28 czerwca 2019

Najpiękniejszy sklep w Wenecji

Najbardziej reprezentacyjna sala na piętrze pałacu, służy jako oprawa do prezentacji najefektowniejszych damskich i męskich kreacji. Niestety, sukni ze zdjęcia nie było, a szkoda, bo być może bym się na nią zdecydowała ;) 
......
Pomieszczenia na piętrze sklepu, gdzie znajdziemy odzież wieczorową, bezpośrednio czerpią z weneckich tradycji. Na podłodze jest przede wszystkim lastryko, bardzo popularne w północnych Włoszech od czasów średniowiecza, a na ścianach jedwabne adamaszki, które tka się tutaj od XII wieku.

Dzięki swojemu położeniu na trudnym bagnistym terenie (gdzie niemożliwe było utrzymanie się z uprawy roli), a dodatkowo w środku Europy, pomiędzy Wschodem i Zachodem, Wenecja musiała stać się miastem czerpiącym największe zyski z handlu i kupiectwa. W czasach istnienia Republiki Weneckiej, nazywanej Serenissimą - Najjaśniejszą, miasto było znanym w całym ówczesnym świecie importerem i wytwórcą towarów luksusowych. Z krajów Orientu sprowadzano przyprawy, barwniki, jedwabie, kość słoniową, wonności i mnóstwo innych dóbr; z zachodu broń, konie, bursztyn, futra, drewno, wełnę, miód, wosk i niewolników. Z kolei miejscowi rzemieślnicy trudnili się wytwarzaniem szkła (Murano) i szlachetnych tkanin: koronek, brokatów, adamaszków i aksamitu.
Pomimo upływu czasu i zalewu chińskiej tandety, która czyha na turystów w wielu miejscach, w Wenecji mnóstwo jest sklepów odwołujących się do najlepszych kupieckich tradycji i proponujących wymagającym klientom rzeczy unikatowe i najwyższej jakości . Gdzieś wśród nich plasuje się butik, o którym dzisiaj piszę.
......
W 2016 roku duet Dolce & Gabbana (albo ich specjaliści od marketingu) wpadli na pomysł, aby ich sklepy zlokalizowane w najbardziej prestiżowych miejscach na świecie, posiadały unikalny wystrój, odwołujący się do tradycji danego regionu. Wenecki sklep mieści się przy jednej z głównych handlowych ulic, w XIX-wiecznym neorenesansowym Palazzo Torres, dawnej siedzibie banku. Założeniem Erica Carlsona, głównego projektanta wnętrza było, aby w weneckiej lokalizacji prócz wyjątkowego doświadczenia handlowego, klient został oczarowany wystawnością i bogactwem tradycyjnego rzemiosła oraz - pośrednio - historią kulturalną miasta. Każde z czternastu pomieszczeń sklepu zaaranżowano w nieco innym stylu. Różne pokoje, każdy z własną osobowością, jak to ujął Carlson.
......
A jak ja trafiłam do tego miejsca? Cóż, wenecki sklep duetu Dolce & Gabbana był mi znany o tyle, że widziałam go na stronach wnętrzarskich i nawet kiedyś udostępniłam link na Facebooku do jednego z artykułów o tym miejscu. Jednak szykując się do wyjazdu zupełnie o nim zapomniałam, ba!, nawet gdybym pamiętała, pewnie i tak nie uwzględniłabym go w swoich planach. Musiałam odrzucić tyle innych wspaniałych miejsc, że z pewnością nie wpisałabym na swoją listę sklepu. 
A jednak stało się. Któregoś dnia, podczas spaceru w okolicy San Marco, zatrzymałam się przy ładnie zaaranżowanej wystawie. I wtedy sobie przypomniałam. Wenecja. Dolce & Gabbana. Ten piękny sklep z internetu. Wchodzę.
Najgorsze było pierwsze pięć minut podczas których ja udawałam, że chcę coś kupić, a obsługa, że wierzy, iż jestem w stanie wydać pięć tysi na spódnicę. Później ta kurtuazyjna bańka prysła i zrobiło się całkiem miło. Jeden z pracowników oprowadził mnie i Włóczykija po sklepie, opowiedział o jego historii; ja sobie popatrzyłam, pomacałam, pozachwycałam się (zarówno sklepem, jak i ubraniami)  i wiedziałam, że jeżeli mam napisać o czymś weneckim na blogu, to będzie to właśnie to piękne miejsce, które poprzez wspólny mianownik handlu - tak charakterystyczny dla tego miasta - łączy jego najlepsze kupieckie i architektoniczne tradycje ze współczesną sztuką luksusowej włoskiej mody.
......
Jeżeli temat was zainteresował, zapraszam do wpisu, w którym zachwycam się pewnym sklepem w Egipcie.

