30 grudnia 2013

Fotograficzne podsumowanie #2

http://emnilda.blogspot.com/2013/03/salome-otterbourne-cz-ii.html

Na koniec mijającego roku postanowiłam - tak jak zrobiłam to rok temu - przygotować dla Was fotograficzne podsumowanie tego, co przez ostatnich 12 miesięcy działo się na blogu. Wybrałam ulubione zdjęcia tylko z wpisów dotyczących mody, ponieważ w tym roku "wyprodukowałam" aż 55 postów, co jest moim absolutnym rekordem! Miło mi też zakomunikować, że wpis ten jest dwusetnym na blogu w ogóle, dlatego świętowanie czas zacząć! 
......
Życzę Wam na nadchodzący 2014 rok samych wspaniałości, spełnienia najskrytszych marzeń (w końcu muszą się kiedyś spełnić!), dużej ilości wolnego czasu na rozwijanie swoich pasji oraz byście przeczytali więcej książek niż w tym roku (bo tego nigdy za wiele!). No i wytrwania w noworocznych postanowieniach, nawet tych najbardziej absurdalnych! Wielki buziak! :*
......
Każde zdjęcie odsyła do posta z którego pochodzi, tak więc jeśli chcecie zobaczyć więcej, lub przegapiliście jakiś wpis, bardzo serdecznie zapraszam! A na pierwszym zdjęciu - jako Salome Otterbourne ze "Śmierci na Nilu" - dobieram się już do szampana, żeby wypić Wasze zdrowie! Au revoir!

http://emnilda.blogspot.com/2013/01/odalisque.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/11/jesienna-energia.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/02/barok-w-stylu-lat-dwudziestych.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/11/filmowe-inspiracje-fortepian.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/08/czas-na-herbate.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/10/hello-autumn.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/05/urodzinowe-dziewczyny-z-przeszosci.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/01/pornographie.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/05/young-and-beautiful.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/12/mikoajkowo.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/10/power-of-love.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/05/arabskie-wieczory.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/03/nowe-oblicze-virginii.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/12/5-porad-dla-uzaleznionych-od-internetu.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/07/biaa-letnia-tunika.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/09/moje-zycie-na-wsi.html

http://emnilda.blogspot.com/2013/08/cisza-przed-burza.html

A tu niespodzianka dla wytrwałych - mała zapowiedź wpisu, który pojawi się już w styczniu :)

25 grudnia 2013

Świąteczny nastrój


Wesołych Świąt!

Nie wiem jak u Was, ale moje tegoroczne przygotowania do Świąt były szczególne, ponieważ oprócz tradycyjnych porządków miałam na głowie małe remonty polegające na zawieszeniu szafki kuchennej (czy raczej wielgachnej nadstawki od kredensu, która waży lekko z 80 kg), zmontowaniu w jedną całość kredensu z którego konserwacją borykam się od jesieni (poszczególne etapy dokumentowałam na Facebooku) oraz zawieszeniu orientalnej lampy, która przyjechała z nami z Egiptu i czekała na swój dzień ponad pięć miesięcy! Jeżeli dołączyć do tego fakt, że małe zadania zazwyczaj wymagają najwięcej pracy (wiecie... niby tylko wiercenie jednej dziurki, a trzeba wynieść pół pokoju, przynieść drabinę, a po wszystkim na nowo sprzątnąć to, co było już wcześniej sprzątnięte, grrr!) i trzeba było zgrać różnych elfów-pomocników, to naprawdę mieliśmy szczęście, że udało się to wykonać w tak szybkim tempie! 
Tak więc dziś prezentuję Wam we wpisie - drugi raz pod rząd (przepraszam!) - mój dom, ale także swój wigilijny ubiór z dodatkiem złota i świnka Gustawa, który na pewno znów skradnie wszystkie Wasze pochwały. Buziaki!


