3 kwietnia 2016

"Nie dla bydła", czyli o manii zbierania

Leon Wyczółkowski, Portret Feliksa Jasieńskiego w błękitnym kaftanie, 1911
"Lepiej byłoby, gdyby to Jasieński wisiał, a Chrystus grał" – miał powiedzieć Stanisław Wyspiański, widząc obraz przedstawiający późnogotycką rzeźbę Chrystusa na krzyżu z kościoła św. Wojciecha w Starym Wiśniczu oraz Feliksa Jasieńskiego (1861-1929), który pod ową rzeźbą gra na fisharmonii. Kim był bohater dzisiejszego wpisu, że budził takie emocje wśród współczesnych sobie artystów?
Kolekcjoner sztuki, krytyk, publicysta, mecenas, filantrop, jeden z najbarwniejszych przedstawicieli bohemy krakowskiej… Oszczędzę Wam typowej notki biograficznej, która, choć ciekawa - bo Jasieński wywodził się z rodzin o wielkich tradycjach - niepotrzebnie wydłużyłaby wpis. Fascynacja sztuką zaczęła się u Feliksa, kiedy miał dwadzieścia kilka lat i wyjechał na studia do Paryża. Tam odkrył kuszącą zawartość antykwariatów, przebogato wyposażonych w sztukę Dalekiego Wschodu, która wówczas budziła wielkie zainteresowanie mieszkańców Europy. Jasieński zaczął ją po prostu kolekcjonować - kupował różne piękne przedmioty, wydając na nie prawie wszystkie zaskórniaki przesyłane przez rodzinę z Polski, a po kilku latach wrócił do kraju z pokaźnym zbiorem 5 tysięcy eksponatów (głównie japońskiej proweniencji). Tak to się zaczęło.

Feliks Jasieński w samurajskim hełmie i japońskim kimonie na balkonie krakowskiego mieszkania, 1903-1904
Jednocześnie z maniakalnym zbieractwem, Jasieński poszerzał swoją wiedzę o sztuce w ogóle, poznawał twórców, nurty, powiązania, co w konsekwencji sprawiło, że stał się zbieraczem świadomym – wiedział jakich elementów szuka do swojej kolekcji, aby stanowiła całość i doskonale znał jej wartość. Ponadto zaangażował się w działalność rozmaitych instytucji i stowarzyszeń związanych ze sztuką Warszawy (po powrocie z zagranicy zamieszkał bowiem w tym właśnie mieście) oraz głosił radykalne poglądy w sprawach sztuki, potępiając artystów tworzących tradycyjne, zgodne z obowiązującym kanonem dzieła czy tzw. twórczość społeczną, nazywając ich wprost kłusownikami sztuki. Niestrudzenie głosił, że zmiany i ewolucje w sztuce są nieuniknione. Nie uznawał autorytetów, niezbywalnych nazwisk, tworzenia po to, aby zrealizować cele polityczne. Sztuka dla sztuki, dla idei – to było hasło, które przyświecało zarówno Jasińskiemu, jak i współczesnym mu artystom stawiającym głównie na jej funkcje estetyczne.

Feliks Jasieński wieszający w Sukiennicach grafiki ze swoich zbiorów, 1902
Feliks Jasieński swymi zbiorami lubił i chciał dzielić się z publicznością i ludźmi kochającymi piękno, doceniającymi kunszt wykonania artystycznych przedmiotów, których Jasieński był nabywcą i właścicielem. Prócz kameralnych wystaw, o których więcej za chwilę, człowiek ten cały czas myślał nad formą udostępnienia swojej kolekcji szerokiej publiczności "ku pożytkowi wspólnemu i edukacji rodaków", w ramach przekazania jej jako darowizny Narodowemu Muzeum w Warszawie, jednak nieudana wystawa w "Zachęcie" na tyle zraziła go do Warszawy, że nie tylko zrezygnował z przekazania zbiorów, ale nawet wyprowadził się do Krakowa (w którym mieszkał aż do śmierci). Co spowodowało taki zwrot akcji? Otóż w 1901 roku Jasieński zorganizował we wspomnianej "Zachęcie" wystawę sztuki japońskiej. Chciał pokazać jej piękno mieszkańcom Warszawy, liczył na to, że drzeworyty z odległego kraju, tworzone w zupełnie innej kulturze ich zachwycą. Stało się jednak inaczej. Wystawa wzbudziła kontrowersje, na jej temat opublikowano serię nieprzychylnych artykułów, nazywając sztukę Japonii „obrazkami ze skrzynek na herbatę”. Jasieński z kolei otwarcie zarzucił mieszkańcom i włodarzom miasta zaściankowe poglądy, a nawet umieścił przy swoich eksponatach napisy: "Nie dla bydła" oraz "Trzeba zrozumieć, że herbata chińska i sztuka japońska to są dwie rzeczy odmienne". A następnie zgarnął swoją kolekcję do kufrów i pojechał do Krakowa.

