31 grudnia 2016

Blog w 2016 roku

https://emnilda.blogspot.com/2016/06/piknikowo.html

Dobiegł końca kolejny rok blogowania. To już ósme podsumowanie, które w tym roku wypada dość ubogo, ponieważ przez cały 2016 rok opublikowałam tylko kilkanaście wpisów. Przerwa od blogowania nie była zaplanowana - tak wyszło po prostu. Wiosną zaczęliśmy z Włóczykijem remont w mieszkaniu, czego owocem jest nowa kuchnia i sypialnia (w 2017 roku pokażę te pomieszczenia na blogu. Uznałam, że najpierw je dopieszczę, bo wiecie... świeżo po remoncie zawsze jest tak sterylnie i trochę obco. Dopiero po kilku miesiącach, kiedy tę przestrzeń się oswaja i wypełnia osobistymi przedmiotami, staje się ona prawdziwa i dlatego na razie nie zdecydowałam się na takie kompleksowe wpisy o tych dwóch pomieszczeniach). Remontom poświęciłam całą swoją uwagę i czas wolny, co sprawiło, że na prowadzenie bloga nie miałam już ochoty. W nowym roku czeka nas kolejna fala remontów: łazienka, korytarz i gabinet, ale wszystkie materiały wybrałam już latem, więc teraz wystarczy je tylko kupić - ufff! Drugim powodem, który sprawił, że tak rzadko blogowałam była - najogólniej mówiąc - obniżona samoakceptacja. W lutym, pod wpływem impulsu, ścięłam swoje długie włosy, do tego jeszcze zdecydowałam się na grzywkę, której po dwóch tygodniach miałam serdecznie dość! Cały ten proces odrastania grzywki, jej nieestetyczne podpinanie wsuwkami i konieczność noszenia włosów spiętych w kucyk sprawiły, że nie miałam najmniejszej ochoty na zdjęcia. Do tego doszedł także fakt, że bardzo przytyłam i obecnie ważę najwięcej w całym swoim życiu. Część ulubionych ubrań stała się dla mnie nieosiągalna, nie mówiąc już o tym, że nie za bardzo lubię patrzeć na zdjęcia swojej zbyt pełnej postaci. No. To się przyznałam. 
Obecnie jest już lepiej - znaczy się nie schudłam, ale jakoś zaakceptowałam, że tak wyglądam. W końcu nie jest to sytuacja nieodwracalna. Włosy są już dłuższe, pracuję też nad tym, żeby jeść mniejsze porcje i więcej się ruszać. Dodatkowo znalazłam pielęgnację dla siebie, która znana jest pod hasłem azjatyckiej, a w której bardzo spodobało mi się takie holistyczne podejście do swojego ciała. Niedługo napiszę o niej kilka słów, jednak największą radością jest dla mnie fakt, że odkryłam system, w którym dbam o siebie z radością, a nie dlatego że muszę, jak to robiłam do tej pory.
......
Podsumowując: dzisiaj zamieszczam zdjęcia z dziewięciu tegorocznych postów. Każde z nich jest jednocześnie linkiem do konkretnego wpisu, więc jeśli coś Was zainteresuje, wystarczy kliknąć. Korzystając z okazji życzę Wam wszystkiego dobrego na Nowy Rok - żeby spełniły się wszystkie Wasze plany i marzenia. Do zobaczenia wkrótce!

https://emnilda.blogspot.com/2016/01/zimowa-menazeria.html

https://emnilda.blogspot.com/2016/06/w-stylu-retro.html

https://emnilda.blogspot.com/2016/12/zimowe-klimaty.html

https://emnilda.blogspot.com/2016/09/wnetrze-po-rosyjsku.html
Wpis o wnętrzach w stylu rosyjskim, jest jednym z moich ulubionych postów zamieszczonych w 2016 roku. Jeżeli chcecie dowiedzieć się nieco więcej na temat tych wnętrz, uwarunkowanych historią, religią, ludowością oraz wpływami orientalnymi, to zapraszam do wpisu.

