11 marca 2010

Peruwiańska koszula i cuda

Post dedykowany Pani la Mome i wszystkim którzy chcieli, a nie mogli przybyć na festiwalowe wykłady. Przypominam, że całość trwa do niedzieli, więc jeszcze można nadrobić zaległości:)
......
Było bardzo miło i bardzo owocnie. Wzięłam udział w sumie w czterech wykładach poruszających rozmaite aspekty życia kobiet (lub lepiej byłoby: życia i kobiet) w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej. Pierwszy dotyczył osobliwych kobiet Peru, z których największe wrażenie zrobiła na mnie La tapala limeña, czyli zakryta piękność limańska, którą w swoim czasie mogła być każda kobieta. Wystarczyło by narzuciła na siebie szal, za którym ukrywała twarz i dzięki któremu choć na chwilę mogła poczuć się wolna, bez obaw wyjść na ulicę i być niezależną, uwodzącą mężczyzn damą. Bo właśnie flirt był jedną z 'zabaw', jakie taka kobieta prowadziła. Posługiwała się w tym celu ślicznymi stopami widocznymi spod krótkiej (bo sięgającej ponad kostkę) spódnicy, talią osy co podkreślała szeroka suknia i wspomnianym szalem, zza którego wystawało zazwyczaj jedno oko obserwujące świat. Niestety moda ta zaniknęła w XIX w., kiedy do Peru masowo zaczął napływać styl paryski odsłaniający, ku uciesze panów, to i owo.
Ciekawa jest również postać Sarity Colonii, świętej ludu, patronki mniejszości seksualnych i złodziei, którzy tatuują sobie jej wizerunek na plecach, by chroniła ich od tyłu, kiedy 'pracują'. Tatuaże z Saritą wykonują też ludzie z innych kręgów, z reguły w podzięce za dokonanie cudu przez 'świętą', a że cudów jest mnóstwo, to tatuaże te są bardzo popularne. Nie wiadomo nawet dokładnie dlaczego to właśnie ona wywiera tak silny wpływ na ludową religijność - wiodła proste życie, była pomocna, serdeczna i jak mówi legenda, kiedy napadła ją grupa mężczyzna chcących ją zgwałcić, jej narządy płciowe w cudowny sposób zniknęły. Kościół nigdy nie zainteresował się Saritą i odcina się od wszelkich przejawów jej kultu.
......
Wciągnął mnie też wykład dotyczący codziennego życia Indian Bora, mieszkających w wiosce nieopodal Iquitos, którzy z jednej strony zachowują tradycyjne obrzędy, z drugiej jednak coraz bardziej uzależniają się od cywilizacji, żyjąc w stanie pewnego zawieszenia. Szczególnie uderzył mnie, przypadkowo zresztą wspomniany, przykład jednej Indianki, która wraz z innymi mieszkańcami wioski musi rozbierać się, by dać żądnym wrażeń turystom pokaz 'prawdziwego' , tradycyjnego, indiańskiego życia i zwyczajów, a przy okazji zarobić na utrzymanie. Proponuję, by w pokaz wciągnąć tychże turystów, rozebrać ich również i zaproponować zabawę pt. "i ty poczuj się jak Indianin", a ewentualnych opornych potraktować strzałką z kurarą. To dopiero byłaby przygoda!
Ale tak naprawdę wykład ten dotyczył macierzyństwa, porodu i opieki nad dziećmi. Tak na marginesie, strasznie podoba mi się to, że u Indian wszystko odbywa się naturalnie. Nie znają cesarskiego cięcia - jeśli dziecko jest nieodpowiednio ułożone, za pomocą masaży brzucha, doświadczone kobiety układają je w dobrej wyjściowej pozycji. A kiedy już się urodzi, nikt za bardzo nie przejmuje się sterylnością i higieną. Dzieci chodzą bez pieluch, kąpią się w ogólnie dostępnej rzece i... mają się dobrze! Tak samo dobrze mają się indiańskie matki, które są piękne i zachowują gęste włosy przez długie lata, dzięki wykorzystaniu tego, co oferuje natura i Pachamama.
A jeśli chodzi o kwestię 'rozwodu', sprawa jest prosta:" jeżeli ktoś ma kogoś dosyć, to wychodzi z domu i nie wraca".
......
Poznałam też bliżej postać meksykańskiej malarki Remedios Varo, niedocenianej surrealistki, której odrobinę sławy, takie mam wrażenie, odebrała 'kolorowa' Frida Kahlo. Remedios była równie oryginalna, i choć na jej obrazach nie znajdziemy typowych - dla meksykańskiego malarstwa i Meksyku w ogóle - wyobrażeń, jak np. tradycyjnego motywu śmierci z czaszkami i kolorowymi wieńcami, to jednak jej obrazy są przesycone rozmaitą symboliką i ma się wrażenie, ze każdy z nich mówi do nas tajemnym językiem, a nawet się rusza, próbując przekazać istotne treści dotyczące życia, filozofii i podświadomości. Popatrzcie zresztą sami, choćby TUTAJ.
Poza tym Remedios była kobietą z ogromnym poczuciem humoru. Pisała listy do przypadkowych osób wybranych z książki telefonicznej, proponując im zabicie nudy i rutyny wizytą w jej domu, w którym czekało mnóstwo atrakcji i serdeczności! Niestety, ten sympatyczny zwyczaj wynikał raczej z wielkiej samotności Remedios, co jednak nie zmienia faktu, że była to całkowicie niezwykła kobieta!

