26 listopada 2014

Miasto w sieci, czyli Emnilda w prasie

Miłą listopadową niespodzianką - o której wspominałam już na blogu i Facebooku - było dla mnie ukazanie się w poznańskim informatorze kulturalnym Iks wspomnienia o emnildowym blogu, przy okazji artykułu o poznańskiej blogosferze. Dziś postanowiłam się nim pochwalić i dlatego poniżej możecie ten artykuł przeczytać. Pominęłam ostatnią stronę (mogę wkleić na życzenie), a dla leniwych czytelników mam informację, że treść dotycząca bezpośrednio mojej osoby, znajduje się na końcu pierwszej i początku drugiej strony oraz w ramce przy zdjęciu.
......
Miłego czytania i do zobaczenia w kolejnym wpisie. 
A gdyby ktoś był zainteresowany poprzednim artykułem o moim blogu zapraszam tutaj.
......
Żeby przeczytać artykuł, kliknij na zdjęcie, później wybierz prawym przyciskiem "pokaż obrazek", a następnie kliknij raz jeszcze żeby powiększyć.


22 listopada 2014

Jesienna wycieczka


Bardzo lubię późnojesienny las, kiedy opadające z drzew liście są już nieco rozmiękłe, a kikuty drzew otula cisza i mgła. Lubię spacery po podmokłych trawach, obserwowanie tego, jak przyroda przygotowuje się na zimę i podsłuchiwanie ptaków skrzeczących gdzieś w oddali. Lubię obserwować i zaskakiwać swoją obecnością leśną zwierzynę (chociaż mojego wielkiego marzenia o spotkaniu jelenia na leśnej ścieżce jeszcze nie udało mi się spełnić), a także szukać różnych skarbów ukrytych w runie.
......
Z okazji tej małej wycieczki postanowiłam zmienić styl na bardziej turystyczny, dlatego wyjęłam z szafy ciepłe skarpety i trapery, które są moim stosunkowo nowym nabytkiem. W deszczową pogodę sprawdziły się bardzo dobrze, mam nadzieję że dadzą radę również w bardziej ekstremalnych warunkach. Zielony sweter i kurtka są modelami męskimi i zapinają się na drugą stronę, ale zdążyłam się przyzwyczaić. Sweter wynalazłam w ciucholandzie - z początku nie wiedziałam, że to męski i dziwiłam się, że rozmiar XS może być tak duży. Kiedy go przymierzyłam, wiedziałam już gdzie jest haczyk, ale stwierdziłam, że tak idealnie będzie pasował do innych części mojej garderoby, że się nawet długo nie zastanawiałam. A kurtkę po prostu podkradłam Włóczykijowi :)
......
Mam jeszcze zapytanie: czy takie skórzane trapery impregnuje się jakoś specjalnie?








(zdjęcia: Włóczykij)

14 listopada 2014

Listopadowy. Mix #5


Ostatni miks z nowościami i pierdółkami prezentowałam w sierpniu, czas więc najwyższy nadrobić zaległości. Zdjęć jest sporo, dlatego od razu przechodzę do meritum. Najmilszą dla mnie listopadową niespodzianką jest artykuł dotyczący poznańskiej blogosfery, który ukazał się w poznańskim informatorze kulturalnym Iks. Cieszę się niezmiernie, że wśród różnych arcyciekawych stron znalazło się miejsce i dla mojej. Artykułowi niedługo poświęcę osobny wpis - dziś tylko mała zajawka.

Zawsze marzyłam o takim przyodziewku w stylu hippie, który w razie potrzeby będzie można również wykorzystać w stylizacjach a'la lata dwudzieste. Przepatrywałam nawet internety pod tym kątem, ale fajne modele miały niebotyczne ceny, a zadowalające ceny zwiastowały marną jakość. W tym przypadku stosunek ceny do jakości jest proporcjonalny, a 11 złotych za kawał poliestru z frędzlami wywołuje dodatkowo uśmiech triumfalnego łowcy secondhandów :)

Beret to prezent od mamy (no dobra, naciągnęłam ją w Rossmannie na okazję swoich imienin), a takie ciepłe skarpety z angorą i wełną owczą dają w Auchan Komorniki za piątaka.