https://emnilda.blogspot.com/2016/09/piec-krokow-do-dobrego-wnetrza.html
Pięć kroków do dobrego wnętrza, to wpis który w mijającym roku cieszył się największą popularnością. W kilku punktach opisałam jak wybrać styl do swojego domu, w jaki sposób zainwestować w dobrą gatunkowo bazę, jak ważne są detale i oryginalność, a także co zrobić, żeby to wszystko kupić i nie zbankrutować. Jeżeli jeszcze nie czytaliście, lub chcecie sobie ten wpis przypomnieć, to koniecznie kliknijcie w zdjęcie.

https://emnilda.blogspot.com/2016/04/nie-dla-byda-czyli-o-manii-zbierania.html
Wpis o Feliksie Jasieńskim - mecenasie sztuki z Krakowa i jego dalekowschodnich zbiorach.

https://emnilda.blogspot.com/2016/03/amouage-zapach-przeznaczenia.html
Wiosną kupiłam sobie dwa zapachy Amouage, które są tak cudowne, że poświęciłam im osobny wpis (już drugi!).
......
Poniższe wnętrze kamienicy w Budapeszcie, zainspirowało mnie do stworzenia wpisu dotyczącego architektury tego miasta. Jest długi, więc zanim do niego zajrzycie, zaparzcie sobie kawę albo herbatę. Do zobaczenia w przyszłym roku!

https://emnilda.blogspot.com/2016/08/budapesztanskie-zakamarki.html

23 grudnia 2016

Dom na Święta


Po raz pierwszy od sześciu lat udekorowałam swój dom na Święta Bożego Narodzenia. W poprzednich latach kompletnie nie czułam tego klimatu, a moim największym osiągnięciem było powieszenie w dużym pokoju obrazka choinki, którą narysowałam w wieku przedszkolnym (yeah!). W tym roku świąteczną atmosferę poczułam już pod koniec października, ponieważ wtedy zaczęłam przygotowywać prezent dla Włóczykija. Jest (czy raczej był...) to kalendarz adwentowy, który musiał pojawić się w całości na 1 grudnia, więc przygotowania musiałam podjąć odpowiednio wcześniej :) Ich skutkiem ubocznym była myśl: "A może by tak w końcu udekorować dom?" 
......
Do tematu świątecznych dekoracji podeszłam racjonalnie i postanowiłam, że co roku kupię jakąś nową rzecz. Po pierwsze - nie odczuje tego mój portfel, po drugie - każdego roku sprawię jakąś fajną niespodziankę. Jak wiecie z moich wcześniejszych wpisów - lubię rzeczy najlepszej możliwej (jak na moje standardy) jakości i odnosi się to również do ozdób świątecznych, dlatego zakup ozdób będę uważała za pewnego rodzaju kolekcjonowanie pięknych rzeczy, które przez długie lata będą cieszyć moje oko. 
W tym roku szczególnie zachwyciłam się klasycznymi dekoracjami stołów świątecznych, które jakoś wszędzie wpadały mi w oczy, więc postanowiłam, że to właśnie mój stół pójdzie na pierwszy ogień. Uznałam za bezsensowne kupowanie wielu elementów zastawy, którą używa się przez krótki czas, dlatego zaopatrzyłam się tylko w 4 talerze do ciasta z motywem ostrokrzewu, które współgrają z moimi codziennymi nakryciami oraz duży talerz obiadowy z motywem choinki, który - postawiony na stojaku - świetnie prezentuje się też jako zimowa ozdoba kuchni. 
Do talerzy oczywiście ładne szkło, sztućce, serwetki z adamaszku, trochę świerkowych gałązek i voilà!
......
Nad wszystkim góruje choinka, która też jest pierwsza - ma korzenie, więc na wiosnę wysadzimy ją gdzieś niedaleko domu. Marzy mi się drzewko od podłogi do sufitu (takie, jakie zawsze było w domu rodzinnym), jednak najpierw muszę zakupić ozdoby w stylu wiktoriańskim (tak sobie wymyśliłam) i większy zestaw lampek, ale to zadania na kolejne lata.
......
A teraz zapraszam Was do mojego świątecznego salonu. Rozgłoście się i czujcie jak u siebie :)















