sobota, 3 marca 2012

Czerwony pokój


Urządziłam ostatnio swój nowy gabinet. Choć wiele mu jeszcze brakuje, bo obrazki nie są powieszone, nie ma biblioteki na mnóstwo książek widocznych na zdjęciach (a wierzcie mi, że poza tym chowają się w kartonach w całym domu). Biurko i lampę kupiłam w minioną środę przez internet - jest to niesamowita kopalnia niezwykłych i niedrogich mebli, dodatków i czego tylko chcecie! Nie napisałam zapewne nic odkrywczego, ale dla mnie jest to coś niezwykłego i z pewnością będę w wolnych chwilach na bieżąco śledzić aukcje i okazje, by wyposażyć resztę domu.
A tak na marginesie- pokój oczywiście nie jest czerwony (jak miało być pierwotnie), bo okazało się, że obecny kolor lepiej pasuje do tapety. Ale nazwa czerwony pokój została.
......
Specjalne podziękowania (a nawet hołdy) przesyłam Tomkowi, który pozwala mi w domu na realizację wszystkich moich artystycznych wizji i akceptuje je w pełni (ba! jest nimi zachwycony!)

Obrazek z francuską damą epoki rokoko kupiłam (również okazyjnie)w małym sklepiku na jednym z poznańskich osiedli.

Uwielbiam indyjskie kadzidła i różne zapachy (olejki, Ambi Pur, zapachowe świece, perfumy do pomieszczeń) i codziennie staram się wypełnić nimi dom.



XIX-wieczne książki są domową pamiątką i bardzo o nie dbam. Mam 20 takich bardzo cennych dla mnie ksiażek i z pewnością poświęcę im kiedyś osobny post.



Konsolka z lustrem (też kupiona w internecie, ale niestety nie po okazyjnej cenie:-) będzie stać w przedpokoju, który jest obecnie remontowany.




czwartek, 23 lutego 2012

Ora pro nobis



(zdjęcia: Włóczykij)

wtorek, 14 lutego 2012

Z papierosem w dłoni


Zawsze fascynowało mnie palenie papierosów przez kobiety w filmach. Z reguły robią to z wielką gracją i klasą, aż miło się na nie patrzy. I nigdy nawet, podczas oglądania takiego seansu, przez myśl mi nie przyjdzie, że przecież palenie papierosów to okropny nałóg. Bohaterki filmowe sięgają bowiem po "fajkę" w szczególnych okolicznościach, film nigdy nie pokazuje zgubnego działania nałogu, kiedy papierosa zapala się zaraz po przebudzeniu.
......
Postanowiłam i ja zażyć trochę tej dekadenckiej atmosfery i specjalnie do sesji spaliłam dwa papierosy. Chciałam poczuć się jak bohaterka filmu The edge of love - Vera - grana przez Keirę Knightley. Nawet kiedy kupowałam szlafrok, który mam na sobie, moje pierwsze skojarzenie związane było z tym właśnie filmem. Opowiada on historię dwóch kobiet zakochanych w charyzmatycznym poecie Dylanie. Jedna z nich jest jego żoną, druga zaś dawną miłością. Obie panie przy okazji bardzo się zaprzyjaźniają. Akcja rozgrywa się w scenerii wojennej Anglii i Walii. Czy zwycięży miłość, przyjaźń, zdrada? Polecam obejrzeć w zimowy wieczór z kieliszkiem wina.
......
A co do spalonych przeze mnie papierosów, były okropne! Nie wiem jak można zaciągać się tym świństwem. Nie dość, że drapie w gardle, to jeszcze czuć je w pomieszczeniu aż do wieczora. Ale czego to się nie robi dla sesji zdjęciowej...








poniedziałek, 6 lutego 2012

Powrót z Tuwimem


Witajcie wszyscy moi drodzy czytelnicy po długiej przerwie! Sama nie wiem dlaczego opuściłam bloga na tak długo... nawet nie zdawałam sobie sprawy, że już tyle czasu upłynęło. Ostatnio, kiedy moja koleżanka zapytała, czy blokuje jej się moja strona, bo nie wyświetlają się jej nowe posty, zrozumiałam, że minęło już stanowczo zbyt dużo czasu mojej nieobecności w sieci. Dlatego ogłaszam powrót. Mam już nowy pomysł na nową sesję zdjęciową (zrealizuję ją jutro), a dziś chciałabym was zostawić z tą mniej znaną częścią twórczości Juliana Tuwima. Trzeba pamiętać, żeby nie wciskać go w ramy pana od wierszyków dla dzieci, bo jego twórczość, szczególnie w okresie 20-lecia międzywojennego była naprawdę kąśliwa, śmiała i obrazoburcza. Dość wspomnieć słynną fraszkę Na pewnego endeka.
......
Ja natomiast chciałabym przypomnieć wiersz Całujcie mnie wszyscy w dupę, w świetnej, muzycznej interpretacji aktorów z teatru Roma. Szkoda tylko, że pominięto dwie jego zwrotki. Zdecydowanie jest to mój utwór tygodnia i słucham go kilka razy na dzień.




środa, 21 grudnia 2011

Sankt Petersburg



Jest takie miejsce w Poznaniu, które ochrzciłam ostatnio moim małym Sankt Petersburgiem. Szłam tam całkiem niedawno nocą i nagle, zostawiwszy tłum imprezujących na Starym Rynku obcokrajowców, znalazłam się sama na jednej z przylegających doń bocznych uliczek. Bliskość monumentalnych budynków Fary i Kolegium Jezuickiego, urokliwe oświetlenie i pewna doza magii, wyczuwalna w okolicy, sprawiła, że chciałam powrócić tam, by uwiecznić to miejsce na zdjęciach.
......
A dlaczego właśnie Sankt Petersburg? Przede wszystkim z miejscem tym skojarzył mi się sposób pomalowania obu wymienionych wyżej budynków, który natychmiast nasunął mi na myśl Pałac Zimowy lub Carskie Sioło. Tajemnicze zaułki natomiast pamiętam ze zdjęć starej książki Leningrad. Art & architecture, która była jedną z moich ulubionych, kiedy miałam kilka lat. To wszystko złożyło się w niesamowitą całość, która zupełnie odmieniła moją świadomość.
......
Post zapewne oburzy wszystkich przeciwników naturalnych futer (Ci,mogą popatrzeć na rękawiczki, które są sztuczne:), ale właśnie owo naturalne futro przy kołnierzu żakietu zachęciło mnie do jego kupna. Poza tym idealnie współgra z czapką, którą kupiłam dawno temu. Jednak z pewnością nie jest to odzienie, które można nosić przy minusowych temperaturach (no chyba, że autorka bloga baaardzo schudnie i zmieści pod spód na prawdę ciepły sweter), jednak wygląda bardzo ładnie i carsko, a taki właśnie efekt chciałam uzyskać.
......
A co do futer jeszcze, to polecam Wam książkę Saszeńka, autorstwa Simona Montefiore, która opowiada historię towarzyszki Saszeńki o pseudonimie Lis polarny, z powodu noszenia w złotych carskich czasach futra z tego właśnie zwierzęcia. Książkę czyta się jednym tchem. Poznajemy dzieje Szaszeńki i jej rodziny żydowskiego pochodzenia, od czasów przedrewolucyjnych, przez rewolucję, czasy panowania Stalina i terror, który nie ominął głównych bohaterów, aż do lat 90 XX wieku. Wzruszenia i wielkie emocje gwarantowane!







(zdjęcia: Włóczykij)