20 listopada 2011

Jesienna codzienność


W zasadzie nie wiem, czy ktoś zastanawia się gdzie zniknęłam w ostatnim czasie. Otóż właściwie nigdzie. Żyję codziennym życiem, czytam książki i, jak widać na załączonym obrazku, chodzę opatulona futrami. Poza tym "przeprowadzam się" do nowego laptopa i trochę tego wszystkiego nie ogarniam. Mogę wszakże obiecać niedługo stylową sesję zdjęciową inspirowaną latami 40-stymi i klimatem filmów o tej właśnie epoce.
......
Poza tym polecam Wam internetowe wydanie książki, którą ostatnio kupiłam Fashionable, dandys, elegant. Moda męska w XIX i na początku XX wieku w czasopismach ze zbioru Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
......
KLIKNIJ TUTAJ
Miłego czytania w chłodne, jesienne wieczory.

7 listopada 2011

Piękna Alina i XIX wiek


„Kiedy tylko pierwsze przymrozki ścisnęły ziemię, rozbłyskiwały łuną świetlną o godzinie przedświtu – piece. Światło czerwone drgało przez szpary drzwi w sypialnych pokojach. Dom przepełniał zaciszny trzask spopielających się żywicznych polan. Wstawał dzień.” W ten sposób o corocznych przygotowaniach do zimy pisał Melchior Wańkowicz.
Kwestia ogrzewania domów - szczególnie na wschodzie, gdzie zimy były bardzo mroźne – była bardzo problematyczna, ponieważ trudno było utrzymać we dworach zadowalającą mieszkańców temperaturę. Zwykle zamykano część pomieszczeń, koncentrując życie na mniejszej powierzchni, rozkładano też dywany i wieszano grube, ciężkie zasłony, które miały chronić od zimnego powietrza, przedostającego się przez szpary w oknach. Przed snem natomiast grzano pościele wsuwanym pod nie naczyniem, napełnionym ciepłą wodą.
Na początku XIX w. do ogrzewania pomieszczeń używano zarówno piecy jak i kominków. Kominki uważane za podstawę w arystokratycznym domu dawały ciepło tylko na małej przestrzeni stąd im większy pokój, tym większy kominek był potrzebny, więcej drewna etc. Trzeba zaznaczyć, że optymalna temperaturą było już 12 stopni Celsjusza, ale nawet ta temperatura czyniła kominek kosztownym i mało wydajnym.
W drugiej połowie XIX w., kiedy zaczął upowszechniać się węgiel kamienny, coraz popularniejsze stały się piece kaflowe. Były praktyczniejsze, wygodniejsze i nawet sam książę Czartoryski przyznawał, że „byłoby fantazyą pańską ogrzewać dom za pomocą samych tylko kominków”. Od lat 40 XIX w. piece zaczęto udoskonalać, by dłużej utrzymywały ciepło. Służyły temu m.in. podwójne drzwiczki oraz sytuowanie ich przy ścianach oddzielających dwa pomieszczenia.
W połowie wieku, tytułem eksperymentu, wprowadzono do budynków państwowych Warszawy i Krakowa, ogrzewanie centralne. Było to dobre rozwiązanie dla tych, którzy nie mieli dostępu do stałego opału, ale mimo to nie upowszechniło się ono wśród szlachty polskiej. Nawet w okresie międzywojnia, większość dworów była ogrzewana piecami.
Do innych sposobów radzenia sobie z jesiennym i zimowym mrozem należało wznoszenie dworów z drewna modrzewiowego, które doskonale sprawdzało się w chłodnym klimacie, czy też (w przypadku dworów murowanych) budowanie podwójnych ścian zewnętrznych z cegły palonej, z izolacyjną warstwa powietrza pośrodku. Domy wyposażano również w podwójne drzwi zewnętrzne i podwójne okna.
......
A tak na marginesie to faktem jest, że ogrzewanie piecami kaflowymi jest niesamowite. Wiem, bo doświadczyłam tego w dzieciństwie, kiedy tata rozpalał ogień, gdy na dworze było jeszcze ciemno, a ja patrzyłam sobie na wesoło skaczące po ścianie cienie ogników…




(zdjęcia: Emnilda)