Ciepłe rajstopy we wzorki na zimę będą idealne. Zawieszka to prezent od Włóczykija, który wygrzebał ją w jakimś fajnym (podobno, bo jeszcze tam nie byłam) sklepie ze starociami na poznańskiej Wildzie. Takie pojedyncze rzeczy zawsze leżą u mnie latami i czekają na swoją kolej, ale miałam akurat wolną aksamitkę z zapięciem, więc zawiesiłam czym prędzej i noszę.

Książka nienowa, ale niedawno dopiero zaczęłam ją czytać. Jak dotąd przerobiłam dwa rozdziały, dlatego trudno mi się o niej wypowiedzieć całościowo, ale póki co: treść ciekawa, moc szczegółów, ilustracji sporo, ale... brakuje mi właśnie zdjęć niektórych rzeczy opisywanych w tekście. Wiem, mogę se sprawdzić u wujka Googla, ale jestem leniwa i wolałabym mieć je zraz obok tekstu.
......
Poniżej zdjęcie ze środka albumu.


Jak większość bab, kiedy wchodzę do sklepu obuwniczego, wzrok swój odruchowo kieruję w stronę zgrabnych kozaczków na cienkich podeszwach i wysokim (czyt. zimą zabójczym) obcasie. Kiedy już oczyma wyobraźni zobaczę siebie we wszystkich tych pięknych butach, pukam się w głowę i uświadamiam, że przecież nie dałabym rady z powodu niewygody (Włóczykij może potwierdzić, że potrafię się potykać idąc nawet w płaskich butach i nie wypiwszy ani kropli :)) oraz pogody. I taka jest, z grubsza rzecz biorąc, geneza mojego tegorocznego nabytku na zimę.
Mam nadzieję, że świetnie sprawdzi się do spódnic i sukienek, z których nie zamierzam rezygnować nawet w największe mrozy (w końcu od czego mam rajstopki z wcześniejszego zdjęcia i halki, no nie?).

Moja największa* szafa jest już wysprzątana i gotowa na sezon zimowy, a większość letnich bluzek i sukienek schowana jest na górnej półce.
......
* prócz tej, zajmuję jeszcze szafę w korytarzu, gdzie przechowuję płaszcze, torebki i bieżące buty oraz jeszcze jedną, gdzie miejsce swe znalazła reszta torebek i futrzaki. Wiem, przeginam, ale przynajmniej mam już pewność, że nie jestem minimalistką :)

W czerwcu miałam wielką przyjemność gościć w swojej dawnej szkole podstawowej i opowiedzieć dzieciom o modzie XVIII wieku, a już w grudniu opowieści ciąg dalszy! Tym razem przygotowuję prezentację o tym, jak spędzano czas wolny w XIX wieku, jak radzono sobie z nudą podczas długich zimowych wieczorów, a także o zimowych sezonach balowych, szukaniu męża no i pięknych sukniach. Znając życie, pewnie będę musiała coś pominąć, ale suknie muszą zostać, gdyż w czerwcu te XVIII-wieczne zrobiły na dziewczynach duże wrażenie :)

Powoli przygotowuję się do pokazania pokoju wschodniego (roboczo nazywanego czerwonym, choć w rzeczywistości jest różowy, a którego ściany chcę przemalować na miodowo. Taka dygresja.), ale nie wszystkie elementy są już gotowe. Od pół roku zabieram się bowiem za malowanie lampy oraz wykończenie japońskiej szafy widocznej na zdjęciu. Muszę wyszlifować miejsca pokryte szpachlówką, a potem je zaczernić i nadać połysku. Na razie zastanawiam się nad metodą i myślę że jeszcze trochę to potrwa. Udało mi się za to (tanim kosztem) zrobić obrazek, który widzicie na powyższym zdjęciu. Jest to motyw wycięty z pleców szlafroka, oprawiony w ramę znalezioną w piwnicy.

