25 marca 2010

Dobry Boże!

(zdjęcie: Kasia Wójtowicz)

Rzadko odwiedzam stronę statystyk swojego bloga, ale ostatnimi czasy odkryłam ich nową funkcję - mogę sprawdzić słowa kluczowe z wyszukiwarki. Teraz nareszcie wiem jakich (tajnych) haseł używają internauci trafiający na moją stronę. Poniżej te, które najbardziej mnie zaskoczyły/rozbawiły/zdziwiły. Zachowałam oryginalną pisownię.
  • białe spodnie męskie szyte czarną nicią (blog dla elegancików piętro wyżej)
  • porno lata dwudzieste (takich atrakcji, póki co, nie przewiduję)
  • miss swetrów (czyli że, jako miss, muszę interesować się sportem i ratować dzieci w Afryce?)
  • przedłużające się przeziębienie (łóżko, czosnek, termofor i etopirynę poleca Goździkowa)
  • bezbrzask głuchy (ale co to właściwie *** jest?)
  • korzuchy z merynosów (Kaśka, to Ty maczałaś w tym palce?)
  • make up królowa śniegu (szron zamiast podkładu, sople zamiast rzęs i gotowe!)
  • kaktuso-bluszcz (to chyba jakiś chroniony gatunek)
  • "jak się gniewać ( to raz a dobrze!)
  • tatuaże cierni (w Wielkim Poście jak najbardziej na miejscu)
  • za górami (za lasami...)
  • płaszcz z laku (haha!)
  • halki babciowate (u mnie ci halek dostatek!)
  • miło mi, że się ujawniłaś (mnie również)
  • gołe dziewczyny w ubieralni (jeśli ktoś tu będzie goły to jedynie ja! Solo. A nawet sole mio.)
  • pięknie wyglądasz po niemiecku (czy po niemiecku w ogóle można pięknie wyglądać?)
  • muminki scenariusz lekcji (jeśli są takie lekcje, to ja chcę do szkoły!)
  • karykatury o piciu alkoholu (w tej kwestii to nawet mogłabym się wypowiedzieć, ale karykatura to by nie była, oj nie)
  • mina wesoła, smutna,zła, zawstydzona (no to jaka? -bo umiem zrobić każdą)
  • mądrze piszesz dziewczyno (thx!)
  • podaj mi przepis na tako way (jeden tako + jeden way - mieszamy i jest)
  • od dziś nie nosisz spodni! ( jeśli to groźba, to aż strach się bać)
  • ruskie podróbki butów (widziałam na poznańskim górnym Manhattanie)
  • kuleczki ze swetrów (hę, to jakaś nowa moda?)
  • kim była emnilda (uwaga! Rozpisuję się poniżej)
Najkrócej mówiąc, Emnilda była córką Dobromira, prawdopodobnego władcy Moraw, trzecią żoną Bolesława Chrobrego i niezłą kombinatorką. Najlepiej będzie jednak oddać głos współczesnym kronikarzom, którzy w taki sposób ją scharakteryzowali:

Gall Anonim:
Nieraz bowiem żona jego, [Bolesława Chrobrego] królowa, kobieta mądra i roztropna, wielu wydanych na śmierć za przestępstwo wyrwała z rąk pachołków, ocaliła od bezpośredniego niebezpieczeństwa śmierci i w więzieniu, pod strażą zachowywała ich miłosiernie przy życiu, niekiedy bez wiedzy króla, a kiedy indziej za jego milczącą zgodą. (...) Gdy (...) król Bolesław ubolewał nad ich śmiercią ze względu na zacność ich rodziców i wyrażał żal, że ich rozkazał stracić (...) czcigodna królowa, ręką głaskając pieszczotliwie zacną pierś króla, zapytywała go, czy sprawiłoby mu to przyjemność, gdyby przypadkiem jakiś święty wskrzesił ich z grobu. Król odpowiadał jej, że nie ma nic tak kosztownego, czego by nie dał, gdyby ktoś mógł ich z tamtego świata do życia przywołać(...). Słysząc to mądra i wierna królowa oskarżała się jako winna i świadoma pobożnego podstępu (...)prosząc o przebaczenie winy własnej i skazańców. Król łaskawie ją obejmując i całując, rękoma podnosił z ziemi i pochwalał jej cnotliwy podstęp, a raczej dzieło miłosierdzia.

