31 stycznia 2015

Zimowy spacer, czyli o cieple w XIX wieku


Że zimową porą trzaska mrozem wszyscy wiemy. Chociaż jest to trochę upierdliwe, to jakoś tam człowiek sobie zawsze poradzi - nieraz wystarczy włożyć wełniane skarpety lub podkręcić ogrzewanie. Niestety, 150 lat temu tak fajnie nie było. Właściwie przez długi czas nawet nie zastanawiałam się, jak sobie wówczas radzono. Dopiero kiedy przeczytałam, że zadowalającą temperaturą w domu było ówcześnie 12 stopni Celsjusza, dotarło do mnie, jak dobrze mamy w dzisiejszych czasach.


Podstawą radzenia sobie z niskimi temperaturami był oczywiście strój. Ubierano się więc ciepło, pod strój codzienny wkładając kaftaniki wykonane z flaneli lub dziergane na drutach - z wełny. (Takie kaftaniki ówczesne poradniki zalecały też wkładać pod koszule nocne. Natomiast same koszule były szyte ze śnieżnobiałej bawełny, gdyż takie uważano za najbardziej eleganckie). Zimowe suknie, podobnie jak kaftaniki, szyte były z ciepłych tkanin, takich jak flanela czy różne rodzaje wełny (kaszmir, cheviot, merynosy), a dodatkowo watowane, dzięki czemu właścicielce było w nich względnie ciepło, choć zapewne trochę niewygodnie i ciężko. Z kolei suknie balowe szyte były z grubych aksamitów i atłasów. XIX-wieczne poradniki odradzały przykrywanie się szalami, które wg ich autorów były niefunkcjonalne, ponieważ utrudniały wykonywanie codziennych obowiązków.


O ile można przyjąć, że zimowe suknie były w miarę ciepłe, o tyle ochrona stóp przed mrozem pozostawiała wiele do życzenia. Chociaż bawełniane pończochy zastępowano na czas chłodów wełnianymi, buty noszono zbyt lekkie. Z reguły były to półbuty z cienkiej skóry, które tylko podczas wielkich śniegów zastępowano ciepłymi walonkami lub kaloszami. Zupełnie skrajnie podszedł do tematu jeden z ówczesnych poradników dotyczących wychowania, który zalecał, aby hartować dzieci każąc im chodzić boso przynajmniej po domu!


Niezbędnym odzieniem w zimowej garderobie, były oczywiście futra (w garderobie ziemiaństwa i burżuazji rzecz jasna, bo niestety chłopi i ubogie warstwy miejskie rzadko mogły pozwolić sobie na taki wydatek). Rozróżniano futra codzienne do których należały barany, lisy, rysie, bobry, zające oraz futra wyjściowe czyli karakuły i wszelkie rasy o mniej popularnym umaszczeniu, jak np. białe lisy. Na naprawdę srogie mrozy zarówno kobiety jak i mężczyźni odziewali się w dachy - długie do kostek peleryny z kołnierzem, szyte z dwóch warstw futra, z czego wierzchnią stanowiło futro renifera lub źrebaka, doskonale izolujące przez zimnym wiatrem. Były one popularne jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, później zostały wyparte przez dużo tańsze kożuchy baranie.
Dachy stosowane były również podczas zimowych podróży saniami, dodatkowo okrywano się wówczas jeszcze futrzanymi kocami, natomiast dzieci przewożono w specjalnych workach szytych z króliczej sierści, które wiązano pod szyją aby do środka nie dostało się mroźne powietrze.


XIX wiek to okres, w którym najpopularniejszą metodą grzewczą były kominki i piece kaflowe. Niestety, kominki dawały względne ciepło tylko w ich pobliżu, dlatego nie była to skuteczna metoda ogrzewania ogromnych nieraz i wysoko sklepionych pomieszczeń. W takich miejscach kominki były oczywiście większe, niż np. w łazience, mimo to - mówiąc kolokwialnie - nie dawały rady. Kolejnym minusem tego ogrzewania była potrzeba stałego dostępu do drewna, co sprawiało, że dla ludzi mieszkających daleko od lasów i innych źródeł taniego opału, utrzymanie ciepła w kominku wiązało się z wysoką ceną.