19 grudnia 2016

Zimowe klimaty


Hej ho! Miałam wrócić w styczniu, jednakże już teraz postanowiłam podzielić się Wami kilkoma zdjęciami, które udało mi się zrobić w świątecznej atmosferze Poznańskiego Betlejem, gdzie wybrałam się w zeszłym tygodniu. Dla tych z Was, którzy nie wiedzą - Poznańskie Betlejem to taka podróba niemieckich Weihnachtsmarktów. Kolorowe światełka, stragany pełne łakoci, lodowe rzeźby, wieeelka choinka, lokalne rękodzieło no i grzane wino! W tym roku atrakcje zlokalizowano w dwóch miejscach, więc jest co robić. Poza wspomnianym grzańcem, bigosem i smażonymi kiełbasami znalazłam coś co Wam serdecznie polecam - kürtőskalácsa, czyli niesamowity przysmak z ciasta, który odkryłam latem na Węgrzech. Serio, był tak pyszny, że byłam w stanie przedostać się przez cały Budapeszt, żeby kupić sobie świeżutki, gorący rulon z ciasta, obsypany czekoladą, cukrem lub płatkami migdałów. A teraz na Starym Rynku odkryłam budę, w której kurtosze są pieczone przez górali z Zakopanego. Choć do tych węgierskich trochę im brakuje, warto się skusić. 
Kolejną świetną atrakcją Poznańskiego Betlejem, która co roku pustoszy mój portfel, jest stragan ze wschodnim rękodziełem. Znajdziecie tam zarówno piękne broszki i spinki do włosów w stylu zhostovo i biżuterię emaliowaną w stylu rostov i ciepłe wełniane skarpety i futrzane chusty (nie kłamię - przymierzałam!) i ikony i mnóstwo białoruskich produktów dla zdrowia (syropy, herbaty, witaminy). Ja zaopatrzyłam się o tak, ale kusi mnie jeszcze przepiękny emaliowany wisiorek-sekretnik. 
......
W końcu wyjęłam z szafy swój zimowy płaszcz. Po roku użytkowania długi, wełniany włos wygląda trochę marnie, ale zamierzam nosić go jeszcze przez kilka sezonów, bo krój, duży kołnierz i ciepłość jaką daje to okrycie, bardzo mi odpowiadają. Cieszę się też, że w końcu zrobiło się na tyle zimno, że mogłam założyć jedną ze swoich futrzanych czapek i nie czuć się w niej nieadekwatnie do pogody :) Największą jednak radością jest dla mnie to, że w końcu mogę nosić torebkę z krokodyla, którą dostałam w prezencie od czytelniczki bloga. Bardzo długo leżała w szafie, ponieważ Włóczykij zepsuł zapięcie (czy raczej powinnam powiedzieć: zepsuło się w jego dłoniach) i dopiero niedawno znalazł się kaletnik, który miał pasującą do torebki klamrę.
......
To tyle, jeżeli chodzi o moje przedświąteczne przygody. A o mojej nieobecności na blogu napiszę wkrótce kilka słów. Cieszę się, że znów tutaj jestem! Do usłyszenia.







(zdjęcia: Włóczykij)