Thietmar z Merseburga:
Trzecią (żoną) [Bolesława] była Emnilda, córa czcigodnego księcia Dobromira, która — Chrystusowi wierna — niestateczny umysł swego męża ku dobremu zawsze kierowała i nie ustawała w zabiegach, by przez wielką szczodrobliwość w jałmużnach i umartwienia odpokutować za grzechy ich obojga.
......
A mój emnildowy pseudonim wziął się właśnie z wielkiej licealnej inspiracji kroniką Galla Anonima. Nie pamiętam tylko, czy wpadłam na niego sama, czy też dopomógł mi któryś z kolegów. Przy okazji pozdrawiam wszystkich czytelników z mojej byłej klasy!

17 marca 2010

Baroko-rocko-coco

'Wróciłam' do Europy, na - pełne przepychu, nieużytecznych drobiazgów i niepotrzebnej sztukaterii - salony. Czasami lubię przesadyzm, mnóstwo jakichś fiu-fiu ozdobników, przerost formy nad treścią, czy zrobić herbatkę o 5 p.m i rozkoszować się swoim towarzystwem. Dobrze też niekiedy być zbyt eleganckim i wyglądać jak kosmita z planety barok.
......
Barok, czy też wyrosły z niego nurt rococo nigdy mnie nie zachwycał. Wręcz przeciwnie - budzi lęk, bo kojarzy mi się z kontrreformacją, polowaniem na czarownice, hiszpańską Inkwizycją (sytuację ratuje jedynie skecz Monty Pythona o tym samym tytule:) i Indeksem ksiąg Zakazanych. Do tego dochodzą fantastyczne wyobrażenia śmierci, powrót popularnego średniowiecznego motywu danse macabre i sarmackie portrety trumienne. Brr! Wiem, że to spłycone myślenie, ale gdzieś w głębi mnie tkwi dziecięcy jeszcze strach przed takimi rzeczami. A te budowle! Gigantyczne komnaty pełne malowideł, wypełnione religijną symboliką wnętrza, churrigueryzm, ekspresja rzeźby i pyzatych amorków. I wszędzie te ozdobniki, detaliki, kapiące złotem szczególiki, optyczne złudzenia i gra światłocienia.
......
U mnie dziś barok w ludzkiej (czytaj: znośnej) postaci. Ozdobna bluzka jest zeszłorocznym nabytkiem-widmem, pozostałym po nieistniejącym już dziś ciucholandzie. Pięknie leży, a z tyłu posiada wstążeczkę, którą można regulować i podkreślać talię. Kolczyki z motywem fleur-de-lis zakupiłam dawno temu w Trollu, a apaszkę wyszperała gdzieś moja mama. Skleciłam z tego taki pompatyczny zestaw 'na bogato', w sam raz na salonowe popołudnia.
......
Niebieska filiżanka to najnowsza rzecz w mojej małej kolekcji porcelanowych cudów. Wpadła mi w oko zupełnie przypadkowo w czasie większych zakupów i wiedziałam, że nie wyjdę bez niej, co rzadko mi się zdarza. Jest lekka, pojemna, ma piękny wzór i idealnie spełnia swe zadanie dekoratorki witryny. Pijąc z niej czuję się jak prawdziwa dama, choć jak widać, jeszcze zapominam o odgięciu małego paluszka:)
Inną sprawą jest, że nie da się o tym myśleć, kiedy patrzy się na paterę pełną cukierków!





Ale barok ma też swoje plusy. W przeciwieństwie do innych dziedzin życia, bogactwo ozdobników oraz różnorodnych środków wyrazu wyszło na dobre muzyce, w której lubię zmienność i bogatą stylistykę. Polecam szczególnie III Koncert brandenburski Bacha (TU część adagio), oraz Symfonię C-dur Vivaldiego (TU część allegro), przy których po prostu się rozpływam.

