29 stycznia 2014

Wspomnienia takie wakacyjne


Czy parząc na pierwsze zdjęcie domyślacie się, gdzie odbędzie się dzisiejsza wycieczka? Tak, do tego tajemniczego miejsca, gdzie Indiana Jones omijał ruchome brzytwy, skakał po zapadających się kamieniach i chodził po niewidzialnym moście, żeby w końcu spotkać całkiem nieźle zakonserwowanego rycerza, strzegącego św. Graala.
......
Niestety muszę Was rozczarować, ale w rzeczywistości Skarbiec* Petry - czyli najbardziej znany budynek tego skalnego, ogromnego miasta - jest pustą pieczarą, zamkniętą od jakiegoś czasu dla zwiedzających, którzy podobno załatwiali tam swoje pilne potrzeby. Ponadto plac przed budynkiem pełen jest ludzi - odpoczywających w cieniu Amerykanów, dokształcających się Niemców i Japończyków, którzy zgadnijcie co robią? Chcesz odpocząć? Niestety. Okoliczni sklepikarze przywołują Cię do swoich straganów (kam, kam polisz frend), właściciele wielbłądów i osłów chcą żebyś przejechał się właśnie na ich zwierzaku (onli sri dolars), a same zwierzaki ryczą w najlepsze; dźwięk odbija się od skał i trafia do Twoich uszu ze wszystkich możliwych stron.
Do tego trzeba dodać kilkukilometrowe podejście do miasta przez wąwóz, w czasie którego przewodnik zatrzymuje Cię dziesięć razy w piekącym słońcu, żeby opowiedzieć fascynujące historie o powodziach, o tym, że Petra była nie do zdobycia i takie tam. Kiedy wreszcie znajdujesz sobie jakieś wygodne miejsce siedzące na skale, przewodnik kończy i gna dalej. W końcu docierasz do tego placu, do tego budynku i okazuje się, że to pierwszy z wielu budynków, że to dopiero początek kolejnej drogi - już w samym mieście - które rozciąga się kilometrami wzdłuż, wszerz i w górę. A słońce grzeje coraz bardziej, bo dochodzi południe.
......
Nie, nie polubiłam Petry. Mimo iż jestem fanką ruin, to Petra jest dla mnie wspomnieniem wakacyjnego koszmarku. Jednak moje wewnętrzne zamiłowanie do zwiedzania kazało mi wspinać się w tym upale (ok. 50*C w cieniu) i czasie wolnym, po skałach i schodkach, zaglądać do wykutych w piaskowcu budowli i pokonywać kolejne wysokości mimo potu, krwi i łez (no dobra, z tym ostatnim trochę przesadziłam). Mimo wszystko żałuję, że nie weszłam na podniebny szlak, który pozwala oglądać Petrę z góry. Wierzę że półtorej godziny marszu nad przepaściami w pełnym słońcu, nie musiałoby skończyć się źle.
.......
A teraz pooglądajcie sobie trochę zdjęć z tego, bądź co bądź, pięknego miejsca.

* Mimo nazwy, budowla ta nie mogła być skarbcem, bo tylko idiota zaprojektowałby budynek o takiej funkcji zaraz przy wlocie do miasta. Najprawdopodobniej więc, była to świątynia albo grobowiec możnych.






















(zdjęcia: Włóczykij i ja)