30 września 2016

Wnętrze po rosyjsku


Zwykło się uważać, że rosyjskie wnętrza to te nowobogackie wille z brokatowymi kanapami, ledowym oświetleniem pod sufitami pełnymi fresków i tandetne portrety właścicieli wystylizowanych na XVIII-wiecznych admirałów. No i dywany na ścianach. Ja jednak dzisiaj nie o tym, ponieważ rosyjski design ma także drugą stronę - wnętrza bazujące na tradycji i to im właśnie chciałabym dzisiaj poświęcić chwilę uwagi, chociaż - jak zobaczycie - dywany na ścianie pojawiają się i tutaj i wyglądają naprawdę wspaniale!
Niestety, nie udało mi się znaleźć zbyt wielu szczegółowych materiałów, które opisywałaby korzenie takiego, a nie innego meblowania wnętrz w Rosji w sposób wyczerpujący; są to raczej ogólne informacje, jednak uważam, że w tym temacie równie dobry jest zmysł obserwacji. Inność rosyjskich wnętrz zaczęłam zauważać już kilkanaście lat temu przy okazji oglądania rosyjskich filmów lub zdjęć domów znanych rosyjskich pisarzy i kompozytorów, które nieraz udało mi się znaleźć w gazetach (to był te czasy, kiedy internet dopiero raczkował). Potem, kiedy na dobre nadeszła era internetu, otworzyły się dla mnie drzwi rosyjskich muzeów i (niekiedy) zwiedzanie wirtualne, dzięki któremu mogłam podpatrzeć wiele szczegółów dotyczących wyposażenia domów.
......
Styl rosyjski opiera się na kilku podstawach, które w zmiennych proporcjach, tworzą wnętrza o różnorodnym charakterze. Żeby nie przedłużać, tymi podstawami są: historia/tradycja/warunki, religia prawosławna, spuścizna ludowa i świat bliskowschodniego Orientu.

Odnosząc się do historii i tradycji - w interesującym mnie najbardziej okresie, czyli wieku XIX i na początku XX, styl w Imperium Rosyjskim kształtował się dzięki arystokracji z carem na czele, która - choć jako grupa społeczna stanowiła zaledwie 1,5% społeczeństwa - jako jedyna miała możliwości, pieniądze i kontakty, by dbać o wizerunek swoich rezydencji. Domy bogatych arystokratów były bardzo europejskie - pełnymi garściami czerpano z tradycji biedermeieru, empiru, a na przełomie wieków popularnością cieszył się styl secesyjny. Rosyjscy arystokraci byli bardzo na czasie jeżeli chodzi o design, urządzanie wnętrz powierzali architektom wnętrz, którzy łączyli europejskość z tradycją.

Kolejny filar, czyli prawosławie, jest nierozerwalnie związany z rosyjską historią. Zdecydowana większość społeczeństwa była głęboko wierząca, wliczając w to monarchę, który był jednocześnie najwyższym zwierzchnikiem Cerkwi prawosławnej. O ile w Europie wiek XIX przyniósł kres monarchiom absolutnym i zwiększoną krytykę religii, o tyle w Rosji masy społeczeństwa wciąż widziały we władcy bożego pomazańca. Religia prawosławna miała więc istotny wpływ także na architekturę i wystrój wnętrz. W domach większości Rosjan na ścianach wisiały ikony - na wsi były one po prostu pisane na drewnie, w bogatych domach wieszano ikony wykańczane płatkami złota, a postaci na nich przedstawione "ubierano" w sukienki z metali szlachetnych. Kolory i bogactwo wzorów we wnętrzach też pośrednio wywodzi się z tradycji cerkiewnej oraz z Orientu.

Związki Rosji z Imperium Osmańskim i innymi krajami postrzeganymi jako orientalne ukształtowały również pośrednio modę oraz wystrój domów (podobnie zresztą jak w Polsce, choć na większą skalę). W ciągu wieków współistnienia, Imperium Rosyjskie wchłonęło część wschodnich zwyczajów i tradycji w urządzaniu wnętrz, żeby wymienić chociażby mocną kolorystykę, zamiłowanie do przepychu, ręcznie tkane tekstylia. Także słynne dywany wieszane na ścianie wywodzą się z tradycji orientalnych. Wśród koczowniczych plemion Bliskiego Wschodu tymczasowe miejsce odpoczynku urządzało się poprzez powieszenie i rozłożenie dywanów, a ich liczba i jakość świadczyły o zamożności rodziny.

