24 maja 2015

Sztuka ulotna


Pisanie o aromatach nigdy nie było mają mocną stroną, z tego względu, że zapachy bardziej odczuwam i przeżywam, niż potrafię ubrać je w jakieś sensowne słowa.
Zresztą... każdy z nas chyba ma jakieś ulubione wonie, które przywodzą mu na myśl albo to konkretne życiowe wspomnienia, albo kojarzą się z czymś nieziemsko przyjemnym lub kreują wyobraźnię, gdyż często (przynajmniej w moim przypadku) konkretna nuta zapachowa sprawia, że uruchamia się moja fantazja i przenosi mnie hen daleko, w odległe krainy, które w moim odczuciu w tym właśnie zapachu się zawierają. Wybieram zazwyczaj ciężkie, orientalne, niejednoznaczne perfumy, przez niektórych klasyfikowane jako zapachy wieczorowe. Lubię, kiedy zapach mnie otula, kiedy tworzy wokół mnie tarczę, sprawia, że mogę uciec w tę woń wówczas, kiedy nie czuję się do końca pewnie w jakiejś sytuacji (wówczas przenoszę się w wyobraźni w te dalekie krainy pachnące korzennymi przyprawami, suchym pustynnym powietrzem, wonnym dymem lub bliższe: spowite w zapach liści, zieleni i deszczowego powietrza). No ale dobrze. My tu gadu gadu o odczuciach, a dzisiaj na swoją premierę czekają naprawdę ciekawe zapachy, na które chciałabym skierować Waszą uwagę.


Zacznę od magicznej nazwy A m o u a g e, czyli odkrytej przeze mnie niedawno manufaktury perfum, założonej przez Sajida Hameda bin Hamouda, krewnego sułtana Omanu, który w 1983 roku postanowił rozsławić w świecie arabskie tradycje perfumiarskie i stworzył miejsce kreacji zapachów tworzonych tylko i wyłącznie z naturalnie występujących w przyrodzie składników. Z czystej ciekawości zamówiłam sobie próbki i... wpadłam po uszy! Pierwsze zetknięcie z zapachami było zwyczajne. Jedne perfumy skojarzyły mi się z mydlinami, drugie zawierały - w moim odczuciu - nuty typowo męskie, trzecie zaś uznałam za zapach odpowiadający. Jednak wystarczyło kilka dni oswajania się z próbkami, żebym zdążyła pokochać każdą z nich (wszystkich perfum Amouage jest kilkanaście i aż boję się z tego powodu testować następne). Powiem szczerze, że wszystkie zapachy, które dotąd wielbiłam w popularnych perfumeriach, przy Amouage stają się mdłe. Pozbawione wyrazu i charakteru. Nawet Opium Yves Saint Laurenta - do tej pory uznawane przeze mnie za perfumy bardzo wielowymiarowe (od dawna zresztą jest było na mojej liście zakupowej) - straciło urok i teraz czuję w nim po prosu tylko i wyłącznie tytułowe opium. Za to Epic, Fate* i Interlude, czyli te moje próbki, posiadają taką głębię zapachu, że przy każdym użyciu mnie ona olśniewa i zaskakuje zarazem. W zależności od czasu interakcji ze skórą pachną raz to słodko, raz tajemniczo lub jeszcze jakoś tak niespodziewanie, ale zawsze przepięknie. 


Jeżeli chcielibyście przetestować zapachy Amouage, polecam zamówić próbki w perfumerii Quality Missala (poza tym poczytajcie na ich stronie opisy tych perfum - są mistrzowskie), aczkolwiek duże opakowania lepiej zamawiać w innych miejscach, gdyż są tańsze (choć, niestety, w przypadku Amouage cena zawsze jest zaporowa, to uważam że każdy powinien sobie od czasu do czasu pozwolić na odrobinę luksusu:)). Można też przetestować zapachy osobiście, a jedna z filii perfumerii Quality znajduje się również w Poznaniu - w Bazarze (wejście od Paderewskiego). Niedługo się tam wybieram, żeby powąchać coś z serii Amouage Library Collection, która mnie bardzo zaintrygowała.


