26 sierpnia 2013

Czas na herbatę



Powyższa mieszanka najlepszych cejlońskich herbat uśmiechnęła się do mnie podczas ostatniej wizyty w... ciucholandzie. Najbardziej ujęły mnie śliczne kartoniki, poza tym herbaty były oryginalnie zapakowane, a data ważności wybita na opakowaniu to 2015 rok. Kupiłam.
......
Uwielbiam różnorodne herbaty i choć od ponad roku zdradzam je z kawą z ekspresu, to parzenie smakowitej liściastej mieszanki nadal uważam za wielką przyjemność i czynność odstresowującą. Nie mam specjalnych preferencji jeżeli chodzi o smak, lubię próbować nowe mieszanki, choć zdecydowanie najmniej przepadam za herbatami owocowymi, w których dominuje kwaśny posmak (dodaję pół łyżeczki cukru). Najbardziej przypadły mi jednak do gustu herbaty zielone i białe, które są jednocześnie mocne i delikatne - takie niesamowite połączenie daje ciekawe efekty podczas picia. Lubię też mocne czarne herbaty, takie jak Darjeeling czy Earl Grey, której charakterystyczny smak to efekt dodania bergamotki. Moim ostatnim odkryciem natomiast, jest Habak, czyli herbata beduińska. Smakuje zupełnie jak szałwia z dodatkiem mięty, ma dobry wpływ na trawienie i usprawnia pracę przewodu pokarmowego. Pije się ją bardzo słodką, można też dodać kardamon lub cynamon. 
......
A teraz zapraszam na emnildowy five o'clock wraz z kilkoma poradami dotyczącym parzenia herbaty i ich dobroczynnych właściwości.


Herbata zielona.

Wsypujemy 1 łyżeczkę na filiżankę (200 ml) i zalewamy wodą o temperaturze 70-90*C. Zaparzamy średnio ok. 3 minut (zależy od herbaty - rozdrobnione liście parzymy dłużej niż te duże), po czym oddzielamy fusy od naparu. Jedne liście można zaparzać nawet 3 razy, przy czym najlepszy jest drugi napar (to fakt, mnie smakuje on najbardziej). Trzeba pamiętać, że zbyt długie parzenie daje posmak goryczy.
Z drugiej jednak strony wydłużenie czasu parzenia daje napar o działaniu relaksującym. Krótkie parzenie (około 3minut) powoduje, że teina nie wiąże się z garbnikami, więc napar jest orzeźwiający i pobudzający. 



Właściwości zielonej herbaty:
  • Napar z pierwszego parzenia działa pobudzająco-zawiera dużo teiny, z drugiego uspokajająco-pomaga radzić sobie z napięciami emocjonalnymi i stresem.
  • Zielona herbata ma właściwości hamujące rozwój bakterii w układzie pokarmowym. Pobudza go również do wydzielania soków trawiennych.
  • Obniża ciśnienie krwi poprawiając przy tym krążenie zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca.
  • Zawarte w zielonej herbacie flawonoidy wzmacniają naczynia krwionośne i przeciwdziałają zakrzepom krwi.
  • Dzięki zawartości fluoru chroni zęby przed próchnicą.
  • Jest bogata w witaminy B, C, E, sole mineralne oraz garbniki
  • Zawarte w niej garbniki zapobiegają nowotworom.
  • Pobudza działanie pęcherza moczowego, co przyśpiesza wydalanie toksyn z organizmu.
  • Zielona herbata wspomaga odchudzanie, ponieważ przyśpiesza metabolizm i usuwa zbędne produkty przemiany materii.
  • Chłodnego naparu używa się do przemycia przy zapaleniu spojówek oraz powiek.

Herbata czarna.
Wsypujemy 1 łyżeczkę liści na filiżankę (200 ml) i zalewamy wrzącą wodą. Jest to bardzo ważne, aby herbata dobrze się zaparzyła. Najlepiej przykryć naczynie i odczekać 3-4 minuty (znów wszystko zależy od stopnia rozdrobnienia liści). Pamiętajmy, że pianka na wierzchu jest symbolem dobrze "zrobionego" naparu (kiedyś myślałam, że to błąd, tym bardziej, że moja babcia zawsze tę piankę ściągała).


Właściwości czarnej herbaty:
  • Działa pobudzająco, ponieważ zawiera dużo teiny.
  • Hamuje rozwój bakterii w układzie pokarmowym i pobudza go do wydzielania soków trawiennych
  • Obniża ciśnienie krwi poprawiając przy tym krążenie zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca.
  • Zawarte w czarnej herbacie flawonoidy wzmacniają naczynia krwionośne i przeciwdziałają zakrzepom krwi.
  • Dzięki zawartości fluoru chroni zęby przed próchnicą.
  • Zawiera dużo garbników, co może zmniejszyć wchłanianie się minerałów mikroelementów do organizmu.
  • Garbniki wydzielane w trakcie długiego parzenia zmniejszają ryzyko zachorowania na niektóre rodzaje raka. Jednak herbata traci swój smak, staje się gorzka i może powodować zgagę.

