27 lutego 2013

Migawki


Od rana siedzę nad kolejnym rozdziałem pracy magisterskiej (tym razem o XIX-wiecznych kobietach pracujących) i mam już serdecznie dość! Dlatego zrobiłam sobie małą przerwę, aby nacieszyć się naszym nowym nabytkiem, jakim jest kredens w stylu Art Deco z 1930 roku, a także wziąć pachnącą kąpiel. Przy okazji zrobiłam kilka zdjęć, którymi dzielę się z Wami (przy okazji konstruując najszybszego posta w historii bloga).
......
Zakup kredensu też był najszybszym zakupem w historii. Ok. 10 rano w sobotę Tomek wypatrzył go na Allegro, a przed 16 odbierałam go przed domem. W niedzielę został przeniesiony do mieszkania, a w poniedziałek zmontowany i wyczyszczony. Bardzo lubię takie spontaniczne zakupy - jak coś się podoba, to nie ma co się zastanawiać. Natomiast jeżeli nie jestem do czegoś przekonana, to zazwyczaj nie kupuję - wtedy szkoda nawet kilku wydanych złotych. 
......
A w samym meblu najbardziej podobają mi się fornirowane czeczotą drzwi, intarsjowane półki (niestety nie widać ich na zdjęciach) no i mega pojemne szafy, które pomieszczą mnóstwo szpargałów.
......
No to teraz idę się wreszcie kąpać!



Mój ulubiony zestaw śniadaniowy i łyżeczka, którą dostałam od mamy Tomka.

Nie wiem kto jest na zdjęciu, ale zawsze wyobrażam sobie, że to moja żydowska przodkini.



Nowy kredens prawie w całości.

A na tym zdjęciu moi prawdziwi przodkowie: prababcia Balbina i pradziadek Ludwik.


Mucha Muchę Muchą pogania :)



I jeszcze jedna Mucha oraz obrazek a'la Mucha wycięty z imiennika "Bluszcza" kilka lat temu.

Korytarzowy "ołtarzyk wotywny". Tak go nazywam, bo biżuteryjne drobiazgi wiszą w otoczeniu świętych obrazków. 

18 lutego 2013

Barok w stylu lat dwudziestych



W przerwie podczas pisania magisterki postanowiłam pokazać Wam zestaw, który niegdyś na Facebooku określiłam mianem: barokowy. Nie wiem czy barok jest jeszcze in, czy może już out, czy jest hot, a może not, w każdym razie mnie się ten komplet bardzo podoba i nie mogę już doczekać się wiosny, czyli czasu, kiedy zaprezentuję go na ulicy. Poza tym zestaw ten (szal, spódnicę, torebkę oraz chwost do zasłon) udało mi się zakupić w czasie jednej wizyty w ciucholandzie, co mówię nie bez satysfakcji, i nie pomijając faktu, że zapłaciłam za te cztery rzeczy tylko 37 złotych! Mam taki dar, że bardzo często wyłapuję całe zestawy - w końcu siedem lat doświadczenia zdobytego podczas grzebania w lumpeksach nie poszło na marne. Albo jak to mówią: ćwiczenie czyni mistrza.
......
A jeżeli chodzi o zdjęcia, to podobały mi się tak bardzo, że nie umiałam wybrać kilku i zamieściłam ich kilkanaście. Każde jest w jakiś sposób wyjątkowe i dlatego już nic więcej nie piszę, tylko zapraszam do oglądania. Au revoir!












Mały bonus, mój pierwszy gif:

(zdjęcia: Włóczykij)

13 lutego 2013

Czytadła


Moja biblioteka powiększa się w zastraszającym tempie. Coraz bardziej brakuje mi miejsca na nowe woluminy i zaczynam myśleć o nowych regałach, które pomieszczą wszystkie czytelnicze wspaniałości. Poza tym (jak nieraz wspominałam), piszę aktualnie pracę magisterską i jeżeli książki z których w niej korzystam są ciekawe (a 90% niestety jest:), to chcę je mieć na własność. Chyba stałam się książkową materialistką. Dobrze dla mnie - niedobrze dla portfela. 
......
Z powodu pisania pracy mam teraz bardzo mało czasu, stąd też pewne zaniedbanie bloga, które potrwa zapewne do czerwca (deadline jest coraz bliżej!). Postaram się oczywiście, w chwilach między załamaniami nerwowymi, zrobić zdjęcia zestawów obiecanych chociażby na Facebooku, ale wierzcie lub nie, że trochę nie mam teraz do tego głowy. Albo piszę, albo załamuję się tym, że mimo pisania jestem z moją pracą w czarnej d..... 
......
No właśnie. Z tego więc powodu dziś post o książkach, bo teraz są mi one bliższe niż wszystko inne, nawet jeśli nie dotyczą XIX-wiecznych kobiet (czyli tego o czym piszę tę przeklętą pracę).
......
Poza tym dziś zaczyna się Wielki Post i pomimo tego, ze Tomek przypomniał mi o tym rano, to zdążyłam już zjeść dwa pączki z lukrem, więc pomyślałam, że w ramach zadośćuczynienia zrobię post(a) na blogu. Au revoir!

Album Wypoczynek w II Rzeczypospolitej zakupiłam jakiś czas temu. Ma ciekawe ilustracje i mnóstwo tekstu co mnie bardzo cieszy, gdyż w książce o erotyce z tej samej serii do czytania jest tylko wstęp, a szkoda!

