30 maja 2010

Hear my name in the rain*





Spędziłam dziś idealnie dekadenckie popołudnie.
......
Nie da się zaplanować dobrego popołudnia, przychodzi samo. Pojawia się z deszczem, w natłoku kłótni, nieporozumień i zadań, które trzeba wykonać, żeby mieć wakacyjny święty spokój. Pojawia się wraz z odwołaniem niedzielnej pracy i wciągnięciem w akcję książki o XIX wiecznej Barcelonie.
......
Przychodzi taki czas, kiedy nie tyko chcę być sama, ale i samotna. Zamykam się wtedy w swoim pokoju i rozmyślam. Patrzę na spływające krople, rozmawiam z deszczem, pytam go o różne rzeczy i piszę pamiętnik. Albo otwieram szeroko okno, wdycham wieczorne powietrze i uśmiecham się do księżyca. Po zmierzchu szukam spadających gwiazd, żeby powierzyć im życzenia swoich znajomych. I czuję się wtedy trochę szczęśliwa.
......
Są też takie popołudnia, kiedy nawiedza mnie artystyczna wena. Robię wtedy wokół siebie dużo bałaganu, śpiewam, rysuję (czy raczej: bazgrzę), a niekiedy wychodzi z mojej głowy jakieś wierszydło tylko dla mnie zrozumiałe. Tworzę, zmieniam, myślę, ustawiam i dobrze się bawię.
......
Są godziny radosne i smutne; czasami deszcz daje energię, wolność i nadzieję, innym razem płaczę razem z nim, ale zawsze mam pewność, że tylko popołudnia niezwiązane z życiowym pragmatyzmem mają sens.
*A każde deszczowe popołudnie nie byłoby pełne bez piosenki Enyi, która w takich właśnie chwilach jest moim hymnem.

PS. Następnym razem będzie ubraniowo:)

16 komentarzy:

  1. Idealny post! Jak często mnie napada taki klimat, fajnie opisane i ładnie zobrazowane.

    OdpowiedzUsuń
  2. a co to fajka na ostatnich zdjęciach?? a fe!

    OdpowiedzUsuń
  3. Papieros? Nie dbamy o zdrowie, nie dbamy, niedobre my :)
    Taki okrągły stół z serwetą ręcznie robioną miała moja ś.p. babcia. Na szczęście moja siostra się nim zaopiekowała i mogę go nadal podziwiać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, ale Was nabrałam kochane! Papieros to tylko rekwizyt do zdjęć - są po prostu bardziej klimatyczne. Nie palę i nie zamierzam:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Widać, że rekwizyt gdyż się nawet nie tli. A zdjęcia piękne - takie klimatyczne. Też tak mam, że w takich chwilach chciałabym zatopić się w wielkim ciepłym swetrzysku i marzyć spoglądając za okno. I czekać na coś co nadejdzie nieuchronnie. A Enya też była moją muzyczną miłością. Może między 11-13 rokiem życia. Jej jeszcze wtedy kasetę "A day without rain" zdarłam do cna. :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  6. fotki są świetne!!!

    mnie też dołuje taka pogoda...

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie pada, strasznie głośno pada - deszcz się chyba dopomina o uwagę ;) więc klimat Twoich zdjęć podpasował mi idealnie :) Ekstra post!

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie,jakoś mi do Ciebie papieros nie pasuje!Opis genialny-można się wczuć i absolutnie utożsamić.Ale od kiedy jestem mamą-nie pozwalam sobie na takie akcje...Czegoś takiego jak święty spokój już nie zaznam.Ale nie ma co tragizować-długo miałam go aż nad to:))

    OdpowiedzUsuń
  9. zdjęcie z nogami na parapecie super jest

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś pięknego - naprawdę udały Ci się te zdjęcia. Oglądanie przy dźwiękach Enyi - bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aneczka: Moją ulubioną płytą (czy też wtedy jeszcze kasetą) Enyi jest " The memory of trees" - magiczna muzyka!

    TARA: Deszcz mnie nie dołuje! W deszczu odżywam, nabieram barw i pomysłów i paradoksalnie wszystko mi się wówczas chce.

    Nutmeg: Cieszę się:)

    Sivka: To prawda, coś przychodzi, coś odchodzi. Najgorsza jest świadomość zmian nieuchronnych takich, które przewartościowują myślenie, działanie i świadomość, że zyskało się, lub utraciło coś na zawsze.

    sandrula: Dzięki!

    szmaragda: Szmaragdo jak miło Cię widzieć/słyszeć! Cieszę się, że się podoba. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Enya jest dobra na wszystko :)
    Intrygują mnie Twoje rośliny, pomimo że poświęciłaś im osobny wpis, czuję jakiś niedosyt :)Te pionowe "jęzory" na stole - bezcenne. Kiedyś strasznie pospolite, dziś strasznie drogie, bo nigdzie ich nie uświadczysz ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Klamoty: To sansewieria. Kupiłam dwa okazy w Castoramie - jeden zielony (ten na stole - 10 zł), a drugi z żółtą obwódką na liściach (25 zł), który w ciągu roku wyrósł mi pół metra w górę!
    A faktycznie jest to dla mnie magiczna roślina i zawsze chciałam ją zdobyć - widywałam ją we wszystkich bibliotekach i czytelniach już jako wielkie, wyrośnięte egzemplarze. Teraz mam swoje:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam gdzieś nagranie, chyba godzinne, burzy i deszczu. Jak jest upał to słucham przed snem, bo jednak wolę pochmurne dni:) jak znajdę link to podeślę, a póki co:ttp://www.4shared.com/get/54273251/9fc6a4a/Whales_and_Dolphins_-_whale_na.html. Jak to dobrze, ze istnieją osoby, które są zakochane w deszczu:))) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy1/6/10

    od razu wiedzialam ze rekwizyt - trzymasz go wyjatkowo nieprofesjonalnie na przedostatnim zdjeciu :D

    ale pasuje do klimatu, masz racje :)

    olka

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetne fotki. Kto ma takie dobre oko i pewną rękę?

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.