26 maja 2017

Życie w XIX-wiecznej kamienicy #1


Kamienice przy ul. Święty Marcin w Poznaniu. Była to reprezentacyjna ulica miasta, w 1905 roku wybudowano przy niej Zamek Cesarski.

Najbardziej charakterystycznym typem polskiego wnętrza mieszkalnego w XIX wieku była, oprócz wiejskiego dworku, kamienica czynszowa/własnościowa, która wpisała się na dobre w krajobraz polskich miast. Popularność kamienic, będących przedmiotem naszego zainteresowania w dzisiejszym wpisie, jest związana z XIX-wieczną industrializacją i rozwojem miast, a co za tym idzie potrzebą wielu mieszkań dla bogacącej się burżuazji, dobrze sytuowanych mieszczan, inteligencji (mieszkania w budynku frontowym) i całej masy ludności przybywającej do miasta z okolicznych wsi (mieszkania w suterenach, oficynach). W związku z tym, że temat mieszkań w kamienicach jest bardzo obszerny, postanowiłam podzielić go na dwie części. W dzisiejszym wpisie będzie trochę dat, statystki i faktów dotyczących samych budynków - głównie na terenie Poznania, w kolejnej części napiszę o tym, jak się urządzano w mieszkaniach i jakie modne elementy wyposażenia wnętrz były popularne w  2 poł. XIX wieku.

Okazała kamienica na skrzyżowaniu ul. Wybickiego i 28 czerwca 1956 r.  na poznańskiej Wildzie. Dawniej ulica nosiła nazwę Następcy Tronu (Kronprinzenstrasse).

Secesyjne okna w kamienicy na ul. Małeckiego na poznańskim Łazarzu.

Pamiętajmy, że przez cały XIX wiek, nasz kraj był podzielony między trzech zaborców, co miało olbrzymi wpływ na budownictwo, a granice zaborów były zarazem barierami wpływów architektonicznych i artystycznych. W Poznaniu czerpano wzorce z Berlina, który był stolicą Prus, dlatego już w 1845 r., działki pod budowę mieszkań stały się większe, a więc dawały możliwość wybudowania reprezentacyjnego frontu kamienicy i kilku oficyn. W 2 poł. XIX wieku w większości miast istniały przepisy regulujące nowo powstające budynki, dokładnie określając ich wygląd, ilość pięter i wszystkie pomniejsze kwestie. Np. ordynacja budowlana obowiązująca w Poznaniu od 1853 r., narzucała właścicielom nawet procentową ilość zabudowy działki, wysokość kamienicy do gzymsu i kalenicy, oraz charakter ogrodzenia ulicznego ogródka. Samowole budowlane były nie do pomyślenia, generalnie całe miasto miało spójną koncepcję urbanistyczną, dlatego tak pięknie wygląda na zdjęciach z przełomu wieków.

Przepiękna, monumentalna kamienica przy ul. Grottgera 5 w Poznaniu. Szczególnie zwracają uwagę nietypowo ulokowane balkony. Obecnie budynek jest zabity dechami i ogrodzony wysokim płotem.A przynajmniej tak pokazują mapy google.

