14 czerwca 2017

Ulubiona sukienka


Niedawno robiłam w szafie wiosenne porządki i wśród wielu sukienek (kiedyś, przy okazji innych zupełnie porządków, liczyłam swoje ubrania i ich liczba mnie przeraziła. To są dziesiątki spódnic, dziesiątki spodni,, bluzek i całej reszty, a zawsze wydawało mi się, że mam ich zaledwie tuzin) wyodrębniłam swój ulubiony typ. Nie żebym wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, w jakim typie sukienki czuję się najlepiej, ale znalazłam kilka bardzo podobnych modeli i uświadomiłam sobie dlaczego je tak lubię. Przy okazji, gdzieś na wieszaku, odkryłam sukienkę, która - trochę zapomniana - wisiała sobie w kącie szafy i w ramach przeprosin założyłam ją do dzisiejszych zdjęć. Nie pałam do niej wielką miłością, ponieważ jest szyta z koła (nagłe podmuchy wiatru są więc bardzo stresujące) i uszyto ją z poliestru, a zatem noszenie jej latem nie należy do przyjemnych, ale kosztowała tylko 2 złote, no i była w tym moim ulubionym typie. A więc jakim?
......
Przepis na idealną sukienkę:
  • miękki materiał (najbardziej lubię bawełnę z dodatkiem wiskozy)
  • góra z małym dekoltem - może nie być go wcale, może być obszyty niewielką koronką (jednocześnie wykończenie dekoltu powinno pozwolić na przypięcie broszki, lub ozdobienie tego obszaru wisiorkiem)
  • wąskie rękawy, mile widziane małe pufki
  • wzór w drobne kwiatki, ciapki, rzuciki na gładkim tle
  • odcinany w pasie, rozkloszowany dół sięgający kolan lub nieco za kolana, spływający po sylwetce
  • może być rozpinana (całość, tylko góra)
Takie sukienki lubię na co dzień, dlatego że nie potrzebują żadnych dodatków, co znaczy, że nie muszę się rano zastanawiać z czym je zestawić, bo po prostu zakładam sukienkę, a do niej jakiekolwiek buty i torebkę (skórzane, gładkie klasyki), narzucam jeansową kurtkę i w drogę! Kiedy chcę być bardziej retro wkładam kapelusz, przypinam broszkę i zamiast torebki biorę w rękę kuferek, kiedy chcę być bardziej hipsterska młodzieżowa zakładam mokasyny, skórzany plecak i wiążę włosy w półkoczek.
Okazuje się, że na blogu zebrało się już trochę wpisów, w których mam na sobie ten typ sukienki. Jeżeli jesteście ciekawi, możecie zobaczyć jak wygląda wersja ze słomkowymi dodatkami, grzeczna wersja retro (lub - jak mi kiedyś powiedziała znajoma z pracy - wersja na pobożną Żydówkę), wersja w stylu angielskiej wsi, oraz wersja boho.






(zdjęcia: Włóczykij)

5 czerwca 2017

Co u mnie słychać tej wiosny? Mix #12


Cześć! Pamiętacie jeszcze emnildowe miksy z nowościami? Od jakiegoś czasu ich nie publikuję, bo nowościami i fajnymi wydarzeniami z życia dzielę się na bieżąco na Instagramie. Bardzo lubię możliwości tej strony społecznościowej, jednak - jak zawsze powtarzam - chociaż na blogu jestem obecnie rzadziej niż kiedyś, jest dla mnie najważniejszy i to właśnie wpisy na bloga wymagają szczególnej uwagi (i trochę czasu) podczas przygotowania. Zdając sobie sprawę, że te różne strony społecznościowe nie są wcale tak popularne, jak by się wydawało ich użytkownikom (kiedy ostatnio usuwałam messengera z telefonu, okazało się, że wielu moich znajomych wcale z niego nie korzysta i wręcz preferuje tradycyjną smsową formę komunikacji w istotnych sprawach), a co za tym idzie, nie wszyscy moi czytelnicy posiadają konto na Instagramie, postanowiłam przywrócić ten mix zdjęciowy na bloga, wykorzystując właśnie zdjęcia z Instagrama i segregując je tematycznie, dodatkowo uzupełniając ujęciami, które się z różnych względów na Insta nie załapały. Także dzisiaj pierwsza próba, a w sumie 12 wpis z tej kategorii zdjęć wszelakich. Zaczynamy!



