bukiecik balowy. Okrągłą obręcz kobieta zakładała na palec jak pierścionek, dzięki czemu w tańcu bukiet zwisał swobodnie (przytwierdzony oczywiście do oprawki) i nie przeszkadzał.
2. Przykład modnych w XIX wieku pończoch, które były przytrzymywane...
3. ... przez takie oto piękne podwiązki.
4. Wygodne trzewiki balowe (prawdopodobnie z lat 40 XIX wieku).
5. Wachlarz był koniecznym elementem do balowej kreacji, poza tym z jego pomocą można było przekazywać ukochanemu potajemne znaki. Panie z wyższych warstw społecznych posiadały wachlarze wykonane z masy perłowej i jedwabiu, elegantki o niższym statusie musiały zadowolić się ażurowymi konstrukcjami wycinanymi w drewnie i malowanymi na różne kolory.
6. W XVIII wieku najpotrzebniejsze drobiazgi ukrywano w kieszeniach umieszczonych pod suknią, w wieku XIX zaczęto umieszczać je w małych ozdobnych torebeczkach zawieszanych na nadgarstku zwanych reticule.
7. Tego typu trzewiki na niewysokim obcasie też mogły być całkiem wygodne. Trzeba pamiętać, że to dopiero w XIX wieku zaczęto rozróżniać buty na prawą i lewą nogę (wcześniej oba powstawały na tym samym prawidle), a także usztywniono podeszwę, dzięki czemu buty nie niszczyły się tak szybko, a kobiety przestały czuć każdą niedogodność pod stopami.
8. Podwiązki choć piękne, przez stały ucisk bywały bardzo niebezpieczne.
9. Rękawiczki były obowiązkowym elementem balowej garderoby każdej szanującej się elegantki. Na tego typu imprezy wybierano modele sięgające za łokieć, z reguły w kolorze białym. No i - jak pouczała ówczesna etykieta - za nic nie można było ich ściągać.

Najefektowniejszym wykończeniem każdej toalety była oczywiście biżuteria i inne dodatki jubilerskie.
1. Pierścień z diamentami i szmaragdem.
2. Grzebień do włosów z masy perłowej, który ozdabiał eleganckie fryzury.
3. Brosza z opalami.
4. Nawet flakony na perfumy (bądź sole trzeźwiące) bywały bardzo ozdobne. Ten jest wykonany  techniką mini mozaiki.
5. Komplet złotej biżuterii ozdobionej ametystami.
6. A to taka mała ciekawostka: kolczyki z  ok.1870 roku, wykonane ze spreparowanych koliberków. Popularność tego typu ozdób wynikała z fascynacji ludzi epoki wiktoriańskiej historią naturalną. Wyczytałam gdzieś nawet, że w piśmie jubilerskim z 1879 r. był opisany przypadek pewnej kobiety z Murray Hill, która zamiast biżuterii miała nosić na ramieniu brazylijskiego chrząszcza, którego pancerz lśnił piękniej niż diamenty. Nie byłby to aż tak dziwny news, gdyby nie fakt, że chrząszcz był... żywy, a jego spacery wyznaczał specjalnie dla niego wykonany łańcuszek, którego jeden koniec był przypięty do stroju owej damy.

A teraz słów kilka o tym, jak kobiety radziły sobie z efektowną objętością sukni przed wynalezieniem krynoliny (o niej za chwilę), czyli w 1 poł. XIX wieku. Podstawą, stanowiącą bazę każdej balowej kreacji, była koszulka (7), która chroniła ciało przed sztywnym gorsetem, a gorset i kolejne warstwy stroju przed potem i zbrudzeniem. Na koszulkę wkładano właśnie gorset (8), usztywniany wielorybimi fiszbinami, a z przodu buskiem, czyli długą drewnianą deseczką, która czyniła sylwetkę kobiecą jeszcze bardziej prostą i zarazem sprawiała, że osoba go nosząca miała bardzo ograniczoną swobodę ruchów. Choć gorset wysmuklał talię i nadawał damskiej postaci piękny kształt, trzeba pamiętać o jego zgubnym wpływie na zdrowie (2). Na gorset przywdziewano tzw. staniczek gorsecikowy (9), który chronił suknię wierzchnią, a czasami stawał się XIX-wiecznym push-upem co widać nawet na tym małym zdjęciu. Od 1820 r. do powszechnego użytku wszedł kolejny element garderoby - pantalony, czyli... dwie odrębne nogawki połączone w pasie sznurkiem (wskutek czego pantalony były zupełną odwrotnością dzisiejszych majtów).
Ubrana w bieliznę kobieta mogła wreszcie przystąpić do właściwego odziania się, którego podstawę stanowiły halki. To ich ilość i rodzaj nadawały sukni odpowiedni kształt. Zazwyczaj pod suknią noszono cztery takie halki. Pierwszą była tzw. włosianka (5), czyli halka przetykana końskim włosiem - sztywna i mocna, mogła być obszyta dodatkowo "robiącymi" objętość falbanami. Na nią przychodziła halka watowana (6) usztywniana w górnej części fiszbinami, potem ozdobna halka bawełniana - mocno krochmalona i obszyta rzędami koronek, a na koniec najpiękniejsza i najbardziej strojna halka muślinowa (3), która była widoczna w sytuacji "zadarcia się" sukni.

Przykłady sukien balowych na halkach z lat 30 i 40 XIX wieku.

