27 lutego 2010

Wiosna, ach to ty!

Post dedykowany Kasi

Nie mogę już doczekać się wiosny! Czasami nawet zastanawiam się, czy już nie rozgościła się na drzewach i w moim pokoju, bo czuję jej powiew, a ciepłe promienie dopołudniowego słońca, które otulają mnie swoim blaskiem, sprawiają, że tęsknię za nią jeszcze bardziej, a jednocześnie coraz mocniej czuję ją w sobie. Wiosna to taki mój stan umysłu, w którym tworzę nowe cele i marzenia i wszystko widzę pozytywnie, bo jak to rzekł Bruno Schulz "nikt nigdy nie zgłębił zamysłów wiosny", a ja myślę, że zamysły tej pory roku muszą być pozytywne. Więcej! One są pozytywne, nawet, kiedy wydają się być negatywne, niemożliwe i złe. To przecież od nas zależy czy zobaczymy plusy jakiejś sytuacji. Ja widzę w wiośnie same plusy! Wszystko się zieleni, rodzi i rozwija, budzi mnie świergot ptaków, mogę skakać wysoko do góry, biegać boso po trawie i poczuć na sobie spływające krople deszczu. Mogę się ubierać w zwiewne sukienki, czytać książkę na parkowej ławce, obserwować pioruny błyskające za oknem i wdychać zapach wilgotnej, roztapiającej się ziemi!
......
Fantastyczną torebkę, którą mam ze sobą, dostałam w prezencie od pewnej Kasi, która napisała do mnie kiedyś maila i postanowiła obdarować takim oto kuferkiem. Jest mi niesamowicie miło, że spotkało mnie takie sympatyczne wyróżnienie. Chciałabym w tym miejscu Kasi bardzo, bardzo gorąco podziękować! (Jeśli czytasz Kasiu, to chcę Ci przekazać, że wykasowałam Twojego maila nie zapisawszy wcześniej adresu, stąd dziękuję dopiero teraz i w takiej formie).
Torebka jest ostatnio moją ulubioną, mieszczę w niej wszystko, co potrzebuje dziewczę od świtu do nocy przebywające poza domem. Poza tym jest to moja pierwsza torebka o tego typu kształcie i zapięciu i czasem kiedy ją otwieram, czuję się jak dr Queen:)




(zdjęcia: Solaque)

20 lutego 2010

The grass was greener*

Z wolna, tak, jak topnieje śnieg za oknem, odchodzi ode mnie zimowy marazm i niechęć do wyszukanych ubraniowych kompozycji. No dobra, przesadziłam trochę z tym 'wyszukaniem', chodzi o to, że zimą zakładałam na siebie ciągle ten sam sweter, jedną spódnicę, nie nosiłam biżuterii, fikuśnych apaszek i upinanych fryzur (pod płaszczem przecie i tak nic nie widać), ale wprost proporcjonalnie do znikania lodowych sopli, budzi się we mnie chęć do modowych kombinacji! Oj, niemały wpływ miała też na to jedna taka pani K., która powiedziała, że "nie jestem już taką elegantką jak dawniej", czyli, krótko mówiąc, że zdziadziałam. Dawno już nie słyszałam słów, które zrobiły na mnie większe wrażenie. Pozytywne, bo kopnęły i zmobilizowały mnie do zmian.
......
A lubuję się ostatnio w eklektycznych zestawach i mnóstwie zaskakujących dodatków. Uwielbiam futrzane kołnierze, bo nadają charakteru i wykańczają strój, getry, które są fajnym łącznikiem rajstop i butów, oraz wzory, tłoczenia, chropowate tkaniny i biżuterię, która kłóci się z całością.
......
Sweterek przeszedł długą drogę od maminej, przez babciną szafę, aż trafił do mnie. Najbardziej lubię w nim haftowane kwiaty, tworzące niepowtarzalny, romantyczny klimat i kolor orzechowego brązu. Spódniczkę kupiłam w ramach pocieszenia w związku ze zgubieniem innej, kwiatowo-granatowej, a że ja ekonomiczna dziewczyna jestem, to zamknęłam się w 2 złotych:) Torebkę natomiast, jak i futrzany kołnierz, dostałam od taty, który mimo braku znajomości kolorów, stylów i rozmiarów, zawsze jakoś trafia w mój gust i robi mi fantastyczne niespodzianki!
......
*Jeśli post jest nudny, to przepraszam, ale nie myślę dziś racjonalnie i żyję muzyką. Konkretnie genialnym utworem High hopes zespołu Pink Floyd, którego namiętnie słucham cały czas i czuję wręcz fizyczny ból marząc o tym, by przemienić się w nuty i wskoczyć w jego głębię.




