21 czerwca 2014

Wojaże w starym stylu

Bazar kupców jedwabnych w Kairze.

Nie wiem dokładnie kiedy zobaczyłam pierwszą pracę Davida Robertsa, pamiętam natomiast, że był to jeden z obrazów przedstawiających życie w XIX-wiecznym Kairze. Bogactwo szczegółów, monumentalność architektury, tajemniczość miejsc i inność ludzi namalowanych przez Robertsa sprawiły, że z miejsca pokochałam jego wizję Orientu.
......
Życie Davida Robertsa (1796-1864) w zasadzie niczym nie różniło się od życia podobnych mu młodzieńców, mieszkających w Edynburgu na początku XIX wieku. David był synem szewca, jego talent dość wcześnie odkryła matka, ale - jak każdy chłopak posiadający ojca pracującego w konkretnym rzemiośle - uczył się zawodu szewca, sztuce poświęcając wieczory. Początkowo pracował jako dekorator i projektant scenografii teatralnych (nawet kiedy zyskał sławę malarza, zaprojektował scenerię do m.in. opery Uprowadzenie z Seraju Mozarta), a obrazy olejne malował począwszy od lat 20-tych XIX wieku. Wtedy też zaczął obracać się w kręgach artystycznych, a w 1924 roku jego prace wystawił Instytut Brytyjski. Modne wówczas podróże poznawcze zaprowadziły go na kontynent, a w latach 1838-39 dalej, na Wschód, gdzie David Roberts ostatecznie określił swoje artystyczne powołanie. 
Największe osiągnięcie artystyczne Roberts zrealizował z pomocą litografa Louisa Heghe'a, który na podstawie szkiców artysty stworzył obrazy znane dziś jako m.in. Szkice z Ziemi Świętej i Syrii czy Egipt i Nubia, które początkowo były wydawane w formie cykli w latach 1842-49. W latach 50-tych XIX wieku David Roberts malował również wspaniałe pejzaże Włoch, rodzinnego Edynburga i Londynu.
Prace Davida Robertsa znakomicie wpisały się w ówczesną fascynację Orientem i życiem ludzi na Wschodzie. W celu wywarcia  na odbiorcy wrażeń wizualnych i emocjonalnych, artysta często odpuszczał dokładność otoczenia, na rzecz dramatycznego efektu danej sceny. Same budowle natomiast odwzorowywał z niezwykłą dokładnością i dlatego do dziś pozostaje niekwestionowanym twórcą standardów ilustracji topograficznej.
......
Prócz prac Davida Robertsa, w dzisiejszym wpisie znajdziecie kilka propozycji na wakacyjny strój inspirowany dawnymi czasami. Naturalne materiały, neutralne kolory i retro smaczki w postaci koronkowych turbanów, rękawiczek lub stylizowanych dodatków to patenty na strój, który w czasie letnich wojaży lubię najbardziej. I jakby nie było, taki ubiór daje mi osobiście +30 do zajebistości, +20 mocy Indiany Jonesa i +10 przekonania, że na pewno za następnym rogiem luksorskiej uliczki, spotkam w końcu Anglików w hełmach tropikalnych.
......
A jeśli mało Wam podróżniczych inspiracji w starym stylu, zapraszam na Pinteresta. Au revoir!


Wielka świątynia w Abu Simbel.

Wybaczcie wygniecione spodnie, ale wyjęłam je prosto z szafy, w której przeleżały chyba pół roku.

Wnętrze wielkiej świątyni w Abu Simbel.


Świątynia w Luksorze widziana z Nilu.


Portyk świątyni w Edfu.


Wnętrze meczetu El Ghoree w Kairze.

12 czerwca 2014

Historia dawnej mody #1: XVIII wiek


Jakiś czas temu, moja wychowawczyni ze szkoły podstawowej (korzystając z okazji bardzo, bardzo pozdrawiam!) zaproponowała mi wizytę w szkole, połączoną z jakąś ciekawą prelekcją dla uczniów. Zdecydowałam, że tematem tej prelekcji będzie historia mody. W związku z tym, moje plany były ogrrrrromne, ponieważ chciałam opowiedzieć o "wszystkim" (o starożytnych peplosach, o średniowiecznym goleniu czoła, o XVI-wiecznych butach weneckich itd.), ale kiedy zrobiłam próbę na Włóczykiju, plany wzięły w łeb (czas!), ograniczyłam się więc tylko do opowieści o modzie XVIII i XIX wieku.
Chociaż dzień przed prezentacją spanikowałam, że nie dam rady, bo publiczne wystąpienia bardzo mnie stresują, to jednak wszystko się udało. Opowiadanie o modzie i dawnych zwyczajach było bardzo sympatyczne. Najbardziej cieszy mnie fakt, że dzieciaki poznały coś nowego (tak przy okazji, nie mogę uwierzyć, że w podstawówce jest tylko godzina historii tygodniowo!), a ciche westchnienia dziewczynek, przy podziwianiu zdjęć starych sukien były bezcenne!
......
Pomyślałam też, że część mojej prezentacji przedstawię w formie niedługich wpisów na blogu. Myślę że różne osoby, które mnie podczytują (może poza blogerkami kostiumowymi), a nie interesują się modą historyczną na co dzień, znajdą w tej serii wpisów coś ciekawego.