Drugą metodą na utrzymanie ciepła w domu było palenie w piecach kaflowych, które były praktyczniejsze, szczególnie, że w II poł. XIX wieku ogromnie rozwinęło się wydobycie węgla kamiennego, dzięki czemu stał się on najpopularniejszym i przystępnym cenowo materiałem opałowym. Piece były budowane na granicy ścian, tak ażeby jeden mógł ogrzewać dwa pokoje. Dodatkowo wykańczano je zdobionymi kaflami, a nawet rzeźbami oraz budowano w różnych kształtach, dlatego bywały ozdobą pomieszczenia. Przez cały XIX wiek udoskonalano technikę stawiania pieców, więc dzięki nowatorskim rozwiązaniom mogły one utrzymywać ciepło przez wiele godzin.


Poza ogrzewaniem, stosowano także różne patenty, które miały zatrzymać ciepło w domu. Przede wszystkim już w czasie samej budowy myślano o tym, aby mury były grube i podwójne tzn. budowano dwie ściany, pomiędzy którymi zostawiano odstęp. Taka izolacja sprawiała, że latem w domu było chłodno, zimą zaś dom nie wychładzał się. Drzwi wejściowe obijano słomą, stosowano również podwójne okna z okiennicami, a przestrzeń między szybami używano, jako podręczną lodówkę. Niekiedy jednak (podobno była to częsta praktyka), zalepiano okna na całą zimę papierem, co oznaczało, że wcale ich nie otwierano i nie wietrzono izb!


W dużych dworkach, w któych było wiele pomieszczeń, część z nich na zimę po prostu zamykano, prowadząc życie rodzinne na mniejszej przestrzeni, którą łatwiej było ogrzać. W oknach i przy drzwiach wejściowych zawieszano ciężkie zasłony, które zatrzymywały napór zimnego powietrza, a na podłogach rozkładano dywany, które w rogach pomieszczeń przybijano gwoździami lub zawieszano na specjalnych kółkach. Po sezonie zimowym dywany wietrzono, skrapiano terpentyną i chowano w suchym miejscu, gdzie czekały na kolejne przymrozki.



(zdjęcia: Włóczykij)
/Tekst wpisu w oparciu o książkę "W ziemiańskim dworze" Mai Łozińskiej/

23 stycznia 2015

Lubię kropki


Prawda jest taka, że na co dzień preferuję klimaty trochę inne niż chociażby te zaprezentowane w poprzednim wpisie*. Powodem jest, niestety to, że w ciągu tygodnia mam mało czasu na przemyślne ubranie się; dziesięć minut na makijaż i jeszcze mniej na upięcie włosów, dlatego wybieram raczej wygodne rozwiązania ubraniowe - dokładnie takie, jak w dzisiejszym poście. 

* ja określam je jako hard retro :)







(zdjęcia: Włóczykij)

16 stycznia 2015

Rosyjskie nastroje #3


Dzisiaj zapraszam Was na kolejny - trzeci już - odcinek z serii rosyjskich klimatów. Biała bluzka, którą mam na sobie, to tak naprawdę koszula nocna (daliście się nabrać?), z którą - powiem szczerze - nie wiem co zrobić. W zeszłym roku miałam taki pomysł, żeby przerobić ją na letnią sukienkę w stylu belle epoque. Chciałam obszyć rękawy i dół czarną, aksamitną lamówką, a po jednej stronie od pasa w dół zrobić zakładkę i przyszyć do niej kilka czarno-srebrnych ozdobnych guzików. A z drugiej strony całkiem fajnie ciuch ten wygląda jako bluzka. Musiałabym tę koszulę tylko skrócić i zrobić zakładki, żeby nie była taka szeroka. Problem w tym, że nie wiem, co mam zrobić. Jakieś pomysły?
......
Kolejnym elementem, który docelowo chcę wykorzystać inaczej, jest chwost do zasłon, w dzisiejszej stylówce wykorzystany jako ozdobny dodatek do spódnicy. Mam wrażenie, że to jeden z moich lepszych pomysłów z serii: coś z niczego w ostatnim czasie, który dodaje spódnicy +20 do starego stylu. Chwost chcę jednak w czasie późniejszym wykorzystać do uszycia ozdobnego zapięcia płaszcza w stylu lat 20. Mam pewien koncept, który mam nadzieję, uda mi się zrealizować na wiosnę tego roku (czyli 12 miesięcy później, niż zakładałam. Ale o tym sza!).
......
W temacie wykorzystywania różnych rzeczy w odmienny od ich docelowego przeznaczenia sposób, muszę Wam napisać, że ostatnio, spojrzawszy na okno w jednym z pokojów, zdałam sobie sprawę, że jako firana wisi w nim moja biała chusta z frędzlami, zasłoną jest była poszwa na kołdrę, natomiast kolorystycznym dodatkiem do tej zasłony jest czarny szal w chińskie wzory, który pierwotnie miał mi służyć jako turban. A czy Wy macie jakieś patenty na wykorzystywanie rzeczy w inny sposób niż wynika to z ich definicji?