Herbata czerwona.

Jedną łyżeczkę liści wsypujemy do porcelanowego czajniczka i zalewamy wodą o temperaturze 90*C. Parzymy napar od 3-7 minut, po czym przelewamy herbatę do filiżanek. Zaparzanie w czajniku sprawia, że napar nie ma gorzkiego posmaku, a jego aromat jest znacznie pogłębiony.


Właściwości czerwonej herbaty:
  • Napar z czerwonej herbaty działa pobudzająco na wytwarzanie soków trawiennych i stymuluje pracę jelit co przyśpiesza metabolizm, a w efekcie spalanie tłuszczów.
  • Reguluje przemianę materii i masę ciała.
  • Obniża poziom cholesterolu i ciśnienie krwi poprawiając przy tym krążenie.
  • Czerwona herbata jest obfita w związki mineralne i mikroelementy fluoru, wapnia, manganu i teiny.
  • Zawiera znaczne ilości olejków eterycznych i białka.
  • Codzienna czarka czerwonej herbaty ma zbawienny wpływ na działanie organów wewnętrznych: głównie układu pokarmowego i wątroby.
  • Zawarty w niej fluor pomaga chronić zęby przed próchnicą.
  • Poprawia pamięć, koncentrację i nastrój.
  • Przyśpiesza usuwanie toksyn z organizmu. Ma działanie moczopędne.
  • Wzmacnia organizm.

Nawet Gustaw lubi herbatę! :)


21 sierpnia 2013

Cisza przed burzą


Jak już nieraz pisałam na blogu, uwielbiam deszczową pogodę. Albo taką, kiedy burza wisi na włosku, a z oddali przybliżają się gęste, ciemne chmury. Uwielbiam ten moment, w którym wzmaga się wiatr, trzęsąc drzewami na wszystkie strony i przewiewając człowieka do szpiku kości, nawet przez gruby sweter. W taką pogodę mam ogromną chęć na wszystko. Jeśli wtedy nie wychodzę, lubię otwierać szeroko okna, żeby wpuścić to niezwykłe powietrze. Chłodne, pachnące mokrą ziemią, grzybami i skoszoną trawą. Lubię położyć się z książką na łóżku, zapalić świeczki i lampki choinkowe (cały rok leżą w sypialni), czytać i słuchać deszczu bijącego o parapet. A jeśli wychodzę z domu, to obowiązkowo, bez parasola, w gumiakach i do lasu. Odkrywam wówczas piękno cudownej, mokrej zieleni, wsłuchuję się w odgłosy lasu, żeby namierzyć sarnę, dzięcioła lub zająca. Nieraz zapuszczam się dalej (choć już raczej nie sama) i odkrywam nowe plenery, jak ten widoczny na zdjęciach. Już nie mogę doczekać się kiedy pójdę odkrywać ów widoczny za mną las, w czasie deszczowej i mrocznej jesieni...
......
Sukienkę pierwszy raz mam na sobie ot tak, w codziennym użyciu. Zawsze wkładałam ją na bardziej specjalne okazje, jak imieniny, sylwestry, czy wiejskie festyny (z tym ostatnim oczywiście żartuję). W każdym razie teraz, kiedy w statecznym wieku 26 lat dorobiłam się różnych błyszczących fatałaszków, tego typu sukienka wydaje się być idealna na zwykłe, szare dni. Fajne jest to, że nie potrzebuję do niej żadnych ozdób. Drukowane kwiaty wyglądają bowiem ciekawiej niż 1001 świecidełek. Au revoir!









(zdjęcia: Włóczykij)

10 sierpnia 2013

Kolorowa torebka


Kiedy załatwiam różne sprawy w mieście lubię być ubrana wygodnie (czytaj: buty na płaskiej podeszwie) i mieć przy sobie pojemną torebkę, która pomieści wszystkie szpargały spakowane w domu i te, które ewentualnie kupię. Dlatego bardzo spodobała mi się torebka-worek, którą wypatrzyłam w tym roku na wakacjach. Jest mega kolorowa, dzięki czemu potrafi ożywić nawet najbardziej nudny ciuch, a do tego wyszywana w oryginalny wzór. Ma też fajny spód, obszyty materiałem w kwiaty, który choć jest zupełnie inny, dobrze pasuje do reszty deseni. Przyznam, że bardzo zależało mi na zakupie haftowanego rękodzieła, ale długo nie mogłam zdecydować się ze względu na kosmiczne ceny. W tym przypadku cena wyjściowa nie była zabójcza, a dzięki zdolnościom "pertraktacyjnym" Tomka została jeszcze znacząco obniżona. 