Kredens w całości, trochę tylko przysłonięty przez moją osobę :) Wymaga jeszcze kilku zabiegów konserwacyjnych, ale te będę sobie na spokojnie wykonywać po Nowym Roku. A więc zostało polerowanie, przywieszenie ozdobnego wieńca z metalu na samej górze mebla, wstawienie szybki w drzwiach, sklejenie jednego miejsca i takie tam drobiazgi. Najważniejsze, że już stoi na swoim miejscu!


Jak co roku, choinki u mnie zabrakło, dlatego wsparłam się swoimi wykonaniami począwszy od tego, które wykonałam, kiedy miałam trzy latka (ta najbardziej po prawej). Aż sama nie wierzę, że zbieram takie pierdoły, ale mam całkiem pokaźną kolekcję swoich rysunków, szkolnych zeszytów, pamiętników, zasuszonych kwiatów i listów, a wierzcie lub nie, że kiedyś zbierałam nawet chusteczki higieniczne - na szczęście nieużywane.



Oto i lampa, która, choć daje niewiele światła, jest bardzo, bardzo nastrojowa. A poniżej podarunki od Gwiazdora, który w tym roku uraczył mnie m.in. wielką sagą rodziny Fallacich. Swoją drogą książka ta zawsze przykuwała moją uwagę dzięki okładce. Oriana Fallaci jest na tym zdjęciu tak piękna, że mogłabym patrzeć na nią godzinami!

(zdjęcia: Włóczykij)

22 grudnia 2013

(Prawie) świąteczne migawki


Z racji przedświątecznych przygotowań, które w moim wykonaniu ograniczają się do wielgachnych porządków, małego pichcenia oraz dekorowania domu, postanowiłam się z Wami podzielić właśnie tym. Zresztą nie mam póki co ani chwili, żeby zrobić sobie zdjęcie w jakimś sensownym ubiorze, a na co dzień wyglądam niezbyt ciekawie, bo po prostu jak zwykły elf. Biegam ze ścierą wte i wewte i z powrotem i kiedy mam już chwilę odpoczynku zazwyczaj jest bardzo ciemno. Moja lista zadań zamiast maleć - rośnie, a ja co chwilę wymyślam sobie nowe zajęcia, nawet tak absurdalne jak czyszczenie spodu stołu, wycieranie pierdyliarda liści fikusa benjamina czy mycie okien, chociaż jak byłam mała to obiecałam sobie, że okien w zimie nigdy! No dobra - trochę tej zasadzie jestem wierna, bo ruszyłam je tylko z wierzchu i tylko spryskiwaczem (nazywanym przeze mnie psikotkiem chociaż ani to podobne do jednego, ani do drugiego), gruntowne mycie zostawiając sobie na czas, kiedy temepratura osiągnie zadowalający duży plus, a Muminki obudzą się ze snu.
......
Myślę, że skończę jutro wieczorem, a potem już tylko święta! Mam nadzieję wypoczywać z kubkiem grzańca i książką i nigdzie, nigdzie się nie ruszać, poza moją ulubioną trasą między lodówką a kanapą. Au revoir, leniwych świąt Wam życzę kochani!












16 grudnia 2013

5 porad dla uzależnionych od internetu + ubiór zimowy


Dopadł mnie komputerowo-internetowy leń, a przyczyniły się do niego dwie rzeczy. Po pierwsze, firma dostarczająca internet, ostatnimi czasy bardzo lubi robić przerwy w nadawaniu sygnału, które nieraz trwają cały dzień. Kiedy w końcu siadam przed laptopem jest 22, czyli - generalnie rzecz biorąc - jedna półkula mózgu o tej porze jest już u mnie wyłączona. Dlatego sprawdzam tylko najważniejsze newsy, kilka ulubionych stron i uciekam w pierzyny. Drugą sprawą, która się do tego lenia przyczyniła, jest mój odwyk od komputera w ogóle. Doszłam do takiego momentu, że w internecie mogłam spędzić cały boży dzień (żeby to jeszcze przeglądając coś mądrego...), a obowiązki i porządki zostawiałam na "jutro", bo łudziłam się, że "jutra" nie zacznę od włączenia laptopa do porannej kawy. Miesiąc temu powiedziałam sobie dość! i muszę przyznać, że idzie mi bardzo dobrze. Jeżeli też macie taki problem, poniżej zamieszczam kilka rad.