(zdjęcia: Włóczykij)

10 stycznia 2015

Styczniowy. Mix #6


Nowy Rok już dawno minął, a ja nie zdążyłam zaprezentować jeszcze nowości z grudnia, czyli, między innymi, prezentów od Włóczykija Gwiazdora, które w tym roku odpakowywałam przeszło godzinę. Gwiazdor tegoroczny wymyślił mi bowiem zabawę polegającą na szukaniu prezentów za pomocą listownych wskazówek, a tych było aż 12. Zanim przeczytałam liściki (listy w zasadzie, a i rymowanki się zdarzały oraz zagadki), zanim znalazłam każdy podarek oklejony szczodrze taśmą klejącą, owinięty w papier folię i wstążeczkę, minęło mnóstwo czasu. Dzisiaj zadanie jest już ułatwione, bo wystarczy sobie tylko przewinąć zdjęcia :) Oprócz świątecznych podarków jest też we wpisie kilka innych nowości, tak więc zapraszam do oglądania.
......
Najważniejsze są broszki. Broszki zdecydowanie wygrały wszystkie prezenty, tym bardziej, że te dwie, które są wykonane techniką mikromozaiki (i które są trochę kiepsko widoczne, dlatego, że o tego typu wyrobach planuję osobny wpis i wówczas pokażę je w pełnej krasie), znalazłam na Allegro ja i to ja chciałam je kupić (no dobra, zastanawiałam się), ale ktoś mi je podstępnie sprzed nosa sprzątnął i jak się okazało był to tegoroczny Gwiazdor (skubany!). Osobnik ten, już nie pierwszy raz wycina mi taki numer i mam poważne podejrzenia, że kolaboruje z Włóczykijem:) No nic, broszki są już szczęśliwe w mojej kolekcji razem z trzecią - rosyjską, ręcznie malowaną na drewnie, która również jest bardzo piękna i wspaniale ozdabia zimowe swetry.

Książek we wpisie z nowościami również nie mogło zabraknąć. Strasznie jestem ciekawa tej Książki dla dzieci Akunina, ale na razie zaczytuję się w Emancypantkach i przekonuję (po raz kolejny), że Prus to jeden z moich ulubionych polskich pisarzy. Z reguły, czytając powieść czuję się jak ukradkowy podglądacz życia bohaterów. Rzadko kiedy uczucia postaci są moimi uczuciami, a Prus pisze jakoś tak niesamowicie, że choć nieraz problemy jego bohaterów są mi obce w realnym życiu, to emocjonalnie jestem z nimi jako ich przyjaciółka, osoba biorąca udział w wydarzeniach powieści, a nie tylko obserwator. Nie mam pojęcia jak on to robi, ale jestem pod wrażeniem.

Niebezpieczeństwa Onanizmu to przedruk pracy wydanej w 1825 roku, która zawiera świadectwa strasznych chorób, jakie nawiedziły osoby oddające się tego rodzaju praktykom. Poza tym w tej niewielkiej książeczce autor zamieścił tez szereg porad jak onanistów wykrywać, jak czuwać nad ich cnotą i jakie kuracje im aplikować. W swojej kolekcji mam także wydany w tej serii Esej teoriofizyczny i metodyczny "Sztuka pierdzenia", który został napisany we Francji w 1751r.. Obie książki prócz ciekawego wydania, posiadają również wymowne ilustracje.
Pudełeczko na drobiazgi w stylu pin-up to z kolei prezent od mojej mamy.