......
A poniżej moja najnowsza, poniedziałkowa zdobycz - peruwiańska koszula, która urzekła mnie tradycyjnym, ludowym wzornictwem. Na jednym z wykładów dowiedziałam się, że układ wzorów na inkaskich tkaninach ściśle określał właściciela odzienia; udzielał informacji o tym, kim jest, skąd pochodzi i czym się zajmuje.
A szczerze mówiąc (choć to kompletnie inna kultura i rejon), to właściwie moim pierwszym skojarzeniem związanym z wyhaftowanymi na koszuli twarzami, były posągi Olmeków, więc może jest to symbol jakiegoś olmeckiego klanu wielkogłowych?
A gdyby kiedyś ktoś z Was zobaczył gdzieś peruwiańską spódnicę lub materiał w takim stylu, to proszę o namiary! Będę (prawie) dozgonnie wdzięczna!


A jakby tych wszystkich cudów było mało, to jeszcze się pochwalę moim nowym matero - naczynkiem do Yerby, które właśnie dostałam w wielkiej paczce pełnej niespodzianek o których napiszę zaś! A teraz zmykam oddawać się urokom picia:) Adiós!

15 komentarzy:

  1. Ja od zawsze marzę o takim naczynku na yerbę. Takie popijanie wydaję sie bardzo pociągające.
    A koszula przypomina mi wzorem bransoletki przyjaźni plecione w okresie nastoletnim.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak Ty ślicznie wyglądasz na ostatnim zdjęciu!
    słyszałam że mate za pierwszym razem może odrzucać ale po przeczytaniu Cejrowskiego mam zamiar spróbować.jakoś ciągnie mnie do Ameryki ,do dżungli i w ogóle ujawnia się tu dzika natura każdej z nas.koszula jest interesująca.mam nadzieję że kiedyś ją na Tobie zobaczymy Droga Em.

    Lolek

    OdpowiedzUsuń
  3. Aneczka:O tak! jest pociągające, wciągające, wywołuje stany ekstatyczne, a już na pewno błogostany! Polecam strony
    Yerba Mate store lub Szczyptę świata. Znajdziesz tam wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Tobie i ja skorzystałam trochę z wykładów, z przyjemnością się czytało. Przyznam się też, że nie znałam Remedios Varo, co na pewno nadrobię. A na dodatek jeszcze śliczny emnildowy uśmiech-dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. aaa bransoletki przyjaźni :D tez je kiedyś robiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. podoba mi się ta zasada z wychodzeniem z domu;)
    jak mnie mąż wkurzy ,to tak zrobię;)

    i ,to uwodzenie stópką...teraz dziewczyny rozbierają się do rosołu ,bo myślą,że dzięki temu są seksowniejsze...a to błąd..:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie zainteresowały Twoje opowieści. Lubię czytać porywające ludzkie historie. Zamieszczaj je od czasu do czasu, jeśli możesz.

    Też lubię popijać Yerbę. Wszyscy znajomi mówią, że ma błotnisty smak, a mi taki właśnie smakuje:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Panna Lola: Musisz koniecznie spróbować! Wciągniesz się i uzależnisz już na zawsze. Ja nie ukrywam, że pierwszy napar piłam z obrzydzeniem i odruchem wymiotnym. A teraz nie wyobrażam sobie życia bez Yerby! W koszuli na pewno się pokażę i to w dzungli! Miejskiej oczywiście.

    Pani La Mome: Cała przyjemność po mojej stronie!

    Mała Gosia: To nie jest bransoletka przyjaźni, a specjalna, wykonana przez Indian bransoletka z laleczkami, którym powierza się swoje kłopoty. Czy skutkuje jeszcze nie wiem:)

    TARA:Tak mnie się też podoba, choć czasem zdarza się, że przedłuża się polowanie lub mąż idzie w dżunglę, ot tak, na parę dni. Indiańskie kobity muszą mieć żelazne nerwy!

    Epsilon: Dziękuję, jeśli zasłyszę coś ciekawego z pewnością napiszę. I świetnie, że też jesteś fanką Yerby. Moją ulubioną jest Pajarito - ma MOC jak żadna inna! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajna ta koszula. A tykwy do mate pierwszy raz widziałam w brazylijskich telenowelach i od tej pory uwielbiam ten sposób picia herbaty :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fascynujący post! przeczytałam od początku do końca. Ciekawie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Apolonia Dott: Ja wybrałam matero gliniane, bo przy konserwacji tykwy jest za dużo zachodu (musi byś stale wilgotna etc.) A to jest idealne!

    Biurowa: Dziękuję! Starałam się wykorzystać jak najwięcej ciekawostek:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Strasznie żałuję, że nie mogłam tam być, ale z tego co piszesz, jestem w stanie sobie wyobrazić klimat;) Polecam film "Gorzkie mleko" oraz garśc różnych linków:ttp://www.indianie.eco.pl/wounded.htm; ttp://www.yerbamarket.com/main.php#mid

    OdpowiedzUsuń
  13. magda: Dzięki za linki, dzięki za film - poszukam go. Być może kiedyś wymyslą inny festiwal, zresztą, w Poznaniu co chwilę dzieje się coś ciekawego! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. A miałam Cię właśnie zapytać, jaki gatunek popijasz.
    Pajarito? U mnie stoi napoczęta paczka, nie mogę jej zmęczyć... Rosamonte, La Rubia- to jest coś! :>

    OdpowiedzUsuń
  15. agacior89: Pajarito! A jak! To najlepsza Yerba na świecie! I kopie tak, ze aż miło. Ostatnio skończyłam paczkę Rosamonte - szczerze mówiąc nie smakowała mi, była zbyt kwaśna i cienka. Polecam La Oracion - jest trochę łagodniejsza od Pajarito, ale ma wyrazisty smak i Pajarito miętowo-cytrynową - idealna do picia na zimno. Mniam!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.