Jednym z najbardziej znanych typów sukni, jakie noszono w XVIII wieku, była robe à la française czyli suknia w stylu francuskim. Na początku wieku była jeszcze odzieniem swobodnym o nieformalnym charakterze, jednak w połowie osiemnastego stulecia - kiedy stanik stał się sztywniejszy - zyskała miano oficjalnej sukni dworskiej. Cechą dla niej charakterystyczną był niewątpliwie otwarty przód, ukazujący spodnią spódnicę (w ubiorach oficjalnych bogato zdobioną koronkami) oraz luźny tył z podwójną fałdą, biegnącą od karku aż do stóp. Suknię układano na dużej owalnej rogówce czyli stelażu wykonanym z fiszbinów (rogowe części w podniebieniu wieloryba), której rozpiętość w najbardziej fantazyjnych modelach dochodziła do 3 m szerokości. Mając na sobie takie konstrukcje, ówczesnej damie najwygodniej było odpoczywać w pozycji półleżącej, tak jak robi to - na otwierającym dzisiejszy wpis obrazie Bouchera - Madame de Pompadour.

Alternatywą dla ciężkich i niewygodnych sukien, stała się pod koniec wieku lekka suknia-koszulka czyli chemise a la reine spopularyzowana przez Marię Antoninę. Była szyta z jasnej bawełnianej tkaniny, wciągana przez głowę i przewiązywana jedwabną szarfą. Do tej sukni kobiety najczęściej wkładały duży kapelusz ze wstążką.
Chemise miała rękawy wykończone falbankami, dlatego zdjęcie po prawej, to raczej taka współczesna wariacja na temat tej sukienki.

Czas na małą dawkę mody męskiej - habit à la française, który swoją popularność zdobył w II poł. XVIII wieku. Składał się z odzienia wierzchniego, kamizelki i krótkich spodni - culotte (dlatego rewolucjonistów z 1789 pochodzących z gminu, arystokraci nazywali pogardliwie sans-culottes, czyli bez krótkich spodni, i tak też nazywamy ich my współcześnie). Największą ozdobą tego ubioru były dekoracyjne hafty, którymi w zależności od modelu wykańczano mankiety, klapy kieszeni, kołnierze lub cały przód. Natomiast najpopularniejszym motywem hafciarskim były bukiety kwiatów lub liście traw.

