3 lipca 2018

Życie w XIX-wiecznej kamienicy #2 - strefa oficjalna


Pierwszy wpis o życiu w XIX-wiecznej kamienicy popełniłam rok temu. Odsyłam Was do niego w tym miejscu; przeczytacie tam o architekturze tych niesamowitych budynków, ich roli w ówczesnej tkance miejskiej oraz zobaczycie zdjęcia i rzuty, które pokazują schemat, według którego dzielono przestrzeń mieszkania na część publiczną i prywatną. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się natomiast aranżacji wnętrz mieszkalnych bogatego mieszczaństwa (to koniecznie trzeba mieć na uwadze, gdyż wnętrza należące do mniej zamożnych były zdecydowanie mniejsze i skromniej wyposażone) i śmiało wkroczymy na salony XIX-wiecznej kamienicy (czy raczej kilku, bo zdjęcia są z różnych lokacji). 
......
Podzieliłam ten wpis na trzy części. Dzisiejsza traktuje, jak wspomniałam, o publicznej części domu, czyli dostępnej (oczywiście) domownikom, ich gościom, osobom postronnym i przychodzącym do domu w interesach. Pomieszczenia, które dzisiaj zwiedzimy to: korytarz, główny salon, jadalnia, gabinet, pomniejsze saloniki i pokój tematyczny (orientalny). W kolejnym wpisie z tej serii (tu pojawi się link), zajrzymy do strefy prywatnej, dostępnej tylko domownikom i służbie. Będą to: sypialnia, pokój dziecięcy, pokój dla panny, pokój gościnny, łazienka i kuchnia, natomiast w ostatniej części napiszę kilka słów o modnych meblach i dodatkach oraz gdzie je kupowano.
Materiału jest sporo, więc nie przedłużając, zapraszam do lektury.
......
KORYTARZ
Dawniej i dziś korytarz pełnie tę samą funkcję. Jest pierwszym pomieszczeniem, które oglądamy po przekroczeniu mieszkania, miejscem, gdzie możemy przygotować się do wizyty w dalszej części domu - odwiesić okrycia wierzchnie, przejrzeć w lustrze, odsapnąć. W mieszczańskich kamienicach przełomu wieków funkcję korytarza pełniło obszerne pomieszczenie zwane hallem, podkreślające status majątkowy mieszkańców (nie wszyscy odwiedzający dopuszczani byli do kolejnych pokoi, więc już w tym miejscu musieli zostać zapewnieni, że właściciel domu, to człowiek majętny i posiadający). Najczęściej występującym meblem była tu mała garderoba (na zdjęciu poniżej) z wieszakami na płaszcze, półkami na kapelusze i akcesoria, miejscem na laski i parasole oraz ławka na której mogli usiąść wizytujący, zanim zostali poproszeni do kolejnych pomieszczeń. Zazwyczaj umieszczone w nim podwójne drzwi albo ciężka kotara oddzielały pokoje gościnne od tych dostępnych tylko mieszkańcom.


POKÓJ GOŚCINNY / SALON / BAWIALNIA
Był to największy i najbardziej reprezentacyjny pokój w całym domu, który stanowił miejsce przyjmowania gości, ekspozycji najbardziej drogocennych ozdób i pamiątek. W zależności od statusu majątkowego rodziny mógł być reprezentacyjnym salonem pałacowym i pełnić rolę sali balowej (kiedy zaszła taka potrzeba) lub też być wygodnie umeblowanym pokojem, w którym spotykali się wieczorami i w święta goście oraz domownicy. Tak czy inaczej, jak wspomniałam, był to pokój reprezentacyjny, często połączony amfiladą z kolejnymi pomieszczeniami, dlatego jego umeblowanie było starannie przemyślane. Zazwyczaj dążono do utrzymania jednolitego stylu oraz takiej samej bądź zbliżonej kolorystyki ścian, portier i tapicerki meblowej, żeby zrobić na gościach jak największe wrażenie. W XIX wieku modne było ustawianie mebli pod ścianami i tego schematu trzymano się w większości domów.
Najpopularniejszym stylem był biedermeier, który kładł nacisk na użyteczność i wygodę mebli, podporządkowując temu ich wzornictwo. Dodatkowo, wnętrza mieszkalne w typie biedermeier cechowała intymność i zaciszność, a także częste użycie jasnych obić, zdobionych rysunkiem kwiatów lub pasami. Z kolei w bardzo zamożnych domach, wzorem rezydencji burżuazyjnych, sięgano do modnej od lat 70 XIX wieku stylistyki empirowej lub neorokokowej, nawiązującej do ojczyzny salonów – Francji. Do podstawowych sprzętów, które należało mieć w salonie (poza, oczywiście, kompletem mebli do wypoczynku) należały: pianino, sekretarzyk do prowadzenia korespondencji, stolik z zegarem, konsola z popiersiami znanych osobistości oraz serwantki, za których przeszklonymi szybami, wystawiano miśnieńską porcelanę i inne wyroby znanych europejskich manufaktur. Na początku XX wieku popularnym "meblem" stał się gramofon. Całości wyposażenia wnętrz dopełniały obrazy. Zgodnie z obowiązującym kanonem były to przede wszystkim martwe natury, a także pejzaże i portrety.