Tak właśnie wita nas butik Dolce & Gabbana po przekroczeniu progu. W tradycyjnym, barokowym, pełnym przepychu wnętrzu odnoszącym się do kupieckiej przeszłości, majaczy korytarz prowadzący do zupełnie nowej, futurystycznej rzeczywistości. 

Ściana z pokrytą 24-karatowym złotem mozaiką wykonaną ręcznie przez weneckich rzemieślników, odwołuje się w bezpośredni sposób do złotych mozaik w Bazylice św. Marka i każe zatrzymać, by z bliska podziwiać ten blask. Jedynie zamiast scen biblijnych, na tle złota prezentują się torebki, myślę że wykonane z równie wielką pieczołowitością, jak figury apostołów w Bazylice.

Męska część sklepu zaprojektowana przez studio Carbondale wyróżnia się zielonym odcieniem, określanym przez twórców jako miętowy. Głównym materiałem w tym pokoju jest marmur Verde Menta. Warto też zwrócić uwagę na wieszaki na ubrania, które zostały wykonane z ręcznie dmuchanego szkła (podobnie jak wszystkie, znajdujące się w sklepie klamki, haczyki, lustra i oczywiście żyrandole) w Murano przez trudniącą się tym fachem od lat rodzinę Seguso.

Hall wejściowy to pean na cześć weneckiej historii. Sala ta jest najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniem w całym budynku i swoim wyglądem najmocniej odwołuje się do tradycyjnych, wystawnych weneckich wnętrz. Ściany i sufit wyłożone są misternie zdobionym drewnem i ozdobione płaskorzeźbami ze scenami rzemieślniczego i handlowego życia miasta pod koniec XIX wieku. Na podłogach królują wspaniałe wzory ułożone z naturalnego kamienia.

Jednym z dwóch pomieszczeń, które zrobiło na mnie największe wrażenie jest ta skromna klatka schodowa. Na tle pałacowego przepychu sklepu wydaje się, że to tylko tunel z kamienia, ale wierzcie mi, że jest zaprojektowany z niezwykłą pieczołowitością. Marmur, który tu zastosowano to Verde Antigua, który charakteryzuje się przepięknym żyłkowaniem, do tego bardzo zmyślnie ukryto podświetlaną poręcz wewnątrz ściany. I ten chłód gładko wypolerowanego kamienia pod palcami...

Pokój z biżuterią to kolejne pomieszczenie, które mnie zachwyciło. Ciemnoniebieskie szklane ściany z mozaiki i witryny pełne błyszczących naszyjników skryte w tajemniczym półmroku. Całość wnętrza wykonano z mozaiki przez istniejącą od 1888 roku firmę Orsoni oraz Friul, a złote gwiazdy od razu naprowadzają na bezpośrednią architektoniczną inspirację tego pomieszczenia - wieżę zegarową na placu św. Marka. Zobaczcie, jak wspaniale odbijają się w lustrzanym suficie!

Większość materiałów, użytych do renowacji Palazzo Torres, w którym mieści się sklep, to rzeczy wykonane przez lokalnych rzemieślników, których warsztaty mają długą tradycję. Tkaniny, którymi wyłożone są niektóre pomieszczenia w sklepie Dolce & Gabbana pochodzą z rodzinnych weneckich manufaktur Rubelli czy Bevilacqua. Tekstylna tradycja tej ostatniej sięga 1499 roku, choć sama firma została założona trochę później, w 1875 roku. Do dziś aksamity tkane są w niej na historycznych krosnach.

Damska część sklepu ma energetyczny, czerwony kolor. Do weneckich tradycji odwołano się tutaj poprzez ścienny marmur Rosso Levanto oraz mozaikę na podłodze.