W połowie lat 50 XIX, kiedy halki nie były w stanie utrzymać ciężaru coraz cięższych sukien, ich miejsce zajęła krynolina, czyli stelaż z metalowych obręczy łączony taśmami. Konstrukcja ta była o wiele lżejsza i swobodniejsza (na krynolinę zakładano już tylko 1-2 cienkie halki, żeby druty nie odznaczały się pod suknią), ale wymagała od kobiet wielkiej gracji w operowaniu suknią. Trzeba było umieć poruszać się (szczególnie w wąskich przestrzeniach), siadać tak, aby krynolina się nie wybrzuszała, no i pamiętać, że przy takim obwodzie spódnicy zbytnie zbliżanie się do kominka może skończyć się tragicznie. A lekka konstrukcja krynoliny, którą na początku tak chwalono, przy dużym wietrze unosiła się, odsłaniając wszystkim wokoło wdzięki właścicielki.
Na zdjęciu powyżej przykłady sukien balowych na krynolinie z lat 50 i 60 XIX wieku. Szczególnie fajna jest suknia w lewym górnym rogu, którą można było nosić w wersji zarówno dziennej jak i wieczorowej.

Po lewej zbliżenie na bertę, czyli bardzo dekoracyjny kołnierz sukni, który nakładano na owalne zazwyczaj wykończenie, a na środku mała ciekawostka. Jest to muślinowa suknia pochodzenia prawdopodobnie indyjskiego z ok. 1850 r., która została ozdobiona 1942 okrywami skrzydeł chrząszczy (na szal zużyto 1548 pancerzyków).
......
No i na koniec zostały fryzury, które były dopełnieniem całej wieczorowej toalety. Jak wydać na poniższych zdjęciach z włosów tworzono misterne konstrukcje, które bogato ozdabiano. Ówczesne fryzury składały się z kilku odrębnych części (koka, warkoczy, loczków na skroniach), które razem tworzyły zgrabną całość. Wysokie, odsłaniające kark upięcia, nadawały kobietom lekkości i wzrostu, co przy sylwetce przytłoczonej ciężką konstrukcją sukni było koniecznością.

20 komentarzy:

  1. Stworzyłaś bardzo ciekawy i przejrzysty wpis:) Jak prezentacja podobał się dzieciakom? Pamiętam, że w podstawówce moda historyczna interesował mnie o wiele bardziej niż nudne opisy bitew ;)
    Ówczesne damy dobrze wiedziały, że żadna toaleta nie będzie kompletna bez odpowiednich dodatków. Najbardziej spodobał mi się komplet złotej biżuterii z ametystami oraz grzebień. Jeszcze przygarnęłabym pończoszki ze wzorem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mody historycznej ze szkoły nie pamiętam zupełnie. Pamiętam z kolei,że niedaleko szkoły była księgarnia do której czasem wstępowałam po lekcjach i że w tej księgarni znalazłam książkę o historii mody mody dla dzieci. Niestety, rodzice mi jej nie kupili (a namawiałam strasznie!) i do dziś mam traumę z tego powodu. Żartuję :) Ale trochę nie rozumiem jak można dziecku odmówić książki. I to mądrej.

      Usuń
    2. Modę historyczną poznawałam dzięki przeglądaniu w szkolnej czytelni serii Tak żyli ludzie ;)
      Do dzisiaj boleję, że lekcje historii koncentrowały się na wkuwaniu dat, z całkowitym pominięciem życia codziennego.

      Usuń
  2. Genialny post! Az znowu zachcialo mi sie pojsc na taki bal. Z pieknymi sukniami, ale moze bez scisku wnetrznosci:p
    zapraszam na mellpay! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że przypadł do gustu :) Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa i rzeczowa notka. Świetnie napisana.
    Dodam od siebie ciekawostkę, że "żywa biżuteria" to nie tylko pomysł dziewiętnastowieczny. Do dziś można taką kupić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? A gdzie? Cieszę się, że wpis się podoba. Miałam pewne obawy czy nie będzie długi i przynudnawy :)

      Usuń
    2. Anonimowy6/1/15

      No fakt: istne kompendium to to jest. -Łączę serdeczności! _Włóczykij.

      Usuń
    3. A tutaj: http://www.roachbrooch.com/live-roach-brooch/
      Choć osobiście uważam to za niehumanitarne :(

      Usuń
    4. Ja też. Szkoda pluskwiaków :)

      Usuń
  4. Anonimowy5/1/15

    Porażające ;) Fascynujący wpis!

    OdpowiedzUsuń
  5. Te spreparowane kolibry i opowieść o chrząszczu na łańcuszku są z lekka upiorne!
    BTW - chciałabym zadedykować Ci wpis na moim blogu:
    http://team-jennifer.blogspot.com/2015/01/mam-talent-11.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo! Czytałam, widziałam, na dniach skomentuję, bo ostatnio zupełnie nie miałam czasu - pozdrawiam!

      Usuń
  6. Fantastyczny post! Dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy. Pozdrawiam ciepło, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. Zawsze mam trochę problemu z takimi wpisami, bo nie wiem czy napisałam wszystko, co ważne i czy informacje w nich podane nie są chaotyczne. Ale skoro piszesz, że jest w porządku, to... jest w porządku :D

      Usuń
  7. Bardzo ładna prezentacja:)))chętnie bym poszła na taki bal:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba chciałabym iść jako niewidzialny obserwator. Na takich dużych imprezach, szczerze mówiąc, bawi mnie tylko poczęstunek :P

      Usuń
  8. *.*
    suknia ozdobiona pancerzykami, kolczyki z kolibrów.. czego to ludzie nie wymyślą i jakie cudeńka wychodzą:D
    ale to za te pończochy dałabym się chyba pokroić...;)
    miło się czytało:)))

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.