28 września 2009

Ludowo mi!


Zapałałam ostatnio wielką miłością do wszelakiej ludowości, co pocieszające, jest to miłość odwzajemniona, udało mi się bowiem zakupić dwie ładne bluzki, z których jedną mam na sobie. Sama nie wiem do jakich tradycji narodowych nawiązuje, choć koleżanka stwierdziła, że do cypryjskich. Z racji braku wiedzy na temat cypryjskiego stroju narodowego, postanowiłam, że bliżej jej do stroju naszych sąsiadów - Ukraińców, Białorusinów lub Rosjan. Niestety, moja szafa nie jest jeszcze na tyle wyposażona, żeby sprostać zadaniu ubrania mnie na typową wschodnią "diewoczkę", stąd zaczęły się kombinacje. Dodałam do bluzki polskie, krakowskie korale (kupione nota bene nad morzem), południowoamerykańską torebeczkę i spódnicę, która jako tako wpisuje się w całość. Film "Frida" natomiast, zainspirował mnie do wpięcia we włosy sztucznej róży.
......
Kiedy szłam tak ubrana ulicą, zwróciłam uwagę na parę która wychodziła z jednej z bram, bowiem dziewczyna miała na sobie długą, brązową średniowieczną suknię, mosiężny pasek i wyraźnie wahała się, czy wyjść w takim stroju na ulicę (wydaje mi się, że szła do pracy na Stary Rynek lub straszyć do jakiegoś zamku:), wtedy chłopak dodał jej otuchy, wskazując na mnie i mówiąc: "Widzisz!? Ona ma na sobie strój hiszpański!".
......
A jakby tego było mało, dorzucam kogucika prosto z Portugalii.


(zdjęcia: Issmena (2,5))

25 września 2009

Takie tam


Wystarczy, że człowiek dostanie wypłatę i już zaczyna się szaleństwo:) Ja zaszalałam – wydając 2 złote na buty, które, całkiem przypadkowo, wpadły mi w oko podczas łowów w moim ulubionym ciucholandzie. Najpierw zobaczyłam, że są duże i to pozwoliło mi snuć dalsze plany, że mogą być mi dobre i w konsekwencji być moje. Bardzo spodobała mi się skórzana, biała wstawka, która nadaje im lekkości i będzie ożywiać moje (czasami) ponure październikowe zestawy. Okazało się również, że jej kolor idealnie zgrał się z torebką, którą dostałam niedawno od mamy/ po mamie. Mimo, że małych rozmiarów, jest niezwykle pojemna, ma mnóstwo przegródek (których i tak nie będę używać, ale fajnie, że są:) i jest bardzo wygodna, bo długość paska pozwala na noszenie jej na ukos. No ale muszę jeszcze przetestować te rzeczy w codziennych warunkach. Dziś.

19 września 2009

Czarna godzina

Ogarnęła mnie ostatnio niemoc twórcza, objawiająca się brakiem spójnych pomysłów i odgrzebywaniem starych zdjęć, które udowadniają, że warto mieć coś w zapasie na czarną godzinę. Nadeszła cicho i podstępnie: trochę rozleniwiona, spowalniająca umysł, odciągająca mnie od komputera, a już szczególnie wszelkiego rodzaju blogów. Uświadomiła, że wakacje się skończyły, że trzeba przestawić się na zupełnie inny rytm dnia - lepszy oczywiście - bardziej pracowity, szybszy i ciekawszy, ale jednak inny - zabierający chwile błogiego lenistwa, myślenia o tym i owym, analizowania różnych problemów, które może nie są ważne, ale ISTOTNE.
......
Prezentowana sukienka została wygrzebana w babcinej szafie dawno temu, niestety, jest to kolejny ciuch, dzięki któremu wiem, że czarno - białe zestawy to nie moja bajka. Czuję się w nich źle, życie wydaje mi się wtedy zwyczajne i niesamowicie nudne, tak, jakby wszystko co mnie tworzy uleciało gdzieś, lub zostało w domu, na wieszakach obok kolorowych sukien. Wewnętrzna przekora każe mi jednak czasem włożyć taki właśnie, czarno - biały zestaw. Może po to, by umieć docenić kolor?
......
Tak na marginesie, znalazłam bardzo ciekawą stronę z charakterystykami imion i dni urodzin. W moich jest dużo prawdy, chyba nawet i to, że mam szczególne zdolności do filozofowania, czego dobrym przykładem okazał się ten post. Link TU. Adios!