Atmosferę salonu w jednej katowickich kamienic (i siedzibie Muzeum Historii Katowic zarazem) podkreśla architektoniczna żardiniera,  czyli miejsce na kwiaty, która tworzy wraz z wykuszem w ścianie "iluzję pałacowego ogrodu i zarazem intymne miejsce na romantyczne tête-à-tête". Pierwotnie żardinierą zwano wymyśloną we Francji półkę lub wydłużony stolik z zagłębionym blatem, przeznaczoną na prezentację roślin we wnętrzu. Drewniana konstrukcja widoczna powyżej, to wersja o rodowodzie niemieckim, która stała się charakterystycznym dla niemieckiego kręgu kulturowego, drogim meblem, wykonywanym na zamówienie do konkretnego wnętrza.

Zbliżenie na fragment salonu z poprzedniego zdjęcia. Widać na nim serwantkę wypełnioną porcelaną, stół przykryty modnym wówczas, pluszowym obrusem w kwiatowe wzory, oraz detale wnętrza, które nadają mu niepowtarzalny klimat. Salon sytuowany był na ogół w bezpośrednim sąsiedztwie jadalni, zawsze w części frontowej, tak aby okna wychodziły na ulicę.

Przed ciepłem emitowanym przez piec kaflowy lub kominek, chronił specjalny ekran ustawiony obok źródła ciepła. Obicie ścian materiałem (w tym przypadku żakardem) pokazywało wysoki status majątkowy właścicieli domu.


JADALNIA/ POKÓJ STOŁOWY
Drugie najważniejsze pomieszczenie reprezentacyjne, często połączone z salonem dużymi drzwiami. W  niemieckim kręgu kulturowym lokowano ją przeważnie na styku części frontowej i oficyny (tzw. berlinerzimmer), przez co oświetlona była jednym dużym oknem, umieszczonym na skośnym odcinku ściany od podwórza, co ograniczało dostęp światła, czyniąc pomieszczenie mrocznym. Od początku wieku XIX, modne stało się wykładanie ścian jadalni meblaturą, czyli boazerią lub pokrywanie ich materiałami lub tapetami w stonowanych kolorach, co jeszcze to wrażenie mroczności pogłębiało.
Najważniejszym meblem w pokoju stołowym był, oczywiście, owalny stół. Na co dzień nakryty dla kilkorga domowników, w świąteczne dni mógł pomieścić nawet kilkunastu (kilkudziesięciu) gości, dlatego jadalnia zazwyczaj była bardzo dużym pokojem. Krzesła  tapicerowano skórą lub wyplatano, by łatwiej było utrzymać je w czystości. Obok stołu najważniejszymi sprzętami były: kredens i pomocnik. Kredens stanowił o zamożności i luksusie mieszczańskiej rodziny, dlatego był to często jeden z najbardziej okazałych mebli w całym domu - bogaty w dekoracje rzeźbiarskie, zdobne okucia i lustrzane szybki. Taki rozmach wpisywał się w ówczesny sposób kształtowania oficjalnego oblicza wystroju jadalni. Prócz funkcji dekoracyjnych, mebel ten pełnił wraz z pomocnikiem (czyli mniejszym kredensem bądź szafką od kompletu) funkcje magazynowe, gdyż przechowywano w nim porcelanową i szklaną zastawę, sztućce oraz srebra stołowe, których jakość odzwierciedlała zamożność i tradycje familijne. Pomocnik był meblem, na który przynoszono gotowe potrawy bezpośrednio przed podaniem ich na stół.



