26 marca 2014

Marcowy. Mix #3

Nadszedł czas na kolejną porcję zdjęć z różnościami :)Na początek kilka nowości kosmetycznych. Zakupiony w aptece olejek rycynowy doskonale wzmacnia brwi i rzęsy, a pasta cynkowa świetnie wysusza niechciane 'niepodzianki' i kosztuje nieco ponad 2 złote, co jest jej wielką zaletą. Dwa pozostałe produkty kupiłam w zeszłym roku w Egipcie. Jest to olej jojoba w czystej postaci, który zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę oraz olej z czarnego kminku, bardziej znany w Polsce pod nazwą oleju z czarnuszki.
......
Olej czarnego kminku nazywany jest od starożytności złotem faraonów; sam Tutenchamon nie dość, że nosił przy sobie flakonik tej substancji, to nawet został z nią pochowany. W zasadzie w krajach arabskich olejek ten jest uważany za lekarstwo dobre na wszystko, a jeden z islamskich proroków miał ponoć powiedzieć, że czarnuszka leczy wszystko prócz śmierci. Ale dość historii. Olej ten można stosować wewnętrznie (astma, infekcje bakteryjne, nieżyty dróg oddechowych, stany zapalne płuc, kamica żółciowa, obrzęki, biegunka, choroby pasożytnicze układu pokarmowego) oraz zewnętrznie (trądzik, choroby uczuleniowe, wypryski, egzemy, aby przyspieszyć gojenie się ran, wygładzanie skóry).
Olej z czarnego kminku ma w swoim składzie wysoki procent przeciwutleniaczy i niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych więc pięknie pomaga w odbudowie komórek skóry. Ja stosuję go często zamiast kremu, na twarz,szyję i dekolt i przyznam, że zauważyłam różnicę. Moja skóra stała się gładsza i bardziej promienna, tak więc polecam Wam ten produkt z całego serca.

Na wiosnę wyposażyłam się w kolorową paletkę cieni do oczu. Poszaleję ze wszystkimi kolorami prócz niebieskiego (4 od prawej na dole), bo kojarzy mi się z makijażem Kleczkowskiej ze Złotopolskich :) 
Zakupiłam też zestaw 4 korektorów z Wibo. Różowy na cienie pod oczami, zielony na widoczne naczynka, jasny na niedoskonałości i ciemny do konturowania. Są świetne, a moja twarz w końcu nieskazitelna.

Kolejna paletka (od Wibo), tym razem w kolorach bardziej neutralnych. Na szaleństwa mniejszego kalibru.

Zawsze miałam problem z podkładem, bo nawet najjaśniejsze kolory były zbyt ciemne na mojej twarzy. Dlatego przez kilka lat nie używałam podkładów wcale, zadowalając się tylko korektorem i pudrem. Ostatnio jednak znalazłam sposób na idealny podkład. Mianowicie w zeszłym roku w Egipcie, kupiłam krem wybielający na noc, którego działanie okazało się kompletną klapą, ale który idealnie sprawdza się jako 'wybielacz' do podkładu. Mieszam go z fluidem w proporcjach 1:1 i mam wreszcie odcień idealny dla siebie!

Nowość za 2 złote - marynarska sukienka w paski, którą pokazywałam już na Facebooku.

Wiosenne kwiaty i falbanki.

Ostatnio fascynują mnie męskie ubrania w kobiecej szafie. Bynajmniej nie chodzi o boyfriendy, a o taki klasyczny męski styl, jaki prezentowała panna Bowers, grana przez Maggie Smith w Śmierci na Nilu. Na razie kolekcjonuję dodatki i inspiruję się zdjęciami na Pintereście.

Nowe albumy. Ten o Art Deco podpatrzyłam u Lady in black i skusiłam się, bo wiedzy o tym okresie w sztuce, modzie i architekturze nigdy za wiele. Album Elity w II Rzeczpospolitej kupiłam kilka dni temu na wyprzedaży za 10 zł. Jeżeli wybieracie się do Auchan w Komornikach, to powinno być jeszcze kilka egzemplarzy tej i innych książek z serii.
Poniżej zdjęcia ze środka.



Dwie inne książki z serii miałam już wcześniej na swojej półce.

Fragment Emnildowego magazynu modowego :) Być może tego nie widać, ale rzeczy wiszą u mnie posegregowane kolorystycznie, bądź fakturami, a przede wszystkim fasonami. Dzięki temu mogę się szybko odnaleźć we własnej szafie.
......
A na koniec fragment chińskiego kwietniko-stolika, który dostałam od Włóczykija na dzień kobiet (pokazywałam go też na Facebooku). Niech to będzie zapowiedź jakiegoś kolejnego posta, w którym pokażę go wraz z resztą pokoju w którym stoi.