13 września 2009

Dziewczyna z Berlina


Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że często ubieram się zgodnie z nastrojami jakie mnie dopadną, związanymi z tym, co czytam, oglądam, słyszę i najogólniej mówiąc czuję. Wśród nich najważniejszą rolę odgrywają trzy: przedwojenny, rosyjski/folkowy i artystyczny (bohemiczny rzec można, też połączony z międzywojniem szeroko rozumianym). Są ,te nastroje, związane tylko ze stylem ubierania, jeśli idzie o sprawy ważniejsze - postrzeganie świata i bycie w nim, rzecz ma się bardziej skomplikowanie, ale nie czas i nie miejsce, by się nad tym rozwodzić.
......
Ciepłe, wrześniowe dni dają wielkie pole do popisu, kombinacji i szukania idealnych rozwiązań na letnio - jesienną pogodę. I tym sposobem wśród poszukiwań odpowiedniego stroju, dopadł mnie nastrój przedwojennego Berlina, kiedy był on wspaniałym, stojącym u szczytu rozwoju i potęgi miastem, a ponadto miejscem w którym kwitła kultura, żyło się wystawnie i jednocześnie niebezpiecznie. Miastem sprzeczności.

A ta piosenka absolutnie mnie zachwyca!



Cały strój wyniósł mnie dokładnie 1,85 PLN. Sukienkę zakupiłam na złotówkowej, cotygodniowej wyprzedaży - jest to moja ukochana sukienka (obok tej z poprzedniego posta) i czuję się w niej naprawdę rewelacyjnie! Natomiast ten futrzany, bardzo stylowy kołnierz wygrzebałam kiedyś w jakimś wielkim koszu. Pochodzi ze starej kurtki i gumki, którymi zwykle podpina się go do guzików idealnie nadają się do spięcia broszką - z pewnością będę często go wykorzystywała w różnych jesiennych zestawieniach i różnymi dodatkami!
A tak na marginesie: w tytule powinnam była napisać "Tania dziewczyna z Berlina", ale nie chciałam być aż tak przewrotna:D



8 września 2009

Pożegnanie


Oto absolutna premiera nowej, pięknej sukienki, która przed niespełna tygodniem przybyła do mnie prosto z francuskiego ciucholandu. Kupiła mi ją Ania (pisałam kiedyś, że przyczyniła się do powstania nazwy tegoż bloga), która przez dwa miesiące właśnie we Francji zarabiała na... książki:P Mniejsza z tym. Sukienka posiada wszystkie detale, które sobie kiedyś wymarzyłam, a które zazwyczaj trudno znaleźć razem w jednym odzieniu: kołnierzyk, plisy, pufki oraz zwężane przy łokciach rękawy, które "pufkowy" efekt potęgują. Aniu! Dziękuję!
......
A jako, że ze zdjęć w sukience znośne jest tylko to jedno, postanowiłam zaprezentować kilka innych fotografii o melancholijnym uroku, które zrobiłam ostatnio odchodzącemu latu, jeżdżąc rowerem w okolicach Poznania. Jak na zdjęcia z komórki uważam, że prezentują się nieźle , choć cena była wysoka. Sześć wielkich, komarowych bąbli. Adieu!





4 września 2009

Do odpowiedzi!