GABINET / POKÓJ PANA DOMU
Żaden poważny dom nie mógł obyć się bez gabinetu. Jeżeli pozwalały na to możliwości lokalowe, pokój ten urządzano od strony ulicy, często prowadziły do niego drzwi z korytarza i salonu. Zwyczajowo było to męskie pomieszczenie, w którym pan domu pracował, prowadził interesy i przyjmował swoich gości. Wyposażenie pokoju musiało być więc tak dobrane, aby spełniając praktyczną funkcję, świadczyło jednocześnie, o statecznym charakterze jego właściciela.
W tym pomieszczeniu najważniejszym meblem było duże biurko z wygodnym fotelem. Im kunsztownej dekorowane, tym bardziej podkreślało prestiż zasiadającego za nim mężczyzny. Na blacie, prócz teczek na dokumenty i notesów funkcję praktyczną, a zarazem dekoracyjną, pełniły różne zestawy akcesoriów do pisania, składające się z kałamarza, suszki zbierającej z kartki nadmiar atramentu i przycisku do papieru. Poza tym gabinet był miejscem, w którym przechowywano cenny domowy księgozbiór (czy go czytano, to już inna sprawa) dodatkowo podkreślający wykształcenie i polityczne obycie pana domu.
Prócz tego podstawowego wyposażenia, mogły się w pokoju znajdować inne rzeczy potrzebne męskiej rozrywce: wygodna kanapa sprzyjająca udanej drzemce, stół do gry w karty czy szachy, a także akcesoria do palenia tytoniu.




INNE POKOJE
Mieszkania w XIX-wiecznych kamienicach liczyły od kilku do kilkunastu pokoi, dlatego im więcej pomieszczeń liczył dom, tym funkcje mieszkania były bardziej rozbudowane. Osobna biblioteka, pokój muzyczny, dodatkowa jadalnia, mniejsze i większe saloniki, buduar...

Często życie rodzinne organizowano według codziennie przestrzeganych schematów, a więc podobnie wyposażone pomieszczenia mogły pełnić różne funkcje w zależności od rodzinnych tradycji. Z różnych pomieszczeń korzystano więc w zależności od pory dnia lub roku (na zimę zamykano część pomieszczeń ze względu np. na koszty ogrzewania) lub funkcji. W jednych pomieszczeniach zwyczajowo zbierano się wieczorem, żeby słuchać książki, w innych jedzono popołudniowy posiłek. Salon na powyższym zdjęciu mógłby służyć jako miejsce do robótek ręcznych, co sugeruje stolik typu niciak, w którym przechowywano przybory do szycia.

Na zdjęciu dodatkowa mała jadalnia. Mogła służyć popołudniowym przekąskom, poobiedniej herbacie lub niezobowiązującym posiłkom jedzonym w towarzystwie bliskich gości.

