7 sierpnia 2014

Wakacyjny. Mix #4


Lato jest dla mnie najbardziej nieznośną porą roku. Upalna pogoda i prażące słońce to nie jest klimat w jakim czuję się dobrze (dlatego tak bardzo lubię letnie burze i porywiste wiatry). Z utęsknieniem czekam więc na chłodną, deszczową jesień, mgliste poranki i możliwość otulenia się szalem lub puchatym swetrem. Na razie jednak muszę jakoś funkcjonować w gorącej rzeczywistości lata. 
......
Idealnie nadaje się do tego moja balkonowa leżąca miejscówka, którą w prosty sposób skleciłam ze składanego materaca i dwóch tkanych firan. Jedną z nich przewieszam przez balustradę balkonu, drugą zawieszam na balkonowej suszarce i w ten prosty sposób tworzę coś na kształt namiotu, w którym bumeluję sobie przez pół dnia, czytając książki, pijąc kawę i cydr, paląc shishę oraz czuwając nad spokojnym snem Gustawa (on także bardzo polubił taki sposób spędzania wolnego czasu). Dodatkowo wstawiam sobie do tej mojej przestrzeni różne gadżety: poduchy, kadzidełka, lampiony i inne rzeczy, które uprzyjemniają mi wypoczynek.
......
Dzisiaj zapraszam na przegląd letnich nowości. Mam nadzieję, że zastąpi Wam on na jakiś czas moje wpisy ubraniowe, gdyż ograniczam się ostatnio do szlafroków i wygodnych sukienek domowych, które raczej nie są godne pokazania.

Niedawno wracając znad jeziora, odkryłam w pobliskiej wiosce niewielką halę ze starociami. Oglądania było co niemiara, a kupiłam ostatecznie aptekarską butelkę, w której przechowuję oliwkę do ciała oraz malowany na jedwabiu chiński krajobraz.

Puszka zamykana na kluczyk - prezent od Włóczykija (w rzeczywistości ma trochę bardziej zgaszone kolory). Lusterko już kiedyś pokazywałam - też jest prezentem od Włóczykija.

Jednym z nowszych nabytków ubraniowych jest zielony chiński szlafrok, który noszę jako płaszczyk. Piękną biżuterię dostałam w prezencie od cioci Włóczykija za co jestem jej bardzo, bardzo wdzięczna, natomiast wizytówki zamówiłam przez internet. Zawsze miałam problem z podawaniem swoich namiarów, bo nigdy nie mam przy sobie kartki ani długopisu. Teraz, o ile nie zapomnę wziąć wizytownika, wystarczy tylko, że podam wizytówkę. No a najważniejsze jest, że potencjalny odwiedzający nie musi zapamiętywać arcy kłopotliwego hasła: Emnilda. Uff!

Skórzane buty, idealne do retro stylizacji, wypatrzyłam w ciucholandzie. Były trochę pogięte, ale prawidła przywróciły in właściwą formę. W środku mają gigantyczny napis "Orthopedic", ale muszę szczerze powiedzieć, że takie hasła oraz ogólny babciowaty wygląd buta zawsze mnie przyciągają, bo wiem, że będą bardzo wygodne. Sprawdzałam to nie raz i naprawdę nic nie równa się wygodzie butów tworzonych z myślą o starszych osobach.
O torebce ze skóry krokodyla marzyłam od kilku ładnych lat, a ta dosłownie spadła mi z nieba. Otóż dostałam ją w prezencie od jednej z czytelniczek, która bardzo lubi mojego bloga i postanowiła mi w ten sposób podziękować za - jak napisała - "regularnie dostarczaną radość".
Kasiu, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję! Obmyślam już strój z torebką w roli głównej :)

Jedno z moich ulubionych ostatnio miejsc do kąpieli. Cisza, spokój i tylko kilku wędkarzy rozsianych gdzieś w okolicy.

Kilka książkowych nowinek. Borisa Akunina kupiłam z ciekawości na wyprzedaży w Auchan i muszę przyznać, że bardzo podoba mi się stworzony przez niego klimat carskiej Rosji, tak więc z pewnością sięgnę po więcej. "Lala" to prezent od Włóczykija - będzie moją następną lekturą. Mam już "Fotoplastykon" Dehnela, rewelacyjną książkę w której autor wnikliwie i z zadumą przypatruje się starym fotografiom, mam nadzieję, że powieść również będzie pasjonująca. "Nie widać nic" to magiczna książka z zakresu historii sztuki. Jest to zbiór opowiadań o obrazach, o tym, jakie ukryte (czy w ogóle ukryte?) znaczenia zawarli na nich autorzy i czy faktyczne odczytywanie malarstwa zarezerwowane jest tylko dla znawców. "Skazani" to książka na którą apetytu narobiła mi Absyntowa, tym bardziej wielkiego, że dzieje przedwojennej Rosji: nierówności społeczne, stosunek cara do spraw państwowych i fenomen rewolucji to temat, który mnie zawsze bardzo interesował (ostatnio jakby mniej, ale teraz, kiedy jestem w trakcie tej wciągającej lektury, myślę, że w następnej kolejności ruszę pamiętniki Mikołaja II, które od kilku lat kwitną na mojej półce).

Puszka od Włóczykija odsłona druga (takie kolory ma faktycznie) i lektura sprzed miesiąca. "Pachnidło" jest rewelacyjną książką, pełną aromatów, pięknych woni i okropnego smrodu, wielu takich zapachów, których istnienia sobie na co dzień nawet nie uświadamiamy. Poza tym jest książką wciągającą i niezwykle pięknie oddającą klimat XVIII-wiecznej Francji.

W chwilach kiedy tak sobie bezwstydnie, błogo i szczęśliwie wypoczywam, czuję, że jest to aż nieprzyzwoite i dlatego bardzo bliski jest mi ostatnio fragment wspomnień Nicolasa Nabokova (ze wspomnianej książki "Skazani"): Czyżbyśmy byli wszyscy (...) tak na wskroś niewrażliwi, tak obrzydliwie tępi, żeśmy w ogóle nie czuli, iż to bajeczne nasze życie już samo w sobie jest niesprawiedliwością i właśnie dlatego nie może trwać wiecznie?

Powoli zaopatruję się na jesień. W Deichmannie, który nigdy mnie nie zawodzi, wypatrzyłam takie fajne, mega wygodne buty na koturnie (pisałam już może, że uwielbiam buty na płaskim koturnie?). Niestety nie są skórzane, ale bardzo przypominają buty Vagabond model Edie, a te, niestety, są w tej chwili poza moimi możliwościami finansowymi.

To taka nowość nie nowość. Ostatnio w czasie porządków znalazłam stare, niezapisane zeszyty i zastanawiam się, czy nie zacząć na powrót pisać pamiętnika, tak jak robiłam to w czasach nastoletnich.
......
A poniżej zdjęcie, jak zazwyczaj (kiedy nie noszę akurat dresów, krótkich portków lub szlafroka) wyglądam w domu. Au revoir!