Typowa kamienica miała 4 główne piętra, na poziomie fundamentów sutereny i piwnice, nad piętrami poddasze i strych, które zamieszkiwane były przez robotników i biedną ludność przybyłą do miasta w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Często zdarzało się, że swoje niewielkie metraże dzierżawili jeszcze biedniejszym od siebie, co powodowało, że mieszkania w suterenach i na strychach były przepełnione i stawały się siedliskiem wielu chorób (chociaż akurat w Poznaniu nie odnotowuje się tego problemu przed I wojną światową - był on największy w miastach przemysłowych i szybko rozwijających się jak np. Łódź). W mieszkaniach o niższym standardzie mieszkał też stróż danego budynku.
......
Typowa kamienica posiadała budynek frontowy (reprezentacyjny) czyli ten z fasadą od strony ulicy, główną klatką schodową i przejazdową sienią, która prowadziła na podwórze. Tam, po jednej lub dwóch stronach głównego budynku dobudowane były oficyny (z tzw. kuchenną klatką schodową) mieszczące mieszkania niższej jakości niż w budynku frontowym. W najlepszych dzielnicach oficyny były połączone z reprezentacyjnymi mieszkaniami w głównym budynku i mieściły się w nich pokoje dla służby, kuchnia i pomieszczenia gospodarcze.
......
Przeciętne mieszkanie liczyło od 3 do nawet 10 pokoi (mowa tutaj oczywiście o mieszkaniach mieszczaństwa, inteligencji czy burżuazji, pozostałych nie stać było na takie luksusy i zadowolić musieli się jedną/dwiema izbami i kuchnią). W Poznaniu po 1900 r. licznie reprezentowanym modelem były kamienice z pięcioma dużymi pokojami i pomieszczeniami dodatkowymi i tak też została zabudowana rozrastająca się wtedy, zachodnia część miasta (Jeżyce, Łazarz). Duże koszty wynajmu mieszkań - do 1500 marek rocznie, a w centrum miasta do 2500 za ośmiopokojowe mieszkanie przy głównej ulicy - były skuteczną barierą i nie dopuszczały do reprezentacyjnych dzielnic ludzi biedniejszych.
......
Jeżeli chodzi  rozkład samych pomieszczeń, to w budynku frontowym mieściły się pokoje państwa, podzielone na część reprezentacyjną (salon, pokój stołowy, gabinet) i prywatną, dostępną tylko dla domowników (sypialnia małżeńska, pokoje dzieci), a w oficynie pomieszczenia dla służby, kuchnia, niekiedy łazienka. W Poznaniu oraz na obszarze wpływów niemieckiego kręgu kulturowego, występował tzw. pokój berliński - berlinerzimmer, pokój na styku kamienicy i oficyny, w którym mieściła się jadalnia. Było to dość mroczne pomieszczenie, bo oświetlone zazwyczaj jednym tylko oknem od strony podwórza. Nieczęsto spotykanym udogodnieniem była łazienka, w 1905 r. w Poznaniu posiadało ją zaledwie 18% mieszkań. Najczęściej występującym rozwiązaniem była ubikacja między piętrami mieszcząca się na klatce schodowej.

Powyżej rzut parteru jednej z poznańskich kamienic. Jak widać ówczesne mieszkania miały duże metraże i ciekawe rozplanowanie pomieszczeń, które nieraz było celowo komplikowane. Wyraźnie oddzielona jest część reprezentacyjna mieszkania (do tej grupy pomieszczeń często wiodą z korytarza odrębne drzwi), od części dostępnej tylko domownikom. Małe pomieszczenia gospodarcze i pokoje dla służby ulokowane są zazwyczaj w tyle mieszkania.
......
Poniżej rzut mieszkania, który doskonale obrazuje typowy dom ludzi majętnych. Dzięki podpisom wiemy nawet, jakim celom służyły poszczególne pokoje. W reprezentacyjnej części frontowej znajdowały się pokoje pani i pana. Można przypuszczać, że chodzi tu o gabinet i jakiś buduar do przyjmowania gości, bowiem sypialnia małżonków znajdowała się w drugiej części mieszkania, przy kuchennej klatce schodowej. Swój pokój we frontowej części mieszkania (choć z oknami na podwórze) miały też dorosłe dzieci, a więc nastolatki. (W bogatych domach, gdzie było wiele pokoi, przestrzegano zasady, żeby dorastające dziewczęta i chłopcy zajmowali osobne pomieszczenia - być może w tym przypadku owe "dorosłe dzieci" były jednej płci). Osobny pokój mają małe dzieci (dwoje - jest nawet rozrysowane położenie ich łóżek), który ulokowano w oficynie, a więc tej najbardziej prywatnej części domu. Z kolei dwa najbardziej reprezentacyjne pomieszczenia (także pod względem umeblowania), a więc salon i jadalnia, są rozdzielone dużymi, dwuskrzydłowymi drzwiami, a jadalnia jest przy okazji typowym przykładem pokoju berlińskiego. Dalej, w oficynie, ulokowano trzy pomieszczenia gospodarcze (kuchnię, spiżarnię i kredens, o którego funkcjach napiszę w 2 części wpisu), pokoj dla służby z łóżkami (zauważmy, że nie ma w nim pieca kaflowego) i łazienkę z klozetem. Ów klozet znajduje się także przy głównym wejściu do mieszkania i służył zapewne gościom. Na koniec zostało nam pomieszczenie podpisane jako "służba" w reprezentacyjnej części mieszkania. Nie ma tam wyrysowanych łóżek, zapewne nie służył do spania - być może przetrzymywano w nim jakieś gospodarskie sprzęty lub była to garderoba.


