29 marca 2015

Wiosenna niemoc


Dzisiejszy wpis powstał w w wielkich bólach. Tak. Muszę uczciwie przyznać, że nie chce mi się. Odwlekam, przekładam, wymiguję się, odstawiam, unikam. Wszystko później. Każde działanie później. Byle nie teraz. Po prostu później. Bo teraz leżę i się gapię. Albo słucham muzyki. Albo myślę o tym, co zrobię, jak już się wezmę. 
......
Jeżeli tak ma wyglądać wiosna, to ja dziękuję. Poleżę sobie jeszcze trochę i zaczekam na lato.







(zdjęcia: Włóczykij)

14 marca 2015

Urocze poranki


Jako iż robi się coraz cieplej, postanowiłam zrzucić z siebie ciepłe, polarowe piżamy i spędzać poranki w gustownych szlafrokach, które całą zimę wisiały smętnie w kącie i czekały na ocieplenie. Póki co zadowalam się domową atmosferą, ale już nie mogę doczekać się tego prawdziwego, wiosennego ciepła, które pozwoli mi otworzyć szeroko drzwi balkonowe i wyjść z niezbędnymi rano manatkami na zewnątrz. Herbata pita w otoczeniu ptasiego śpiewu, szumiących liści i świeżego powietrza (choć na wsi z zapachami bywa rozmaicie, to jednak każdy jest lepszy niż miejskie spaliny!), smakuje o niebo lepiej niż ta konsumowana w domu, nawet jeśli odbywa się to w ładnym otoczeniu. Niestety, poranki mają to do siebie, że szybko mijają i z reguły ostatni łyk herbaty jest tym momentem, w którym trzeba wyrwać się z tej idyllicznej atmosfery, wziąć w garść i stawić czoło kolejnemu dniowi.








(zdjęcia: Włóczykij)

7 marca 2015

Trochę wiosny w zimie


Pozwoliłam sobie na trzeci, tej zimy, romans ze spodniami. Tym razem jest to miłostka w męskim nieco stylu, ponieważ do rzeczonych spodni postanowiłam założyć klasyczne, skórzane buty oraz wełnianą marynarkę, ale - żeby nie było zbyt nudno - ubarwiłam ten zestaw granatowymi dodatkami, na temat których nie będę się rozpisywać, gdyż są świetnie widoczne na zdjęciach. 
......
Dzień tegoż imidżu, był jednocześnie dniem, w którym miałam na sobie okulary, co zdarza mi się ostatnio coraz rzadziej. Przyzwyczaiłam się do soczewek, w których mam nieporównanie lepszą ostrość widzenia i czystość obrazu, chociaż pomimo ciągłego ich noszenia, nieraz łapię się na tym, że w ciągu dnia dotykam swojej twarzy i zastanawiam, gdzie są te moje drugie, okularowe oczy.
......
No, to chyba tyle na dziś.







(zdjęcia: Włóczykij)

27 lutego 2015

Lutowy. Mix #7


Uzbierało mi się znów kilka nowości wszelakich, zapraszam więc na wpis z miksowej serii. Na zdjęciu powyżej stylizowane buty, które udało mi się upolować na Allegro. Trochę bałam się je kupić, bo zdjęcia były strasznie niskiej jakości, a same buty wyglądały na mocno zniszczone. Zaryzykowałam jednak, bo kosztowały tylko dwadzieścia parę złotych z przesyłką, poza tym takie same, w oryginalnym sklepie kosztują 70 funciaków (jakby co, to jest to firma Hotter, model Valetta). No i się mile zaskoczyłam, bo buty wyglądają naprawdę dobrze. Prawidła zrobiły swoje, skórzana wkładka sprawiła, że buty nie są za luźne, więc teraz nie mogę już tylko doczekać się wiosny i pierwszego w nich spaceru.

 Kolorowe sukienki też już czekają na wiosnę.

W poprzednim wpisie pisałam o trzech sukienkach, które jakiś czas temu udało mi się zakupić w ciucholandzie. Oto ostatnia z nich wraz z lisełem Anatolem - moim nowym futrzakiem, który idealnie pasuje do sukienek dziennych, gdyż - cytując międzywojenny poradnik dobrego ubierania się: "lisy zwykłe, w naturalnym kolorze żółto-rudym, nie nadają się jako uzupełnienie sukien wieczorowych; można je nosić tylko do kostiumów i płaszczy, lub sukien spacerowych i sportowych. Przy sukni wizytowej i wieczorowej ślicznie za to wygląda lis srebrny lub niebieski". Teraz, mając taką wiedzę, na pewno uniknę towarzyskiego fopa.

