25 kwietnia 2010

Panny elegantki

Oto dowód na przepastność szafy Mademoiselle Emnildy! Na wieczór panieński swojej przyjaciółki Żaby ubrała siebie i przebrała dwie koleżanki z pracy - każdą w trochę innym stylu.
......
Żaba się śmiała.
Ktoś spytał, czy stroje wypożyczyłyśmy z teatru.
A ktoś inny wyśmiał kapelusze, po czym dowiedział się, że chodzę w nich na co dzień.
......
Niestety nie posiadam żadnego zdjęcia z samej zabawy, na którym wszyscy wyglądaliby normalnie lub co najmniej przyzwoicie.



(zdjęcia: Królik od Żaby, którego serdecznie pozdrawiamy i przesyłamy buziaka, korzystając z okazji, że jeszcze możemy:-*, hihi)

21 kwietnia 2010

Eugeniusz Bodo, Moniuszko i halka?


Po długiej, bo zimowej przerwie dopadł mnie przedwojenny nastrój. A przynajmniej nastrój na eleganckie, delikatne, zwiewne tkaniny; plisy, marszczenia, drapowania i detale, które odgrywają niepoślednią rolę w tych moich malutkich marzeniach o międzywojniu. Ale jak tu nie marzyć, będąc w tak niezwykłym otoczeniu? Więc tak sobie chodzę po parku, upajam cudną, klasyczną architekturą starych willowych domów, ciepłem wiosennego powietrza, kolorami parkowego poszycia, pąkami drzew i rozglądam za przedwojennymi amantami, ale dostrzegam tylko pomnik Moniuszki gdzieś w oddali. Widocznie to nie ta godzina, nie 9 rano:)
......
Elegancki, przedwojenny styl jest mi bardzo bliski, choć ostatnio odsunęłam go na bok w imię wygody, wtopienia w tłum i zaklinania wiosny wzorem i kolorem. Teraz jednak sięgam do korzeni - niedługo pierwsza rocznica bloga, a tak właśnie zaczynałam - kapelusze, halki i babcińskie pończochy. Czuję, że na dobre wracam do retro.
......
Różowa, plisowana spódnica jest chyba moją ulubioną ze względu na zwiewność, falowanie przy poruszaniu się, oraz to, że skrojono ją z prześwitującego materiału. Pierwszy raz mam na sobie cały komplet - czyli spódnicę wraz z bluzką - który moja babcia uszyła sobie pół wieku temu. Do tego dobrałam najnowszą, czyli piętnastoletnią, torebkę otrzymaną w prezencie od mamy. Nie jest specjalnie pakowna, ale można ją za to przewiesić przez ramię, co jest dla mnie bardzo ważne, bo nie spada i nie krępuje ruchów; poza tym dobrze komponuje się z butami. A na takie detale winna zwracać uwagę każda elegantka - szczególnie ta z Mosiny*.
......
* Być może niektórzy czytelnicy z dalekich zakątków kraju nie orientują się, ale wyrażenie elegant z Mosiny, jest popularnym w Wielkopolsce określeniem osób ubierających się w sposób cudaczy i niepasujący do okoliczności; ogólnie rzecz biorąc ma wydźwięk kpiarski, a czasami nawet pogardliwy. Może znacie inne określenia z tej serii np. wystroić się jak stróż w Boże Ciało?





(zdjęcia: Żaba od Królika-wiem, że śmiejesz się z babcińskich pończoch, co nie?:*)

A oto i klasyka polskiej piosenki. Mimo że jest to jeden z najbardziej znanych utworów międzywojnia, nabiera zupełnie nowego wymiaru, kiedy ogląda się śpiewającego, jako żywo, Eugeniusza Bodo, który z pewnością wyglądałby lepiej bez wypomadowanych włosów i pomalowanych ust. Ale może chodzi tu o koloryt? Koloryt epoki oczywiście!

17 kwietnia 2010

Powiew egzotyki

Na dobry początek muzyka! Muzyka kubańska!



Mój nie najlepszy ostatnimi czasy humor, odfrunął, albo raczej ja wyfrunęłam z jego objęć, wprost do jakichś dalekich, zamorskich krajów, gdzie jem pomarańcze, odkrywam nowe przyprawy kolonialne i tańczę już od samego świtu! Serio! Od 5 rano!
......
Sukienkę kupiłam całkiem niedawno za jedyne 8 zł. Jej noszenie daje mi dużo radości, pozytywnej energii i uśmiechu. Że ma świetny wzór i można przy niej pokombinować z biżuterią, pisać nie będę, bo wszyscy doskonale to widzicie:) Na koniec przedstawiam Wam Anię - moją utalentowaną fotocykaczkę (czyli osóbkę "cykającą foty" po prostu). O jej zaletach i magicznych zdolnościach rozpisywać się też nie będę, napiszę tylko, że każda sesja z nią, to ogromna (i szybka!) przyjemność.