Ostatnim ogniwem w sposobie urządzania wnętrz była ludowość, która znalazła swoje miejsce także wśród bogatych Rosjan. Ich domy (szczególnie letnie rezydencje położone za miastami) budowane były tradycyjnie z drewna, z misternie wycinanymi ozdobami, charakterystycznymi dla danego rejonu. W domach arystokracji królowały piece z kolorowych kafli, stawiane przez lokalnych zdunów, a także materiały i przedmioty codziennego użytku zdobione w ludowe wzory. Prawosławie, a co za tym idzie, obecność w domach elementów religijnych, także łączyły świat arystokracji z mieszkańcami wsi. Chętnie też sięgano po tradycyjne stroje - wywodzące się z tradycji wiejskiej, chociaż te noszone przez arystokrację były szyte z najlepszych materiałów.
......
Cechy charakterystyczne stylu rosyjskiego:
  • ciemne drewniane podłogi i drzwi
  • wykorzystanie naturalnych materiałów jak drewno (szczególnie sosna), kamień
  • dość ciężkie meble z ciemnego drewna
  • bogate wzornictwo i zdobienia
  • wykorzystanie ciężkich, naturalnych tkanin często z motywami ludowymi czy orientalizującymi
  • neutralne odcienie beżu, brązu, złota, ale także zdecydowane kolory, które podkreślają charakter wnętrza (żółty, granat, czerwień, zieleń) 
  • mięsiste dywany o klasycznym wzorze (także na ścianach)
  • bogato zdobione firany, zasłony, serwety i obrusy; także z koronki
  • akcenty ludowe i typowo rosyjskie elementy wyposażenia (samowar, porcelana Łomonosowa, emaliowane naczynia, kwiatowe wzory)
  • kryształowe żyrandole, lustra w złoconych ramach
  • piece lub kominki wykładane kolorowymi, zdobionymi kafelkami
  • dom wypełniony pamiątkami rodzinnymi i przedmiotami, wnętrza sentymentalne 
Dom pod Petersburgiem. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, a na tym zdjęciu szczególnie ujęło mnie połączenie ścian z naturalnych desek z wytwornymi tekstyliami (dywan, obrus, lambrekin), które pokazuje, że takie surowe drewno potrafi świetnie współgrać z przedmiotami luksusowymi.

Fragment sypialni Tołstojów w ich rodzinnym majątku Jasna Polana. Charakteru temu wnętrzu, pełnemu bardzo klasycznych mebli, nadaje mięsisty obrus na stoliku oraz ściana pełna zdjęć rodzinnych. Podobny kąt próbowałam stworzyć kiedyś w domu rodzinnym, a do jego zaaranżowania natchnęły mnie oczywiście rosyjskie filmy, których akcja rozgrywała się w dawnych czasach.

W wielu rosyjskich wnętrzach odwołujących się do dawnych tradycji urządzania przestrzeni,  zaobserwowałam wielkie wiszące lampy nad stołami jadalnymi, które znajdują się dość nisko nad nimi. W tym pokoju widać jeszcze kilka innych typowych elementów: bogato zdobiony piec w narożniku pokoju, klasyczny dywan, koronkowy obrus na stole, dywan, który - przybity do ściany - służy jednocześnie za obicie miejsca siedzącego oraz oryginalne połączenie kolorów (czerwony z niebieskim), który kojarzy się ze wschodnim przepychem. Zdjęcia pochodzą z domu śpiewaka Fiodora Szalapina, więcej zobaczycie tutaj.

Kolejny przykład połączenia surowej ściany z drewna z bogatymi dodatkami i sofą z ludowym motywem.

Przestrzeń pełna motywów religijnych nadaje osobisty charakter temu jakże klasycznemu wnętrzu. W wielu rosyjskich domach zauważyłam ściany zapełnione w ten sposób. Nie tylko ikonami, ale także zdjęciami rodzinnymi, małymi obrazami - planuję zrobić sobie takie zbiorowisko w sypialni, jestem na etapie szukania małych ramek na zdjęcia.