Kilka nowości kosmetycznych. Szczególnie polubiłam pomarańczowy olejek do kąpieli, którego działanie nawilżająco-natłuszczające pozostawia wiele do życzenia, ale zapach i piana są boskie :) Zestaw z Avonu dostałam od cioci Włóczykija. Do tuszu się nie przekonałam (choć czasem będę używać), bo po prostu od 10 lat jestem wielbicielką 2000 Calorie Dramatic Look firmy Max Factor, który ma dla mnie same plusy. Przystępną cenę, fajną szczoteczkę, która nie skleja rzęs no i lubię to, że jest tylko pogrubiający (mam dość długie rzęsy, więc jak czasem wypróbuję pogrubianie i wydłużanie naraz, wyglądam jak w sztucznych). Zmywacz do oczu może być, a i test Beyonce Midnight Heat wypada dobrze i choć dużej butelki nie kupię, to tester z chęcią zużyję.

 Nowy gadżet w stylu chińskim - ręcznie malowany talerzyk, który zdobi pokój dalekowschodni.

Dziadek do orzechów był moim marzeniem od dawna (w 2009 roku przygotowałam nawet wpis inspirowany tą magiczną historią). Wreszcie mam swój egzemplarz, ale choć jest to bardziej leśny dziadek niż oficer wojsk, to cieszy mnie ta jego nietypowość. Jakby co, to nazywa się Heinrich Ludwig.

A to już noworoczne podarki od mojej mamy - oba cieszą mnie równie mocno. Stara, aksamitna serweta ma na środku wymalowaną nocną scenkę rodzajową, która zawsze mnie fascynowała, bo czerń materiału i cieniowanie farbami nadają jej prawdziwości (pokażę ją niedługo w pełnej ostrości). No więc w końcu mama się zlitowała i mi ją podarowała. Jako że serweta ma dość nietypowy kształt (jest bardzo długa i wąska), to powieszę ją nad drzwiami dalekowschodniego pokoju, żeby była widoczna w całej okazałości. 
......
A na koniec albumy, na które czaiłam się już od dłuższego czasu. Niestety, ogromy wybór w tej serii oraz wysokie ceny sprawiły, że decyzję o zakupie odkładałam "na później". Całkiem niedawno znalazłam na Allegro sklep, który część tych tytułów sprzedaje w bardzo fajnych cenach, dlatego zdecydowałam się w końcu na zakup. Wybrałam trzy książki, za które z przesyłką zapłaciłam ok. 90 zł. W razie czego szukajcie użytkownika profit10 ze Skierniewic.
......
Pięknie dziękuję za uwagę, do zobaczenia w następnym miksie!

5 stycznia 2015

Historia dawnej mody #2: XIX-wieczne bale


W połowie grudnia, po raz kolejny miałam przyjemność przygotować dla dzieciaków ze swojej dawnej szkoły podstawowej prezentację, dotyczącą historii mody. Tym razem wzięłam na warsztat XIX-wieczne bale, ponieważ jest to bardzo wdzięczny temat, pozwalający na zaprezentowanie dziewczętom zdjęć różnych fajnych sukien (podczas pierwszej prezentacji cieszyły się one ogromnym powodzeniem), poza tym zima i okres karnawałowy sprzyjały tego rodzaju przedsięwzięciom - balom publicznym i prywatnym. W dzisiejszym wpisie omówię pokrótce ubiór kobiecy i dodatki do stroju, które dla ówczesnych dam były nie mniej ważne.
......
Trzeba pamiętać, że przygotowania do sezonu balowego zaczynały się na długo przed pierwszą imprezą. Najpierw odwiedzano domy mody. Arystokratki po stroje jeździły oczywiście do Paryża, nieco uboższe panie wstępowały np. do magazynu mód Bogusława Hersego w Warszawie, który od 1868 roku oferował swoim klientkom eleganckie dodatki, suknie szyte na miarę z paryskich tkanin według najnowszych modeli oraz wyroby półkonfekcyjne czyli suknie gotowe, które dopasowywało się do właścicielki. Na sezon balowy kobiety zaopatrywały się maksymalnie w 3 suknie (co przy rodzinie licznej w córki sprawiało, że ojciec musiał naprawdę sporo wydać). Trzeba też pamiętać, że jeżeli rodzice chcieli wydać córkę wydać za mąż bogato, to wspaniała suknia była - w ich mniemaniu - najlepszą inwestycją. Prócz sukni kobiety zaopatrywały się w pasmanterię, czyli dodatki, które miały ozdobić i trochę zmieniać toalety wieczorowe. Tak więc przed kolejnymi balami kreacje obszywano nowymi koronkami i tasiemkami, przypinano do nich kwiatki, które to ozdoby miały sprawić wrażenie, że kobieta ma na sobie inne odzienie. Poza tym taka delikatna - bądź co bądź - pasmanteria w czasie balu łatwo się uszkadzała, co było dodatkowym powodem do zmiany wykończenia sukni przed każdym balem.