23 stycznia 2014

Wspomnienia królowej pustyni


Na postać ekscentrycznej Hester Stanhope natknęłam się przy okazji pisania pracy magisterskiej. Choć jeden z jej rozdziałów dotyczył podróżujących kobiet w XIX wieku, Hester nie pasowała do niego ani trochę, jednak jej osoba jest na tyle intrygująca, że warto napisać o niej choćby notkę.
......
Większość podróży podejmowanych przez XIX-wieczne niewiasty wynikała z ich monotonnego trybu życia, który za wszelką cenę starały się porzucić i doświadczyć nowych wrażeń (stąd w wielu podróżniczych relacjach znajdziemy wzmianki o akceptacji, wręcz uciesze, z takich niedogodności jak brak porządnego noclegu na trasie podróży czy ugryzieniach rozmaitego robactwa). O ile jednak celem podróży tych dam okazywały się być różne naukowe odkrycia, które kontynuowały często do końca życia, o tyle Hester Stanhope podróżowała powodowana głównie trzema przepowiedniami według których miała być królową Ziemi Świętej.
......
Powody wyruszenia w trasę były prozaiczne. W 1806 roku, kiedy Hester miała 30 lat, zmarł jej wuj - premier Wielkiej Brytanii, którego domem się opiekowała, oraz brat. Zyskując niezależność oraz chcąc dać upust swojemu indywidualizmowi, wyruszyła w podróż na południe. Tam zaczęła nosić męskie szaty, a także otwarcie przyznawać się do uczucia łączącego ją z młodszym o kilkanaście lat przyjacielem, z którym samotnie zwiedzała okolicę. Plotki te docierały do Anglii - na salonach szeptem tylko wspominano pannę Stanhope, bo tryb jej życia budził zgorszenie w wyższych sferach. Wykluczenie z towarzystwa oraz rozsmakowanie się w wolności i ciepłe przyjęcie przez mieszkańców Wschodu sprawiły, że Hester postanowiła osiąść tu na stałe.
......
Nie zapominajmy o trzech przepowiedniach, które Hester usłyszała w latach dwudziestych XIX wieku. Jedna z nich, pochodząca ze starego, arabskiego rękopisu mówiła o Europejce, która zamieszka w Libanie i będzie cieszyć się władzą większą niż sułtan; autorem drugiej był pustelnik, który nazwał ją "jedyną, prawdziwą królową"; za trzecią odpowiedzialni byli popularni wówczas jasnowidze - bracia Eddy.
......
Na wschodzie faktycznie traktowano Hester Stanhope jak królową (z rozmaitych powodów: była kobietą, Europejką, indywidualnością), co sprawiło, że zaczęła ona taką rolę sama odgrywać. Zakupiła najlepsze konie, siodła z aksamitu haftowane złotem, a także odziała się w sułtańskie szaty: czerwony kaftan, satynowe szarawary oraz płaszcz ze złotymi frędzlami. Kupiła nawet niewolników. Na biednych beduinach ona i przepych, którym się otaczała wywarły ogromne wrażenie. By ją powitać podczas wędrówek, na drogi wychodzili wszyscy okoliczni mieszkańcy, być może z ciekawości, gdyż szybko rozeszła się wieść, że oto przybyła córka sułtana Anglii. Sława Hester sprawiała, że mogła ona dotrzeć do miejsc, do których chrześcijanie nie mieli dostępu (chociażby do bibliotek pełnych arabskich ksiąg), a także wynająć dom w dzielnicy muzułmańskiej.
......
Na prośbę sułtana tureckiego, w 1815 roku zaczęła szukać skarbu w Aszkelonie, jednak w ciągu dwóch tygodni jej ludzie znaleźli tylko kilka starych naczyń i wielką marmurową rzeźbę, którą panna Stanhope kazała podobno roztrzaskać i wrzucić do morza. Mimo, że jej wyprawa była określana, jako nowoczesne prace archeologiczne, to wydaje się, że Hester nie miała ani naukowego zacięcia, ani ochoty, żeby dokonać czegoś wielkiego. Podziw beduinów, ukoronowanie jej na królową pustni w ruinach Palmyry, przydomki takie jak: perła, gwiazda i światło niebios, zupełnie jej wystarczały.
......
Hester Stanhope była bardzo nietuzinkową osobą. Jak podają goszczący w jej domu podróżnicy z Europy, interesowała się czarną magią, wróżyła z kryształowej kuli, a przez przesądnych tubylców była uważana wręcz za prorokinię i darzoną szacunkiem świętą. Jej trzydziestopokojowy dom był również schronieniem dla uciekinierów politycznych, biednych i różnej maści potrzebujących, którzy miesiącami żyli na jej koszt. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, zbyt wystawny tryb życia i długi doprowadziły do tego, że panna Stanhope zmarła jako biedaczka, w pustym domu, który po śmierci ograbiono ze wszystkich pozostałych cennych rzeczy, a w ostatniej drodze towarzyszyła jej tylko jedna czarna niewolnica.


