31 grudnia 2016

Blog w 2016 roku

https://emnilda.blogspot.com/2016/06/piknikowo.html

Dobiegł końca kolejny rok blogowania. To już ósme podsumowanie, które w tym roku wypada dość ubogo, ponieważ przez cały 2016 rok opublikowałam tylko kilkanaście wpisów. Przerwa od blogowania nie była zaplanowana - tak wyszło po prostu. Wiosną zaczęliśmy z Włóczykijem remont w mieszkaniu, czego owocem jest nowa kuchnia i sypialnia (w 2017 roku pokażę te pomieszczenia na blogu. Uznałam, że najpierw je dopieszczę, bo wiecie... świeżo po remoncie zawsze jest tak sterylnie i trochę obco. Dopiero po kilku miesiącach, kiedy tę przestrzeń się oswaja i wypełnia osobistymi przedmiotami, staje się ona prawdziwa i dlatego na razie nie zdecydowałam się na takie kompleksowe wpisy o tych dwóch pomieszczeniach). Remontom poświęciłam całą swoją uwagę i czas wolny, co sprawiło, że na prowadzenie bloga nie miałam już ochoty. W nowym roku czeka nas kolejna fala remontów: łazienka, korytarz i gabinet, ale wszystkie materiały wybrałam już latem, więc teraz wystarczy je tylko kupić - ufff! Drugim powodem, który sprawił, że tak rzadko blogowałam była - najogólniej mówiąc - obniżona samoakceptacja. W lutym, pod wpływem impulsu, ścięłam swoje długie włosy, do tego jeszcze zdecydowałam się na grzywkę, której po dwóch tygodniach miałam serdecznie dość! Cały ten proces odrastania grzywki, jej nieestetyczne podpinanie wsuwkami i konieczność noszenia włosów spiętych w kucyk sprawiły, że nie miałam najmniejszej ochoty na zdjęcia. Do tego doszedł także fakt, że bardzo przytyłam i obecnie ważę najwięcej w całym swoim życiu. Część ulubionych ubrań stała się dla mnie nieosiągalna, nie mówiąc już o tym, że nie za bardzo lubię patrzeć na zdjęcia swojej zbyt pełnej postaci. No. To się przyznałam. 
Obecnie jest już lepiej - znaczy się nie schudłam, ale jakoś zaakceptowałam, że tak wyglądam. W końcu nie jest to sytuacja nieodwracalna. Włosy są już dłuższe, pracuję też nad tym, żeby jeść mniejsze porcje i więcej się ruszać. Dodatkowo znalazłam pielęgnację dla siebie, która znana jest pod hasłem azjatyckiej, a w której bardzo spodobało mi się takie holistyczne podejście do swojego ciała. Niedługo napiszę o niej kilka słów, jednak największą radością jest dla mnie fakt, że odkryłam system, w którym dbam o siebie z radością, a nie dlatego że muszę, jak to robiłam do tej pory.
......
Podsumowując: dzisiaj zamieszczam zdjęcia z dziewięciu tegorocznych postów. Każde z nich jest jednocześnie linkiem do konkretnego wpisu, więc jeśli coś Was zainteresuje, wystarczy kliknąć. Korzystając z okazji życzę Wam wszystkiego dobrego na Nowy Rok - żeby spełniły się wszystkie Wasze plany i marzenia. Do zobaczenia wkrótce!

https://emnilda.blogspot.com/2016/01/zimowa-menazeria.html

https://emnilda.blogspot.com/2016/06/w-stylu-retro.html

https://emnilda.blogspot.com/2016/12/zimowe-klimaty.html

https://emnilda.blogspot.com/2016/09/wnetrze-po-rosyjsku.html
Wpis o wnętrzach w stylu rosyjskim, jest jednym z moich ulubionych postów zamieszczonych w 2016 roku. Jeżeli chcecie dowiedzieć się nieco więcej na temat tych wnętrz, uwarunkowanych historią, religią, ludowością oraz wpływami orientalnymi, to zapraszam do wpisu.

https://emnilda.blogspot.com/2016/09/piec-krokow-do-dobrego-wnetrza.html
Pięć kroków do dobrego wnętrza, to wpis który w mijającym roku cieszył się największą popularnością. W kilku punktach opisałam jak wybrać styl do swojego domu, w jaki sposób zainwestować w dobrą gatunkowo bazę, jak ważne są detale i oryginalność, a także co zrobić, żeby to wszystko kupić i nie zbankrutować. Jeżeli jeszcze nie czytaliście, lub chcecie sobie ten wpis przypomnieć, to koniecznie kliknijcie w zdjęcie.

https://emnilda.blogspot.com/2016/04/nie-dla-byda-czyli-o-manii-zbierania.html
Wpis o Feliksie Jasieńskim - mecenasie sztuki z Krakowa i jego dalekowschodnich zbiorach.

https://emnilda.blogspot.com/2016/03/amouage-zapach-przeznaczenia.html
Wiosną kupiłam sobie dwa zapachy Amouage, które są tak cudowne, że poświęciłam im osobny wpis (już drugi!).
......
Poniższe wnętrze kamienicy w Budapeszcie, zainspirowało mnie do stworzenia wpisu dotyczącego architektury tego miasta. Jest długi, więc zanim do niego zajrzycie, zaparzcie sobie kawę albo herbatę. Do zobaczenia w przyszłym roku!

