21 grudnia 2011

Sankt Petersburg



Jest takie miejsce w Poznaniu, które ochrzciłam ostatnio moim małym Sankt Petersburgiem. Szłam tam całkiem niedawno nocą i nagle, zostawiwszy tłum imprezujących na Starym Rynku obcokrajowców, znalazłam się sama na jednej z przylegających doń bocznych uliczek. Bliskość monumentalnych budynków Fary i Kolegium Jezuickiego, urokliwe oświetlenie i pewna doza magii wyczuwalna w okolicy, sprawiła, że chciałam powrócić tam, by uwiecznić to miejsce na zdjęciach.
......
A dlaczego właśnie Sankt Petersburg? Przede wszystkim z miejscem tym skojarzył mi się sposób pomalowania obu wymienionych wyżej budynków, który natychmiast nasunął mi na myśl Pałac Zimowy lub Carskie Sioło. Tajemnicze zaułki natomiast pamiętam ze zdjęć starej książki Leningrad. Art & architecture, która była jedną z moich ulubionych, kiedy miałam kilka lat. To wszystko złożyło się w niesamowitą całość, która zupełnie odmieniła moją świadomość.
......
Post zapewne oburzy wszystkich przeciwników naturalnych futer (Ci,mogą popatrzeć na rękawiczki, które są sztuczne:), ale właśnie owo naturalne futro przy kołnierzu żakietu zachęciło mnie do jego kupna. Poza tym idealnie współgra z czapką, którą kupiłam dawno temu. Z pewnością nie jest to odzienie, które można nosić przy minusowych temperaturach (no chyba, że autorka bloga baaardzo schudnie i zmieści pod spód naprawdę ciepły sweter), jednak wygląda bardzo ładnie i carsko, a taki właśnie efekt chciałam uzyskać.
......
A co do futer jeszcze, to polecam Wam książkę Saszeńka, autorstwa Simona Montefiore, która opowiada historię towarzyszki Saszeńki o pseudonimie Lis polarny, z powodu noszenia w carskich czasach futra z tego właśnie zwierzęcia. Książkę czyta się jednym tchem. Poznajemy dzieje Szaszeńki i jej rodziny żydowskiego pochodzenia, od czasów przedrewolucyjnych, przez rewolucję, czasy panowania Stalina i terror, który nie ominął głównych bohaterów, aż do lat 90 XX wieku. Wzruszenia i wielkie emocje gwarantowane!







(zdjęcia: Włóczykij)