16 grudnia 2015

Rosyjskie kwiaty na Twoich ramionach


Tytuł dzisiejszego wpisu to nic innego, jak hasło reklamowe najstarszej powstałej w Rosji fabryki ludowych chust i szalików. Mieści się ona w Pawłowskim Posadzie i od nazwy miejscowości, chusty znane są na całym świecie jako pawłoposadskie. Dlaczego akurat taki temat? Krótko mówiąc - we wrześniu, w jedynym z krakowskich ciucholandów, udało mi się kupić kilka fajnych, ludowych chust i zupełnie przypadkowo - dzięki komentarzowi jednej z czytelniczek bloga - zaczęłam szperać w internecie, odkrywając jedną z moich chust (nazywa się Lato w Pawłowie i zaprojektowała ją Tatiana Sucharewska) wykonaną właśnie w manufakturze o której dziś piszę.
......
Nakrycie głowy w formie szala zawsze było jednym z podstawowych atrybutów rosyjskiego narodowego stroju ludowego, zarówno codziennego jak i świątecznego. W czasach średniowiecza nakładano na głowę tzw. ubrus czyli kawałek białego płótna z haftem. W wieku XVII ustąpił on miejsca szalowi i chuście, które z kolei zaczęto drukować we wzory. W Rosji, zdecydowanie bardziej niż w społeczeństwach zachodnich, zwracano uwagę na przykrywanie głowy przez kobiety, które było symbolem skromności - w przypadku kobiet zamężnych poddania mężowi - a nieprzestrzeganie tegoż, wiązało się często z wykluczeniem społecznym. Trzeba też pamiętać, że zakrywanie głowy jest silnie związane z religią prawosławną - do dziś, kobiety wchodząc do cerkwi, narzucają na głowę wielobarwne chusty, których kolory tradycyjnie są przypisane różnym okresom liturgicznym. W okresie Wielkiego Postu są to chusty czarne - żałobne,  w Wielkanoc chusty czerwone, święto Trójcy jest związane z kolorem zielonym, święta maryjne z niebieskim, a w zwykłe dni kobiety zakładają chustę białą lub w jasnych kolorach.