Suknie sukniami, ale równie niezbędne były rozmaite akcesoria, które kompletowano przed sezonem. 
1. Oprawka na bukiecik balowy. Okrągłą obręcz kobieta zakładała na palec jak pierścionek, dzięki czemu w tańcu bukiet zwisał swobodnie (przytwierdzony oczywiście do oprawki) i nie przeszkadzał.
2. Przykład modnych w XIX wieku pończoch, które były przytrzymywane...
3. ... przez takie oto piękne podwiązki.
4. Wygodne trzewiki balowe (prawdopodobnie z lat 40 XIX wieku).
5. Wachlarz był koniecznym elementem do balowej kreacji, poza tym z jego pomocą można było przekazywać ukochanemu potajemne znaki. Panie z wyższych warstw społecznych posiadały wachlarze wykonane z masy perłowej i jedwabiu, elegantki o niższym statusie musiały zadowolić się ażurowymi konstrukcjami wycinanymi w drewnie i malowanymi na różne kolory.
6. W XVIII wieku najpotrzebniejsze drobiazgi ukrywano w kieszeniach umieszczonych pod suknią, w wieku XIX zaczęto umieszczać je w małych ozdobnych torebeczkach zawieszanych na nadgarstku zwanych reticule.
7. Tego typu trzewiki na niewysokim obcasie też mogły być całkiem wygodne. Trzeba pamiętać, że to dopiero w XIX wieku zaczęto rozróżniać buty na prawą i lewą nogę (wcześniej oba powstawały na tym samym prawidle), a także usztywniono podeszwę, dzięki czemu buty nie niszczyły się tak szybko, a kobiety przestały czuć każdą niedogodność pod stopami.
8. Podwiązki choć piękne, przez stały ucisk bywały bardzo niebezpieczne.
9. Rękawiczki były obowiązkowym elementem balowej garderoby każdej szanującej się elegantki. Na tego typu imprezy wybierano modele sięgające za łokieć, z reguły w kolorze białym. No i - jak pouczała ówczesna etykieta - za nic nie można było ich ściągać.

Najefektowniejszym wykończeniem każdej toalety była oczywiście biżuteria i inne dodatki jubilerskie.
1. Pierścień z diamentami i szmaragdem.
2. Grzebień do włosów z masy perłowej, który ozdabiał eleganckie fryzury.
3. Brosza z opalami.
4. Nawet flakony na perfumy (bądź sole trzeźwiące) bywały bardzo ozdobne. Ten jest wykonany  techniką mini mozaiki.
5. Komplet złotej biżuterii ozdobionej ametystami.
6. A to taka mała ciekawostka: kolczyki z  ok.1870 roku, wykonane ze spreparowanych koliberków. Popularność tego typu ozdób wynikała z fascynacji ludzi epoki wiktoriańskiej historią naturalną. Wyczytałam gdzieś nawet, że w piśmie jubilerskim z 1879 r. był opisany przypadek pewnej kobiety z Murray Hill, która zamiast biżuterii miała nosić na ramieniu brazylijskiego chrząszcza, którego pancerz lśnił piękniej niż diamenty. Nie byłby to aż tak dziwny news, gdyby nie fakt, że chrząszcz był... żywy, a jego spacery wyznaczał specjalnie dla niego wykonany łańcuszek, którego jeden koniec był przypięty do stroju owej damy.