Zostałam wkręcona do zabawy przez Panią La Mome. O(d)powiadam zatem o 10 faktach z mojego życia, przy okazji prezentując nowy zestaw ze szkolną bluzką, wyszperaną w ciucholandzie przez moją mamę, w roli głównej:

1. Moje motto: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
2. Uwielbiam filmy kostiumowe i historyczne - największą frajdą jest dla mnie obserwowanie detali - strojów, biżuterii, rzeczy na nocnym stoliku, zastawy stołowej, uczesania aktorek etc. Ze względu na mnogość szczegółów i niemożność pogodzenia obserwacji z czytaniem napisów wracam do filmu kilka razy.
3. Jestem koneserką herbaty i lubię odkrywać jej nowe smaki
4. Założyłam się kiedyś, że zjem... muchę. Była wielka i tłusta, ale przygryzłam bułką z salami. Nie było źle.
5. Nie ma takiej rzeczy, której utrata by mnie zabolała. Kiedy tak myślę co wzięłabym, gdybym miała 10 min. na ewakuację stwierdzam, że nic. Mogłabym wyjść jak stoję i byłabym szczęśliwa.
6. Bardzo lubię tę reakcję chemiczną, kiedy sól wsypuje się do wrzącej wody - czuję się wtedy jak prawdziwa czarownica!
7. Boję się pająków. Małych, dużych, pluszowych, wszystkich. Arachnofobia po prostu.
8. Muminki to moja najulubieńsza bajka! (a tak na marginesie - znam prawdziwego Włóczykija - takiego z krwi i kości, nie żadną tam animację:)
9. Uwielbiam wszystkie strychy, piwnice, rupieciarnie! Niesamowite jest uczucie odkrywania skarbów się tam znajdujących, choćby były to tylko stare gazety czy zasuszone koty (miałam dwa takie przypadki:)
10. Na koniec smakowicie: moją specjalnością jest paj brzoskwiniowy z kremem jajecznym i cynamonową kruszonką.

A do zabawy wciągam: Age of vintage, szmaragdę, Nutmeg, Karo.



2 września 2009

Z drugiej ręki

Post dedykowany Karo:)

Oto Karo, której nie muszę chyba nikomu przedstawiać, chociaż ja sama znalazłam jej bloga całkiem niedawno, buszując tu i ówdzie w godzinach nudy i słodkiego, wakacyjnego nicnierobienia. I zachwyciłam się tym właśnie zdjęciem. Natychmiast skojarzyło mi się z paryskim wzgórzem Montmartre, na którym wprawdzie nigdy nie byłam, ale które przez google map*, filmy i obrazy znalazło sobie ogromną przestrzeń w moim sercu, przestrzeń, którą wypełnia magia dnia codziennego, tajemnicze zaułki, podejrzane speluny, kabarety i obyczajowa swoboda. I strój Karo idealnie wpasował się w ten klimat tęsknoty za tym, co minione. Zachwycił mnie żakiet, kojarzące się z XIX w. buty, przede wszystkim zaś spódnica! I jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że jest na sprzedaż.
......
Transakcja z Karo była czystą przyjemnością - na Allegro zostałaby SUPER SPRZEDAWCĄ bez dwóch zdań! Prócz spódnicy dostałam własnoręcznie robioną kartkę z życzeniami udanego noszenia! I, jak widać, nosi się dobrze. Ma cudowne kolory, przepięknie się układa, a tafta z której jest uszyta daje wielkie poczucie luksusu i klasy:)
......
Pomysłów na tę spódnicę mam w głowie kilka. Szczerze mówiąc miałam ją pokazać pierwszy raz w innym zestawieniu, ale okoliczności sprawiły, że ubrałam się właśnie tak.


A teraz przedstawiam kilka, dla mnie absolutnie magicznych zdjęć, które znalazłam dawno temu na Flickr.com. Proszę Państwa, oto miejsce nie mającego precedensu fermentu artystycznego, poddane czarowi wolności, oto niezwykły duet magii i szaleństwa. Vive Montmartre!




* nie wiem czy wiecie, ale dzięki google map można zwiedzić każde duże miasto. Wystarczy złotego ludzika, umieszczonego nad suwakiem do przybliżenia mapy, przeciągnąć na dowolną ulicę np. Paryża. Możemy chodzić ulicami, rozglądać się na wszystkie strony, spojrzeć na zabytki, panoramę miasta i Bóg wie co jeszcze. Polecam.