Meble zostały zaprojektowane przez firmę zajmującą się aranżacją sklepu - Carbondale, a inspiracją stała się w tym przypadku poduszka do igieł.

Jak,w jednym z wywiadów, powiedział Eric Carlson był to pierwszy raz, kiedy projektowałem bezpośrednio dla projektantów. Większość marek luksusowych jest dziś prowadzona przez menedżerów biznesowych, ale Dolce & Gabbana jest jedną z tych rzadkich firm, które są zarządzane przez twórców. Podczas procesu projektowania nasze spotkania były pełne niezwykłego doświadczenia, obfitości pomysłów i kreatywnej wymiany myśli z właścicielami.


16 marca 2019

Jabłuszko pełne snów


Porządkowałam ostatnio zdjęcia na komputerze i znalazłam kilka ujęć z ubiegłorocznej jesieni. Pamiętam że miały pojawić się one w październiku, ostatecznie jednak stwierdziłam, że nie są warte zamieszczenia na blogu. Kontrast między słońcem a cieniem wydawał się zbyt duży (zawsze zapominam, żeby wybierać miejsca o łagodnym natężeniu światła), część zdjęć wyszła jakaś taka zbyt niebieska, jednak teraz, kiedy je po czasie znów zobaczyłam, moja ocena nieco złagodniała. Wybrałam więc kilka najlepszych ujęć i oto są.
......
Jabłuszkowy zestaw (spódnica i t shirt) kupiłam we wrześniu w Medicine. Udało mi się, rzutem na taśmę, załapać na ostatnie sztuki w moim rozmiarze. Wyglądają fajnie razem i osobno, ja najczęściej noszę je w codziennych zestawach z Superstarami i jeansową kurtką (na sportowo) lub mokasynami i kardiganem (wersja formalna). 


Selfiak ze spaceru musi być!




(zdjęcia: Włóczykij)

7 marca 2019

Zmysłownik, czyli mój projekt kulturalny 2018. Podsumowanie.


Kiedy w grudniu 2017 roku zobaczyłam w sklepie KUKBUKa tę księgę-notes ze złoconymi brzegami i wspaniałymi kolażami Aleksandry Morawiak, wiedziałam, że jest to idealny pomysł na gwiazdkowy prezent dla samej siebie. Ze względu na jego piękno postanowiłam, że nie będzie to zwykły notatnik, a kronika, w której udokumentuję miesiąc po miesiącu wszystko to, co spotyka mnie w roku 2018 - szczególny nacisk kładąc na ponadczasowe spotkania z kulturą - tak by móc do niej wracać w kolejnych latach. Początkowe wrażenia oraz więcej zdjęć samego Zmysłownika możecie zobaczyć w zeszłorocznym wpisie, kiedy w większości był jeszcze tabula rasa. W dzisiejszym wpisie chciałam podsumować ten projekt i pokazać Wam migawki ze środka.
......
Jako że notes podzielony jest na miesiące, postanowiłam wprowadzić kilka powtarzających się działów, które będę uzupełniać zawsze w taki sam sposób. Każdy nowy miesiąc rozpoczynała więc karta media społecznościowe, w której dokumentowałam wpisy na bloga, ciekawsze informacje ze swojego fanpejdża czy ulubione zdjęcia z Instagrama oraz modowe inspiracje i ubrania upolowane w ciucholandach. Na kolejnych stronach danego miesiąca pojawiła się kronika, w której jedną bądź dwie linijki poświęcałam na krótkie opisanie dnia, spotkań, wrażeń a czasem i pogody, później znów w linijce lub dwóch pojawiło się podziękowanie za coś, co danego dnia mnie spotkało (a więc, można powiedzieć, taka kronika wdzięczności). Dalej swoje miejsce znalazła kronika fotograficzna, w której na dwóch stronach wklejałam zdjęcia z danego miesiąca, dokumentujące ciekawe wydarzenia, spotkania, codzienne rytuały, dobre jedzenie i inne moje przygody. Następnie pojawił się dział kulturalny miesiąc, w którym odnotowywałam (wraz z datami) przeczytane książki, obejrzane filmy, spektakle, ciekawą muzykę, a wszystko to okraszałam zdjęciami filmowych plakatów czy malarstwa, które mnie w danym miesiącu inspirowało.
Pozostałe strony to była już pełna dowolność. Starałam się umieszczać na nich odwołania do wycinków z kultury i sztuki odkrytych danego miesiąca, lub takich, które są ze mną od kilku czy kilkunastu lat (ulubione cytaty, zdjęcia, teksty, tłumaczenia; fragmenty książek, obrazów, spektakli etc). 
......
Prowadzenie Zmysłownika przez cały rok było dla mnie niesamowitą przygodą, a jednocześnie sporym wyzwaniem logistycznym, postanowiłam bowiem, że znajdą w nim swoje miejsce tylko dzieła wartościowe albo szczególnie przeze mnie lubiane. Żeby zapełnić co miesiąc kilka stron przyzwoitą treścią musiałam ciągle czytać, oglądać i doświadczać i... szczerze mówiąc wytrzymałam dwa miesiące. W styczniu i lutym obejrzałam po 10 filmów i przeczytałam po 5 książek, ale takie tempo było nie do utrzymania, więc odpuściłam, i wtedy na karty Zmysłownika postanowiłam przenieść też tematy, które towarzyszą mi od lat.
Ponadto comiesięczne uzupełnianie kroniki fotograficznej i innych treści; konieczność wyboru zdjęć, podstawowej obróbki, następnie wydruk, wycinanie, przyklejanie, ozdabianie i opisywanie wymagały znacznej samodyscypliny i już w miesiącach wakacyjnych zaczęłam mieć zaległości, które nadrabiam do dziś. Zostało mi do uzupełnienia kilkanaście kart, na szczęście wszystko mam pod ręką i średnio raz w tygodniu przez dwie godziny zajmuję się tematem.
......
Podsumowując, prowadzenie takiej księgi uważam za świetny pomysł, jednak z perspektywy czasu widzę, że mogłam zrobić to inaczej, mianowicie nie łączyć treści ogólnych (które Wam dzisiaj w części prezentuję), z osobistymi, bo teraz tak naprawdę nie mogę tego mojego tworu nikomu dać do ręki. Być może podejmę jeszcze kiedyś podobne wyzwanie, z pewnością jednak nie ograniczę go czasowo i skupię się tylko na treściach związanych ze sztuką i kulturą, nie życiem osobistym.