Małgorzata Łada-Maciągowa, Portret Feliksa Jasieńskiego, przed 1921
Kraków był wówczas miastem, w którym polscy artyści i ich dzieła mieli się bardzo dobrze, toteż nasz bohater, jako zwolennik nowoczesnych nurtów w sztuce szybko odnalazł się w środowisku bohemy krakowskiej, a jego dom przy Rynku stał się jednym z najbardziej znanych adresów w mieście. Osoby związane z krakowskim środowiskiem artystycznym, zbierały się tam by dyskutować z gospodarzem i podziwiać jego nieprzebrane zbiory, upchnięte po kątach w całym mieszkaniu. Japonika zgromadzone u Jasieńskiego olśniewały wielu artystów Młodej Polski, którzy inspiracje Dalekim Wschodem przenosili później na swoje płótna, żeby wymienić chociażby: Józefa Mehoffera, Leona Wyczółkowskiego, Juliana Fałata czy Józefa Pankiewicza. Polscy impresjoniści i przedstawiciele innych nowoczesnych wówczas nurtów sztuki byli grupą, w którą inwestował Jasieński. Wspierał utalentowanych artystów, był ich mecenasem, kupował i wystawiał dzieła, a z reguły po prostu wynosił je z pracowni artystów za ich przyzwoleniem i aprobatą, gdyż było powszechnie wiadomym, że Jasieński ma nosa i wybiera prace doskonałe - dostrzegając w nich blask artystycznego geniuszu – które rozsławią danego twórcę. Te "napaści" na pracownie były tematem żartów i karykatur, bo Jasieński nie ograniczał się tylko do obrazów. W domu Wyczółkowskiego wyciągnął szkice aż spod łóżka gospodarza, a innym razem wyniósł od niego XVIII wieczny zegar szafkowy, który wszak Wyczółkowski sam pomógł zarzucić mu na plecy. Słynny Szał uniesień Władysława Podkowińskiego - który dzisiaj można oglądać w krakowskich Sukiennicach - po nieudanym przyjęciu przez publiczność, uratował właśnie Jasieński, zabierając go gospodarzowi, kiedy ten zaczął ciąć go nożem. Płótno wisiało potem na honorowym miejscu w mieszkaniu Jasieńskiego.

Jacek Malczewski, Portret Feliksa Jasieńskiego, 1903
Przeprowadzka do Krakowa nie zmieniła jego planów, dotyczących powiększających się ciągle zbiorów. Chciał je godnie udostępnić potomnym, rozpoczął więc pertraktacje z władzami miasta, zabiegając o umieszczenie kolekcji w jednym miejscu jako nierozerwalnej całości. Jednocześnie chciał być jej kustoszem – mieć wpływ na nowe zakupy i usuwanie poszczególnych elementów w razie potrzeby. Rozmowy z miastem przeciągały się, tymczasem Jasieński niestrudzenie organizował wystawy kameralne, w udostępnionych przez miasto i rozmaite towarzystwa pomieszczeniach. Sam dobierał eksponaty (zazwyczaj były to wystawy monograficzne dotyczące twórczości konkretnego artysty lub wybranego zagadnienia z dziejów sztuki), on jeden ponosił koszty wystawy, a podczas jej trwania wygłaszał odczyty. W ciągu 20 lat zorganizował 40 takich pokazów, a w roku 1920 podpisał wreszcie umowę z miastem Krakowem, któremu podarował ponad 15 tysięcy zgromadzonych przez siebie eksponatów, w tym ponad 6,5 tysiąca japoników. Pozostał ich jedynym właścicielem aż do śmierci w 1929 roku. Cały czas uzupełniał kolekcję, a ostatnie przedmioty zakupił na tydzień przed śmiercią.