Mieszkania najczęściej były ogrzewane piecami kaflowymi, które dawały dość dużo ciepła (szczególnie w 2 poł. XIX wieku, kiedy głównym materiałem opałowym stał się węgiel). Sytuowano je w rogach pomieszczeń, przy ścianach oddzielających dwa pokoje. Rzadko zdarzały się kominki lub kaloryfery, a ogrzewanie centralne posiadało w 1905 r. w Poznaniu, zaledwie 1,6% mieszkań.
Najbardziej popularnym oświetleniem w poznańskich mieszkaniach w 2 poł. XIX w. była lampa naftowa, która nawet na początku XX wieku nie została wyparta przez inne możliwości oświetleniowe. W 1905 r. aż 70% mieszkań oświetlano naftą, 20% było podłączonych do sieci gazowej (Poznaniaków odstraszało częste i uciążliwe czyszczenie lamp gazowych oraz plotki o zaczadzeniach; dodatkowo lampy te były przypisane do  konkretnego miejsca w pokoju - tam gdzie była rurka z gazem, tam stała lampa, więc nie można jej było przenosić tak, jak naftowej), a tylko 2,6% mieszkań cieszyło się najnowszą zdobyczą techniki - elektrycznością.

Paradna sień w odrestaurowanej kamienicy przy ul. Matejki w Poznaniu

Sień z odrestaurowanymi polichromiami z końca XIX w. przy ul. Jackowskiego w Poznaniu.

Projekt sieni przejazdowej w jednej z poznańskich kamienic.

Dość charakterystyczną - dla całej zresztą Europy - cechą, jest brak zmian w układzie architektonicznym kamienicy. Zmieniała się dekoracja, charakter elewacji, ale układ budynku nie. Fronty kamienic, które po dziś dzień budzą zachwyt i podziw dla umiejętności architektów i rzemieślników, ulegały modom. Przez większość wieku odwoływano się do stylów historycznych: gotyku, renesansu, baroku i klasycyzmu, dopiero pod koniec stulecia, kiedy nastała secesja, wykorzystująca motywy floralne i asymetrię, budynki zyskały nowe, artystyczne niekiedy oblicze. W 1 poł. XIX wieku kamienice z reguły budowano bezpośrednio przy ulicy (nie posiadały więc zewnętrznych ogródków), a podwórze otoczone było oficynami (tzw. kamienica-studnia). Dopiero później zaczęto wyznaczać uliczne przedogródki, a duże powierzchnie działek umożliwiły takie rozplanowanie oficyn, że także na podwórzu tworzono enklawy zieleni, które często zacierały granice między kilkoma działkami. Atrakcyjność kamienicy podnosiła też modna dekoracja wnętrza budynku, a jej główną przestrzenią była sień (jak wspomnieliśmy, od lat 80-tych najczęściej przejezdna, posiadająca niekiedy w posadzce metalowe płozy dla kół wozów, które dostarczały towar pd kuchenne klatki schodowe) i to ona, wraz z fasadą budynku, zapowiadała standard mieszkaniowy. To w sieni właśnie stosowano piękną ceramiczną posadzkę, układając ją nieraz w skomplikowane układy. Ściany zdobiła boazeria lub kolorowa ceramika, w najbardziej prestiżowych budynkach malatury i sztukaterie, a na suficie rozety. W oknach klatki schodowej często umieszczano witraże, a schody pokrywano linoleum lub chodnikiem. Najwyższy standard wykończenia stosowano do... pierwszego piętra. Tam właśnie mieściły się najbardziej luksusowe mieszkania, które wyznaczały zarazem status majątkowy mieszkańców. Zdarzały się więc polichromie sięgające do piętra, jak i metalowe balustrady schodów, które powyżej zamieniały się w drewniane.
......
Wpis był wyjątkowo długi, jeżeli jednak jesteście zainteresowani tematem kamienic, zapraszam do wpisu o architekturze Budapesztu
......
Na koniec taka ciekawostka i refleksja zarazem. Szukając rzutów mieszkań, trafiłam na wiele stron z nieruchomościami, gdzie polecane są mieszkania w odnowionych kamienicach. O ile sama renowacja fasady i wnętrz budynków niekiedy zapiera dech, o tyle same mieszkania są już - o zgrozo! - nowoczesne i tak małe (nigdy nie zrozumiem fenomenu salonu z aneksem kuchennym), że - jak widzicie na poniższym zdjęciu - z jednego dawnego mieszkania, obecnie zrobiono cztery. Czy w takim wnętrzu czuć jeszcze dawnego ducha?
 