Italia była pierwszym tematem, który podjęłam w Zmysłowniku w styczniu 2018 i poświęciłam mu nawet osobny wpis, w którym podzieliłam się z Wami filmami, książkami, a nawet przepisem na pyszny szybki włoski obiad. Miałam nawet taki plan, żeby podsumowywać wpisem na blogu każdy miesiąc, jednak czas mi na to nie pozwolił.

Tak mniej więcej wyglądała każda strona z kroniką miesiąca. Podstawą był ozdobny nagłówek, a dalej w jednej bądź dwóch linijkach opisywałam najciekawsze zjawiska danego dnia. Jej uzupełnianie wymagało codziennej dyscypliny, choć bywało, że nadrabiałam kilka dni wstecz, a listopad do dzisiaj pozostał w połowie nieuzupełniony.

Kwiaty były moim głównym hobby w czasie zeszłorocznych ciepłych miesięcy i znalazły swoje miejsce na kilku stronach Zmysłownika. Chociaż z wielką sympatią wspominam ukwiecony balkon i zielone pokoje, pamiętam też o tym, że opieka nad osiemdziesięcioma roślinami bardzo mnie wyczerpywała, szczególnie kiedy pojawiły się szkodniki. Cały czas myślę czy w tym roku (choć mam więcej czasu) jestem gotowa na aż takie wyzwanie czy ograniczę się do kilku łatwych w uprawie pelargonii.

Dużo miejsca poświęciłam w Zmysłowniku pojęciu dekadencji i dandyzmu, nierozerwalnie wiążących się z jedną z moich ulubionych książek Na wspak  Jorisa-Karla Huysmansa, którą specjalnie przeczytałam w zeszłym roku po raz kolejny. Tym razem poświęciłam wiele czasu na dokładne przyjrzenie się obrazom tak ubóstwianym przez głównego bohatera powieści. Mnie także ujęło pełne wschodniego przepychu przedstawienie Salome tańczącej przed Herodem na jednym z płócien Gustawa Moreau, nieznane do tej pory obrazy Odilona Redona czy Goyi, tak że znalazły one swoje miejsce na kartach Zmysłownika.
Przyjrzałam się także postaci jednego z najbardziej znanych dandysów - Robertowi hrabiemu de Montesquiou (którego styl bycia zainspirował zresztą Huysmansa do stworzenia bohatera swojej najbardziej znanej książki) i znalazłam obszerny opis jego wspaniałego mieszkania, który z pomocą tłumacza google przeniosłam na karty swojego notatnika. Chciałabym w przyszłości zrobić wpis o tym mieszkaniu i dziwactwach hrabiego Roberta.