Kazimierz Sichulski, Karykatura Feliksa Jasieńskiego i Leona Wyczółkowskiego (Odwołuje się ona do słynnego grabienia pracowni artystów. Jasieński jako Żyd wynosi zawartość w orientalnym worze do swojego domowego muzeum)

Wnętrze krakowskiego mieszkania Feliksa Jasińskiego. (Mieszkałabym! ^_^)

Mieszkanie Feliksa Jasińskiego. Na ścianie obraz Szał uniesień Podkowińskiego.

Utagawa Hiroshige, Scena w śniegu z serii: "Wytworny książę Genji"
Zbiory zgromadzone przez Feliksa Jasieńskiego są przeogromne! Główny trzon jego niesamowitej kolekcji stanowią eksponaty pochodzenia japońskiego, w skład których wchodzi 4500 drzeworytów ( w tym światowe unikaty z okresu Edo, słynne drzeworyty Utagawy Hiroshige i Katsushika Hokusaia  - od których zresztą Jasieński zaczerpnął swój najsłynniejszy pseudonim – Manggha), kolorowe i monochromatyczne malarstwo japońskie przedstawiające sceny z życia codziennego, pejzaże, studia ptaków i kwiatów, na które składa się około 100 obrazów poziomych (emakimono) i pionowych (kakemono). Kolejną dużą, bo bogatą w około 700 sztuk, gałęzią zbiorów Jasieńskiego, są dalekowschodnie militaria, czyli długie (katana) i krótkie (wakizashi) miecze samurajskie, sztylety (tantō), ozdobne części mieczy kute w żelazie, hełmy, maski wojenne i zbroje. Liczną grupą zbiorów jest kilkaset wyrobów rzemiosła artystycznego pochodzących z okresu od XVII –XIX wieku. Są to przede wszystkim wyroby z laki, a więc wszelkiego rodzaju puzderka, szkatułki, przybory do pisania, ozdoby do włosów i duże przedmioty użytkowe, często dodatkowo malowane, inkrustowane perłowcem i metalami lub rzeźbione. Poza tym w skład tej grupy różności można wliczyć tkaniny dalekowschodnie, kimona, pasy do kimon (obi), wyroby ceramiczne, parawany, fajki, instrumenty muzyczne, maski aktorskie, rzeźby sakralne oraz netsuke. Poza tym udało się Jasieńskiemu zgromadzić przedmioty z Chin i innych krajów Dalekiego Wschodu oraz bogaty księgozbiór dotyczący kolekcji, który do dziś jest częściowo aktualny. 

Utagawa Hiroshige, Rozpogodzenie po śnieżycy w Kameyama, plansza 47 z serii Pięćdziesiąt trzy stacje na gościńcu Tokaido, ok. 1833-1834
Poza tym kolekcja obejmuje grafikę, rzeźbę, rysunek i malarstwo polskich artystów młodopolskich, a więc wspomnianego już Podkowińskiego, Pankiewicza, Fałata, Mehoffera, Wyspiańskiego, Jacka Malczewskiego, Wyczółkowskiego, Olgę Boznańską, Konstantego Laszczkę, Wojciecha Weissa i innych; malarstwo i grafikę zachodnioeuropejską (w tym nazwiska takiej klasy jak: Francisco Goya, Pierre Bonnard, Paul Gauguin, Edouard Manet), tkaniny i ubiory polskie, europejskie i bliskowschodnie (w  jednym z nich Jasieński statystował nawet w wystawianej ongiś sztuce Kasprowicza Uczta u Herodiady), czy pasy kontuszowe, których ilość zgromadzona przez bohatera dzisiejszego wpisu szła w setki!