A tak mógł wyglądać buduar - salonik przeznaczony głównie dla pani domu - znajdujący się najczęściej gdzieś między sypialnią, a salonem. Był miejscem wypoczynku, oddawania się lekturze, pisania listów, czasem stała w nim gotowalnia - mebel-toaletka, w którym przechowywano przybory toaletowe, kosmetyki i drobne akcesoria garderobiane. Poza tym buduar wyposażony był w wygodne meble do wypoczynku, kasetki do przechowywania biżuterii, sekretarzyk. Znajdowały tu miejsce także różne części kobiecej garderoby. Jest to właściwie przykład pokoju będącego na granicy formalnej i prywatnej części mieszkania, bo mieli tu wstęp tylko nieliczni goście, bardzo blisko związani z domem i ich mieszkańcami. W niektórych mieszkaniach buduar posiadał boczne wejście, które umożliwiało dyskretne udanie się do toalety.
......
Na koniec zostawiłam salon/ik tematyczny, orientalny. Zdjęcie pochodzi akurat z pałacu Herbsta w Lodzi, a więc domu w typie rezydencjonalnym, aczkolwiek moda na chińszczyznę, która szczególnie rozprzestrzeniła się w 2. poł XIX wieku sprawiła, że majętni mieszkańcy kamienic chętnie powtarzali takie dalekowschodnie motywy w swoich domach. Mogły być to całe pokoje, wyposażone w meble (zazwyczaj produkcji europejskiej, które powtarzały konstrukcyjne formy znane Europejczykom, ale z orientalną dekoracją), statuetki, figury, szkatuły zdobione laką (czyli żywicą z drzewa sumaka japońskiego) tapety w typowe dla Azji motywy: kwiaty peonii, chryzantem,sylwetki żurawi czy owoce granatu oraz kolekcje rożnych przedmiotów, które nadawały pomieszczeniom orientalizujący charakter.

(zdjęcia pochodzą z Muzeum Historii Katowic. białostockiej kamienicy Cytronów (Muzeum Historyczne) oraz willi Edwarda Herbsta w Łodzi).

20 czerwca 2018

Szlafrok w tropikach


Jeżeli śledzicie mnie w mediach społecznościowych (w obliczu dość długich przerw między wpisami na blogu polecam Wam mój fanpejdż i Instagram, gdzie na bieżąco pokazuję swoją jaśniejszą stronę życia) wiecie, że totalnie pochłonęła mnie roślinność. Od wielu lat czerpię dużo przyjemności z zajmowania się kwiatami, jednak tej wiosny postanowiłam zrobić w tym temacie coś nowego i zakupiłam zupełnie nowe gatunki (w końcu jakieś wyzwanie uprawowe) oraz zorganizowałam sobie prawdziwy, zielony balkon (to jest dopiero wyzwanie! Nie dość, że większość gatunków jest dla mnie nowa i muszę poznać ich upodobania, to jeszcze dochodzą szkodniki, z którymi w chwili obecnej jestem w stanie wojny). O moich roślinach napiszę w którymś z kolejnych postów, a dzisiaj - w końcu! - wpis ubraniowy, jednak w roślinnej scenerii poznańskiej palmiarni.
......
Mam na sobie ulubiony szlafrok z Zary. Właściwie jest to płaszcz - ma podszewkę, kieszenie i uszyto go z dość grubej tkaniny (poliestrowej, niestety). Często noszę go w domu razem z piżamą, albo tak jak dziś - koszulą nocną, która pełni u mnie także rolę sukienki letniej. Jest dość prześwitująca, więc osłaniający wszystko szlafrok sprawdził się tu idealnie. Do tego kilka eleganckich dodatków i ubiór do spania gotowy na salony, czy raczej do dżungli.
......
Poznańska palmiarnia generalnie robi na mnie duże wrażenie, od ostatniej wizyty minęło jednak sporo czasu i nie myślałam, że znajdę tu aż tyle atrakcji. Trafiłam akurat na czas kwitnienia rośliny Aristolochia grandiflora, o bordowych kwiatach, wielkich jak głowa i pachnących owocami cytrusowymi. Poza tym zachwycałam się (jak zawsze) gigantycznymi bananowcami i monsterami, z liśćmi wspinającymi się do światła kilkanaście metrów nade mną oraz roślinami, które hoduję w domu, a które w palmiarni osiągają imponujące rozmiary (pachira wodna, grubosz owalny, fikusy i inne). Ostatnie sale z sukulentami i pomieszczenia z akwariami zwiedziłam bardzo pobieżnie (niestety, bilet parkingowy sam się nie przedłuży), ale niedługo znów odwiedzę palmiarnię. W nowej stylówce, oczywiście.

W końcu moje włosy urosły na tyle, że mogę zaplatać koronę z jednego warkocza (do tej pory plotłam dwa i łączyłam je gdzieś na środku głowy). Przyznam jednak, że trochę wprawy wymaga takie upięcie tej fryzury, żeby nie było widać różnicy w objętości włosów (końcówka warkocza jest jednak zawsze nieco węższa niż jego początek).