17 komentarzy:

  1. Ile informacji i jak przystępnie podane ☺
    Mieszkania w kamienicy są niesamowicie klimatyczne ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, starałam się streszczać, ale informacji było zbyt wiele i wszystkie taaaakie ważne 😋

      Usuń
  2. Zawsze bardzo mi się podobały mieszkania kamienicach. Niektórzy moi znajomi w takich mieszkają i uwielbiam ich odwiedzać. Fajnie, że zawarłaś tyle ciekawych informacji w tym wpisie. Teraz, jak znajdę się w takim kamienicznym mieszkaniu, odruchowo będę w nim tropiła ślady przeszłości :-) Pzdrawiam serdecznie, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas pisania odwiedziłam w pamięci wszystkie "kamieniczne" mieszkania, w jakich kiedykolwiek byłam. Szczególnie jedno mam w pamięci - mieszkanie mojego znajomego, z wieloma pokojami i salonem urządzonym w stylu biedermeier. Klasyka gatunku.
      Moi rodzice też mieszkają w kamienicy, ale trochę nowszej, bo z 1937 r., więc już nie tak ozdobnej, jak te starsze.
      To co mnie się najbardziej podoba w kamienicach to przestrzeń, duuuużo przestrzeni (chociaż ja i tak pewnie bym wszystko zapełniła bibelotami :)), piękna stolarka i piece kaflowe, które są miłym wspomnieniem z dzieciństwa, chociaż niekoniecznie dla taty, który musiał w nich codziennie rozpalać :P

      Usuń
  3. Ciekawe informacje. Takie kamienice to mój klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam kamienice! Często łażę godzinami po mieście, skręcając w co ciekawsze uliczki, wpatrując się w te wszystkie detale i wyobrażając sobie dawnych mieszkańców :) Rzeczywiście, współczesne mieszkania są porażką. Ostatnio można natrafić na modne "mini apartamenty" o wielkości np 20 m2(!!), co jest totalnym nieporozumieniem. Miałam szczęście mieszkać przez dwadzieścia lat w kamienicy, co nie zawsze doceniałam. Teraz zamieniłabym moje mieszkanko w nowoczesnym bloku (39m2), na zawilgocone mieszkanie w kamienicy, które mimo wielu wad, miało przede wszystkim jedną zaletę - klimat prawdziwego domu. Miejsca, do którego chce się wracać, które chcą odwiedzać goście. Szkoda tylko, że w ostatnim czasie coraz więcej jest tragedii z udziałem tych staruszków.. Trochę strach mieszkać w miejscu, które może się zwalić albo może dojść do wybuchu gazu na przykład. Mimo wszystko kocham kamienice ponad wszystko i dziękuję za ten wpis :) Uzmysłowiło mi wiele ciekawych faktów. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloki i inne wielorodzinne budynki też wybuchają, więc myślę że ryzyko jest wszędzie na podobnym poziomie :) Ja też przez wiele lat nie doceniałam mieszkania w kamienicy, w której spędziłam całe dzieciństwo i wiek nastoletni. Kiedy byłam mała podobały mi się małe pokoje u koleżanek, wydawały mi się takie przytulne, każdy kąt miały zapełniony, nie jak ten mój. Dopiero teraz doceniam te wielkie metraże i wysokie sufity (chociaż jednocześnie cieszę się, że nie mam wysokich rachunków za ogrzewanie :)) Cieszę się bardzo, że wpis się podobał :D

      Usuń
  5. Bardzo dziekuję za tak informatywny wpis! Cieszę się, że wstawiłaś zdjęcia, a nawet plany dla zobrazowania tematu. Dzięki temu i bardzo umięjętnemu stylowi pisania, wiedza przyjemnie się wchłania do głowy :)