To zdjęcie pochodzi z domu, który określiłabym jako nowobogacki. Właściciele, bardzo zainspirowani Francją, przerobili pałacyk w Moskwie na wnętrze odwołujące się do podparyskich zamków. W domu nawiązano do kilku stylów (m.in. renesansu i gotyku), nie stroniono także od malowideł na sufitach. Całość jest dla mnie trochę kiczowata, ale dom ma coś, co sprawia, że czuć w nim ducha dawnej, rosyjskiej arystokracji. Szczególnie urzekła mnie jadalnia, którą polecam waszej uwadze.
Warto pamiętać o związkach ówczesnych arystokratów z Europą, a szczególnie Francją. Po pierwsze Francja była jednym z ważniejszych ośrodków mody i wzornictwa, dlatego stanowiła punkt odniesienia dla bogatych elit nie tylko zresztą na wschodzie; język francuski był podstawowym, ponadgranicznym językiem najbogatszych ludzi w Europie; część rosyjskich arystokratów pochodziła z Francji albo posiadali tam rodziny, a koleje losu wygnały ich na wschód. No i kwestia zasadnicza - Francja była politycznym i ekonomicznym sojusznikiem Rosji od 1892 roku, w miarę więc jak więzi między państwami zacieśniały się, nastąpiła także wzajemna wymiana osiągnięć kultury i sztuki.

Bardzo swojskie i raczej skromne wnętrze z ludowymi motywami. Cerata na stole może nie sprawia dobrego wrażenia, ale wpisuje się w klimat wnętrza i nawet z obrazem w złotej ramie tworzy jakiś taki zgrany duet.

Dywan na ścianie, czyli klasyka gatunku na bogato. W takiej wersji jestem bardzo na tak. Poza tym dywan ma cudowny wzór, kolor i jest świetną ozdobą (dodatkowo wygłusza pomieszczenie i ociepla ścianę, co zimą nie jest bez znaczenia). Łóżko posłano w bardzo XIX-wiecznym stylu, przykrywając je koronkową kapą i górą poduszek (projektant wzorował się zresztą na sypialni Aleksandry Fiodorowny w Carskim Siole), na suficie powieszono żyrandol, a ściany ozdobiono ikonami, które jeszcze bardziej nawiązują do carskich wnętrz. Sypialnie Romanowów zarówno w Carskim Siole, jak i Pałacu Zimowym również były pełne ikon. Wisiały one na ścianach lub ozdobnych parawanach stojących przy łóżkach małżonków.

Przykład wnętrza, które bardzo mocno odwołuje się do ludowych, wiejskich chat - surowe drewno na ścianach i suficie, wzorzyste tkaniny i wyszywane ozdoby nadają wnętrzu ciepła. Jest to taka pozorna wiejskość, bo na stole - jak widzimy - króluje zastawa bogata w srebrne sztućce i kryształy, wszystko razem wygląda jednak wyśmienicie.

Domowy ikonostas (tak mi się skojarzyło) :)

Prosty drewniany stół - przedmiot tradycyjnego rzemiosła, świetnie wpasował się we wnętrze pełne rzeźbionych mebli. Jednak największą uwagę w pomieszczeniu, skupia na sobie piec wykładany kolorowymi kafelkami, który stanowi jeden z elementów charakterystycznych dla rosyjskich wnętrz. W wiejskich chatach piece służyły do wypieku pieczywa, były niższe i posiadały schodki po których wchodziło się na górę do niszy, służącej zimą za miejsce do spania. W bogatych domach ogromna bryła pieca w ciekawej formie, zdobiona ręcznie malowanymi kaflami i rzeźbami bywała nieraz dziełem sztuki. Dziś zamiast pieców buduje się kominki, ale wielu Rosjan decyduje się na bogato zdobioną wersję, odwołującą się do tradycji.

Chciałabym zobaczyć ten pokój z bliska. Przyjrzeć się zdjęciom wiszącym na ścianie, kapie przykrywającej posłanie i jedwabnym poduszkom leżącym na nim. Szczególnie podoba mi się tutaj połączenie faktur i kolorów. Pomimo różnorodności, wszystko tworzy harmonijną całość, a ja wyobrażam sobie, że za oknem prószy śnieg i rozpościera piękny widok na kanały Petersburga. To nic, że zdjęcie pochodzi z domu Czechowa w Jałcie :)
......
A jak będziecie mieli dość wnętrz, to zawsze można pojechać na daczę i podziwiać przyrodę, odpoczywając w bujanym fotelu.

