19 października 2018

William Morris x H&M

 "Chodźmy do parku! Jest tak pięknie że można oszaleć!"

Nigdy szczególnie nie jarały mnie kolekcje H&M przygotowywane we współpracy ze znanymi markami modowymi. Pamiętam jednak, że prócz tego, iż płaciło się za nazwisko projektanta, ubrania były dość wysokiej jakości. I tak, rok temu, udało mi się kupić jedwabną apaszkę Erdem. Od tego czasu nie śledziłam specjalnie tych współprac, do momentu, kiedy w sierpniu natknęłam się na informację o kolekcji przygotowanej wspólnie z William Morris & Co., firmą znaną z produkcji doskonałej jakości tkanin obiciowych i tapet, i będącą raczej brytyjskim dziedzictwem narodowym, niż marką brylującą na tygodniach mody. Osobiście kocham wszystkie ich wzory, więc wpisałam datę premiery w kalendarz i czekałam.
......
Koniec końców zdecydowałam się na zakup trzech rzeczy. Sukni widocznej na dzisiejszych zdjęciach, plisowanej spódnicy, którą pokazałam już na instagramie oraz skórzanych, bordowych mokasynów. W tym miejscu muszę się przyznać, że mam ambiwalentny stosunek do tej akurat współpracy. Z jednej strony bardzo się cieszę, że kolekcja powstała i mogę się teraz otulać ulubionymi motywami w jesienne dni, z drugiej jednak, jest uszyta z bardzo kiepskich materiałów (głównie poliester*) przez globalną firmę i to wszystko przeczy całej idei Morrisa i założonego przezeń ruchu Arts and Crafts, który sprzeciwiał się właśnie masowej, zmechanizowanej produkcji na rzecz odrodzenia tradycyjnego rzemiosła i techniki oraz odnowienia sztuki graficznej. Pewnie jak to zwykle bywa, kasa musiała się zgadzać, stąd taka, a nie inna decyzja osób zarządzających firmą. Jednak sama bardzo chętnie wydałabym jeszcze raz tyle za te piękne wzory, nadrukowane na jakiejś szlachetnej tkaninie.
......
Myślę jednak, że miejscówka, w której udało się zrobić zdjęcia, rekompensuje częściowo słabą jakość tkanin i wprowadza trochę tradycyjnego, angielskiego klimatu. Jest to teren Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Gnieźnie, który szczególnie lubię odwiedzać jesienią, bo ta pora roku ma w sobie wiele mroku i sprawia, że można poczuć się tam, jak w wiktoriańskim psychiatryku z filmów lub gier komputerowych. Od mojej ostatniej wizyty wycięto trochę drzew, przez co zrobiło się nieco mniej ponuro, jednak nadal jest tam wiele zapuszczonych zakamarków ze świetną architekturą w tle, które idealnie nadają się do zdjęć.

*Z cyklu złote rady mojej mamy: "Dziecko, jeżeli już kupiłaś sobie sukienkę z poliestru, to dokup chociaż pod spód jedwabną halkę".






Już w przymierzalni świetnie poczułam się w tym kroju sukni. Jest dość luźna (więc spokojnie ukrywa nadprogramowe kawałki pizzy) i ma świetny, rozkloszowany dół, który fajnie powiewa przy chodzeniu. Do tego idealnie wpasowuje się w styl hippie, szczególnie w zestawieniu z futrzaną kamizelką i kozakami, z którymi będę nosić ją w zimne dni.




To nie są te nowe mokasyny, o których piszę wyżej. W dniu robienia zdjęć paczka z nimi była gdzieś w drodze (niestety, mój model można było kupić tylko on-line). Są jednak bardzo podobne i kupiłam je właśnie w zastępstwie za te - mają już trzy lata, wiele kilometrów za sobą i cóż... rozchodziłam je w taki sposób, że stały się niesamowicie wygodne, ale wyglądają nieestetycznie.

(zdjęcia: Włóczykij)

2 października 2018

Jesienne powroty


Jesień to moja ulubiona pora roku. Po gorącym słonecznym, ciężkim lecie, kiedy upały skutecznie odbierają mi chęć do robienia czegokolwiek konstruktywnego, z utęsknieniem wypatruję jesiennych dni. Poranne chłody, mgły nad łąką przy domu i szare chmury na horyzoncie sprawiają, że odzyskuję energię i chęć do działania. Chciałabym napisać, że także w kwestii prowadzenia bloga, jednak zdałam sobie sprawę, że nie jest on już moim priorytetem. Dawniej, kiedy tylko miałam wolny czas, w większości poświęcałam go na przygotowywanie nowych wpisów. Wymyślałam tematy, utrwalałam pomysły, wpisywałam to wszystko w kalendarz; starałam się czytać takie książki i oglądać takie filmy, które później mogłabym wykorzystać w swoich wpisach, a teraz - szczerze mówiąc - wcale mi na tym nie zależy. Co więcej, nie mam też wyrzutów sumienia związanych z brakiem treści na blogu przez dłuższy czas. Po prostu trochę zmieniły się moje priorytety i zdecydowanie bardziej wolę poleżeć w domu z jakąś powieścią, niż ganiać w plenerze i pozować do zdjęć, poza tym porządne prowadzenie bloga zajmuje naprawdę dużo czasu, ja mam wystarczająco dużo innych zajęć, a doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny.
Nie oznacza to, że nie będę publikować nowych wpisów, ale nie łudzę się już, że będą one regularne, a tym bardziej częste. Mam kilka pomysłów, które chciałabym zrealizować tutaj do końca roku (a nawet jeden na styczeń), ale nie będę się z tym jakoś specjalnie spinać. Jakby co - na co dzień jestem na Instagramie
......
Do rychłego zobaczenia!










(zdjęcia: Włóczykij)