Wasilij Surikow, Portret L.T. Matoriny, 1892 / Fedot Sychkov, Chłopka, 1917

Nieznany artysta, Portret dziewczynki, XIX wiek / Fedot Sychkov, Młódka, 1928

Wiktor Derjugin, Portret żony, 2010

Historia fabryki w Pawłowskim Posadzie liczy sobie już ponad 200 lat, a wszystko zaczęło się w 1795 roku pod Moskwą, gdzie jeden z chłopów posiadał własną fabrykę jedwabiu. Jeśli weźmiemy pod uwagę warunki życia w ówczesnej Rosji, to oczywistym jest, że chłop nie mógł być właścicielem jakiejkolwiek fabryki. Ta szumna nazwa dotyczyła w rzeczywistości małego wiejskiego warsztatu tkackiego, gdzie niejaki Iwan Dmitriewicz Łabzin zatrudniał 10 pracownic, które zajmowały się wyrabianiem jedwabnych szali. Były to szale bardzo przeciętnej jakości, niemniej udało się ten interes jakoś rozruszać, wejść w spółkę z Gryzanowem, który niedaleko prowadził podobny warsztat i tak właśnie zaczęła się historia jednej z najbardziej znanych rosyjskich manufaktur. Łabzin i Gryzanow z roku na rok ulepszali swoją fabryczkę, a co za tym idzie bogacili się, jednak dopiero wnuk Łabzina „przeszedł” ze stanu chłopskiego do kupieckiego dzięki temu, że prowadził handel obwoźny sprzedając rodzinne wyroby w miastach Rosji.
W połowie XIX wieku fabryka Łabzina zaczęła naprawdę liczyć się wśród innych tego typu przybytków i pomimo trudności, a więc dużej konkurencji, która wypuszczała na rynek szale tańsze, oraz oddalenia fabryki od Moskwy, która była głównym miastem zbytu wyrobów, Łabzinowi udało się osiągnąć wielki sukces. To właśnie w tym czasie firma nastawiła się na produkcję wełnianych szali z nadrukiem, które szybko stały się mega hitem wśród przedstawicieli rosyjskiej szlachty i bogatych kupców. Już w 1861 roku fabryka zatrudniała na stałe 2 kolorystów, 3 grafików oraz była w posiadaniu drukarki i innych ultranowoczesnych technologii (jak na XIX-wieczną Rosję to musiało być naprawdę coś!), a cztery lata później produkowane przez nią szale, zostały uhonorowane srebrnym medalem na targach w Moskwie. Kolejne lata to coraz stabilniejsza pozycja firmy na rynku – posiadanie chusty z Pawłowskiego Posadu było czymś nobilitującym, tym bardziej, że w latach 60 XIX wieku Jakub Łabzin otrzymał tytuł dostawcy Jej Królewskiej Mości Wielkiej Księżnej Aleksandry Pietrowny, a co za tym idzie, miał prawo do umieszczenia monogramu Księżnej na swoim szyldzie. Poza tym moda na szale demokratyzowała się – pod koniec wieku mogli sobie na nie pozwolić nie tylko przedstawiciele wyższych warstw społecznych, ale także drobnomieszczaństwo i zamożni chłopi. Pawłoposadskie chusty zdobywały kolejne nagrody na targach przemysłowych oraz wystawach sztuki wszechrosyjskiej, a firma Łabzina rozrastała się. Na początku XX wieku utworzono „Stowarzyszenie manufaktur Łabzina i Gryzanowa”, które stało się największą firmą produkującą rosyjskie wełniane szale i chusty, zatrudniającą ponad 2000 osób, mającą filie w różnych miastach Imperium (m. in. Omsku, Charkowie czy Urjupińsku) i majątek zakładowy wysokości ponad 4 milionów rubli.
Do rewolucji październikowej firmą zawsze kierował ktoś z rodziny Łabzinów, po niej, w 1917 roku - jak nietrudno zgadnąć - fabryka została upaństwowiona, a jej nazwa zmieniona na znaną do dziś, pochodzącą od miejscowości, w której wszystko się zaczęło. W kolejnych latach kontynuowano produkcję, choć w pierwszych dziesięcioleciach po wojnie, z braku szlachetnych materiałów (jedwabiu i wełny) wykonywano szale z bawełny. Chociaż rosyjskie kwiaty nadal były wzorem numer jeden, rozszerzono produkcję o wzory związane z kolektywizacją i industrializacją, które do dzisiaj można podziwiać w przyfabrycznym muzeum.

Moja chusta Lato w Pawłowie, w całej okazałości. Aktualnie służy mi za serwetę.

Ulica Carska w Pawłowskim Posadzie na początku XX wieku, a poniżej zdjęcie manufaktury Łabzina.


Produkcja chust w Pawłowskim Posadzie zaczyna się każdorazowo od projektu, który tworzą artyści zatrudnieni w fabryce. Co roku powstaje 200 nowych wyrobów z unikalnymi wzorami nawiązującymi do rosyjskiej kultury; tradycyjnie są to kwiaty i wzory orientalne, ale produkowane są również chusty  np. nawiązujące do ważnych wydarzeń historycznych. Każdy wzór jest zatwierdzany przez Radę Sztuki działającą przy fabryce, przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz działaczy moskiewskiego ruchu artystycznego. 
Proces produkcyjny nie jest jakoś bardzo skomplikowany. Dawniej wzory na chustach odciskano za pomocą drewnianych matryc i ręcznie malowano, dziś wszystko jest zmechanizowane, a chusty barwi się maszynowo, co możecie podejrzeć w krótkim filmiku poniżej.