(zdjęcia: Solaque)

8 kwietnia 2010

Mój wielki grecki dzień


Dlaczego grecki? Ano nie wiem. Takie mam skojarzenie, kiedy patrzę na te zdjęcia. Może przez słońce, przez niebiesko-biały kolor mojego stroju, a może dlatego, że siedząc na stopniach poznańskiego Zamku Cesarskiego, czułam się niczym Afrodyta na Akropolu?
......
Mniejsza z tym.
......
W sweterku zakochałam się od pierwszego wejrzenia i choć kupiłam go w zeszłoroczne wakacje, dziś włożyłam pierwszy raz. Urzekł mnie zgrabnym wkomponowaniem haftowanego wzoru w rękawy i ceną - po zważeniu okazało się, że kosztuje jedynie 10 zł. Na wagę kupiłam też spódnicę Laury Ashley, jedynie jeansowa kurtka przypomina mi dawne czasy, kiedy nie znałam jeszcze ciucholandów. Tak na marginesie, czasami zastanawiam się jak to się dzieje, że od 7 lat wchodzę w nią bez problemu:)
Poza tym mam na sobie najwygodniejsze buty świata - płócienne 'trampki', które zakupiłam w zeszłym tygodniu na Półwiejskiej. Zastanawiam się cały czas czy nie kupić drugiej pary (ot tak, na wszelki wypadek), bo w tych butach naprawdę można przejść na koniec świata i jeszcze metr dalej.
......
A przy okazji pozdrawiam serdecznie Kasię i Mateusza, których spotkałam w czasie sesji zdjęciowej. Życzę Wam szczęścia na nowej drodze życia!




(zdjęcia: Solaque) - Ciebie też pozdrawiam profesjonalistko! A jak! ;*

4 kwietnia 2010

Filmowe inspiracje: Virginia Woolf


Niby wiosna, niby ciepło, ale jakoś ostatnio ten słoneczny klimat mnie nie cieszy. Nad moją głową wiszą, niczym topory, różne cięższe i lżejsze sprawy i tylko czekam, wypatruję chwili, w której zaczną spadać i przetrącą mi kark.
......
Póki co inspiruję się postacią Virginii Woolf z Godzin. Jest to jeden z moich ulubionych filmów, odkrywam go na nowo co jakiś czas, dlatego teraz, kiedy znów stanowi dla mnie niemałą inspirację, mogłam odgrzebać zdjęcia zrobione w maju zeszłego roku. Virginia, jak widać poniżej, jest bardzo inspirująca również w sferze mody. Szalenie podobają mi się proste w kroju płócienne suknie, obniżony stan, charakterystyczny dla lat '20 i w ogóle cały ten klimat, który sprawia, że nawet najprostsza kreacja i najzwyklejsza fryzura wyglądają na kobiecie jakoś tak szykownie i z klasą.





Film Godziny polecam obejrzeć w ciepłą kwietniową noc. Nawet jeżeli go znacie. Jest to jeden z tych niezwykłych obrazów, który za każdym razem można interpretować inaczej, odkrywać nowe znaczenie poszczególnych scen i postępowania bohaterów. A ja osobiście nie mogę się wprost napatrzeć na cudny dom Virginii. Latem, kiedy budzę się rano i mając jeszcze zamknięte oczy, słyszę szczekanie psa i świergot ptaków, mam wrażenie, że mieszkam w takim właśnie starym domu na wsi, wypełnionym antykami i kruchymi bibelotami.
......
A na koniec fantastyczny kawałek z recenzji:
"To przede wszystkim film o walce z otchłanią. Egzystencjalny obraz głębokiego, wewnętrznego niepokoju, a miejscami nawet przerażania tym, że jest tak, jak jest. Że trzeba zmagać się ze swymi demonami, z chorobą, z upiorami przeszłości... i w ostatecznym rozrachunku po prostu z przerażającymi, codziennymi godzinami. A jedynym rozwiązaniem wydaje się śmierć, do której bohaterowie filmu zbliżają się niczym ćmy, zahipnotyzowane światłem lampy. Ale - co może najważniejsze - to także film o tym, że nie wszystkie ćmy muszą umrzeć. Że zdarza się, iż śmierć jednej z nich powstrzymuje pęd pozostałych. Bo czasami ktoś musi umrzeć, by inni mogli żyć bardziej."