 Wcale nie tak łatwo ustać na jednej nodze :)

(zdjęcia: Włóczykij)

5 sierpnia 2013

Jerusalem

Zachęcam Was do wysłuchania chorału Salve Regina, który zawsze kojarzył mi się z magią średniowiecznej, krzyżowej Jerozolimy i dopiero niedawno przeczytałam, że jego rękopis był przechowywany w Bazylice Grobu Bożego i był wykonywany swego czasu przez Templariuszy.


Zachwycałam się wieloma miastami w których przyszło mi spędzić trochę czasu, ale Jerozolima jest po prostu poza wszelkimi rankingami! To miejsce jest tak niesamowite, że aż nie mam słów, by je opisać. Myślę, że określenia takie jak: tajemnicze, pachnące kadzidłem, pełne zaułków, wielokulturowe i tchnące historią, chociaż trochę odzwierciedlają Wam jego charakter. Kiedy przed wyjazdem czytałam XIX-wieczne, pełne pasji relacje podróżników przybywających do Jerozolimy, jakoś trudno było mi wyobrazić sobie jej fenomen. Ot, miasto jak miasto, wydawało się mi. Jednak kiedy jednego wieczoru przekroczyłam potężne mury miejskie i znalazłam się wśród starych budowli i ciasnych uliczek dzielnicy ormiańskiej, wiedziałam już, że jestem w jednym z  najpiękniejszych miast na świecie.
......
Największe wrażenia czekały na mnie jednak gdzie indziej. W półmroku palących się wiecznych lamp, w oparach orientalnych zapachów, w migotliwym blasku świec, w połyskujących na złoto i srebrno płaskorzeźbach, w perłowych wotach i wytartych kamiennych posadzkach - w Bazylice Grobu Bożego, gdzie poczułam się jak średniowieczny rycerz zdobywający święte miasto. Nie chodzi mi tu o sam grób, ale o atmosferę całego kościoła, w którym mieszają się wpływy katolickie, greckie, ormiańskie a wszystkich ozdób i zakamarków jest tam tyle, że cały dzień nie starczyłby na ich dokładne obejrzenie. Świątynia jest stara, idealnie zakurzona i mieni się pięknym niebiańskim światłem, a prawo status quo jakie obowiązuje przedstawicieli religii opiekujących się tym świętym miejscem sprawia, że remonty się tu praktycznie nie odbywają, dzięki czemu bazylika cały czas zachowuje specyficzny, historyczny charakter i czuje się w niej echa minionych wieków. Mimo, że nie przeżywałam w niej uniesień typowo religijnych, to duchowe wrażenia zostaną ze mną jeszcze długo... mam nadzieję, że do kolejnej wizyty w tym świętym miejscu.
......
A tak w ogóle to Jerozolima spłatała mi niezłego figla. W połowie Via Dolorosa siadł mi akumulator w aparacie, tak więc zdjęcia w Bazylice Grobu mogłam robić tylko komórką (stąd ich kiepska jakość), która po chwili też padła. Niestety. Ale jak wrócę, to się odkuję :)


Kaplica w której znajduje się grób Chrystusa otoczona jest rusztowaniem, które zabezpiecza jej ściany. Zostały one uszkodzone w XIX wieku, kiedy kopuła nad kaplicą była otwarta, a sama kaplica wystawiona na trudne warunki atmosferyczne (zimowy deszcz i śnieg). Dopiero kiedy Brytyjczycy w 1917 roku wprowadzili się do Jerozolimy, zainteresowali się stanem grobowca. Trzej opiekunowie świątyni: rzymscy katolicy, Koptowie i przedstawiciele greckiego prawosławia, nie mogli się jednak porozumieć w sprawie zgody na prace konserwatorskie. Brytyjski zarząd mandatowy zabezpieczył zatem budynek na tyle, na ile było to możliwe otaczając go jedynie żelaznym rusztowaniem.

Srebrna płaskorzeźba Matki Boskiej z góry Golgoty, która wraz z grobem i kamieniem namaszczenia wchodzi w obręb kompleksu świątynnego.

Od dziecka uwielbiam zapach kościelnego kadzidła, ale woń unosząca się z kilkudziesięciu kadzielnic naraz była naprawdę intensywna i niesamowita. Bardzo chciałabym żeby tak pachniało w moim domu :)

Powyższe oraz poniższe zdjęcie znalazłam dla Was w internecie. Nasycone kolory od razu dają lepsze wrażenia wizualne.



 Wspaniała kopuła nad chórem Greków, a poniżej olśniewająca gra światła nad kaplicą grobu bożego.