16 lutego 2010

Duża mała Mi

Wiem nawet, kiedy wpadł mi do głowy ten prześmiewczy pomysł na małą Mi. Właśnie wtedy, gdy uczesałam sobie koka wysoko na głowie i spojrzałam w lustro. Natychmiast skojarzyła mi się z nim ta właśnie sukienka, zakupiona niedawno za symboliczną złotówkę. Spływający materiał sprawia, że bardzo ładnie układa się przy chodzeniu, co zakomunikowali mi postronni obserwatorzy. Ja mogę dodać, że jest bardzo wygodna, nietuzinkowa i ma ciekawie skrojone rękawy. Trochę pogrubia, ale na szczęście jest to sukienka stworzona do duetu ze swetrem lub kamizelką. Na pierwszy ogień poszedł gruby, zimowy, skandynawski, kupiony w tym samym , co suknia, ciucholandzie. Razem tworzą idealny zestaw na chłodne dni.
......
Więcej dziś nie przynudzam. Poczytajcie lepiej co kombinuje mała Mi.

-->
Obok niej siedziała mała Mi, trochę dumna, trochę zawstydzona, jako że własnymi łapkami starała się pozszywać kapturek na imbryk do herbaty i wypolerować piaskiem srebrną tacę. Ani kapturkowi, ani tacy nie wyszło to na dobre, ale być może zamiary ważniejsze są od wyników.
- My będziemy spały w domu - powiedziała Mimbla stanowczo. - Tam mogą być mrówki, a jak cię pogryzą, będziesz większa od pomarańczy. - Ale kiedy ja chcę być duża, chcę być duża chcę być duża chcę być duża! - krzyczała Mi. - Bądź grzeczna! - upomniała ją siostra. - Bo przyjdzie Buka i cię zabierze!
- Gdzie twoja mama? - spytał. - Zjedzona - błyskawicznie skłamała Mi. - Może masz coś do jedzenia? Włóczykij wskazał fajką biwak i ognisko, nad którym bulgotał kociołek pełen grochu. Obok stał drugi z gorącą kawą. - Ale ty pijesz pewno tylko mleko? - powiedział. Mi roześmiała się pogardliwie. Nie mrugnąwszy okiem wlała w siebie całe dwie łyżeczki kawy, a do tego zjadła ni mniej, ni więcej, tylko całe cztery ziarnka grochu.

-->
- Jeżeli jestem smutna, to nie muszę tego uzewnętrzniać za pomocą kokardki – powiedziała.
- J e ż e l i jesteś smutna, to tak – rzekł Maminek. – Ale ty nie jesteś smutna.
- Nie – protestowała Mi. – Nie mogę. Mogę tylko być wesoła albo zła. Ale jeżeli się rozzłoszczę na Lodową Panią, to może się zdarzyć, że kiedyś ugryzę ją w nogę.

 -->
--> -->Jak się gniewać, to się gniewać - stwierdziła mała Mi, obierając ziemniaka zębami - Trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś gniewa się nie tak, jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka.