Jak walczyć z uzależnieniem od internetu:

1. Likwidacja konta na Facebooku. Podchodziłam do tego kilka razy (tym bardziej, że Facebook sprytnie zaprasza nas z powrotem), w końcu się udało. Pamiętajcie, że wbrew temu co piszą na Fb, da się zlikwidować konto całkowicie - wujek Google pomoże. Teraz mam tylko emnildowego fanpejdża. Słowem wyjaśnienia - mam też konto osobiste, ale bez znajomych i właśnie po to, żeby działał fanpejdż.
......
Jeżeli nie jesteście w stanie, lub nie chcecie całkowicie likwidować konta, to przestańcie chociaż lubić strony, które lubicie. Nie musicie być zasypywani toną informacji handlowych, śmiesznymi zdjęciami i życiowymi mądrościami na swojej tablicy. Choć nieraz westchnęłam, kiedy klikałam "Nie lubię" na swoich ulubionych emnildowych stronach, teraz już wcale za nimi nie tęsknię i ani jednej z nich mi nie brakuje.
Pamiętajcie też, że warto ograniczyć wiadomości otrzymywane od znajomych, szczególnie takich, którzy na swoich tablicach non-stop wklejają bezsensowne treści.
2. Skasowanie kont w grach internetowych. Gry wciągają. Szczególnie te internetowe, jak "Kapi Hospital", gdzie leczy się wirtualnych pacjentów. Nawet przy wyłączonym komputerze coś tam w tej grze się dzieje, jakiś pacjent się akurat leczy, mija czas jakiegoś questu. Na dobrą sprawę mój szpital był włączony na pasku zadań cały dzień, a ja co chwilę coś w nim robiłam, dlatego usunęłam konto. Na tej samej zasadzie działają gry w sadzenie ("Farmerama", "Zielone Imperium").
......
Jeżeli teraz w coś gram, to jest to zwykła gra komputerowa, która nie działa nawet wtedy, kiedy mnie w niej nie ma.
3. Ustawienie sobie na stronie startowej TYLKO ważnych stron. Swoją codzienną przygodę z internetem zaczynałam od Facebooka, Pudelka i różnych blogów i kiedy przebrnęłam te strony, nie chciało mi się nawet zaglądać na pocztę, czy własnego bloga. Dlatego usunęłam je na dobre z odnośników w stronie startowej, wstawiając tam tylko najważniejsze linki (także TEN). 
Z kolei link do swojego Fb, Pinteresta i ulubionych blogów mam bezpśrednio na swoim blogu, dlatego nie widzę ich na pierwszy rzut oka (czyli na stronie startowej przeglądarki).
......
Oczywiście czasami robię sobie przegląd głupot, celebryckich newsów i innych stron, ale robię to rzadko (z pełną świadomością, że teraz czas na bzdury) i niezbyt długo.
4. Słuchanie muzyki poza komputerem. To była moja główna zmora, bo w zasadzie całą fajną muzykę mam w kompie, więc automatycznie żeby jej posłuchać, musiałam go załączyć. No, a wiadomo, kiedy komputer jest włączony, to prawdopodobieństwo zajrzenia do Internetu wzrasta. Jak sobie z tym poradziłam? Otóż prosto - nagrywam muzykę na płyty i słucham ich przez wieżę stereo. Moja wieża na szczęście czyta mp3, więc na jedną płytę mieści mi się naprawdę dużo muzyki.
5. Włączanie i wyłączanie komputera. Przede wszystkim - nie włączaj komputera rano! Rano wywietrz mieszkanie, włącz muzykę z płyty:), poczytaj książkę, posprzątaj i ugotuj coś dobrego, a do komputera zasiądź po południu.
Tak jak pisałam, mój dzień zaczynał się dawniej od wciśnięcia dwóch magicznych przycisków: od komputera i ekspresu do kawy. Po moim odwyku d komputera, nawet rzadko kiedy włączam ekspres - czasem piję kawę dopiero po południu.
W każdym razie, nawet jeśli ten komputer trzeba włączyć żeby coś sprawdzić, lub chwilę posiedzieć, to radzę nastawić minutnik na określony czas, a później wyłączyć sprzęt. Wiecie przecież dobrze, że zostawienie go bo-zaraz-jeszcze-coś-sprawdzę-ale-to-zajmie-mi-tylko-chwilkę, kończy się siedzeniem przed nim cały dzień.

