31 października 2009

Haunted house




Wiktoriańską koszulę nocną otrzymałam w "spadku" po prababci. Jest stara, trochę zniszczona, ale nadal posiada ten urok, który sprawia, że gdy tylko ją założę mam wrażenie, iż żyję w innym świecie.
......
Dziś skojarzyła mi się z nawiedzonym domem, takim domem jak mój, gdzie czasami wszystko wydaje się tajemnicze... ciemna czeluść klatki schodowej, której koniec ginie gdzieś w mroku, drewniane schody skrzypiące w nocy, wiatr hulający po domu, przetaczający się przez zapomniane zakamarki i wiejący grozą w kark. Piwnica, której pięć pomieszczeń budzi strach i obawy przed zgubieniem się, a już na pewno przed pająkami czyhającymi w mroku na swoje ofiary. Tajemniczy jest też samotny, obrzucany z reguły obojętnymi spojrzeniami, niszczejący właz od strychu, na którym jeszcze nigdy nie byłam, a także ogród w którym pośród mgły i nagich kikutów drzew można czasami ujrzeć czarne, dzikie koty lub usłyszeć ujadanie wściekłego psa. A nocą w czasie pełni księżyca lepiej nie wyglądać za okno, nie wpatrywać się w gęstniejący mrok i błędne światła gdzieś w oddali...
......
Bo punkt widzenia zależy od punktu patrzenia!

19 października 2009

Szara eminencja


No, nie tak do końca szara, ale rzadko mi się zdarza, żeby nagromadzić na sobie aż tyle tego, skądinąd bardzo uroczego, koloru. Sweterek kupiłam dawno temu w ciucholandzie, urzekł mnie właśnie jego odcień i haftowane kwiatki, na dodatek miła w dotyku i bliżej nieokreślona dzianina świetnie się nosi, nie gniecie, a przede wszystkim NIE MECHACI, dzięki czemu sweter zawsze wygląda jak nowy (przy moim podwyższonym stopniu eksploatacji to naprawdę coś!). Specjalnie do niego dokupiłam spódnicę, która spełnia wygórowane kryteria użyteczności, jakie wymyśliłam kiedyś z moją najlepszą ciuchową (i nie tylko) koleżanką - ma KWIATOWY WZÓR (jak na angielskiej tkaninie zasłonowej, ale nic to!) i JEST NA GUMCE (czyli ma zdolności przystosowawcze, szczególnie w dniach świąt, przyjęć i innych eventów). Kosztowała 3 złote i już widzę, że współpraca między nami będzie owocna. Kolejne 3 złote wydałam na te męskie (nie widać?) pantofle, które mam nadzieję rozchodzić w najbliższym czasie!
......
A kot chyba wyczuł, że ma do czynienia z czarownicą!



14 października 2009

Pod tweedowym niebem*


Uwielbiam być zawiana... także przez wiatr:) Przez taki wiatr, co przetacza się dziś nad Poznaniem, zwalający gałęzie z drzew, doniczki z parapetów małych, drewnianych okien z koronkowymi firankami; taki, który może urwać łeb, lub co najmniej daje nam odczuć przenikliwość jesiennego powietrza do szpiku kości. Lubię spacerować w tym specyficznym klimacie - opatulona w tweed - zimnymi, niebezpiecznymi ulicami, deptać po kałużach martwych, mokrych liści i patrzeć na uliczne latarnie, które błyskają między nagimi gałęziami i wyznaczają, niczym latarnia morska, moją codzienną drogę do domu. Lubię ich spokojne, stonowane światło, które rozprasza półmrok i trzyma z daleka duchy nocy. Lubię wieczorny taniec liści porwanych nagłym podmuchem, wirujących w takt niewidzialnej muzyki natury. Lubię i dostrzegam symbiozę miasta z przyrodą, która kończy się gdzieś niedaleko, na horyzoncie mgły i cienia.
......
Szlachetny, angielski tweed jest moim najulubieńszym jesiennym materiałem. Niezwykłe ciepło, którym mnie otula, sprawia, że wybaczam mu nawet nieprzyjemne drapanie raz po raz. Poza tym jest to materiał bardzo wdzięczny, ładnie się układający, niegniotący i charakteryzujący się ciekawym wzornictwem. Spódnica to mój lipcowy, wyprzedażowy łup za złotówkę, marynarka (też pochodząca z ciucholandu) leżała w szafie dwa lata zanim zdecydowałam się ją ubrać. Przez ten cały czas byłam przekonana, że jest to odzienie spodnie (pod płaszcz/kurtkę) i się w niej w takim charakterze nie czułam. Nie wiem, kiedy mnie olśniło, że nosi się ją na wierzch, ale był to z pewnością jeden z bardziej twórczych dni mojego życia.




(photos by Olsy Malińska)
* tytuł posta to w zasadzie kawałek jednej z piosenek Turnaua, zupełnie wyjęty z kontekstu, ale jego niezwykła poetyckość sprawiła, że musiałam go tu wykorzystać.

4 października 2009

Jesienna dziewczyna


Z pewnością pisałam to już nie raz, ale napiszę znów: UWIELBIAM JESIEŃ! Jest to niesamowita pora roku, z jednej strony słoneczna, otulająca swym ciepłem, pogodna, z kolorowymi, wirującymi na ulicach liśćmi, spadającymi kasztanami i pysznymi orzechami włoskimi, które codziennie zbieram w swoim ogrodzie, z drugiej ponura, szara, zaskakująca, z deszczem magicznie bębniącym o parapet, z wiatrem wdzierającym się do domu każdą możliwą szparą i z zimnem, które paraliżuje, a jednocześnie zachwyca. Niesamowite, ile cech posiada! Na tę nieprzewidywalność trzeba się odpowiednio przygotować, najlepiej, ubierając na cebulkę.
......
Dlatego, wykorzystując przepastne zasoby mojej szafy skomponowałam taki właśnie, bardzo jesienny, eklektyczny zestaw składający się z krótkiego rękawa, wełnianego swetra i chusty, które to elementy można dowolnie mieszać w zależności od pogody i okoliczności innej natury. Postawiłam na kolor, bo nic lepiej nie oddaje ducha jesieni niż on. Poza tym nie mogę patrzeć na tych wszystkich ulicznych smutasów, chadzających w czarnych płaszczach, brązowych rajstopach i szarych swetrach, wyglądających co najmniej jak szpiedzy z Krainy Deszczowców. Przecież to nie pogoda na zewnątrz, a pogoda wewnątrz nas powinna generować to, w co się ubieramy! A jesień ma tę szczególną właściwość, że podpowiada, wręcz podtyka pod nos kolory! Żółte, miodowe, soczysto-zielone liście, pomarańczowe dynie, czerwone jarzębiny, beżowo-brązowe kasztany, fioletowo-niebieskie zachody słońca! Jesień jest pełna barwnych inspiracji!


A ponadto chciałam żeby było muzycznie. Napisać miałam parę słów o moim ostatnim, fantastycznym odkryciu pewnego francuskiego kompozytora, z racji jesiennego tematu zrobię to następnym razem, dziś proponując Wam cudną piosenkę Jesienna dziewczyna z repertuaru Kabaretu Starszych Panów, w mistrzowskiej interpretacji Grzegorza Turnaua - link TU.