Prócz wspomnianych wyżej wonności osobistych, cenię też ogromnie wszelkiego rodzaju aromaty mieszkaniowe, jak: kadzidełka, świece zapachowe, woski etc. Niedoścignionym wzorem idealnego aromatu o wielkiej sile rażenia, było dla mnie zawsze kościelne kadzidło, tak szczelnie wypełniające zapachem stare świątynie (o czym wspominałam kiedyś we wpisie o Jerozolimie), obecne pod postacią wszechogarniającej mgły lub ledwie tlące się z trybularza. Jest to ten rodzaj zapachu, który - niezależnie od mieszanki spalanych aromatów - wywołuje wrażenie podniosłości, tajemnicy i uroczystości danej chwili. Zapach żywicznego kadzidła jest po prostu piękny, niezwykle czysty, mocny, konkretny i obezwładniający.


Prawdziwe kadzidło to nic innego jak żywica, którą uzyskuje się z drzew rosnących tradycyjnie w rejonie Afryki i Bliskiego Wschodu, a umiejętne łączenie jej poszczególnych gatunków sprawia, że mamy do czynienia z różnymi kompozycjami zapachowymi. Aby żywica uwolniła swój aromat, należy ją spalić, czyli nasypać kilkanaście granulek na rozżarzony węgielek. W warunkach domowych wystarczy ich naprawdę niewiele, chociaż ja kiedy kadzę, to kadzę tak, że gęsta zasłona dymu utrzymuje się w mieszkaniu przez kilka dobrych godzin (a sam zapach przez trzy dni).


Zważywszy na to, że zapach kadzidła uwodził mnie od lat dziecięcych, dość sporo czasu minęło, zanim zamówiłam swoje własne słoiczki z kropelkami aromatycznych żywic. Zaopatrzyłam się w sklepie Prema, który jest importerem wysokogatunkowych kadzideł firmy Three Kings. Wielkim plusem jest możliwość zakupienia u nich małych opakowań (w sam raz na test i domowe warunki) oraz sympatyczny kontakt.
......
* Fate jest zapachowo dość bliski wspomnianemu Opium, ale o niebo od niego głębszy, cieplejszy, a mocny kadzidlany aromat oswojony został aromatem róży i jaśminu.
......
Wpis nie jest sponsorowany :)


28 komentarzy:

  1. Zachęciłaś mnie do wizyty w perfumerii ;) Ja też czasem mam wrażenie, że łatwiej coś poczuć niż opisać, ale Twój wpis jest bardzo zgrabny :)
    Perfumy arabskie trochę kojarzą mi się z epoką, gdy perfumy były czymś luksusowym i trudno dostępnym. Mam takie samo wrażenie także, gdy odwiedzam różne "mydlarnie" - kiedyś damy miały dużo mniejszy wybór kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te orientalne zapachy mają w sobie takie nieuchwytną ciężkość i bogactwo zapachu, w przeciwieństwie do aromatów (że pozwolę sobie na takie uogólnienie) europejskich: lżejszych, bardziej kwiatowych i świeżych.

      Usuń
  2. Tak jak pisałam Ci w komentarzu na fb, też siedzę w tematyce perfumiarskiej. Tylko, że Ty znalazłaś perfumy z wysokiej półki, podczas gdy ja zaczęłam szukać przyjaznych taniuchów :) W ten sposób zapoznałam się z marką Tesori d'Oriente. Tanie to jak barszcz, aż wstyd pisać, ale zapachy mają bardzo intrygujące. Niestety, ostatnimi czasy moje zamiłowanie przeszło w stronę zapachów trawiastych, więc znalazłam u nich dla siebie tylko jeden typ: the Verde di Ceylon. Z ciekawości - znasz tę markę? :)

    A co do kadzideł, to od dawna czaję się na olibanum, ale jakoś nie mogę się zdobyć, żeby wypróbować... ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tę markę, a jakże, ale od strony kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała. Nie wiedziałam, że mają w swojej ofercie także zapachy. Mam dwa pytania: o trwałość i o miejsce, w którym można je kupić :) To, że są tanie to wielki plus - zobacz, te zwykłe perfumy z Oriflame też niby tanie, ale jak pięknie pachną, co nie?
      A co do kadzideł, to naprawdę jest świetna sprawa. Zapach utrzymuje się długo po kadzeniu, także czasem, kiedy wracam do domu po trzech dniach od kadzenia czuję, że jest jeszcze schowany w zakamarkach. Trzeba też pamiętać, że zapach lubi wchodzić w ubrania i nieraz już słyszałam od znajomych: "Oho, jakoś tak dziwnie pachniesz kadzidłem" :)