Rajstopy wyszukałam niedawno w jakimś koszu wyprzedażowym z rzeczami za piątaka, w Auchan Komorniki. Nie wiem, pewnie już o tym wspominałam, ale właśnie tam najbardziej lubię kupować majtasy, skarpety, rajstopy, podkolanówki i inne tego typu użyteczności. Z reguły Auchan ma duży wybór dobrych jakościowo rzeczy, a i ceny bywają nieraz wyśmienite (szczególnie, jak trafi się na wyprzedaże).
......
Mam już nawet pomysł na orientalną stylizację z tymi rajstopami. Jak wszystko się uda, to pokażę ją w przyszłotygodniowym wpisie.

A teraz czas na dwie nowości kosmetyczne. Pierwsza to podkład w sztyfcie z wkładem pudrującym Fit Me! od Maybelline (120 Classic Ivory - Vanille), który przypadkowo znalazłam w Rossmannie. Nie jestem fanką typowych podkładów, gdyż czuję się w nich sztucznie, dlatego swój codzienny makijaż zwykle ograniczałam do zamaskowania kilku niedoskonałości korektorem, a potem lekkiego przypudrowania się. Niestety, konsystencja używanych przeze mnie korektorów pozostawiała wiele do życzenia - albo były twarde i musiałam naciągać twarz, żeby je nałożyć, albo tak płynne, że nie dawały żadnego efektu krycia. Ten mały sztyfcik jest miękki i kremowy, wspaniale się rozprowadza i pozostaje matowy, więc ostatnio nawet zrezygnowałam z pudru. Jeśli lubicie takie kompaktowe kosmetyki, to koniecznie po niego sięgnijcie.
......
Drugim moim odkryciem jest szminka z Lidla (31 Bordeaux). Otóż szukałam szminki, która będzie dość wyrazista, ciemna i długo obecna na ustach (kończy mi się moja najulubieńsza, której już nigdzie nie kupię). Żaden ze standardowych kolorów w drogeriach nie przypadł mi do gustu, a jedyna szminka, która jako tako mi "podeszła" kosztowała prawie 50 zł. Nie mając jednak gwarancji co do jej trwałości, nie zdecydowałam się na zakup, a później trafiłam do Lidla, gdzie postanowiłam dać szansę produktowi za szóstkę. Jestem bardzo zadowolona - pomadka, jak na swoją cenę jest trwała i ma piękny, ciemny odcień.

Obraz z powyższego zdjęcia oraz lampę widoczną poniżej wyhaczyliśmy z Włóczykijem dwa tygodnie temu w Starej Rzeźni (to taki poznański targ antyków i rupieci). Zawsze marzyłam o jakimś takim stylowym portrecie, a że dawni członkowie mojej rodziny poskąpili na fotografa i ramy, teraz muszę wspomagać się ujęciami cudzych twarzy (jednak do obcych zdjęć umiem się nie tylko przywiązać, ale nawet nadaję imiona obecnym na nim osobom. Do tej pani pasuje mi Stasia, ale jeszcze nie wiem :)). W każdym razie, kiedy zobaczyłam ten portret, wiedziałam, że nie odejdę bez niego. Zdjęcie jest piękne, rama jeszcze bardziej, więc nie było nad czym się zastanawiać. Włóczykija skarbem z tej wycieczki jest poniższa lampa. Zdjęcie nie oddaje w pełni jej absyntowej poświaty, ale wierzcie mi na słowo, że wieczorem wygląda prześlicznie.


A takie piękności wypatrzyłam w Bijou Brigitte. Do orientalnych stylizacji.

Nowość w mojej biblioteczce. Wstyd przyznać, ale totalnie nie znam twórczości Olgi Tokarczuk. Znajomi polecają mi ją od kilku ładnych lat, ale jakoś nie mogłam się przekonać. Teraz, kiedy dostałam jej książkę w prezencie, głupio byłoby odstawić ją na półkę nie przeczytawszy.
......
Poniżej chiński żakiecik, czyli kolejna w mojej szafie rzecz, która czeka na swoją wielką wiosenną premierę.