11 marca 2010

Peruwiańska koszula i cuda

Post dedykowany Pani la Mome i wszystkim którzy chcieli, a nie mogli przybyć na festiwalowe wykłady. Przypominam, że całość trwa do niedzieli, więc jeszcze można nadrobić zaległości:)
......
Było bardzo miło i bardzo owocnie. Wzięłam udział w sumie w czterech wykładach poruszających rozmaite aspekty życia kobiet (lub lepiej byłoby: życia i kobiet) w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej. Pierwszy dotyczył osobliwych kobiet Peru, z których największe wrażenie zrobiła na mnie La tapala limeña, czyli zakryta piękność limańska, którą w swoim czasie mogła być każda kobieta. Wystarczyło by narzuciła na siebie szal, za którym ukrywała twarz i dzięki któremu choć na chwilę mogła poczuć się wolna, bez obaw wyjść na ulicę i być niezależną, uwodzącą mężczyzn damą. Bo właśnie flirt był jedną z 'zabaw', jakie taka kobieta prowadziła. Posługiwała się w tym celu ślicznymi stopami widocznymi spod krótkiej (bo sięgającej ponad kostkę) spódnicy, talią osy co podkreślała szeroka suknia i wspomnianym szalem, zza którego wystawało zazwyczaj jedno oko obserwujące świat. Niestety moda ta zaniknęła w XIX w., kiedy do Peru masowo zaczął napływać styl paryski odsłaniający, ku uciesze panów, to i owo.
Ciekawa jest również postać Sarity Colonii, świętej ludu, patronki mniejszości seksualnych i złodziei, którzy tatuują sobie jej wizerunek na plecach, by chroniła ich od tyłu, kiedy 'pracują'. Tatuaże z Saritą wykonują też ludzie z innych kręgów, z reguły w podzięce za dokonanie cudu przez 'świętą', a że cudów jest mnóstwo, to tatuaże te są bardzo popularne. Nie wiadomo nawet dokładnie dlaczego to właśnie ona wywiera tak silny wpływ na ludową religijność - wiodła proste życie, była pomocna, serdeczna i jak mówi legenda, kiedy napadła ją grupa mężczyzna chcących ją zgwałcić, jej narządy płciowe w cudowny sposób zniknęły. Kościół nigdy nie zainteresował się Saritą i odcina się od wszelkich przejawów jej kultu.
......
Wciągnął mnie też wykład dotyczący codziennego życia Indian Bora, mieszkających w wiosce nieopodal Iquitos, którzy z jednej strony zachowują tradycyjne obrzędy, z drugiej jednak coraz bardziej uzależniają się od cywilizacji, żyjąc w stanie pewnego zawieszenia. Szczególnie uderzył mnie, przypadkowo zresztą wspomniany, przykład jednej Indianki, która wraz z innymi mieszkańcami wioski musi rozbierać się, by dać żądnym wrażeń turystom pokaz 'prawdziwego' , tradycyjnego, indiańskiego życia i zwyczajów, a przy okazji zarobić na utrzymanie. Proponuję, by w pokaz wciągnąć tychże turystów, rozebrać ich również i zaproponować zabawę pt. "i ty poczuj się jak Indianin", a ewentualnych opornych potraktować strzałką z kurarą. To dopiero byłaby przygoda!
Ale tak naprawdę wykład ten dotyczył macierzyństwa, porodu i opieki nad dziećmi. Tak na marginesie, strasznie podoba mi się to, że u Indian wszystko odbywa się naturalnie. Nie znają cesarskiego cięcia - jeśli dziecko jest nieodpowiednio ułożone, za pomocą masaży brzucha, doświadczone kobiety układają je w dobrej wyjściowej pozycji. A kiedy już się urodzi, nikt za bardzo nie przejmuje się sterylnością i higieną. Dzieci chodzą bez pieluch, kąpią się w ogólnie dostępnej rzece i... mają się dobrze! Tak samo dobrze mają się indiańskie matki, które są piękne i zachowują gęste włosy przez długie lata, dzięki wykorzystaniu tego, co oferuje natura i Pachamama.
A jeśli chodzi o kwestię 'rozwodu', sprawa jest prosta:" jeżeli ktoś ma kogoś dosyć, to wychodzi z domu i nie wraca".
......
Poznałam też bliżej postać meksykańskiej malarki Remedios Varo, niedocenianej surrealistki, której odrobinę sławy, takie mam wrażenie, odebrała 'kolorowa' Frida Kahlo. Remedios była równie oryginalna, i choć na jej obrazach nie znajdziemy typowych - dla meksykańskiego malarstwa i Meksyku w ogóle - wyobrażeń, jak np. tradycyjnego motywu śmierci z czaszkami i kolorowymi wieńcami, to jednak jej obrazy są przesycone rozmaitą symboliką i ma się wrażenie, ze każdy z nich mówi do nas tajemnym językiem, a nawet się rusza, próbując przekazać istotne treści dotyczące życia, filozofii i podświadomości. Popatrzcie zresztą sami, choćby TUTAJ.
Poza tym Remedios była kobietą z ogromnym poczuciem humoru. Pisała listy do przypadkowych osób wybranych z książki telefonicznej, proponując im zabicie nudy i rutyny wizytą w jej domu, w którym czekało mnóstwo atrakcji i serdeczności! Niestety, ten sympatyczny zwyczaj wynikał raczej z wielkiej samotności Remedios, co jednak nie zmienia faktu, że była to całkowicie niezwykła kobieta!