19 komentarzy:

  1. Gratuluję ciuchlandowego łupu! Chusta jest piękna sama w sobie, ale fakt, że jest "markowa" dodaje jej dodatkowego uroku :)
    A odchodząc na chwilę od tematu posta - pochwalę się, że udało mi się ostatnio upolować chińską szafeczko-szkatułkę na biżuterię, taką, jak jedna z posiadanych przez Ciebie :D Tak, jestem - jak to się mawiało w dzieciństwie - "papugą" i "odgapiarą" :D Ale dobrze mi z tym, bo szkatułka jest śliczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewątpliwego uroku chuście dodaje też fakt, że kupiłam ją za 20 złotych, podczas gdy w sklepach firmowych kosztuje kilkaset. Udało mi się zrobić geszeft roku! :)
      Bardzo się ciesze, że udało Ci się zdobyć szkatułkę - pokażesz ją kiedyś na blogu? Ja już do tych swoich się przyzwyczaiłam, ale z początku (kiedy przełożyłam biżu ze wszystkich innych skrytek i pudełeczek), to nie umiałam się odnaleźć :) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Nigdy nie słyszałam o tej fabryce, bardzo ciekawy post i piękna chusta :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i dziękuję :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy wpis a chusty zazdroszczę Ci nie od dziś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Bardzo interesujący wpis, dziękuję Ci za niego! Ludowe chusty uwielbiam od dawna, ale nic do tej pory nie wiedziałam o ich historii. Serdeczne pozdrowienia, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dopiero niedawno zaczęłam się interesować tematem. Prócz chust pawłoposadskich działają też inne manufaktury zajmujące się wyrobem chust bawełnianych lub szali z puchu koziego tzw. orenburskich... Nic tylko czytać :) Spokojnych Świąt Ci życzę :D

      Usuń
  5. Dziękuję za tyle ciekawych wiadomości o chustach :) Świetny film, taki odprężający :) Jakiś czas temu znalazłam film o rosyjskiej koronce klockowej. Jest co prawda, po hiszpańsku, ale najważniejsze są dla mnie panie, które przekładają klocki z niesamowitą wprawą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Film o koronkach ma podobny, bardzo relaksujący klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite! Ja kiedyś czytałam i oglądałam filmiki o koronkach - teraz wszystkie są maszynowe, więc kiedy zobaczyłam taka ręczną pracę: pomysł na wzór, wykonanie, poświęcony czas, to zrozumiałam co w nich takiego niezwykłego :)

      Usuń
  7. Anonimowy18/12/15

    W zasadzie nie lubię folkloru - jest dla mnie zbyt pstrokaty, zbyt krzykliwy, ale fioletowe róże na czarnym tle może by mnie skusiły... Ja mam dwie wielkie chusty (czarną i wiśniową) robione na szydełku przez moją babcię. Noszę je zwykle jesienią, bo na mroźną zimę są nieco zbyt ażurowe.
    Pozdrawiam gorąco! Gotka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam takie fazy na folklor: czasami lubię poszaleć, czyli założyć na siebie te wszystkie pstrokacizny i nagromadzenie wzorów, o których piszesz, a kiedy indziej jeden element (chustę, torebkę, biżuterię) łączę z ubraniami w jednolitym kolorze. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Bardzo urokliwy wpis, a chusty w rosyjskie kwiaty są przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy18/12/15

    Myślałam, że Ty jesteś na portrecie Wiktora Der ugina! Szkoda, że nie zrobiłaś zdjęcia stylizowane go na ten portret��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem fanką tego portretu - kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, myślałam, że to jakiś XIX-wieczny obraz. Niestety, większość obrazów Derjugina to takie typowe kicze dla noworuskich - portrety oligarchów stylizowanych na władców i takie tam :)
      A pomysł na zdjęcie ciekawy - pomyślę.

      Usuń
  10. Bardzo ciekawa opowieść. Jak zapewne zauważyłaś, w niemal wszystkich religiach, kulturach i czasach kobiety, zwłaszcza zamężne, z różnych powodów zakrywały (i nadal zakrywają włosy). Dzieje tego, co nosiły na głowach i ramionach, to fragment historii mody nie mniej fascynujący, niż dzieje np. sukien, czy gorsetów. A chusty jawnie zazdroszczę, bo jest przecudna! Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, biorąc pod uwagę tzw. oś czasu można powiedzieć, że nakrycie głowy nie jest obowiązkowe (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) dopiero od niedawna :D
      Pozdrawiam serdecznie i życzę Spokojnych Świąt!

      Usuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.