Jeżeli zaś chodzi o mój ubiór, to kostium podróżniczy w starym stylu marzył mi się od dawna. Na ten natknęłam się w ciucholandzie i zaraz po powrocie do domu przymierzyłam go raz jeszcze z pasującymi butami i kapeluszem. Włóczykij zrobił szybko kilka zdjęć, które od wakacji leżakowały na dysku. Nie miałam zamiaru ich publikować, bo uważam, że wyszłam na nich niezbyt korzystnie, poza tym chciałam zrobić zdjęcia z prawdziwego zdarzenia, wiecie, ze starymi walizkami, z ozdobionym kapeluszem i ogólnie w ładniejszym otoczeniu, ale nie udało się, więc jest to, co jest. Obiecuję, że kiedy przyjdzie lato, wyruszę w prawdziwą podróż i zaprezentuję raz jeszcze ten kostium w lepszych warunkach i różnych konfiguracjach. Au revoir!


(zdjęcia: Włóczykij)

16 stycznia 2014

Zagadki kryminalne panny Fisher...


...czyli serial, który chciałabym Wam polecić. Pannę Fisher i jej - tak, tak - garderobę, poznałam zupełnie przypadkowo przez Pinterest. Raz po raz trafiałam bowiem na swojej tablicy na zdjęcie stylowo ubranej kobiety w czarnych, krótkich włosach, a każda jej kreacja była lepsza od poprzedniej. W końcu wstukałam w wujka Googla frazę Miss Fisher's Murder Mysteries i okazało się, że odkryłam całkiem dobry serial, który w internecie dostępny jest również w polskiej wersji językowej. 
.......
A fabuła? Każdy odcinek to nowa zagadka (na podstawie wybranej książki Kerry Greenwood), którą panna Fisher rozwiązuje przy pomocy zaprzyjaźnionego inspektora Jacka Robinsona (coś czuję, że będzie romans!), pokojówki Dot, dr Mac - przyjaciółki i lekarki w szpitalu dla kobiet w Melbourne oraz kilku innych osób. Przy okazji poznajemy życie prywatne Phryne Fisher, ale myślę, że odcinki oglądane nawet w przypadkowej kolejności będą fajną rozrywką.
......
Największym plusem serialu jest oczywiście sama panna Fisher. Tej bohaterki po prostu nie da się nie lubić i nawet jeśli jest trochę pretensjonalna, a jej ruchy są nieco przerysowane, to zdecydowanie jest tą osobą, z którą jakakolwiek impreza nie może się nie udać, a zagadka nie rozwiązać. Poza tym panna Fisher nosi ze sobą mały złoty rewolwer, czym szokuje swoją ciotkę; nóż ma zatknięty za pończochą; nie obce są jej podejrzane speluny, palarnie opium i kokaina, której próbuje... dla dobra śledztwa oczywiście! Do tego panna Fisher nosi spodnie, nie boi się kabaretowych występów, stawia na swoim, lubi alkohol bez zapijania, popiera homoseksualistów, zawsze uwodzi wszystkich mężczyzn i jest gościnna... więc resztę dośpiewajcie sami (a obejrzałam dopiero kilka odcinków).
......
Drugim plusem serialu są niewątpliwie kostiumy głównej bohaterki. Nosi się bardzo elegancko, ubrania i dodatki dobiera pod kolor, a do tego zawsze wygląda szykownie. Nawet o 9 rano w halce i chińskich bamboszach. Poniżej przygotowałam dla Was całą galerię kreacji panny Fisher, na które nie mogę się napatrzeć, a część z nich chętnie powitałabym w swojej szafie.
......
Minusy? Może to, że niektóre rozwiązania filmowych zagadek łatwo jest przewidzieć, że historie nie są zbyt skomplikowane (porównując chociażby do misternej intrygi w Śmierci na Nilu Agathy Christie). Z drugiej strony, odcinek serialu trwa niecałą godzinę, więc rozumiem, że trzeba było pewne wątki skrócić do minimum. Z pewnością jednak wspomniane kostiumy, scenografia i różne detale oraz osobowość panny Fisher wynagrodzą te niedociągnięcia. 
......
Miłego oglądania!