Pierścionek dostałam niedawno w wakacyjnym prezencie od Włóczykija. Bardzo go lubię i często noszę.

Ulubione sandały, które mają już prawie dekadę. W tym roku kupiłam podobne (beżowy kolor; płaskie, jednak na podwyższeniu), ale te i tak lubię najbardziej. Torebkę z aligatora czy innego krokodyla dostałam w prezencie od czytelniczki bloga. Rzadko ją noszę, bo torebka do ręki jest niezbyt funkcjonalnym rozwiązaniem na co dzień, kiedy chodzę do pracy i biegam po mieście. Co za szczęście, że Włóczykij wciąż zaprasza mnie na randki :)

Proszę zauważyć, że moja dolna kończyna pozuje :)

Platycerium /płaskla / paproć łosie rogi, to roślina, która pojawia się w kilku miejscach w poznańskiej palmiarni. Duże egzemplarze robią odpowiednio duże wrażenie.


Gdzie jest Wally?

Zbliżenie na szczegóły. Kolczyki zamówiłam wiosną na Alieexpress za kilka dolarów. Jak się okazuje, bardzo dobrze wyglądają w zestawie z tym pierścionkiem i inną klasyczną, srebrną biżuterią.

(zdjęcia: Włóczykij)

28 kwietnia 2018

Emnildowy mix modowy #8



Tym razem na blogu kolejny wpis z moimi codziennymi zestawami (tak się złożyło, że drugi pod rząd). Myślę że w najbliższym czasie zrobimy z Włóczykijem kilka fajnych ujęć w plenerze, w tej chwili nie mam na to czasu, więc staram się regularnie fotografować to, co noszę na bieżąco. 
......
Nie wiem czy wspominałam o tym na blogu - sprawiłam sobie pierwsze w swoim życiu typowo sportowe buty Adidas Superstar, o których marzyłam od... 2002 roku. Byłam wtedy w drugiej klasie gimnazjum i kupiłam chińskie podróbki tego modelu za 40 zł (właściwie dopiero później dowiedziałam się, że były to podróbki, chociaż to działo się w takich czasach, a my byliśmy w takim wieku i na tyle nie interesowaliśmy się tzw. markami produktów, że nie było żadnym faux pas nosić tego typu rzeczy). W każdym razie, buty wytrzymały rok, ale przez ten czas zdążyłam je polubić na tyle, że kiedy zobaczyłam oryginały, wiedziałam, że kiedyś je kupię. Zdecydowałam się w tym roku, na wersję ze srebrnymi paskami. Noszę je przede wszystkim do sukienek i srebrnej biżuterii, więc wszystko się ładnie uzupełnia.

Tak sobie myślę, że te buty na stałe zagoszczą w mojej szafie. Są bardzo wygodne i świetnie wyglądają (choć z początku trochę bałam się tej mocnej bieli).

Jeansową kurtkę wygrzebałam kiedyś w szafie Włóczykija - czasem pyta mnie, czy może już mi się znudziła, ale odpowiedź jest zawsze taka sama: nie.

Ta kurtka z kolei pamięta czasy pierwszych "superstarów", o których piszę we wstępie. Nie wiem, jak się w nią mieszczę po szesnastu latach, najważniejsze, że nic się z nią nie dzieje, a żeby była biała jak dawniej, raz na dwa sezony piorę ją w wybielaczu.

Mój szlafrok-płaszcz z Zary wyszedł w końcu na ulicę.

Spodnie kupiłam w minionym tygodniu na wyprzedaży w H&M. Właściwie, za pierwszym podejściem wyszłam ze sklepu z pustymi rękoma, ponieważ materiał, z którego zostały uszyte spodnie był odwrócony (ptaki wisiały dziobami w dół). Sprawdziłam stronę internetową firmy, tam również było zdjęcie odwróconych spodni, więc po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że trudno, kupię takie, jak są, przecież nikt się nie będzie przyglądał. Na szczęście, kiedy mierzyłam już swoją parę okazało się, że została uszyta prawidłowo, z czego się bardzo, bardzo ucieszyłam. Pamiętajcie, że zawsze warto sprawdzić wszystkie sieciówkowe ciuchy przed zakupem - zmierzyć czy obie strony są równe, czy wzór materiału nie ucieka na którąś ze stron, czy wszystko jest dobrze przeszyte etc.