A taką magiczną książkę kupił mi Włóczykij na wyprzedaży w jednej z poznańskich księgarni. Jest to album z filmu Amelia, szczęśliwie nie zawiera scenariusza (jak to często bywa w tego typu publikacjach), ale mnóstwo ciekawych zdjęć około filmowych, które ze szczegółami przybliżają to, co w filmie jest zaledwie zarysowane (np. kilka stron książki poświęcono na "przedruk" albumu fotografii Nino). Dla fanów Amelii niesamowita gratka. Uprzedzając pytania: we wspomnianej księgarni była to ostatnia sztuka.
......
A za pasem zima! Od kilku lat swoje zimy "spędzam" z rodziną Romanowów i rosyjskim folklorem (książki, filmy, muzyka) i myślę że nie inaczej będzie w tym roku. Tym bardziej, że moja carska mufka sposobi się już do pierwszych przymrozków.


7 listopada 2014

Inne oblicze jesieni


Taki oto śmieszny beret wygrzebałam jakiś czas temu w ciucholandowym koszu z różnościami. Spodobał mi się ze względu na kolory jak i dość oryginalny kształt, który od "pierwszego wejrzenia" skojarzył mi się z wojskowymi czapkami*. Dziś postanowiłam iść w tę wojskową stylistykę i dlatego zafundowałam sobie różne medale, coby mi się świeciła klapa od płaszcza, jak - w swoim czasie - pierś radzieckim generałom. Są to najwyższe, prawie złote odznaczenia, jakie znalazłam w swojej skrzynce z broszkami i myślę, że swoją kiczowatością współgrają z beretem. A żeby było nie tylko wojskowo, ale też sexy (choć używanie tego słowa w przypadku moich interpretacji i wykonań jest ZAWSZE nadużyciem), postanowiłam odsłonić swoje dolne kończyny i rozpuścić włosy (co robię nieczęsto, bo kosmyki plątające się wokół twarzy doprowadzają mnie do szału). No więc taka ze mnie dziś hybryda.
......
Na szczęście nigdzie dalej się tak nie pokazywałam, ponieważ jako zwolenniczka normalności w modzie (ostatnio mam taki dziwny okres, że wolę wtopić się w tłum, niż iść w pierwszym szeregu) oswajam się ze wspomnianym beretem i te zdjęcia są do tego pierwszym krokiem. Au revoir.

* Edit: Jak podpowiedziano mi w komentarzach, czapkę tego typu nazywamy furażerką. W Wojsku Polskim noszą ją głównie kobiety i żołnierze Sił Powietrznych, a ten konkretny model nawiązuje swoim wyglądem do furażerek Royal Regiment of Scotland.
Chyba właśnie się do niej przekonałam :)




(zdjęcia: Włóczykij)

31 października 2014

Halloween: Strachy w starym domu


Wpisy halloweenowe to taka moja mała blogowa tradycja. Bardzo się cieszę, że udało mi się po raz kolejny zrealizować wpis tematyczny związany z 31 października, tym bardziej, że dopadł mnie ostatnio brak pomysłów i przeziębienie, co zestawione razem raczej nie wróży nic dobrego. Postanowiłam jednak nie dać za wygraną i wymyśliłam, że nie ruszając się z domu zrobię serię mrocznych zdjęć nawiązujących klimatem do starych nawiedzonych domów i tego, co może dziać się za ich zamknętymi drzwiami.
......
Mimo iż jestem osobą raczej strachliwą, to bardzo lubię dziwne i tajemnicze historie, niepokojące zdjęcia i klimat, który można określić mianem creepy. Z tego też powodu Halloween uważam za jeden z najmilszych dni w roku i okazję do wspaniałej, straszno-śmiesznej zabawy. Bardzo mnie pociąga przebieranie się za czarownicę lub inną mroczną postać, spacer po otulonym mgłą lesie i spotykanie po drodze innych przebierańców (A kto wie, może nie wszyscy są przebierańcami?). Nie określiłabym nigdy Halloween mianem święta, a jedynie zabawy, ale cieszę się, że z roku na rok staje się ta zabawa coraz popularniejsza, a czy nazwiemy ją Halloween czy Dziady to już bez różnicy. Tak więc życząc Wam świetnego wieczoru, pozostawiam ze zdjęciami i uciekam do łóżka dalej się kurować. Paa!









(zdjęcia: Włóczykij)