A teraz słów kilka o tym, jak kobiety radziły sobie z efektowną objętością sukni przed wynalezieniem krynoliny (o niej za chwilę), czyli w 1 poł. XIX wieku. Podstawą, stanowiącą bazę każdej balowej kreacji, była koszulka (7), która chroniła ciało przed sztywnym gorsetem, a gorset i kolejne warstwy stroju przed potem i zbrudzeniem. Na koszulkę wkładano właśnie gorset (8), usztywniany wielorybimi fiszbinami, a z przodu buskiem, czyli długą drewnianą deseczką, która czyniła sylwetkę kobiecą jeszcze bardziej prostą i zarazem sprawiała, że osoba go nosząca miała bardzo ograniczoną swobodę ruchów. Choć gorset wysmuklał talię i nadawał damskiej postaci piękny kształt, trzeba pamiętać o jego zgubnym wpływie na zdrowie (2). Na gorset przywdziewano tzw. staniczek gorsecikowy (9), który chronił suknię wierzchnią, a czasami stawał się XIX-wiecznym push-upem co widać nawet na tym małym zdjęciu. Od 1820 r. do powszechnego użytku wszedł kolejny element garderoby - pantalony, czyli... dwie odrębne nogawki połączone w pasie sznurkiem (wskutek czego pantalony były zupełną odwrotnością dzisiejszych majtów).
Ubrana w bieliznę kobieta mogła wreszcie przystąpić do właściwego odziania się, którego podstawę stanowiły halki. To ich ilość i rodzaj nadawały sukni odpowiedni kształt. Zazwyczaj pod suknią noszono cztery takie halki. Pierwszą była tzw. włosianka (5), czyli halka przetykana końskim włosiem - sztywna i mocna, mogła być obszyta dodatkowo "robiącymi" objętość falbanami. Na nią przychodziła halka watowana (6) usztywniana w górnej części fiszbinami, potem ozdobna halka bawełniana - mocno krochmalona i obszyta rzędami koronek, a na koniec najpiękniejsza i najbardziej strojna halka muślinowa (3), która była widoczna w sytuacji "zadarcia się" sukni.

Przykłady sukien balowych na halkach z lat 30 i 40 XIX wieku.

W połowie lat 50 XIX, kiedy halki nie były w stanie utrzymać ciężaru coraz cięższych sukien, ich miejsce zajęła krynolina, czyli stelaż z metalowych obręczy łączony taśmami. Konstrukcja ta była o wiele lżejsza i swobodniejsza (na krynolinę zakładano już tylko 1-2 cienkie halki, żeby druty nie odznaczały się pod suknią), ale wymagała od kobiet wielkiej gracji w operowaniu suknią. Trzeba było umieć poruszać się (szczególnie w wąskich przestrzeniach), siadać tak, aby krynolina się nie wybrzuszała, no i pamiętać, że przy takim obwodzie spódnicy zbytnie zbliżanie się do kominka może skończyć się tragicznie. A lekka konstrukcja krynoliny, którą na początku tak chwalono, przy dużym wietrze unosiła się, odsłaniając wszystkim wokoło wdzięki właścicielki.
Na zdjęciu powyżej przykłady sukien balowych na krynolinie z lat 50 i 60 XIX wieku. Szczególnie fajna jest suknia w lewym górnym rogu, którą można było nosić w wersji zarówno dziennej jak i wieczorowej.

Po lewej zbliżenie na bertę, czyli bardzo dekoracyjny kołnierz sukni, który nakładano na owalne zazwyczaj wykończenie, a na środku mała ciekawostka. Jest to muślinowa suknia pochodzenia prawdopodobnie indyjskiego z ok. 1850 r., która została ozdobiona 1942 okrywami skrzydeł chrząszczy (na szal zużyto 1548 pancerzyków).
......
No i na koniec zostały fryzury, które były dopełnieniem całej wieczorowej toalety. Jak wydać na poniższych zdjęciach z włosów tworzono misterne konstrukcje, które bogato ozdabiano. Ówczesne fryzury składały się z kilku odrębnych części (koka, warkoczy, loczków na skroniach), które razem tworzyły zgrabną całość. Wysokie, odsłaniające kark upięcia, nadawały kobietom lekkości i wzrostu, co przy sylwetce przytłoczonej ciężką konstrukcją sukni było koniecznością.