Bardzo polubiłam apaszki, które dodają uroku codziennym strojom. Bawełniany sweterek to mój niedawny ciucholandowy łup za kilka złotych.
......
Poniżej mała zapowiedź lata w postaci najnowszych, czwartkowych łupów z ciucholandu - srebrnego sweterka i plisowanej spódnicy, które zestawiłam z nowymi sandałami. Kupiłam je przez internet - bałam się, czy będą pasować, bo moje wcześniejsze próby zakupu obuwia kończyły się niepowodzeniem. Szczęśliwie wszystko gra.


7 kwietnia 2018

Emnildowy mix modowy #7


Emnildowy mix modowy, to taka kategoria wpisów, która została pomyślana, jako zbiór pojedynczych zdjęć, dokumentujących mój codzienny styl. Są to fotki robione zazwyczaj "na szybko" przed wyjściem z domu, lub w innych przypadkowych okolicznościach, które gromadzę w jakimś folderze, a kiedy zbierze się ich dostateczna ilość - publikuję. Ostatni wpis z tej serii zamieściłam na blogu trzy (!) lata temu i było to stanowczo zbyt dawno. A co takiego kazało mi odkurzyć tę kategorię wpisów? Otóż odkryłam w swojej pracy idealną lustrzaną ścianę do zdjęć. Tło nie jest zbyt ładne, ale za to jednolite; oświetlenie sztuczne, ale dość dobre, więc pomyślałam, że czas najwyższy! Jakość jaka jest, widzicie sami, jednak mam nadzieję, że zrekompensuje ją różnorodność moich modowych wyborów.
A jeżeli jesteście ciekawi pozostałych sześciu wątków, zapraszam do menu na górze pod nagłówkiem bloga i kategorii: inne.

To moje ulubione mokasyny Geox, które kupiłam na zimowej wyprzedaży. Gruba podeszwa bardzo dobrze izoluje chłód podłoża, więc noszę je nawet przy temperaturach oscylujących w okolicy zera (oby już się nie pojawiły).

Czarną sukienkę w gwiazdy dostałam od koleżanki z pracy. Bardzo dobrze się w niej czuję.

Oswajam robienie zdjęć w Ikei :)

Kolejny prezent od koleżanki z pracy. Nie ukrywam - fajnie mam.


Czekam na wiosnę w bluzce upolowanej na wyprzedaży w Zarze.


Dopiero teraz zauważyłam, że w zestawieniu nie ma żadnych spodni, chociaż dość często noszę jeansowe rurki, jednak zdecydowanie lepiej czuję się w spódnicach i sukienkach.
......
Poniżej mój eksperyment z pierwszymi typowo sportowymi butami, które kupiłam sobie na wiosnę. O superstarach myślałam od wielu lat i kiedy zobaczyłam wersję ze srebrnymi paskami, wiedziałam, że będą dobrze wyglądać w zestawieniu ze spódnicami i sukienkami. Kiedyś zrobię na ten temat większy wpis, a dzisiaj mała zajawka sprzed domowego lustra.



31 marca 2018

Nikt nigdy nie zgłębił zamysłów wiosny


Słowa Bruno Schultza z tytułu dzisiejszego wpisu idealnie podsumowują mój ubraniowy wybór. Jest sukienka z cienkiej tkaniny i okulary przeciwsłoneczne - rzeczy kojarzące się z ciepłem, a do tego futrzak, bo pogodowe kaprysy wiosny sprawiają, że nigdy nic nie wiadomo.
......
Zarówno sukienka, jak i futro, to prezenty od moich świetnych koleżanek z pracy. Szczególnie polubiłam się z sukienką - granatowy kolor, srebrne guziki i dość luźny krój sprawiają, że noszę ją nawet kilka razy w tygodniu, zmieniając tylko dodatki. Obecnie łączę ją z grubymi rajstopami i ciemnymi bluzkami z rękawem za łokieć, a latem pewnie poprzestanę na halce, która jest integralną częścią sukienki.








(zdjęcia: Włóczykij)