1 listopada 2015

Tyrolska dziewka i inne przypadki


Stali czytelnicy bloga zapewne wiedzą, że koniec października oznacza, iż na emnildowym blogu pojawia się jakiś creepy wpis. Niestety, w tym roku nie wyrobiłam się na czas - o Halloween przypomniałam sobie niecały tydzień temu zupełnie przez przypadek. Dodatkowo, mam teraz na głowie coś naprawdę ważnego, dlatego nie mogłam poświęcić czasu na przygotowanie tematycznego wpisu czy domowej imprezki ze strachami w tle, jak to zwykłam robić. Postaram się nadrobić zaległości w listopadzie - mam już na oku ciekawy temat, który zgłębiam od jakiegoś czasu*, poza tym listopad jest takim miesiącem, w którym tematy związane z przemijaniem, mrocznością i szeroko rozumianym gotycyzmem są jak najbardziej na topie.
......
Jeżeli tęsknicie za Halloweenem w moim wydaniu, zapraszam do kliknięcia w etykietkę Halloween umieszczoną w prawej kolumnie bloga. Znajdziecie tam wszystkie tematyczne wpisy z poprzednich lat. A jeśli mogę polecić Wam jakiś konkretny, będzie to z pewnością post z 2013 roku, który opowiada o Gabinetach Osobliwości i pełen jest smakowitych zdjęć wszelakich deformacji ludzkiego ciała. 
......
W dzisiejszym wpisie chciałam się podzielić zdjęciami jednej z sukienek kupionych w Krakowie, którą nazywam tyrolską (w ciucholandzie, gdzie ją kupowałam było kilka typowo tyrolskich sukienek, ale jakoś nie do końca mnie przekonywały, wybrałam więc taką wersję pośrednią) i którą zdecydowałam się nieco przerobić, ponieważ długość nie do końca mi odpowiada. Nie powiem - fajnie wygląda na zdjęciach, jednak przy codziennym noszeniu czuję się nią po prostu przytłoczona, dlatego w najbliższym czasie zwrócę się do nieocenionej cioci Włóczykija i poproszę o skrócenie tak, żeby sięgała za kolano. 

* A teraz mała dygresja. Zawsze nurtuje mnie i zastanawia jedna sprawa: Czy lepiej mieć jedno wąskie hobby i zgłębiając je stać się specjalistą w danej dziedzinie, czy też mieć szeroki krąg zainteresowań, ale znać je w bardziej pobieżnym stopniu. Ja interesuję się wszystkim po trochu (czasem mnie to przeraża, bo z jednego poznawanego zagadnienia, nagle powstaje kilkanaście nowych, jakże ciekawych, odnóg) i gdybym miała wymienić wszystko, co mnie w jakiś sposób pociąga, pewnie wykorzystałabym wiele liter. Mam nawet takie zagadnienia (niech to będą np. podstawy antycznej greki), które pomimo bycia fascynującymi skazałam już na wieczną niepamięć, bo zwyczajnie nie mam czasu, żeby je ogarnąć. Ten fakt braku czasu smuci mnie najbardziej, bo sprawia, że w tym całym procesie poznawczym muszę stosować zasadę rotacyjności, co mi się wcale a wcale nie podoba. W tym względzie wydaje mi się, że osoba, która zgłębia konkretne zagadnienie ma trochę łatwiej. A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Jesteście bardziej nastawieni na szczegół czy na ogół?








(zdjęcia: Włóczykij)