13 lutego 2013

Czytadła


Moja biblioteka powiększa się w zastraszającym tempie. Coraz bardziej brakuje mi miejsca na nowe woluminy i zaczynam myśleć o nowych regałach, które pomieszczą wszystkie czytelnicze wspaniałości. Poza tym (jak nieraz wspominałam), piszę aktualnie pracę magisterską i jeżeli książki z których w niej korzystam są ciekawe (a 90% niestety jest:), to chcę je mieć na własność. Chyba stałam się książkową materialistką. Dobrze dla mnie - niedobrze dla portfela. 
......
Z powodu pisania pracy mam teraz bardzo mało czasu, stąd też pewne zaniedbanie bloga, które potrwa zapewne do czerwca (deadline jest coraz bliżej!). Postaram się oczywiście, w chwilach między załamaniami nerwowymi, zrobić zdjęcia zestawów obiecanych chociażby na Facebooku, ale wierzcie lub nie, że trochę nie mam teraz do tego głowy. Albo piszę, albo załamuję się tym, że mimo pisania jestem z moją pracą w czarnej d..... 
......
No właśnie. Z tego więc powodu dziś post o książkach, bo teraz są mi one bliższe niż wszystko inne, nawet jeśli nie dotyczą XIX-wiecznych kobiet (czyli tego o czym piszę tę przeklętą pracę).

Album Wypoczynek w II Rzeczypospolitej zakupiłam jakiś czas temu. Ma ciekawe ilustracje i mnóstwo tekstu co mnie bardzo cieszy, gdyż w książce o erotyce z tej samej serii do czytania jest tylko wstęp, a szkoda!

Dwie z kilku moich nowości o modzie. Modna pani u wód. Kąpieliska nad Bałtykiem 1880-1914, to katalog z wystawy, który oprócz ciekawych treści związanych z odpoczynkiem, prezentuje też damską modę niekoniecznie plażową. W zasadzie są tam zdjęcia wszystkich ubiorów które potrzebne były modnym damom w podróży (suknie domowe, suknie wizytowe, suknie balowe, spódnice, trzewiki...), ale także rozmaite dodatki bez których trudno byłoby się im obyć, jak: prawidła do rękawiczek, wielkie kufry, lorgnon czy urządzenia do zapinania guzików.
Drugą książką jest O modach i strojach,czyli historia mody w pigułce. Dowiedziałam się, że takie wyważenie buta by ciężar ciała opierał się na całej stopie to wynalazek dopiero XX-wieczny, a także iż w okresie rokoko buty prawy i lewy robiono na tym samym prawidle!
Na pierwszym planie zdjęcia futro z małpy modne w latach 30-tych. Myślę, że pobija nawet futro z włosów lalek Barbie... :)

Książka o Paryżu to wcześniak, którego dostałam na tegoroczne Walentynki. Jest wspaniała, na każdej stronie ma mnóstwo ilustracji i och! ach! wkrótce zacznę ją czytać! Tak na marginesie, 18 lutego wychodzi kolejna pozycja z tej serii: Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka. Oczywiście na premierę czekam z niecierpliwością!
Posłaniec uczuć to z kolei książka o XIX-wiecznych pocztówkach i treściach jakie przekazywały. Cieszę się że udało mi się ją zdobyć, bo została wydana w 2003 roku. Poszczególne rozdziały dotyczą świętowania za pomocą kartki, pozdrowień z kurortów, patriotyzmu czy pocztówkowego kiczu przejawiającego się w kartkach na których kobieta i koń piją razem ze źródła, a podobizna twarzy Wagnera złożona jest z nagich, splecionych kobiecych ciał. Reprodukowano też wszystko co sienkiewiczowskie i tak w XIX-tym wieku można było stać się właścicielem pocztówki z wyobrażeniem rzezi chrześcijan. Miejmy nadzieję, że nie była wysłana z kondolencjami.
Załapał się też na zdjęcie wiśniowy błyszczyk kupiony w Rossmannie. Nie dość że ma ciekawe pin-up'owe opakowanie, to jeszcze naprawdę cudnie nawilża usta i nadaje im czerwonego blasku.

Powyżej opisane książki w środku. Na pierwszym planie Paryż..., na drugim album o pocztówkach.