      Usuń
    2. Hm, z utrzymywaniem zapachu podobno jest różnie, czyli każdy jedne utrzymują się dłużej, drugie krócej. Ja akurat nie jestem adekwatną osobą do odpowiadania na to pytanie, bo na mnie nawet Eden trzyma się góra 4 godziny :( Ale jak psiknę na ubranie, to do następnego prania zapach czuć :)
      A gdzie się można zaopatrzyć? Jak zwykle niezawodne jest allegro - jest tam nawet taka aukcja, gdzie można kupić 4 próbki za 9 złotych + przesyłka z InPostu za jakieś 3,90 :) Zapachów jest 25, z czego pięć to perfumy męskie.

      Oj kusisz tym kadzidłem, kusisz... *.*

      Usuń
  3. O w mordę. Zobaczyłam cenę i spadłam z krzesła.
    Oczywiście wiem, że luksusowe dobra mają swoją wartość, tym niemniej nawet moja rozrzutność ma swoje granice ;) A ja sobie poskąpiłam na J'adore Diora. Głupia ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No. Cena nie jest łatwa, chociaż daleko im do najdroższych perfum świata z manufaktury Clive Christian, które zostały wpisane nawet do księgi rekordów Guinessa, a jak głosi "legenda" sir Elton John używał ich do perfumowania ogrodów w czasie jakieś organizowanej przez siebie imprezki :) To dopiero jest rozpusta :)

      Usuń
  4. Anonimowy25/5/15

    błagam - nie "perfum"!!!! (nawet w liczbie pojedynczej, nigdy nie "jeden perfum"!!, tylko zawsze "perfumy"!). strasznie to razi przy tak udanym wpisie...

    /ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę. Już poprawiłam :)

      Usuń
  5. czekałam na ten wpis!:D w końcu!:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy29/5/15

    Właśnie zamówiłam Honour i Fate, nie powiem, że nie dzięki Twojej rekomendacji.Ciekawi mnie pojemność próbek. U Ciebie są pokaźne :)
    Czytam bloga ale pierwszy raz się wypowiadam - Witaj więc mile :)

    MartaM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, bardzo mi miło :) Próbki nie są duże, mają nieco ponad 1 mililitr. W pierwszej chwili pomyślałam, że zamówiłaś pełnowymiarowe perfumy i tak sobie pomyślałam: "Ta to ma dobrze!" - hahaha :)

      Usuń
    2. Anonimowy2/6/15

      taa jasne.. musiałabym się uzbroić w nadludzką siłę woli żeby odłożyć, a potem i tak byłoby mi szkoda tyle kasy wydać na jedną ( fakt cenną ) rzecz. Próbki doszły i leżą - czekam na jakąś wyjątkową okazję aby się skropić. Z tego co wywąchałam mogę powiedzieć, że są baaardzo obiecujące. Bałam się mocy kadzidła ale niepotrzebnie. W ogóle perfumeria ktorą polecilaś to istny raj i przekleństwo zarazem dla czułych na miłe wonie nosów. Ceny zaporowe ale z przyjemnością się ogląda te piękne flakony i czyta opisy. Działają na wyobraźnię :)