Dwie z kilku moich nowości o modzie. Modna pani u wód. Kąpieliska nad Bałtykiem 1880-1914, to katalog z wystawy, który oprócz ciekawych treści związanych z odpoczynkiem, prezentuje też damską modę niekoniecznie plażową. W zasadzie są tam zdjęcia wszystkich ubiorów które potrzebne były modnym damom w podróży (suknie domowe, suknie wizytowe, suknie balowe, spódnice, trzewiki...), ale także rozmaite dodatki bez których trudno byłoby się im obyć, jak: prawidła do rękawiczek, wielkie kufry, lorgnon czy urządzenia do zapinania guzików.
Drugą książką jest O modach i strojach,czyli historia mody w pigułce. Dowiedziałam się, że takie wyważenie buta by ciężar ciała opierał się na całej stopie to wynalazek dopiero XX-wieczny, a także iż w okresie rokoko buty prawy i lewy robiono na tym samym prawidle!
Na pierwszym planie zdjęcia futro z małpy modne w latach 30-tych. Myślę, że pobija nawet futro z włosów lalek Barbie... :)

Książka o Paryżu to wcześniak, którego dostałam na tegoroczne Walentynki. Jest wspaniała, na każdej stronie ma mnóstwo ilustracji i och! ach! wkrótce zacznę ją czytać! Tak na marginesie, 18 lutego wychodzi kolejna pozycja z tej serii: Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka. Oczywiście na premierę czekam z niecierpliwością!
Posłaniec uczuć to z kolei książka o XIX-wiecznych pocztówkach i treściach jakie przekazywały. Cieszę się że udało mi się ją zdobyć, bo została wydana w 2003 roku. Poszczególne rozdziały dotyczą świętowania za pomocą kartki, pozdrowień z kurortów, patriotyzmu czy pocztówkowego kiczu przejawiającego się w kartkach na których kobieta i koń piją razem ze źródła, a podobizna twarzy Wagnera złożona jest z nagich, splecionych kobiecych ciał. Reprodukowano też wszystko co sienkiewiczowskie i tak w XIX-tym wieku można było stać się właścicielem pocztówki z wyobrażeniem rzezi chrześcijan. Miejmy nadzieję, że nie była wysłana z kondolencjami.
Załapał się też na zdjęcie wiśniowy błyszczyk kupiony w Rossmannie. Nie dość że ma ciekawe pin-up'owe opakowanie, to jeszcze naprawdę cudnie nawilża usta i nadaje im czerwonego blasku.

Powyżej opisane książki w środku. Na pierwszym planie Paryż..., na drugim album o pocztówkach.

Przewodnik zakochanych to niewielka książeczka, która od 1903 roku uczyła mężczyzn, jak zachowywać się w obecności kobiet i co zrobić, kiedy ta jedna bardzo się spodoba. Według poradnika pierwszą - półgodzinną - wizytę należało złożyć między godziną 12 a 14, a odwiedzający kawaler powinien dokładnie wytrzeć nogi i nie charkać (jak widać panowie mieli te same zwyczaje co dziś :) oraz nie zdejmować rękawiczek. Jeżeli panna nie wyjdzie, a tylko rodzice przyjmą kawalera powinien on szybko wyjść i nie pytać o swoją ukochaną, bo byłoby to ordynarne i gminne (my byśmy powiedzieli wieśniackie:) 
A Zamczysko w Otranto to pierwsza powieść gotycka napisana w 1764 roku. Na ich punkcie szalała później cała Europa, smutno byłoby więc nie znać pierwowzoru. 

Nowy drobiazg, dekorujący naszą shishę to aksamitna czapeczka którą kupiłam dla Tomka. Zamierzam przyszyć do niej chwościk i będzie idealnie spełniać swoją rolę XIX-wiecznej smoking cap, czyli nakrycia głowy, które gentlemani nosili w domu (a szczególnie w palarni by chronić włosy przed dymem) wraz z bonżurką. 

Jak się w ostatnim tygodniu okazało książkę tę muszę koniecznie przeczytać przed tegorocznymi wakacjami, które spędzę na Bliskim Wschodzie :)

3 lutego 2013

Mała czarna


Bardzo lubię proste sukienki w jednym kolorze. Ta jest akurat czarna, ale w swojej szafie mam też granatową, jeansową i szarą, które stanowią idealną bazę, żeby poszaleć z dodatkami. Bardzo nie lubię ubrań monotonnych (no chyba że jest przygnębiający dzień), zazwyczaj ozdabiam swoje ciuszki kolorowymi gadżetami. Wzorzyste chusty, wiszące kolczyki, kolorowe rajstopy, duże naszyjniki... Szczególnie teraz, kiedy na dworze jest szaro i niaciekawie, czuję się lepiej mając na sobie trochę koloru.
......
Opis może trochę nieadekwatny do zdjęć (bo kolorowe są tylko rajstopy i ściana:), ale zwykle do gładkich sukienek stosuję te wyżej wymienione, barwne patenty. Ach, zapomniałabym: koniecznie trzeba mieć wymalowane paznokcie. Na niebiesko, na czerwono, fioletowo. Wybór lakierów jest przeogromny. I dzięki tym prostym zabiegom, nosząc tę samą sukienkę, każdego dnia można wyglądać inaczej. Czy to nie wspaniałe?
......
Zdjęcia są chyba sprzed roku, kiedy nie miałam nawet mojego kawałka podłogi :)


(zdjęcia: Włóczykij)