27 marca 2012

Orientalizm


Edward John Poynter, Hot-House Flower

Od niepamiętnych czasów bałam się tego, co związane z Chinami i Japonią. Przerażają mnie wykrzywione w dziwnych grymasach chińskie twarze znane z rzeźb i oper. Boję się orientalnych mebli o niespotykanych kształtach, które wzbudzają we mnie dziwne uczucie, jakby zaklęta była w nich jakaś magiczna i złowieszcza moc. Ale, paradoksalnie, chętnie oglądam obrazy XIX-wiecznych mistrzów którzy z niezwykłą precyzją przedstawiają w tle swoich prac popularną wówczas modę na orientalizm. Zainteresowanie Wschodem było zresztą stale obecne w kulturze europejskiej, ale przeżywało apogeum właśnie w XIX wieku. Powrót do orientalizmu w tym czasie łączy się z narodzinami romantyzmu i jego koncepcją wolności oraz upodobaniem do niezwykłości i egzotyki.

Od pewnego czasu próbuję przełamać swoją własną orientalną barierę. Poszukuję ubrań w egzotycznym stylu, ostatnio udało mi się wyszperać tę chińską tunikę. Jest bardzo przyjemna w dotyku, ma piękny kolor, a jedynym jej mankamentem jest sposób zapięcia. Trzeba uważać, żeby nie podnosić rąk zbyt wysoko. Tak czy inaczej, w połączeniu z odpowiednimi dodatkami przenosi mnie w czasy fin de siècle’u, starych obrazów i sprawia, że moje ubranie jest sztuką i jak sztuka końca wieku nie przynosi żadnych korzyści, ale istnieje po prostu samo dla siebie.







(zdjęcia: Włóczykij)

23 marca 2012

Ach te gorsety!


"Kwestją palącą kobiecego ubrania jest g o r s e t; szkodliwy ten wynalazek wywierał niszczące po prostu działanie na niezliczone ilości organizmów. Porównajmy kształty Wenus Medycejskiej bogini Piękności z kształtami modnej damy z ubiegłego stulecia wsznurowanej w gorset.Naturalne wystąpienie bioder stanowiące przejście z górnej do dolnej części ciała (...) przekształciły się w tak zwaną talję. Pomimo wszystkich estetycznych dążeń na polu sztuki stało się, że ideał piękna świata kobiecego oparto na wyglądzie osy  i że "figura osia" z niezwyciężoną uporczywością stawiała opór wszystkim napadom na swoje uprawnienie".
......
Jakże to wszystko podobne, do uwielbienia dla współczesnego ideału kobiety modelki - wieszaka, która patrząc wyzywająco z pierwszych stron Vogue'a i szafując swoim rozmiarem "zero" próbuje zawstydzić nas - normalne kobiety. Te o potężniejszej budowie, matki po porodach oraz te, które po prostu lubią sobie podjeść. Nie dajmy się zwariować!
......
Ilustracje pochodzą z książki "Lekarz ratujący zdrowie", wydanej w 1930 roku, o której kiedyś napiszę więcej, gdyż jest to fascynująca lektura. 





17 marca 2012

Dekadenckie popołudnie


Do dekadenckiego popołudnia nie da się przygotować. Ono przychodzi ot tak. Niespodziewanie. Nadchodzi wraz z włączeniem muzyki z epoki, nalaniem szampana do kieliszka, włożeniem odpowiedniego ubioru i zatopieniu się w pasjonującej lekturze (tym razem mój wybór padł na Historię Piękna Umberto Eco). I zanurzyłam się w sobie, jak to zwykł czynić typowy polski dekadent, wykreowany w utworach Przybyszewskiego. Jest to inteligentny, refleksyjny egocentryk, często poddający się nastrojowi apatii; z jednej strony uważający sztukę za jedyny przejaw kultury, z drugiej przekonany o własnej niemocy twórczej.
......
Tak więc zajmowałam się wąchaniem przywiędłych kwiatów i odnajdywaniem w nich zapowiedzi wiosny oraz refleksją nad własną, marną egzystencją, która w każdej chwili może skończyć się w nurcie rzeki, tak jak skończył się żywot szekspirowskiej Ofelii. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Dlatego chłonę sztukę. Upajam się pięknymi obrazami: Safoną Charlesa Mengina i twórczością Caspara Davida Friedricha. A poza tym czekam na zakupioną na Allegro "biblię" dekadentyzmu. Ale o tym napiszę innym razem...