    Uwielbiam ozdobne kamienice, jednak osobiście nie mam nic przeciwko robieniu kilku mieszkań z jednego, a o salonie z aneksem kuchennym wręcz marzę... Bardzo chętnie zajęłabym takie mieszkanko, w końcu małą przestrzeń też można urządzić elegancko, ze smakiem i lekkim ukłonem w stronę dawnych czasów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię - bardzo się cieszę, że wpis się podobał. Oraz że go przeczytałaś, bo treści jest rzeczywiście sporo :) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Anonimowy28/5/17

    Dla ludzi spoza Poznania: na pocztówce z ulicą Święty Marcin Zamek Cesarski znajduje się naprzeciw tych widocznych neoromańskich gmachów Dzielnicy Cesarskiej (widać wieże budynków Poczty Głównej i Ziemstwa Kredytowego).

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy28/5/17

    Wpiszcie w google Poznań ul. Grottgera 15 na image są mapki jak rozplanowano teraz to mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe. Tak naprawdę uważam, że w dzisiejszych czasach należy zastanowić się nad powrotem do praktyk - po upadku komunizmu podobno powiedziano "skończyliśmy z planowaniem". Niestety nie ma zasad dotyczących reklam, zabudowy, i dlatego nasze miasta wyglądają tak, jak wyglądają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Myślę że to bardzo dobry pomysł. Niestety, za bardzo się przyzwyczailiśmy do tego, że u siebie każdy robi co chce.

      Usuń
  9. Fascynujący post! Na co dzień mieszkam w mieście bogatym w takie kamienice i gdyby nie spore niebezpieczeństwo ;_; wybrałabym się teraz na zwiedzanie tych zniszczonych już kamienic. No i rozwiązała się też pewna zagadka - kiedyś w bramie jednej z takich kamienic o mało nie zabiłam się o wystającą z posadzki szynę - w czasach świetności była to pewnie sień przejazdowa i pozostałości tych torów, o których wspominasz w poście ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowite jest to co pani tu zrobila. Ja spedzilam w Polsce tylko mlodsze dziecinstwo. W zasadzie to wychowywalam sie pol w Niemczech a pol w Kanadzie. No a od doroslych lat to juz zyjemy tu z mezem w Dallas, TX daleko od polskiego srodowiska nawet. Ale moje pierwsze lata zycia spedzilam w Szczecinie w willowej dzielnicy dawnych niemieckiej elity mieszczanskiej. Oczywiscie my mieszkalismy w suterynie takiego palacyku budowanego ponoc w 1890 roku. (U nas mowili na to suterYna zamiast suterEna). U gory miescil sie zlobek komunikacji miejskiej miasta Szczecina. Ile ja przekopalam internet zeby cos znalezc o tym domu... Tam moj dziadek byl dozorca a ze byl utalentowanym stolarzem/murarzem/ogrodnikiem to sie tam pasjonowal i praktykowal swoje hobby. Nawet w Szczecinskim Kurierze byl kiedys o nim artykul. W ogromnym ogrodzie z tylu, ktory sluzyl malenstwom ze zlobka, dziadek wychodowal trawe jak miekki dywan, dogladal drzew owocowych i orzechowych tam rosnacych, budowal murki i klomby kwiatowe, a nawet wybudowal maly basen/brodzik. Pamietam go dobrze. Mial 5m na 6m, i w najglebszym miejscu jakies pol metra, blekitne kafelki, i nawet takie stopniowe szerokie zejscie. Na dodatek teraz wlasnie gotujemy sie do budowy basenu tu w TX, na naszym ogrodzie (droga impreza niestety, ale zal tej gorocej pogody na poludniu), i takie zejscie stopniowe do basenu to jest jedna z atrakcji oferowana za extra cene... No tak... Na scianie ktora zarazem byla murem od sasiedniego parcela, gdzie miescila sie podajze stacja krwiodastwa, byly namalowane rozne kolorowe pilki i jakies tam misie czy cos. Budynek znajduje sie przy aleji Wojska Polskiego 76 w Szczecinie i znajduje sie tam teraz gimnazjum katolickie. Zeby bylo smiesznie uczeszcza tam teraz moj siostrzeniec. Z ogrodu nie zostalo nic poza parking i zielone klepisko niestety, ale ja mam jeszcze zdjecia ktore sa dowodem na historie pieknego ogrodu w przeszlosci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sam budynek okazal sie miec wartosc zabytkowa i w koncu po latach poszukiwan odnalazlam sporo info odnosnie oryginalnego rozkladu pokoi domu, o pierwszych wlascicielach, i nawet o malych detalach dekoracyjnych jak kolatka do glownych drzwi w ksztalcie glowy lwa... ktora tez utrwalila mi sie w dzieciecej pamieci.