A to zdjęcie kojarzy mi się z... Pulp Fiction.

12 stycznia 2014

Krótka historia mufki


W dzisiejszym wpisie na wstępie chciałam Wam zaprezentować ubiór, jaki miałam na sobie w czasie wesela, na którym bawiłam się z Włóczykijem jeszcze przed Sylwestrem. Postawiłam na czarną sukienkę w stylu lat dwudziestych, do której dobrałam klasyczne dodatki. Tak przy okazji - stylizowanie się na lata dwudzieste, to mój ulubiony zabieg na większe imprezy. Jest elegancko, trochę wytwornie, a przy tym bardzo oryginalnie.
Do sukienki doczepiłam mały kołnierz z królika, który pasował do butów. Włożyłam też błyszczące, złoto-miedziane zakolanówki oraz duże kolczyki z pomarańczowym kamieniem. Narzuciłam na siebie pelerynkę z szala spiętego broszą i upięłam włosy w klasyczną koronę (chciałam zrobić coś ekstra, ale tę fryzurę mam sprawdzoną i wiem, że przetrwa najdziksze nawet tańce :)).
Piszę o tym wszystkim, bo zdjęcia są dość kiepskie. Włóczykij robił je, kiedy jedną nogą byliśmy już w samochodzie, więc sami rozumiecie...
......
W dzisiejszym poście, chciałam Wam przedstawić również krótką historię mufki (nie zmieściła się w poprzednim wpisie), która była dla mnie od dziecka magiczną częścią garderoby. Zawsze widywałam ją na bożonarodzeniowych kartkach z XIX wieku i myślałam sobie, jakby to było fajnie mieć taki gadżet. Jednak nigdy nie wpadłam na to, że można taki ocieplacz zdobyć lub uszyć (chyba nie byłam zbyt bystrym dzieckiem)!


W Europie pierwsze mufki pojawiły się w XVI wieku, jednak dopiero dwa wieki później stały się naprawdę popularnym elementem garderoby. Początkowo ciepłe mufki nosili również mężczyźni, co można zaobserwować na przykład na francuskich rycinach z 1693 roku. Wykonywano je wówczas z drogocennych futer lub jedwabiu, ozdabiano kamieniami, haftami i wszywano do nich kieszonki, co sprawiało, że futrzany ocieplacz idealnie zastępował kobiece torebki. Na przełomie XVIII i XIX wieku mufki stały się zimowym atrybutem kobiet (mężczyźni porzucili je na rzecz wygodniejszych rękawic), do tego powszechnie dostępnym do którego - dla komfortu - zaczęto doszywać sznurek. Zwiększył się też ich rozmiar, a co za tym idzie, kieszonka w środku, w której mieściły się nie tylko drobiazgi, ale nawet małe zakupy! Niestety, o ile bogate damy mogły pozwolić sobie na drogie, pięknie ozdabiane mufki, o tyle reszta pań musiała zadowolić się "zwykłym" ocieplaczem bez aplikacji. Bardzo modne stało się również szycie mufki z tego samego materiału co płaszcz, lub z odpowiedniego gatunku futra. 
Powszechność mufki nie miała szans ze zmianą trybu życia w czasie I wojny światowej i później. Było to dobre rozwiązanie, kiedy damy posiadały służących, którzy wykonywali za nie część czynności (nosili bagaże, pomagali wysiąść z powozu), jednak w zderzeniu z nowoczesnością i zjawiskiem emancypacji kobiet, mufka przegrała, stając się tylko ekstrawaganckim dodatkiem dla gwiazd filmowych okresu międzywojnia.





Torebko-mufka w ruchu :) Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła pokazać Wam kolejny egzemplarz mufki (tym razem klasycznej, na sznurku). Po napisaniu ostatniego posta, weszłam w internet (jak zawsze tak-tylko-popatrzeć) i znalazłam świetną mufkę z króliczego futra za bardzo fajną cenę! Wygrałam aukcję i teraz czekam na przesyłkę.




(zdjęcia: Włóczykij)