Tyle porad z mojej strony. Wszystkie wymyśliłam sama, po to, żeby ograniczyć czas spędzany przed komputerem i mogę Wam powiedzieć z ręką na sercu, że zdały egzamin. Moja dawka komputera wynosi w tej chwili ok. 1 godzinę w ciągu dnia, no chyba, że robię wpis na bloga :)
......
O ubiorze napiszę zaś, w każdym razie kurtkę (w której czuję się co najmniej jak bohater filmu Admirał) spódnicę i sweter udało mi się upolować na wyprzedaży za 2 złote sztuka. Kurtka, mimo że jest firmy River Island, kłaczy niemiłosiernie, więc to kiziakowanie z Szarusiem wcale nie było najlepszym pomysłem. Au revoir!

DSC_0830

DSC_0842

DSC_0843

DSC_0848

DSC_0856

DSC_0910

DSC_0917

DSC_0950
(zdjęcia: Włóczykij)

7 grudnia 2013

Mikołajkowo


Post ten miałam zamieścić wczoraj, ale wyłączyli mi prąd. Może była awaria. Nie wiem. Wiem natomiast, że to była najdziwniejsza noc, jaką przeżyłam. O osiemnastej wzięłam iście wersalską kąpiel w oświetlonej świecami łazience. Jak się okazało trzy gary wrzątku i wiadro zimnej wody, to najlepszy przepis na idealną temperaturę wody w ekstremalnie zimnym pomieszczeniu. Przed dziewiętnastą wsunęłam się pod zimną kołdrę ze słuchawkami na uszach (dzięki Bogu przedwczoraj naładowałam telefon), wcześniej zalewając woskiem ozdobną torebkę i prawie-zbijając-lampę-naftową-która-podpaliłaby-mi-całą-chatę. Przed dwudziestą chrapałam już smacznie, ale niestety wskutek dziwnych snów o krowach, mamie Włóczykija i UFO, które odwiedziło mnie w domu, obudziłam się o drugiej w nocy i przez chyba dwie godziny wsłuchiwałam w szum drzew i wiatr świszczący przez szpary w drzwiach. W końcu udało mi się zasnąć, ale to nie koniec przygód, bowiem kiedy rano wstałam (a prądu nadal ani widu, ani słychu), odkryłam, że nie mam nic na sobie. Dopiero dużo później przypomniałam sobie, że mój - ostatnio opatentowany - system spania pod dwiema kołdrami naraz sprawia, że nie potrzebuję już grubych, flanelowych piżam. Zawsze przed położeniem się do łóżka wmawiam sobie jednak, że zmarznę, więc i tak zakładam na siebie takie rzeczy, które idealnie sprawdziłby się na Antarktydzie.
......
Żeby było chociaż trochę mikołajkowo prezentuję Wam zestaw w moich ulubionych świątecznych kolorach, własnoręcznie wykonaną mufkę z komina na szyję oraz zimowy zwierzyniec :)

z2

z3

z4

z6

z7

z8
Włóczykijowi udało się uchwycić trzy towarzyszki reniferów z mikołajowego zaprzęgu :)

z10

Wiem wiem. Pytałam. Możecie sobie zdjęcie Gustawa ustawić jako tapetę (łaskawie się zgadza) :)
z14
(zdjęcia: Włóczykij)