REMONT. Najważniejszym wydarzeniem tegorocznej wiosny był remont łazienki. Można powiedzieć, że główna część już się zakończyła, chociaż teraz muszę jeszcze zaplanować drewnianą zabudowę - schowek na mopy i środki czystości, a także zorganizować jakieś fajne grafiki na ścianę. Poza tym wszystko jest już gotowe, a ja po kilku latach mam wreszcie łazienkę z prawdziwego zdarzenia! Wcześniej na ścianach były cegły, a potem płyty gipsowo-kartonowe wśród których ciężko się było zrelaksować :) Łazience poświęcę niedługo osobny wpis, a póki co kilka zapowiedzi. Na pierwszym zdjęciu całość, na kolejnym materiał z którego została uszyta ozdobna zasłona i lustro, które też pełni ozdobną funkcję, gdyż wisi nad wanną (plusem jest to, że w czasie brania prysznica mogę zobaczyć czy dobrze zmyłam maseczkę). Obok półka, którą udało mi się znaleźć w internetach - jest w tej chwili jedynym elementem z ciemnego drewna, ale planuję ich więcej. Poniżej mydelniczki znalezione w TK Maxx i dywan z Ikei, który ostatecznie trafił do korytarza, bo zajmował większość łazienkowej podłogi i zasłaniał płytki podłogowe. Staram się żeby łazienka była piękna, więc wyszukuję różne ciekawe rzeczy, jak bomboniera z ostatniego zdjęcia. Mam nadzieję, że z czasem tych przedmiotów będzie coraz więcej.

JEDZENIE. Pewnie już gdzieś o tym wspominałam - lubię gotować, a jeszcze bardziej lubię jeść! No więc tak sobie pichcę rożne fajne rzeczy, jak mam czas i ochotę i z reguły wychodzi mi coś pysznego. Niestety, większość potraw, które przygotowuję to improwizacje (czasem korzystam z przepisów, jednak traktuję je jako inspirację), więc nie umiem powtórzyć dwa razy tych samych dań. Dzisiaj na obrazkach przede wszystkim kuchnia azjatycka (moja ulubiona), a więc: słodko-ostra zupa z dodatkiem wieprzowiny i krewetek, smażony makaron z warzywami i roszponką, orientalne warzywa z dodatkiem czarnuszki i coś nieazjatyckiego: śniadanie mistrzów, czyli warstwowa kanapka z szynką i jajkiem sadzonym.
Niestety, gotowanie ma swoje minusy. W związku z tym, że moje dania bardzo mi smakują, rzadko kiedy mam taką prawdziwą potrzebę żeby pójść do restauracji :)

W DOMU. Poza łazienką nie ma u mnie w domu dużych zmian. Skupiam się na elementach dekoracyjnych i wykończeniowych, chociaż przede mną i Włóczykijem jest jeszcze kilka większych działań (malowanie gabinetu, wymiana drzwi wejściowych i odnowienie boazerii w korytarzu). Zrobiłam sobie listę potrzebnych rzeczy i małych prac w każdym z domowych pomieszczeń i powoli je wykonuję. Od jakiegoś czasu myślałam o kwiatach do wazonu, udało mi się w końcu zrobić bukiecik ze sztucznych, dostępnych w Ikei (chociaż przy okazji następnych zakupów muszę dobrać jeszcze trochę tego zielonego eukaliptusa). Staram się też w miarę chęci mycia naczyń możliwości, organizować sobie wypasione podwieczorki z ciasteczkami, lodami, owocami, bezami i wisienką na wierzchu :) Poza tym na zdjęciach kawałek dużego pokoju z palmą, która teraz znajduje się w sypialni. Nie wiem, jakoś nie mam ręki do palm, nie chcą wypuszczać nowych liści ale nie zniechęcam się, bo są piękne i mam nadzieję, że w końcu znajdę na nie sposób. Na ostatnim zdjęciu fragment mojej sypialni, która od zeszłego roku czeka na prezentację na blogu. W sierpniu 2016 roku była remontowana, ale pomieszczenia zaraz po remoncie są zbyt surowe żeby je pokazywać. Obecnie jednak, sypialnia dojrzała już na tyle, że niedługo poświęcę jej wpis (obiecuję) :)