A teraz czas na kilka gadżetów i urodowych trików, bez których nie mogły się obyć XVIII-wieczne damy.
  1. Takie pięknie haftowane kieszenie, używane były przez kobiety do przechowywania drobiazgów. Umocowane były na sznurku oplatającym talię i schowane pod suknią, a dostęp do nich dawało nacięcie w sukni.
  2. XVIII-wieczny makijaż był trochę upiorny (choć de gustibus non disputandum:)). Ideałem epoki była kobieta eteryczna, delikatna, o porcelanowej cerze, dlatego podstawą każdego makijażu było bielidło, czyli pasta z talku, tłuszczu i bieli ołowianej, która dla skóry - a czasem i życia - bywała zabójcza. Długotrwałe stosowanie tego specyfiku sprawiało, że cera stawała się ziemista, ale był na to sposób - jeszcze większa ilość bielidła! Popularnością w tamtym czasie cieszyły się różnokolorowe pudry, a także róże i pomadki w kontrastowych barwach (choć rodzaj i sposób upiększania się był zależny od pozycji społecznej, dlatego mieszczki nie mogły używać tych samych kolorów szminek, co przedstawicielki arystokracji). Szkodliwe specyfiki kosmetyczne i brak higieny powodowały, że skóra była narażona na pojawianie się krost. Na to również był sposób. Używano muszek, czyli sztucznych pieprzyków, które wycinano ze skóry w fantazyjne kształty (serduszka, gwiazdki) i przyklejano na zmiany skórne twarzy i dekoltu.
  3. Woda szkodzi, zabiera życiową energię i powoduje wiotczenie włókien ciała - alarmowali XVIII-wieczni lekarze. Zabiegiem kąpielowym, jaki zalecano na co dzień, było zamoczenie czubków palców w wodzie różanej, a zamiast mycia twarzy opracowano recepturę na pielęgnacyjną maseczkę z pasty chlebowej, mleka i żelatyny. Jeżeli już musiano się umyć, to sięgano po takie specyfiki jak alkohol lub mleko. A co ma higiena do wachlarza ze zdjęcia? Ano to, że wachlarz prócz swej podstawowej funkcji, jaką jest chłodzenie, zapewniał ówczesnym damom pomoc w ukrywaniu brzydkich zębów i nieświeżego oddechu. Kobiety np. zasłaniały nim swoje usta podczas rozmów z innymi. Panowie natomiast wykorzystywali w tym celu duże koronkowe mankiety. Warto wspomnieć, że każda dama nie dość, że obficie skrapiała się perfumami, to dodatkowo chowała otwartą fiolkę z zapachem w dekolcie sukni i wachlarz zapewne pomagał ten zapach rozsiewać wokół.
  4. Taki ozdobny przybornik kobieta nosiła przy pasie. Typowo damskie przedmioty, jak: naparstek, nożyczki, poduszka do szpilek podkreślały to, że była ona panią domu, a w doczepionych fiolkach można było schować sole trzeźwiące i perfumy.
  5. Przykład XVIII-wiecznych butów z patynką, czyli dodatkową osłoną, która miała chronić kosztowne, jedwabne pantofelki przed błotem na drogach i pomyjami na ulicach miast.
  6. Bawet czyli trójkątna wkładka przypinana do sukni szpilkami, którą zasłaniano sznurowanie stanika. Były to niezwykle strojne części ubioru, co widać na wspomnianym już obrazie Madame Pompadour (pierwszy w dzisiejszym wpisie), która ma bawet ustrojony różowymi kokardami.
  1. Pouf czyli XVIII-wieczna kobieca fryzura, to kolejna zadziwiająca sprawa. Czesanie pufa wymagało ogromnej cierpliwości od kobiet i niezwykłych umiejętności od fryzjerów, którzy tworzyli na stelażu konstrukcje z włosów konkretnej damy oraz włosów doczepianych (ludzkich bądź końskich), dodatkowo ozdabiając je koronkami, kwiatami, owocami, piórami etc. Niektóre wymyślne fryzury miały wpleciony we włosy model statku, lub klatkę z prawdziwym ptaszkiem. Uczesania te miały też charakter sentymentalny - umieszczanie konkretnych symboli oddawało nastrój lub pragnienia (np. panie dla których ważna była rodzina, wpinały sobie w koafiurę figurki przypominające jej członków).
  2. Przyrząd do rozpylania pudru na fryzurę. 
  3. Karykatura Z XVIII wieku dotycząca pracy fryzjerów. Stworzenie pufa, prócz tego, że było czasochłonne, było też drogie, dlatego kobiety starały się jak najdłużej utrzymać uczesanie na głowie. Przy spaniu na siedząco w worku na głowie, średnio wytrzymywało ono 3-4 tygodnie. A że włosów wtedy nie myto...
  4. ...wszechobecne były wszy, które w pufie czuły się idealnie. Trzeba pamiętać, że głowa była jedną wielką zaropiałą, zatłuszczoną i skołtunioną raną. Żeby jednak nie niszczyć pięknego uczesania, noszono ze sobą drapaczki, które na jakiś czas przynosiły ulgę. We włosach umieszczano też pułapki na wszy (to te dwa pojemniczki po prawej), do których wkładano wacik nasączony krwią mający przyciągać owady. A jako ciekawostkę napiszę, że jedna dama, która swoją konstrukcję rozebrała po 9(!) tygodniach,  znalazła w niej gniazdo myszy i przez tę szokującą informację miała ponoć poronić dziecko.
A na koniec jeszcze moje ulubione zdjęcie przy plakacie zapowiadającym moją prezentację. Najbardziej rozśmieszył mnie - pozytywnie oczywiście - dopisek: "Spotkanie z szafiarką, o której pisze prasa!!!" Hahaha!


6 czerwca 2014

Poranek w poranniku


Całkiem sympatyczna pogoda sprawiła, że zwolniłam trochę tempo, oddając się na wpół wakacyjnemu lenistwu. Niektóre z moich poranków wyglądają więc podobnie do tego, który dzisiaj pokazuję. Picie kawy w domowym zaciszu, książka w ręce, muzyka sącząca się cicho z głośnika oraz wymiana spostrzeżeń (najczęściej tych książkowych właśnie bądź prasowych) z Włóczykijem, to naprawdę przyjemny sposób na rozpoczęcie dnia. 
......
Bardzo lubię spędzać ten szczególny czas w stroju, który podkreśla domową, leniwą atmosferę i wywołuje u mnie odczucie niespieszności, stąd też nieodzownym elementem poranka jest dla mnie koszula nocna ze szlafrokiem. Muszę jednak przyznać, że spanie w koszuli jest dla mnie średnio wygodne, dlatego z reguły wybieram piżamy, a kilka koszul nocnych jakie posiadam, pełni rolę takich odzień pomiędzy piżamą, a strojem domowym. Wiem, to skomplikowane.
......
A Wy jak spędzacie swoje wolne poranki?







(zdjęcia: Włóczykij)