https://emnilda.blogspot.com/2016/08/budapesztanskie-zakamarki.html

23 grudnia 2016

Dom na Święta


Po raz pierwszy od sześciu lat udekorowałam swój dom na Święta Bożego Narodzenia. W poprzednich latach kompletnie nie czułam tego klimatu, a moim największym osiągnięciem było powieszenie w dużym pokoju obrazka choinki, którą narysowałam w wieku przedszkolnym (yeah!). W tym roku świąteczną atmosferę poczułam już pod koniec października, ponieważ wtedy zaczęłam przygotowywać prezent dla Włóczykija. Jest (czy raczej był...) to kalendarz adwentowy, który musiał pojawić się w całości na 1 grudnia, więc przygotowania musiałam podjąć odpowiednio wcześniej :) Ich skutkiem ubocznym była myśl: "A może by tak w końcu udekorować dom?" 
......
Do tematu świątecznych dekoracji podeszłam racjonalnie i postanowiłam, że co roku kupię jakąś nową rzecz. Po pierwsze - nie odczuje tego mój portfel, po drugie - każdego roku sprawię jakąś fajną niespodziankę. Jak wiecie z moich wcześniejszych wpisów - lubię rzeczy najlepszej możliwej (jak na moje standardy) jakości i odnosi się to również do ozdób świątecznych, dlatego zakup ozdób będę uważała za pewnego rodzaju kolekcjonowanie pięknych rzeczy, które przez długie lata będą cieszyć moje oko. 
W tym roku szczególnie zachwyciłam się klasycznymi dekoracjami stołów świątecznych, które jakoś wszędzie wpadały mi w oczy, więc postanowiłam, że to właśnie mój stół pójdzie na pierwszy ogień. Uznałam za bezsensowne kupowanie wielu elementów zastawy, którą używa się przez krótki czas, dlatego zaopatrzyłam się tylko w 4 talerze do ciasta z motywem ostrokrzewu, które współgrają z moimi codziennymi nakryciami oraz duży talerz obiadowy z motywem choinki, który - postawiony na stojaku - świetnie prezentuje się też jako zimowa ozdoba kuchni. 
Do talerzy oczywiście ładne szkło, sztućce, serwetki z adamaszku, trochę świerkowych gałązek i voilà!
......
Nad wszystkim góruje choinka, która też jest pierwsza - ma korzenie, więc na wiosnę wysadzimy ją gdzieś niedaleko domu. Marzy mi się drzewko od podłogi do sufitu (takie, jakie zawsze było w domu rodzinnym), jednak najpierw muszę zakupić ozdoby w stylu wiktoriańskim (tak sobie wymyśliłam) i większy zestaw lampek, ale to zadania na kolejne lata.
......
A teraz zapraszam Was do mojego świątecznego salonu. Rozgłoście się i czujcie jak u siebie :)















19 grudnia 2016

Zimowe klimaty


Hej ho! Miałam wrócić w styczniu, jednakże już teraz postanowiłam podzielić się Wami kilkoma zdjęciami, które udało mi się zrobić w świątecznej atmosferze Poznańskiego Betlejem, gdzie wybrałam się w zeszłym tygodniu. Dla tych z Was, którzy nie wiedzą - Poznańskie Betlejem to taka podróba niemieckich Weihnachtsmarktów. Kolorowe światełka, stragany pełne łakoci, lodowe rzeźby, wieeelka choinka, lokalne rękodzieło no i grzane wino! W tym roku atrakcje zlokalizowano w dwóch miejscach, więc jest co robić. Poza wspomnianym grzańcem, bigosem i smażonymi kiełbasami znalazłam coś co Wam serdecznie polecam - kürtőskalácsa, czyli niesamowity przysmak z ciasta, który odkryłam latem na Węgrzech. Serio, był tak pyszny, że byłam w stanie przedostać się przez cały Budapeszt, żeby kupić sobie świeżutki, gorący rulon z ciasta, obsypany czekoladą, cukrem lub płatkami migdałów. A teraz na Starym Rynku odkryłam budę, w której kurtosze są pieczone przez górali z Zakopanego. Choć do tych węgierskich trochę im brakuje, warto się skusić. 
Kolejną świetną atrakcją Poznańskiego Betlejem, która co roku pustoszy mój portfel, jest stragan ze wschodnim rękodziełem. Znajdziecie tam zarówno piękne broszki i spinki do włosów w stylu zhostovo i biżuterię emaliowaną w stylu rostov i ciepłe wełniane skarpety i futrzane chusty (nie kłamię - przymierzałam!) i ikony i mnóstwo białoruskich produktów dla zdrowia (syropy, herbaty, witaminy). Ja zaopatrzyłam się o tak, ale kusi mnie jeszcze przepiękny emaliowany wisiorek-sekretnik. 
......
W końcu wyjęłam z szafy swój zimowy płaszcz. Po roku użytkowania długi, wełniany włos wygląda trochę marnie, ale zamierzam nosić go jeszcze przez kilka sezonów, bo krój, duży kołnierz i ciepłość jaką daje to okrycie, bardzo mi odpowiadają. Cieszę się też, że w końcu zrobiło się na tyle zimno, że mogłam założyć jedną ze swoich futrzanych czapek i nie czuć się w niej nieadekwatnie do pogody :) Największą jednak radością jest dla mnie to, że w końcu mogę nosić torebkę z krokodyla, którą dostałam w prezencie od czytelniczki bloga. Bardzo długo leżała w szafie, ponieważ Włóczykij zepsuł zapięcie (czy raczej powinnam powiedzieć: zepsuło się w jego dłoniach) i dopiero niedawno znalazł się kaletnik, który miał pasującą do torebki klamrę.
......
To tyle, jeżeli chodzi o moje przedświąteczne przygody. A o mojej nieobecności na blogu napiszę wkrótce kilka słów. Cieszę się, że znów tutaj jestem! Do usłyszenia.







(zdjęcia: Włóczykij)