W Zmysłowniku znalazło się też miejsce na obszerne cytaty z ulubionych blogów oraz książek o malarstwie. Szczególnie wrażenie zrobiła na mnie pozycja Symbolizm autorstwa Hansa H. Hofstatera, (kupiłam ją za kilka złotych w jakimś antykwariacie). W bardzo całościowy sposób wyjaśnia zjawisko symbolizmu, wiążąc je z filozofią epoki, schyłkowymi nastrojami znanymi jako fin de siecle oraz takimi pojęciami jak dekadentyzm, fetyszyzm czy synestezja. Autor we wnikliwy sposób próbuje objaśnić ten kierunek sztuki, który jednak nie poddaje się łatwo analizie pozostając zjawiskiem na pograniczu realności wyobrażeń i snu.

Marzec był trudnym miesiącem, nie udało mi się wtedy skończyć żadnej książki, ani nic obejrzeć (!), więc postanowiłam wydrukować i wkleić na strony Zmysłownika kilka ulubionych obrazów oraz zdjęć Paulette Tavorminy inspirowanych XVII-wiecznym malarstwem holenderskim.

Godziny wraz ze Śmiercią w Wenecji i Pianistką stanowią moją wielką trójkę ulubionych filmów (co ciekawe, we wszystkich tych przypadkach ekranizacje oceniam równie wysoko jak ich literackie pierwowzory i myślę że doskonale się uzupełniają), dlatego nie mogłam nie poświęcić im miejsca w Zmysłowniku. W przypadku Godzin wybrałam ulubione cytaty ever, które pięć lat temu zebrałam w jednym z wpisów na blogu.

Joris-Karl Huysmans, autor Na wspak, zwanej biblią dekadentów (o której to książce wspominam powyżej), kilka lat później popełnił także trylogię będącą pokłosiem jego osobistego nawrócenia na katolicyzm. Jako że książki Huysmansa nie doczekały się zbyt wielu polskich wydań, bardzo się ucieszyłam, kiedy wiosną zeszłego roku zobaczyłam zapowiedź Katedry (środkowy tom trylogii). Spodziewałam się złotych ornatów, gęstego kadzidlanego dymu, jakichś głębokich rozważań dotyczących wiary, a otrzymałam spostrzeżenia naiwne i zbyt entuzjastyczne, a co za tym idzie książkę pełną infantylizmów wypowiadanych ustami bohatera.
Jedyną wartością Katedry jest drobiazgowy opis tytułowej budowli we francuskim Chartres oraz struktury symbolicznej architektury sakralnej w ogóle. Świątynia jest tu rozumiana jako teologiczna sztuka porządku nadprzyrodzonego, wiążąca świątynię z kosmologią, ontologią i metafizyką i tylko z tego powodu warto się z książką zapoznać .
Po inne części trylogii nie sięgnę, co więcej, mam nadzieję, że kiedyś ukaże się polskie wydanie Là-Bas.

Ulubiony fragment z powieści Powrót do Brideshead stał się dla mnie kilka lat temu inspiracją do zrobienia blogowej dekadenckiej majówki, której, jak do tej pory, nie pobiła żadna inna. Jeżeli chodzi o ekranizację, znam tylko nowszą wersję z genialną w roli Lady Marchmain Emmą Thompson, jednak cały czas przede mną miniserial z 1981 roku, w którym w postać głównego bohatera wcielił się Jeremy Irons. Co ciekawe, w obu filmach tytułowe Brideshead zagrało to samo miejsce - zamek Howard w Yorkshire.