Choć nigdy nie przepadałam za obrazem Johna Everetta Millais'a Ofelia, tym razem mnie on zachwycił i zainspirował do stworzenia własnej wariacji na ten temat.


Dwa dekoracyjne chwosty kupiłam w zasadzie do zasłon, ale sprawdzają się też jako ozdobny naszyjnik.




(zdjęcia: Włóczykij)

15 marca 2012

Bonsoir!


Nigdy nie malowałam oczu w ten sposób. Niestety, póki co, noszę okulary i to skutecznie przeszkadzało mi w jakichkolwiek próbach szaleństwa związanego z makijażem oczu. Ostatnio jednak pomyślałam, że spróbuję. Miałam też okazję, bo w teatrze, w którym pracuję odbyła się akurat premiera. To nic, że kolejne spektakle są na coraz niższym poziomie. Widocznie wiejskiej publiczności, zjeżdżającej tłumnie z całej Wielkopolski się to podoba. No cóż... nie o gustach i polityce kulturalnej miasta Poznania chcę tu pisać.
......
Do mojego eksperymentu użyłam cieni AVON w kolorach ziemi, a na to wszystko nałożyłam sypki puder w proszku w kolorze złotym. Podkreśliłam też dość mocno usta, zrezygnowałam natomiast z różu do policzków, żeby nie wyglądać jak przerysowana - nomen omen - teatralna aktorzyna.

6 marca 2012

Nowe stare koronki


Od pewnego czasu postanowiłam, że będę racjonalnie podchodzić do zakupów ubraniowych. Krótko mówiąc - chciałabym, aby kupowanie ubrań stało się dla mnie filozofią, aby każdy ciuch miał dla mnie jakieś szczególne znaczenie i historyczną rolę. Wiecie co? Może to dziwnie brzmi, ale niesamowicie pomaga mi w zakupach! Idąc do ciucholandu, przesiewam wszystkie złapane zdobycze przez sito i wybieram tylko perełki, które są w jakiś sposób ponadczasowe. Dlatego jestem w stanie wydać o połowę mniej pieniędzy niż zazwyczaj! Oby tak dalej.



3 marca 2012

Czerwony pokój


Urządziłam ostatnio swój nowy gabinet. Choć wiele mu jeszcze brakuje, bo obrazki nie są powieszone, nie ma biblioteki na mnóstwo książek widocznych na zdjęciach (a wierzcie mi, że poza tym chowają się w kartonach w całym domu). Biurko i lampę kupiłam w minioną środę przez internet - jest to niesamowita kopalnia niezwykłych i niedrogich mebli, dodatków i czego tylko chcecie! Nie napisałam zapewne nic odkrywczego, ale dla mnie jest to coś niezwykłego i z pewnością będę w wolnych chwilach na bieżąco śledzić aukcje i okazje, by wyposażyć resztę domu.
A tak na marginesie- pokój oczywiście nie jest czerwony (jak miało być pierwotnie), bo okazało się, że obecny kolor lepiej pasuje do tapety. Ale nazwa czerwony pokój została.
......
Specjalne podziękowania (a nawet hołdy) przesyłam Tomkowi, który pozwala mi w domu na realizację wszystkich moich artystycznych wizji i akceptuje je w pełni (ba! jest nimi zachwycony!)

Obrazek z francuską damą epoki rokoko kupiłam (również okazyjnie)w małym sklepiku na jednym z poznańskich osiedli.

Uwielbiam indyjskie kadzidła i różne zapachy (olejki, Ambi Pur, zapachowe świece, perfumy do pomieszczeń) i codziennie staram się wypełnić nimi dom.



XIX-wieczne książki są domową pamiątką i bardzo o nie dbam. Mam 20 takich bardzo cennych dla mnie ksiażek i z pewnością poświęcę im kiedyś osobny post.



Konsolka z lustrem (też kupiona w internecie, ale niestety nie po okazyjnej cenie:-) będzie stać w przedpokoju, który jest obecnie remontowany.