18 marca 2014

Wiosenny folk


Dzisiaj coś na bardzo szybko, czyli trzy zdjęcia z tym, co aktualnie noszę. A więc prochowiec (już wiosna!), ale pod spodem ciepły sweter, bo poranki bywają chłodne, a i wiatr ostatnio wieje strasznie mocno. Postawiłam też na wzory ludowe, które bardzo lubię za nietypowość - choć przyznać muszę, że nie zawsze mam na nie nastrój. A wszystko to w tonacjach czerwono - bordowych, które dodają mi wiosennej energii.


(zdjęcia: Włóczykij. Robione telefonem, stąd ich słaba jakość.)

6 marca 2014

Lata 20 - 10 gorących trendów z tamtych czasów

Na pomysł tego wpisu wpadłam po kilkumiesięcznym śledzeniu zdjęć na Pintereście. Przeglądając cudowne toalety z lat dwudziestych, zauważyłam pewne powtarzające się schematy: materiały, odszycia czy wzory i dlatego postanowiłam wziąć na tapetę i przyjrzeć się bliżej, dziesięciu ciekawym trendom, które były - mniej lub bardziej - popularne w tamtych czasach.
Poszperałam też trochę w książkach o modzie lat dwudziestych (coby wpis był bardziej merytoryczny), ale będę bardzo wdzięczna jeśli macie namiary na różne publikacje dotyczące tego ciekawego czasu w modzie, bo przyznam, że te moje traktowały temat trochę pobłażliwie. 
No to zaczynamy!

1. Aksamit
/Łososiowa suknia na dole po prawej - Jean Patou,1924, zbiory MET/

Aksamit był eleganckim materiałem z którego szyto płaszcze i wieczorowe kreacje. Wykorzystywali go projektanci z najwyższej półki, bo była to jedna z tych tkanin, które świetnie nawiązywały do przedwojennych upodobań elegantek. Z aksamitu szyto obszerne, bogato zdobione ubiory o prostej linii, które maskowały kobiece kształty. Nowością dekady było wynalezienie (dosłownie!) aksamitu Burnout, którego włókna były częściowo chemicznie wypalone, a pozostała część tworzyła wzory na półprzezroczystym tle.

2. Cekiny
/wdzianko na górze ok. 1928/ pomarańczowa sukienka na dole po prawej - 1925/

Prosta w formie, wciągana przez głowę sukienka-tunika, nie posiadająca zapięć, a jedynie duży dekolt, miała być wieczorowym dopełnieniem wizerunku kobiety chłopczycy, tak popularnego w latach dwudziestych. Paradoksalnie, zmniejszenie się rozmiaru sukni i uproszczenie jej kroju (w stosunku do kreacji sprzed wojny) sprawiło, że bogate dekoracje okresu belle epoque, potrzebujące powierzchni i odpowiedniej ilości tkaniny, zastąpiono fantazyjnymi, mieniącymi się wyszywankami, które świetnie dopełniały prostego kroju wieczorowej sukienki. A czy mogło być coś milszego dla oka niż wirująca w rytmie charlestona kobieta w pięknej sukience?

3. Obniżona talia

Szczerze? Jeżeli miałabym wybrać jeden tylko trend, który od razu przywodzi na myśl lata dwudzieste nawet laikom, postawiłabym na obniżoną talię, która potęgowała wrażenie luźnej i nieco obwisłej mody tamtych lat. Trzeba pamiętać, że linia stanu była przez całą dekadę 'w ruchu' (tak jak i dolna linia sukni). W 1922 opierała się na górnej granicy bioder, aby 1925 spocząć na samych biodrach. Dopiero w 1929 roku podniosła się do pasa i chociaż sukienki przeszywano jeszcze niekiedy na biodrach, to była to zapowiedź nowej mody i nowej elegancji.

4. Motywy egipskie
/rękawiczki 1925/

Och, to jeden z moich ulubionych trendów, o którym - gdyby nie Pinterest, nie miałabym chyba szerszego pojęcia. Uwielbiam wszystko, co związane z Egiptem, więc wobec 'egiptomanii' lat dwudziestych nie mogłam przejść obojętnie. Pamiętajmy, że właśnie w 1922 roku Howard Carter odkrył - nietknięty od czasów starożytnych - grobowiec Tutenchamona, co stało się światową sensacją. Tajemnica klątwy Faraona, chociaż wyssana z palca, w magiczny sposób działała na umysły światowych elegantek i przemysł modowy.

