22 kwietnia 2013

Godziny


O Godzinach miałam napisać wieki temu, ale śnieg za oknem nie pozwalał mi na podjęcie tego tematu, dlatego, że Godziny właśnie, to mój ulubiony wiosenny film i nie umiałabym "odczuwać go" w niskich temperaturach. Mimo całego smutku, o jakim opowiada ten obraz, ja patrzę na niego pozytywnie. Widzę Virginię piszącą w oświetlonym promieniami słonecznymi pokoju; widzę kolorowe, świeże kwiaty i potężne, zielone drzewa; nawet ptak który umarł, przypomina o triumfie wiosny - o życiu - które trwa nawet wówczas, kiedy zabraknie w nim jakiejś konkretnej istoty. Godziny to w istocie pean na cześć życia. I dlatego gorąco polecam poznać lub odświeżyć sobie ten film właśnie teraz, w tym niezwykłym wiosennym czasie, kiedy wystarczy otworzyć okno, żeby usłyszeć naturę.
......
Poniżej mój ulubiony kawałek ścieżki dźwiękowej filmu - Morning Passages oraz cytaty, które najbardziej zapadły mi w pamięć.




Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam przed sobą nieograniczone możliwości. Pamiętam jak powiedziałam: oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna i zawsze będę je odczuwać. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Właśnie ten moment.


Najdroższy! Jest mi potwornie smutno i czuję, że znowu tracę zmysły i tym razem już nie wydobrzeję. Zaczynam słyszeć głosy i nie mogę się skoncentrować. Więc zrobię to, co w tym momencie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Dałeś mi największą z możliwych radości. Wiem, że zmarnuję Ci życie... ale i beze mnie możesz pracować i zapewne będziesz. Wiem o tym. Widzisz, nawet tego nie potrafię dobrze napisać. Bo to, co chciałabym ci przekazać to, to że zawdzięczam Ci całą radość życia. Byłeś dla mnie bardzo cierpliwy i niewiarygodnie dobry. Nie mogę już dłużej marnować Twojego życia. Nie sądzę, aby mogło być dwoje ludzi bardziej szczęśliwych niż my byliśmy.

Całe życie kobiety, w jednym dniu. Jeden, jedyny dzień, i w ten dzień… całe jej życie.


Ona umrze. Właśnie. Zabije się. Z powodu na pozór nieistotnej sprawy.


Drogi Leonardzie, patrzeć życiu prosto w twarz, zawsze prosto w twarz. Poznać je, jego smak. W końcu poznawszy je, pokochać takim jakie jest. A potem… zrezygnować z niego. Leonardzie... między nami lata, wciąż lata, wciąż… miłość, wciąż… godziny.

18 komentarzy:

  1. Autentycznie mam w tej chwili dreszcze! Sama muzyka jest bardzo poruszająca... Muszę obejrzeć ten film, koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nigdy nie oglądałam tego filmu, ale teraz chyba się zdecyduję. Uwielbiam Nicole Kidman!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam "Godziny"... Ja dla odmiany, zawsze na wiosnę, w okolicach weekendu majowego, czytam "Fale" Virginii Woolf ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Godziny i Panią Dalloway czytam naprzemiennie od roku :)coraz wolniej, coraz świadomiej :)a dla urozmaicenia oglądam obydwa filmy :) na mnie działają balsamicznie. Polecam, nie tylko na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że warto wracać do tych pozycji kilka razy. Oglądając "Godziny" za każdym razem odczytuję je inaczej.Dzięki Bogu, że są takie niesamowite filmy!

      Usuń
  5. Włączyłam sobie teraz soundtrack z filmu i odpływam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dłuższy czas przymierzałem się do obejrzenia tego filmu. Zagłębia się on w zakamarki duszy które są trochę słowiańskie, trochę nieprzeniknione ale na pewno bardzo uwrażliwione na różne "bóle istnienia"

    Pięknie przeniosłaś idee filmu na przestrzeń bloga - okazuje się że ciężkie oderwanie od rzeczywistości, schorzenia psychiczne oraz nieszczęśliwe życie można oglądać z przyjemnością oraz zapartym tchem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, choć ten film (przynajmniej na mnie) potrafi zadziałać też bardzo negatywnie. Dlatego chyba wiosna to najlepsza pora, bo światło, ciepło i słońce neutralizuje ten "ból istnienia" zawarty w filmie.
      Musze Ci też powiedzieć, że kiedy czytałam książkę "Godziny", to w połowie musiałam ją przerwać (i wrócić do niej później), bo moje odczuwanie negatywnych wrażeń było wówczas tak duże, że nie potrafiłam normalnie funkcjonować, tylko cały czas żyłam smutkiem książki.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Wiem że ból w tejże książce jak i filmie występuje w bardzo stężonym 'roztworze' lecz wiem też że po prostu ja nadaję się do oglądania takich cięższych gatunkowo filmów. Mogę oglądać takie "szepty i krzyki" po czym spokojnie być uśmiechniętym i radosnym, widocznie moja neurotyczność na to pozwala ;)
      Jednak i tak przyznam że dla takich filmów trzeba mieć jakąś odtrutkę, w końcu różnorodność nadaje urok naszemu życiu!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Dla mnie to kultowy film:)
    Jeśli lubisz V.Woolf, przeczytaj koniecznie książkę Jane Dunn, "Virginia Woolf i Vanessa Bell Sekretny układ".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za informację! Nigdy nie słyszałam o tej książce-muszę poszukać jej w bibliotece.

      Usuń
  8. Mnie też zawsze się dawało, że ta niemożliwie smutna historia tak naprawdę i mimo wszystko jest afirmacją życia. Piękny post stworzyłaś. Pozdrowienia wiosenne, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie! Cieszę się, że się zgadzamy :) Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Uwielbiam ten film (i książkę też). Za każdym razem od nowa się wzruszam...

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.