    Zaraz po wojnie znajdowal sie w tym budynku sad i UB przetrzymywalo i torturowalo tam "coponiektorych niewygodnych". Moj dziadek ktory wykanczal ta suteryne w siedemdziesiatych latach, kilka dobrych lat zanim ja przyszlam na swiat (1976), mowil ze znalazl tam napisy jakby krwia roznyc sloganow na scianach podziemia, gdzie trzymalo sie kiedys wiezniow politycznych.To potwierdzilo "plotke" jednej kobiety ktora pracowala w pralni zlobkowej i opowiadala o tych napisach wiele razy, jakoze byla ona obecna gdy sad przerabiano na zlobek. Wszystko bylo jednak zamurowane az do czasow gdy dziadek powiekszal i remontowal dotychczasowa suteryne...

    No i tak zaczelo sie moje dalsze zainteresowanie starymi budynkami w Szczecinie, czy w Polsce. Moj SP ojciec (1951-2014) wychowal sie w kamienicy przy ul. Jagiellonskiej w Szczecinie, wiec terminy takie jak kamienica, front, oficyna, itd. byly mi znane od najmlodszych lat. Pozniej przeprowadzilismy sie na osidle Sloneczne, prestizowe w latach 80-tych, i mimo ze bylo to nowe budownictwo, to jednak roznilo sie rowniez to osiedle bo bylo tam bardzo duzo przestrzeni miedzy tymi nieszczesnymi blokami i rowniez duzo zieleni.

    Alez sie rozgadalam. No w kazdym razie znalazlam u pani tu to czego tak bardzo bardzo szukalam, to znaczy, wlasnie jak wygladaly rozklady mieszkan w kamienicach w oryginale. Jak mieszkalo sie od frontu i w oficynach zanim jeszcze komuna zaczela "zageszczac" metrarz mieszkalny i wkladac po piec rodzin do dawnych mieszkan o jednej kuchni i lazience na polpietrze. Mowi pani ze za duzo opisow pani wstawia. Absotutnie sie nie zgadzam! Te opisy so najwazniejsze. Przeciez nie wiedzielibysmy na co patrzymy gdyby pani tak pieknie tego nie wytlumaczyla. No piekna robote pani tu zrobila. Wielkie dzieki. Takie bogactwo informacji i ciekawostek. Wow! Jak pani ma ochote jeszcze takie rzeczy zamieszczac w internet, to jestem pewna ze wiele ludzi wraz ze mna tutaj byloby bardzo zadowolonych i wdziecznych.

    No dobra to juz ucicham... hahaha... Jeszcze raz bardzo dziekuje. Z Panem Bogiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najobszerniejszy komentarz, jaki kiedykolwiek miałam przyjemność przeczytać na tym blogu. Bardzo dziękuję za opis tej szczecińskiej willi - nie znam niestety Szczecina, nigdy tam nie byłam (słyszałam, że Cmenatarz Centralny jest pięknym miejscem, także spacerowym), ale musiało być to piękne miasto - jak zresztą wszystkie polskie miasta, kiedy ogląda się zdjęcia czy pocztówki sprzed wojny.
      Świetnie, że udało Ci się znaleźć tyle informacji o willi. Ja też kiedyś interesowałam się historią niektórych budynków, ale niewiele udało mi się ustalić. Być może faktycznie brakowało materiałów, albo ja nie miałam tyle cierpliwości i determinacji by do nich dotrzeć. Tym bardziej szczerze gratuluj.
      Cieszę się, że wpis Ci się spodobał - planuję wkrótce kontynuację, w której opiszę wyposażenie poszczególnych pomieszczeń w kamienicach, póki co czytam materiały, które mi pozwolą na rzetelne opracowanie tego wpisu :)
      Jeszcze raz dziękuję za ten cenny wpis, życzę wszystkiego dobrego i trzymam kciuki za budowę Twojego basenu :) Serdecznie pozdrawiam :D

      Usuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.