Na stronach Zmysłownika postanowiłam zebrać kilkanaście wspaniałych - inspirowanych erotykami lat siedemdziesiątych - plakatów do filmu Książę Burgundii, który dość wysoko plasuje się na mojej liście ulubionych obrazów. Bardzo ciężko opisać tę ekranizację, bo standardowa fabuła o której można powiedzieć, że przedstawia sadomasochistyczny związek dwóch kobiet, jest tylko przysłowiowym wierzchołkiem góry lodowej do całego ogromu treści, które znajdują się gdzieś pomiędzy tym, co można łatwo scharakteryzować słowami. Jeżeli lubicie filmy niespieszne, trochę oniryczne, teatralne, przyglądające się wewnętrznym przeżyciom bohaterów, poruszające temat nieuchronnego przemijania i odchodzącej młodości, to być może Książę Burgundii jest dobrym pomysłem na popołudnie lub wieczór. 
A plakaty, no cóż... sami widzicie, są po prostu niezwykle estetyczne.

Król Olch w muzycznej adaptacji Franza Schuberta prześladował mnie niczym widmo całą ubiegłoroczną zimę.

Szczególną, osobliwą miłością darzyłem zawsze to, co daje się ująć w słowo ‹‹schyłek››. I tak moją ulubioną porę roku tworzą owe znużone dni lata bezpośrednio poprzedzające nadejście jesieni, a chwila z której najchętniej wychodzę na dwór, to gdy słońce chyli się ku zachodowi, ale zanim zniknie całkiem, z miedzianoczerwonymi promieniami na szybach okien. 
Stéphane Mallarmé, Skarga jesienna.
......
A poniżej rozgardiasz na biurku, jaki towarzyszył comiesięcznemu uzupełnianiu Zmysłownika. Jest on wypełniony na równi tekstami, jak i zdjęciami, które co miesiąc zbierałam w kolaże i drukowałam, by następnie wkleić je na karty notesu.


2 stycznia 2019

Blogowe podsumowanie 2018 roku

http://emnilda.blogspot.com/2018/03/weniane-paszcze-sa-niesmiertelne.html
W 2018 roku dostałam "w spadku" wełniany płaszcz po mamie, który po przeszło 20 latach wciąż ma się świetnie.

Muszę przyznać, że poczułam się bardzo zaskoczona, kiedy zobaczyłam wpisy z minionego roku. Przede wszystkim myślałam, że będzie ich mniej, a wyszło całe piętnaście; ponadto ze wszystkich jestem bardzo zadowolona. Niekiedy bywa tak, że po kilku miesiącach od publikacji, jakiś wpis budzi we mnie negatywne skojarzenia, albo poczucie winy, że nie dość się do niego przyłożyłam (mogłam wybrać jakiś lepszy plener do zdjęć, zrobić je w dniu, kiedy byłam pozytywniej nastawiona do życia, albo poszukać dodatkowych materiałów, w przypadku wpisów o jakiejś wartości poznawczej). W  2018 roku wszystkie posty budzą tylko pozytywne wspomnienia i nawet nie mam wyrzutów sumienia, że mogło być ich więcej. Przy moim trybie życia i biorąc pod uwagę, fakt, że dużo czasu zabierało mi zdobywanie treści do Zmysłownika oraz jego uzupełnianie (wkrótce pojawi się wpis podsumowujący), jestem naprawdę zadowolona z tych kilkunastu wpisów.
......
Oczywiście, jak każdego nowego roku, tak i w tym, bardzo życzę sobie wielu pomysłów związanych z blogiem i czasu na ich realizację, a Wam - drodzy czytelnicy - bardzo dziękuję za kolejny wspólny rok, wszystkie komentarze, wyświetlenia i lajki w mediach społecznościowych. Cieszę się, że jesteście. Tak po prostu.
......
Klikając w zdjęcie, przeniesiecie się do konkretnego wpisu - serdecznie zapraszam.

http://emnilda.blogspot.com/2018/03/nikt-nigdy-nie-zgebi-zamysow-wiosny.html
Koleżanka z pracy podarowała mi z kolei takiego szarego futrzaka. Bardzo dobrze się w nim czuję, a jasny popielaty kolor trochę rozjaśnia ponury zimowy krajobraz.

http://emnilda.blogspot.com/2018/10/william-morris-x-h.html
W minionym roku udało mi się kupić 3 rzeczy z kolekcji William Morris x HM, m.in. tę sukienkę, którą udało się sfotografować we wspaniałym otoczeniu.