......
A poniżej moja najnowsza, poniedziałkowa zdobycz - peruwiańska koszula, która urzekła mnie tradycyjnym, ludowym wzornictwem. Na jednym z wykładów dowiedziałam się, że układ wzorów na inkaskich tkaninach ściśle określał właściciela odzienia; udzielał informacji o tym, kim jest, skąd pochodzi i czym się zajmuje.
A szczerze mówiąc (choć to kompletnie inna kultura i rejon), to właściwie moim pierwszym skojarzeniem związanym z wyhaftowanymi na koszuli twarzami, były posągi Olmeków, więc może jest to symbol jakiegoś olmeckiego klanu wielkogłowych?
A gdyby kiedyś ktoś z Was zobaczył gdzieś peruwiańską spódnicę lub materiał w takim stylu, to proszę o namiary! Będę (prawie) dozgonnie wdzięczna!


A jakby tych wszystkich cudów było mało, to jeszcze się pochwalę moim nowym matero - naczynkiem do Yerby, które właśnie dostałam w wielkiej paczce pełnej niespodzianek o których napiszę zaś! A teraz zmykam oddawać się urokom picia:) Adiós!

10 marca 2010

Aj waj!

Dziś nic nie jest takie, jak być powinno. Aparat nie ustawił dobrej ostrości na broszkę, mnie - ucięło. Jedynie spodnie, niezmiennie, od 4 czy 5 lat przypominają mi, że jednak nie tyję tyle, ile myślę że tyję. Czyli - krótko mówiąc - nie mieszczenie się w kadrze wszerz, póki co, mi nie grozi:)



2 marca 2010

Zielone płuca

Kocham rośliny! Wielką przyjemność znajduję w kupowaniu nowych okazów, nawozów, ukorzeniaczy, mieszaniu ziemi w zależności od przesadzanego gatunku, a jeszcze większą w pobieraniu szczepek i rozmnażaniu, wykładaniu warstwy drenażu, a później obserwowaniu wzrostu i rozwoju moich roślinek! Uwielbiam te chwile, kiedy rozłożywszy się na tarasie, otwieram wór z ziemią i wdychając jej żyzną, próchniczną woń, garść po garści napełniam doniczkę. Lubię też serwować prysznic moim kwiatom, żeby poczuły się jak w naturalnym środowisku.
......
Roślin mam naprawdę sporo. Na zdjęciach widać tylko wycinek mojej kolekcji, reszta poukrywała się na szafach, lub zwisa sobie swobodnie z karnisza, jak dwa filodendrony, które kupiłam ostatnio w Castoramie inaugurując nowy sezon mojej roślinomanii:) Inne rośliny są rozsiane po wszystkich parapetach w mieszkaniu, a część kwitnie sobie też na pralce, chłonąc wilgotny mikroklimat łazienki.
......
Moim marzeniem jest mieć tyle miejsca, żeby móc wyhodować monsterę. Jest to gigantyczna roślina tropikalna, która całkiem ładnie daje sobie radę i w polskich domach - sama widziałam jeden okaz wysoki na trzy metry i szeroki na pół pokoju, u babci mojej koleżanki. Było to dawno, tak dawno, że nie umiałam się tym jeszcze odpowiednio zachwycić:)
A TU zdjęcie monstery w naturalnym środowisku (które bardzo często gości na moim pulpicie).
......
Inną sprawą jest, że chciałabym zamieszkać choćby w poznańskiej palmiarni. Nie dość, że miałabym tam właśnie monsterę z ogromnymi liśćmi, to jeszcze mogłabym od czasu do czasu zrywać świeże banany na śniadanie i raczyć wzrok i węch storczykami. Ach, żyć nie umierać!
......
I jeszcze jedna sprawa. Roślinami nie ma się co za bardzo przejmować (jak zresztą wszystkim). Kiedy zbytnio o nie dbałam: chuchałam, dmuchałam, niepokoiłam się najmniejszą plamką na liściu, a każdy nowy pąk wywoływał u mnie doznania wręcz ekstatyczne, jak na złość dopadła moje najpiękniejsze fuksje i fikusy plaga ziemiórek. Wytępiłam je, utraciwszy kilka roślin, ale dzięki tej przygodzie emocjonalnie zostawiłam kwiaty 'samym sobie'. Dbam o nie tylko tylko tyle, ile muszę. Podleję, czasem umyję liście, a niekiedy spojrzę na nie dokładniej i dziwię się, że zakwitły lub wypuściły nowe listki.




A to wilczomlecz - moja duma, gdyż ze starej rośliny, rosnącej kiedyś na klatce schodowej udało mi się wyhodować pięć nowych, a z tych pięciu kolejne okazy, które mimo cierni i smutnego wyglądu wypuszczają takie oto barwne kwiatki, cieszące oko prawie cały rok.