Przewodnik zakochanych to niewielka książeczka, która od 1903 roku uczyła mężczyzn, jak zachowywać się w obecności kobiet i co zrobić, kiedy ta jedna bardzo się spodoba. Według poradnika pierwszą - półgodzinną - wizytę należało złożyć między godziną 12 a 14, a odwiedzający kawaler powinien dokładnie wytrzeć nogi i nie charkać (jak widać panowie mieli te same zwyczaje co dziś :) oraz nie zdejmować rękawiczek. Jeżeli panna nie wyjdzie, a tylko rodzice przyjmą kawalera powinien on szybko wyjść i nie pytać o swoją ukochaną, bo byłoby to ordynarne i gminne (my byśmy powiedzieli wieśniackie:) 
A Zamczysko w Otranto to pierwsza powieść gotycka napisana w 1764 roku. Na ich punkcie szalała później cała Europa, smutno byłoby więc nie znać pierwowzoru. 

Nowy drobiazg, dekorujący naszą shishę to aksamitna czapeczka którą kupiłam dla Tomka. Zamierzam przyszyć do niej chwościk i będzie idealnie spełniać swoją rolę XIX-wiecznej smoking cap, czyli nakrycia głowy, które gentlemani nosili w domu (a szczególnie w palarni by chronić włosy przed dymem) wraz z bonżurką. 

Jak się w ostatnim tygodniu okazało książkę tę muszę koniecznie przeczytać przed tegorocznymi wakacjami, które spędzę na Bliskim Wschodzie :)

9 komentarzy:

  1. Ooooh uwielbiam powieść gotycką!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się ten typ opowieści i groza w nim zawarta też bardzo podoba!

      Usuń
  2. Chętnie przeczytałabym ten "Poradnik Zakochanych", napewno byłaby kupa śmiechu, już przy czytaniu zacytowanej porady sie uśmiałam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się zatem w najbliższym czasie umieścić jakiegoś posta z poradami z tej książeczki. A oto przykładowy list w niej zamieszczony:

      Kochana Panno Helciu!
      „Czas to pieniądz!” trafne przysłowie, zwłaszcza dla nas kolejowych, u których na punktualności i pośpiechu cała służba zależy. Dlatego nie bierz, Panna, i mojego pośpiechu za złe i rozgrzesz mnie z niego jako człowieka kochającego – i maszynistę.
      Zapytuję Pannę, czy chcesz być moją żoną, gospodynią w moim domu i matką dzieci moich, które po największej części pozbawione będą ojca, bo ten musi we dnie i w nocy być na maszynie... Odpowiedź daj prędko, nie zwlekaj, niech Ci się zdaje, że to pociąg czeka. Dzwonek pierwszy, drugi i...
      posłuszny
      Hubert Tłok
      PS Co do mojej służby, to nie wierz, Panna, temu, bo ja co drugą noc mam wolną od służby i śpię w domu.

      Usuń
    2. :))) Dzięki serdeczne i pozdrawiam!

      Usuń
    3. "Poradnik zakochanych" mnie powalił. W swoim zbiorku posiadam niejako kontynuację tego tematu, czyli seks-poradnik dla XIX-wiecznych żon i mężow. Tez wymiata :)
      A "Historię krucjat" chętne bym Ci ukradła.
      Powodzenia z magisterką. Ja tez z doktoratem jestem łohoho w lesie i zaczynam lekko wpadać w popłoch, więc rozumiem ;)

      Usuń
  3. Paryż i Berlin to dla mnie absolutny "must have" tego sezonu! (Nie wiem, czy w ogóle można tak napisać o książkach, nie profanując tematu. Ale te masthewy na blogach strasznie mnie bawią.)
    Gratuluję i zazdroszczę jednocześnie takiego wspaniałego księgozbioru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to bawi - szczególnie, że listy masthewów nie różną się dużo na poszczególnych blogach. W tym sezonie, o ile się zdążyłam zorientować, jest to czerń&biel (swoją drogą nie lubię tego połączenia) o innych nie mam zielonego pojęcia i dobrze mi z tym.
      Bardzo mnie też śmieszy wyrażenie, że coś jest "in". Chyba nawet bardziej niż "must have" :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Księgozbiór rośnie i rośnie :) u mnie podobnie, zawsze gdzieś upycham ale (z szacunkiem) książki, bo regał już dawno się zapełnił. Moja prababcia by powiedziała że takie zbiory jak na czasy wojny (oby nie!); tak poza tematem to taka biblioteka ma jedną wadę - ciężko się z tym przeprowadzać ;/
    Zawsze znajdziesz i wspomnisz o jakiś ciekawostkach - będę pamiętać aby nie przychodzić do nowych domów po 14 ;)
    pozdrawiam



    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.