http://emnilda.blogspot.com/2018/11/jesienna-codziennosc.html
Kolejna odsłona kolekcji William Morris x HM, czyli spódnica w drobny wzór w jesiennej stylizacji.

http://emnilda.blogspot.com/2018/06/szlafrok-w-tropikach.html
Poznańska palmiarnia stała się tłem dla ulubionego szlafroka z Zary. W minionym roku kupiłam sobie kilka rzeczy na wyprzedażach w sieciówkach, chociaż i tak najlepsze ciuchy (i najwięcej satysfakcji) dały mi polowania w lumpeksach.

http://emnilda.blogspot.com/2018/04/emnildowy-mix-modowy-8.html
W 2018 roku udało mi się znaleźć dobre miejsce do zdjęć swoich codziennych zestawów - lustra w szatni w mojej pracy, gdzie jest dobre światło i w miarę jednolite tło, dzięki czemu powstały aż dwa wpisy z zestawami, które zakładam na co dzień.

http://emnilda.blogspot.com/2018/10/jesienne-powroty.html
Odkrywałam też nowe możliwości programów graficznych, dzięki czemu niektóre zdjęcia nabrały niepowtarzalnego klimatu.

http://emnilda.blogspot.com/2018/07/to-nie-jest-hobby-dla-starych-ludzi.html
W minionym roku dopadła mnie roślinna gorączka i po raz pierwszy urządziłam kwiatowy balkon z prawdziwego zdarzenia oraz zadbałam o nowe rośliny we wnętrzu. Kosztowało mnie to ogromnie dużo pracy, a szkodniki i tak wygrały, ale nie żałuję. W tym roku jednak będzie skromniej i postawię na gatunki odporne na trudne warunki, tak żeby na balkonie nie tylko pracować, ale przede wszystkim wypoczywać.

http://emnilda.blogspot.com/2018/07/zycie-w-xix-wiecznej-kamienicy-2-strefa.html
Jednym z najchętniej czytanych przez Was wpisów w minionym roku, był ten o życiu w XIX-wiecznej kamienicy. Podzieliłam go na dwie części - strefę publiczną i prywatną. O pierwszej z nich przeczytacie klikając w zdjęcie powyżej, wpis o sferze prywatnej - dopiero przed nami, na pewno w tym roku pojawi się na blogu.

http://emnilda.blogspot.com/2018/02/italia-podsumowanie-stycznia.html
Na styczeń 2018 roku przypadła moja fascynacja włoskimi klimatami (wywołana chyba zimową tęsknotą za słońcem). We wpisie polecam kilka filmów, książek, przepisów kulinarnych oraz dzielę się kolażem inspirowanym Śmiercią w Wenecji który sama zaprojektowałam i wykonałam.

http://emnilda.blogspot.com/2018/08/plazing-na-przeomie-wiekow.html
W środku zimy możecie także przeczytać rozgrzewający wpis o letnim plażowaniu na przełomie XIX i XX wieku i wszystkim, co związane jest z letnim wypoczynkiem na wywczasach.
......
A na koniec wpis o nowościach (udało mi się ogarnąć ten temat tylko wiosną), czyli zapachy, ubrania, trochę staroci i opinie o kilku książkach kucharskich.

http://emnilda.blogspot.com/2018/03/nowosci-na-wiosne-mix-12.html

10 listopada 2018

Jesienna codzienność


W ostatnim wpisie pokazałam Wam sukienkę z kolekcji William Morris & Co. x HM, a dziś kolejny jej element, który zakupiłam - plisowana spódnica.
......
Co ciekawe, w obu rzeczach z tej kolekcji czuję się, jak w drugiej skórze i dlatego bardzo często je noszę. Większość mojej jesiennej garderoby utrzymana jest w kolorach granatu, bordo i miodu, zatem nie mam większego problemu z dopasowaniem pozostałych elementów do tej spódnicy. Dzisiaj połączyłam ją z bordowymi dodatkami, a gościnnie wystąpiły moje jedyne buty na wysokim obcasie, chociaż już dawno odzwyczaiłam się od noszenia takowych - na co dzień preferuję wygodne mokasyny lub buty na płaskim koturnie.






(zdjęcia: Włóczykij)