Wazon z sylwetką smoka, 2. poł. XIX w.
Zbiory Feliksa Jasieńskiego od 1934 roku można oglądać w kamienicy Szołayskich w Krakowie (choć część z nich wspiera też inne odziały Krakowskiego Muzeum Narodowego). W czasie II wojny Światowej zainteresowali się nimi naziści, którzy uznali kolekcję Jasieńskiego za trzeci pod względem wartości zbiór w Europie i wykorzystali ją na rzecz wzmocnienia stosunków dyplomatycznych z Japonią. W 1944 roku zorganizowali wystawę japoników Jasieńskiego w krakowskich Sukiennicach, którą to wystawę wiele lat później wspominał Andrzej Wajda, jako iskrę-inspirację na rzecz działań ku stworzeniu krakowskiego Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, które "wyrasta z ducha wielkiego polskiego kolekcjonera i znawcy sztuki Feliksa Jasieńskiego (…), zgodne z jego głębokim i wciąż aktualnym rozumieniem społecznej roli sztuki, która służy szerokiemu odbiorcy, kształtuje i wychowuje, jest łatwo dostępna i szeroko znana, a nie ukryta w magazynach".

Biurko składane, XIX w.

Watanabe Shotei , Lato, ok. 1891

13 komentarzy:

  1. Anonimowy3/4/16

    Witaj! Ciekawy wpis, a ze względu na to, że mam wykształcenie plastyczne, nic co jest sztuką, nie jest mi obce;)
    Już w dzieciństwie fascynował mnie obraz "Szał uniesień" (może dlatego, że kocham konie).
    Sztuka i kultura Japonii, cóż, jakoś nigdy mnie nie pociągały, ale przecież nie można mieć wszystkiego.
    Za to z własnym zbieractwem walczę od wielu lat. Oj, ciężka to walka, ale idzie mi coraz lepiej. Lubię starocie i porcelanowe lalki, więc aby do cna nie zagracić mieszkania, ograniczam wizyty w Starej Rzeźni i paru innych miejscach do minimum.
    Pozdrawiam gorąco! Gotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :) Ja sztukę Dalekiego Wschodu polubiłam w sumie niedawno - dwa, trzy lata temu. Wcześniej się jej bałam (chociaż tradycyjne maski teatralne budzą we mnie niepokój do dzisiaj), teraz podziwiam coraz bardziej. Im więcej oglądam, czytam na jej temat, tym bardziej mnie fascynuje.
      Moje zbieractwo też mnie czasem przeraża - szczególnie jeżeli pomyślę, że zaczęło się ono ok. 6 lat temu. Jeżeli przez kolejne 6 zgromadzę taką samą ilość przedmiotów, to chyba nie ruszę się w mieszkaniu :D

      Usuń
    2. Zbieracze mają to do siebie, że mogą przez całe życie zbierać, zbierać... i zawsze miejsce na zdobycze się znajdzie! Wiem to po sobie tak więc nic się nie martw tylko spokojnie bez jakichkolwiek obiekcji ciesz się tą fascynującą obsesją! ;)

      Usuń
  2. Anonimowy3/4/16

    Witam, ja rowniez jestem plastykiem (malarzem) z zamiwania i wyksztalcenia. Sztuke dalekiego wschodu znam, kocham i podziwiam a jak studiowalam w Krakowie w Mandze bylam minimum raz na miesiac :-)
    Uwielbiam twojego bloga - jest naprawde wartosciowa przestrzenia w zalewie tandety i ignorancji.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję za miłe słowa :) Ja jeszcze w Mandze nie byłam. Podczas mojego ostatniego pobytu w Krakowie narzuciłam sobie takie tempo, że zabrakło mi już sił. Ale planuję majówkę w Krakowie i Manga będzie moją wisienką na torcie :D

      Usuń
  3. Doskonale opracowany i pięknie zilustrowany post <3 Właśnie dlatego uwielbiam do Ciebie zaglądać.
    Pozdrawiam serdecznie, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję. Zastanawiałam się czy jest sens pisać taki długaśny wpis. Jestem świeżo po takim poradniku w stylu "jak robić dobrego bloga", gdzie myślą przewodnią było: krócej i mniej. No to na przekór zrobiłam na odwrót. Fajnie, że się podoba, Pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. W maju wybieram się do Krakowa, już nie moge się doczekać :D

      Usuń
  5. Anonimowy4/4/16

    Długie wpisy są najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wpis, miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe artykuły, fajne zdjecia to jest to! Zapraszam do mnie http://owczyser.com.pl/owce/

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezła kolekcja x.x

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.