WYJAZD DO ŁODZI. Na początku maja udało mi się zorganizować mały wypad do Łodzi, który wspominam bardzo miło. Były to cztery dość intensywne dni w czasie których udało mi się zwiedzić flagowe muzea i trochę pospacerować, podziwiając architekturę miasta. W ogóle Łódź mnie mile zaskoczyła - zawsze słyszałam, że ładna to jest tylko Piotrkowska, a reszta miasta straszy - a tu niespodzianka. Nie dość że nie straszy, to mnie zachwyciła. Owszem, to nie jest nowoczesne city, ale w tym tkwi cały urok Łodzi, więc jeżeli jesteście fanami XIX-wiecznej architektury to wizyta w tym mieście będzie strzałem w dziesiątkę! Jak widzicie na zdjęciach, zwiedziłam m.in. palmiarnię i otaczający ją Park Źródliska, zakupiłam trochę pamiątek - notesy, naklejki i przewodnik po Pałacu Herbsta, który to pałac, jest - uważam - najpiękniejszym miejscem w całej Łodzi. Można go zwiedzić także wirtualnie na stronie muzeum (zachęcam), ale nic nie zastąpi wizyty. Na trzecim zdjęciu jeden z moich ulubionych pokoi w tym budynku - salon orientalny, wyłożony błękitną tkaniną, pełen pięknych rzeczy z Dalekiego Wschodu, który mnie zainspirował do wykończenia swojego wschodniego gabinetu :) A na ostatnim zdjęciu móżdżek cielęcy, który sobie zamówiłam na przystawkę w restauracji żydowskiej Anatewka. Był przepyszny, jak i danie główne (kreplach z żurawiną). W ogóle restauracje w Łodzi są godne uwagi, prócz Anatewki warto odwiedzić Bułgarską69 i Lavash.
......
RÓŻNOŚCI. Herbaty kocham i chociaż ostatnio zapasy przekroczyły możliwości spożycia, w związku z czym staram się nie kupować nowych smaków, już planuję jesienno-zimowe zakupy herbat Kusmi, których aromaty skradły moje serce (z tych najbardziej wyrazistych, z pewnością Kaschmir Tchai), ponadto odkryłam także niedawno nową herbacianą firmę Sirocco Tea, którą chcę sprawdzić. Poza tym udało mi się w końcu zobaczyć słynne kwitnące magnolie w arboretum w Kórniku koło Poznania. Ilość kwiatów i różne odmiany magnolii robią duże wrażenie, chociaż kórnicki park jest piękny o każdej porze roku i zawsze znajdzie się w nim jakiś uroczy zakątek do odpoczynku. Na kolejnym zdjęciu mój zestaw kosmetyków z Biochemii Urody, których używam od kilku miesięcy z bardzo dobrym skutkiem. Samą Biochemię znam od kilku lat, ale dopiero w tym roku przebrnęłam przez wszystkie informacje i okazało się, że mieszanie swoich własnych kosmetyków nie jest wcale tak straszne, jak mogłoby się wydawać osobom, które nie mają nic wspólnego z chemią :) Na ostatnim zdjęciu przepiękny, stary album ze zdjęciami, który dostałam od Włóczykija.