5. Turban
/niebieski turban - ok. 1925, zbiory MET/ czarny turban z satyny na górze po prawej - 1920/

Turbany świetnie łączyły się zarówno z modą na Egipt, jak i fascynacją Dalekim Wschodem (o czym za chwilę). Była to odważna propozycja, która jednakże zyskała sobie szerokie grono odbiorczyń, w tym wielu kobiet związanych z przemysłem filmowym, jak Natacha Rambova. W końcu - mimo wielu zmian w obyczajach i modzie po I wojnie światowej - kobieta bez nakrycia głowy uchodziła za niekompletnie ubraną. Na wieczorne wyjścia turbany ozdabiano egretą z czaplich piór oraz szlachetnymi kamieniami.
 
6. Plisy i zakładki

Najbardziej lubię w plisach i zakładkach lat dwudziestych ich różnorodność, co możecie zobaczyć m.in. na górnym zdjęciu. Nie wiem, pewnie każda z tych ozdób ma swoją specjalistyczną nazwę, ja podziwiam po prostu rozmaitość wzorów i technik ich zeszycia :) Poza tym były one umieszczane zarówno w sukienkach, spódnicach, strojach letnich, zimowych wieczorowych, dziennych i sportowych, a w każdym z tych wydań wyglądały bardzo kobieco i elegancko.

7. Orientalizm
/płaszcz na dole po lewej - 1922/

Tajemnicze krainy Orientu od zawsze intrygowały, a ubrania nawiązujące do egzotyki Wschodu były popularne już przed wojną za sprawą projektów Paula Poireta, który wprowadził do mody orientalizujące nakrycia głowy, spodnie szarawary i draperie. Kilkanaście lat później motywy wschodnie odtwarzano na odzieży codziennej, wieczorowej oraz biżuterii, na co niemały wpływ miały wystawy kolonialne, które przybliżały europejczykom życie ludzi na drugim końcu świata. To właśnie w latach dwudziestych kobiety zaczęły używać piżam, które krojone były z jedwabiu na wzór japońskich kimon.

8. Geometria
/środkowa sukienka w górnym rzędzie - 1922/ na górze po prawej - suknia z kolekcji Madeleine Vionnet, zima 1924/ na dole po prawej - sukienka 1927/

Geometria w ubraniach lat dwudziestych była ściśle związana z rozwojem nowych form w sztuce, szczególnie z abstrakcjonizmem i Art deco, które narzucało dyscyplinę przestrzenną, wypełnioną geometrycznymi formami, symetrią i prostotą wpisaną w figury. Prostokątna forma ubioru lat dwudziestych i wpisanie kobiecej sylwetki w literę H sprawiło, że chętnie wykorzystywano do jej wzmocnienia kontrastowe i graficzne wzory tkanin, a także używano nowych zestawień kolorystycznych.

9. Koronki
/po prawej na górze - halka 1928-29/ czarna na dole ok. 1925/

No dobra, koronki swe triumfy święciły przed wojną. Po wojnie kobiety raczej z nich zrezygnowały, a potrzebne części garderoby takie jak: prosty płaszcz, krawat i okrycia przeciwdeszczowe pożyczyły sobie od facetów. Jednak w jednej dziedzinie koronki sprawdzały się wyśmienicie - w bieliźniarstwie, które po wojnie (i odrzuconych gorsetach) przeżywało swój rozkwit. Kobiety preferowały wówczas lekkie halki z jedwabiu, batystu i koronek właśnie. Najlepiej było nosić je bez stanika (przy małym biuście), z zalotnie zsuwającym się, cienkim ramiączkiem.
Nowością była też bielizna kolorowa, najczęściej występująca w barwach pastelowych: brzoskwiniowej, różowej i zielonej.

10. Mała czarna
/na górze po prawej - mała czarna, Chanel, 1927/ 

Mała czarna była świetną propozycją dla kobiet żyjących intensywnie. Jej rewolucyjność polegała na tym, że w kilka chwil z prostej, skromnej sukienki dziennej, można było ją przemienić w niezwykle strojną suknię wieczorową, która była idealnym tłem dla dodatków: błyszczących kamieni szlachetnych, białych pereł oraz szali w intensywnych kolorach. 
Spopularyzowała ją, oczywiście, Coco Chanel (wcześniej suknie w czarnym kolorze były zarezerwowane na czas żałoby), a ilustracja jej 'małej czarnej' pojawiła się w amerykańskim Vogue'u  w październiku 1926 roku.

(Zdjęcia pochodzą z Pinteresta. Niestety, nie byłam w stanie sprawdzić wszystkich opisów, więc jeśli znacie te sukienki piszcie w komentarzach.)