      MartaM

      Usuń
  7. Anonimowy29/5/15

    Ja z perfumami tzn.z wodami toaletowymi to mam problem(alergia-bolaca glowa) co nie znaczy ,ze nie uzywam:)W lecie szczegolnie preferuje kwiatowo- owocowe lub pustynno egzotyczne. Natomiast zima bezkwiatowo, bardziej na lodowato, czysto jak ubranie po praniu To taka moja wizja zapachowa.
    Napisze Ci jak to ze mna jest:
    I tak kiedys bylam fanka DUNE -diora, potem przeniaoslam sie na Eau de Jardains -Clarins.Rok 2013 byl rokiem La vie est belle-Lankome, teraz preferuje serie Roger Gallet -zapach gegenbre rouge.Natomias moim idealem sa Hermesy:
    http://www.sandrascloset.com/wp-content/uploads/2011/03/Collection-des-Parfums-Jardins-Hermes.jpg
    STRASZNIE DROGIE!!brrr...i ide sobie poniuchac do perfumeri i czasem wyzebrze jakies probki hihi, jak sie uda a jak nie to pryska na siebie niby na papierek i wychodze zadowolona w oblokach zapachu.
    Zapach domu lubie napelnic olejkami (bio) w lecie pomaracza w zimie szyszka (od kadzidelek boli glowa :(
    dobrze odkazaja powietrze z rostoczy i nawet lecza katar :))
    ja mieszkam we francji i te olejki kupuje w aptece.Rospalam kominek swieczka dodaje wode i 10 kropelek olejku i aromacik cudnie sie roznosi.
    Kominek:http://www.biothai.pl/userfiles/image/produkty/bt4ai01-163.jpg
    POZDRAWIAM ;-) i czytam....
    éln

    OdpowiedzUsuń
  8. Super zdjęcia, chętnie opublikujemy Twojego bloga w naszym Katalogu Blogów Modowych jusTFashion. Zachęcamy do zgłoszenia bloga i zdobycia większej grupy odbiorców. Pozdrawiamy jusTFashion

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny, klimatyczny blog i bardzo interesująca osóbka Prowadząca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy22/6/15

    Wspaniale napisałaś o aromatach i jak zwykle okrasiłaś zdjęciami. Niezasłużenie na początku zauważyłaś, że nie potrafisz ich opisać. Bardzo wciągający wpis :-)
    Pozdrawiam, Ewa

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy24/6/15

    Zgadzam się z Panią Ewą na 100%. _Bea (fanka Comy).

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaciekawiłaś mnie tym kadzidłem, zajrzę do tego sklepu, u mnie w domu królują świece zapachowe:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy2/7/15

    gdzie jesteś?
    wracaj!

    /a.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawe są te kadzidełka;p

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy26/7/15

    Ostatni artykuł z 24 maja. Pani Sylwio, jest tam Pani???

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy4/8/15

    Witam letnią porą (zastanawiałem się, czy nie lepiej zabrzmi: "Witam letnią marchwią!", jednak dość szybko porzuciłem tę myśl, ponieważ "warzyw" ten może mieć zbyt erotyczny wydźwięk, a tego chciałbym uniknąć)! Rozumiem, że są wakacje, ale w końcu takie grono wielbicieli -jak nasze gremium- także do czegoś zobowiązuje. Zatem: "Mocy, przybywaj! + "Alleluja i do przodu!" (jak to mawiają znani klasycy), i poproszę o kolejny post ;-) Pozdrawiam- wierny czytaciel i oglądaciel- _Jakub C.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję serdecznie za wszystkie komentarze. Chciałam poinformować (w razie gdyby ktoś nie bywał na fanpejdżu), że z nowymi wpisami wracam we wrześniu. A więc cierpliwości! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy28/8/15

    Yo! Po prostu kciałem być dwudziestym szóstym komentarzem ;-) . -Łączę ser... itd. _J.Czapla.

    OdpowiedzUsuń
  19. Anonimowy29/8/15

    Witam serdecznie! Ja też odczuwam potrzebę (nawet troszkę mi z tego powodu czerwienią się policzki) zapisania się na tych kartach choćby poprzez krótka jakąś notkę; ja także pragnęłam być 26-tym komentarzem, ale się spóźniłam... -tak myślałam. Jednak dzis po południu po odbyciu krótkiej drzemki poobiedniej wpadłam na iście szatański pomysł: ja także będę 26-tym komentarzem, z tą tylko różnicą, że podpisanym jako "26a". A co mi tam. W każdym razie: Emnildo, Emnildunio, Emnildunioneczko, Emnilduniuniusiu! Wracaj na blogaaaaaa! Czekamy tu na Ciebie i na twoje stylizacje. _Bea (fanka Comy). P.S. Pozdrawiam wszystkich czytających!

    OdpowiedzUsuń
  20. Próbowałaś może greckich kadzideł? Chyba też od Premy, a jak nie to gdzieś można dostać je razem. Mają niesamowite zapachy, szczególnie dzika róża (której bardzo daleko od tych wszystkich paskudnych syntetycznych "rózanych" zapachów) najbardziej mnie urzekła.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.