11 lutego 2010

"Nie szukaj szczęścia za górami, za lasami"*

Oto zostałam wytypowana do Happy blog przez niezawodną Szmaragdę. Tak też czułam w kościach, że jeśli ktoś mnie wytypuje, to właśnie ona. Moje zdolności magiczne nie zawiodły:) A ja do zabawy zapraszam... czary-mary... abrakadabra... Karo!
......
Trudno mi wyliczyć ( a tym bardziej opisać) co sprawia mi radość. Wszystko! Jestem osobą, której naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia. A ostatnio czuję się przeszczęśliwa. Nie wiem dlaczego , ale chodzę z wielkim uśmiechem przylepionym na mojej duszy i cieszy mnie wszystko, co przede mną. To, co pewne, zaplanowane i to, co wymyśliłam sobie, że mnie spotka. Ze wszystkiego się śmieję, do wszystkiego robię zabawne miny. To chyba zasługa nadchodzącej wiosny, ale o tym napiszę zaś!
......
A teraz do rzeczy, bo cieszy mnie wiele rzeczy: deszcz, sadzenie kwiatów, jazda na rowerze, myszkowanie po strychach i piwnicach, sen, przywieszanie nowych obrazów w pokoju, kupowanie książek, rozmowy o wszystkim i o niczym, subwoofer i basy, światło świec, grzebanie rękoma w mokrej ziemi, uczucie teatralnego odrealnienia, malowanie paznokci, czekolada rozpływająca się w ustach, wtulanie się w świeżą pościel, pisanie listów, oglądanie fotografii, przestawianie mebli w pokoju, chochoły i inna Muza, przeglądanie atlasu świata, pisanie pamiętnika, opowiadań i wierszy, przeciąganie się, picie owocowych koktajli, niespodziewane spotkania, śpiewanie, układanie scenariuszy snów, Muminki we wszelakiej formie, zachwycanie się pięknem XIX w., zupa pomidorowa u Kasi, oglądanie się w lustrze, stawianie na swoim, picie Yerby, udawanie bohaterki filmu, robienie prezentów, brak kontaktu z rzeczywistością, teksty piosenek o dużej abstrakcyjności, włóczenie się po mieście i po pustkowiach, zakupy ciuchowe z Solakiem, bibeloty, rozciąganie kręgosłupa, odtworzenie czyjejś twarzy w pamięci, odciskanie kształtu dłoni w mące, zakupy w Lidlu, robienie na przekór, aromat mandarynek, burze z piorunami, ślimaki chodzące po ręce, znalezienie zagubionych pół roku wcześniej - gdzieś w przepastnych mych szafach - ciastek lub pieniędzy, picie alkoholu, bycie sową lub rannym ptaszkiem, błękit nieba w mroźny dzień, Pastella & Pastella Kasi (przy której Lisner może zwijać manatki!), nocny księżyc świecący mi w twarz, używanie odświeżacza powietrza, egzystencjalne dyskusje, robienie głupich min... no i gra na akordeonie (mam nadzieję, że wkrótce również na gitarze:) Przemka oraz podziwianie go (ba!), jako wokalisty (wow!) i gitarzysty (a co!) najlepszego ślubnego zespołu 'Shakers'. Hihi:D
......
I cieszy, a raczej śmieszy mnie moja karykatura, wykonana przez jednego Rosjanina, którego ulubiony tekst brzmiał: "Idu do ubikacji - rozumisz?". Jako że codziennie go odwiedzaliśmy (bo wszyscy moi znajomi rysowali sobie karykatury innego dnia) doszliśmy do wniosku, że to naprawdę jego ulubiony tekst. Inną zagadką jest, dlaczego siedział w tejże ubikacji aż 20 minut.


* cytat pochodzi z operetki "Księżniczka czardasza" , skądinąd mojej ulubionej!

8 lutego 2010

W wielkim mieście



Ostatnio zachwycam się Poznaniem. Chodząc uliczkami mniej i bardziej uczęszczanymi, zwracam uwagę na ukryte zakamarki, detale architektoniczne i uważnie przyglądam się miejscom, które mijam. Czasami czuję, jakbym była tutaj po raz pierwszy - wszystko jest dla mnie nowe, nieodkryte i piękne! A to jakaś rzeźbiona brama, kryjąca tajemnice opuszczonego podwórza, a to urokliwy witraż na zapomnianej klatce schodowej cudnie załamujący światło, jakaś stara ścieżka wijąca się, gdzieś, między kamienicami.
......
A nade wszystko lubię patrzeć na Poznań z wysoka, podziwiać rozległą panoramę urozmaiconą budynkami z różnych epok i móc stwierdzić, że jest ładniejsza niż panorama Paryża (tak, tak, odezwała się i mądrzy specjalistka, co w Paryżu nigdy nie była. Ale muszę powiedzieć, że z pomocą wujka Googla zwiedziłam sobie to miasto wirtualnie wzdłuż i wszerz i owszem, jest czarujące, ale czy ładniejsze od Poznania? Kiedyś to sprawdzę naocznie.) W każdym razie widok na plac Bernardyński z 5-go piętra jest niesamowity, no nie?! Dla mnie bomba, a nawet bomba z rumem!
......
Zdjęcie nocne przedstawia jedną z moich ulubionych poznańskich uliczek, łączącą św. Marcina z Taczaka. Lubię sobie nią wędrować przed, lub po pracy i myśleć o niebieskich migdałach, bo w tej ścieżce zaklęta jest magia i myślenie o cudach i abstrakcjach jest tu jak najbardziej na miejscu.

4 lutego 2010

Graj w zielone

Niech żyje eklektyzm.
Niech żyje artyzm.
Niech żyje krakowski Kazimierz, żydowska kultura i... no właśnie? Dialog?

Rok 2006. Synagoga Stara. Siedzą na ławce. Ona wpatrzona w bimę. I jakiś on. Stary, siwiuteńki, zwiedzający muzeum dziadunio. Nagle chwyta ją pod brodę, przekręca głowę w prawo i patrzy.
- Żydówka, czy nie Żydówka?
- Niestety nie - odpowiada zaskoczona.
- Szkoda, wielka szkoda...

"Ona" czyli ja. Emnilda.