(zdjęcia pochodzą ze strony Architectural Digest Russia)

9 września 2016

Pięć kroków do dobrego wnętrza


Dzisiejszy post jest pierwszym, który oznaczyłam etykietką wnętrza. Jest to odzew na Waszą przemiłą reakcję na fejsbukowe pytanie o to, czy lubicie kiedy pokazuję/piszę o wnętrzach. Nie ukrywam, że temat ładnych wnętrz jest mi bliski od bardzo dawna, a w ciągu ostatniego półrocza nic nie zajmuje mnie bardziej (od wiosny bowiem zaczęłam taki fest remont u siebie w domu) co - przyznaję - trochę niekorzystnie odbija się na blogu, bo szczerze powiem, że nie mam zupełnie zapału do wpisów o modzie. Teraz, kiedy wielkimi krokami zbliża się jesień i remonty powoli dobiegają końca, myślę że znów wrócę do mody, ale od czasu do czasu będę też wtrącać wpisy o tematyce wnętrzarskiej.
Dzisiaj chciałabym skupić się na pięciu ważnych krokach, które pozwolą nam stworzyć piękne wnętrze.


 

1. Wybór stylu
Zazwyczaj czerpię inspirację z kilkunastu zagranicznych blogów, pinteresta, wnętrz muzealnych, które zwiedzam osobiście lub oglądam w Internecie, jednak ostatnio postanowiłam sprawdzić, jak mieszkają Polacy i poszukałam w sieci polskich blogów wnętrzarskich. Nie wiem, być może gdybym spędziła wśród nich cały dzień znalazłabym coś godnego uwagi, jednak po kilku godzinach miałam dość. Wszystkie mieszkania to takie kopiuj wklej Ikei, kanciastych szarych narożników, geometrycznych dywanów i w porywach kolorowych dodatków. A bieli jest tyle, że po tych kilku godzinach czułam się, jak zimą bez okularów. Oślepiona! 
......
A więc punkt pierwszy: Znajdź swój styl! Zazwyczaj kiedy zaczynamy tak na serio urządzać mieszkanie, jesteśmy już dorośli, mniej lub bardziej świadomi co lubimy i w tym właśnie kierunku warto pójść. Odciąć się od mody, pomyśleć: właściwie w jakim otoczeniu czułabym się najlepiej? Może w takim wiejskim, swojskim wnętrzu jak u babci, które podziwiałam kiedy byłam mała, pełnym drewna, koronkowych serwet, przytulności? A może w takim wnętrzu jak w kamienicy u cioci Jadzi, gdzie były ciemne bufety, jedwabne zasłony i wielki zegar ze złotą tarczą odmierzający czas. A może chrzanić to, bo najlepsze są kolorowe wnętrza z lat 60 i widzę siebie wypoczywającą na obłym fotelu w krzykliwym kolorze?
Warto też styl dopasować do charakteru mieszkania. Barok odtworzony w bloku będzie wyglądać słabo, ale klasyka z elementami baroku może wypaść całkiem fajnie. Niestety, charakter wnętrza trochę determinuje wybór. Ja pewnie, gdybym mieszkała w secesyjnej kamienicy poszłabym na całość, a tak, no cóż, staram się też dodawać do wystroju trochę rzeczy współczesnych.
Fajnie też zrobić sobie taką wizualizację – jak moje mieszkanie ma wyglądać docelowo. Dobrze, żeby wszystko było w miarę spójne (dlatego przy niedawnym remoncie sypialni chciałam, żeby bardziej pasowała  do salonu - trochę secesji, starego złota, wzorzysty dywan, firana z koronkowymi wstawkami) i dobrze ze sobą współgrało. W moim mieszkaniu kolorem bazowym w większości wnętrz jest zieleń, którą uwielbiam. A więc są zielone ściany w sypialni i kuchni, mnóstwo zielonych dodatków w salonie,  a pozostałych dwóch pokojach zielone… kwiaty :)

NA SKRÓTY:
Jaki styl lubię? Czy architektura mojego domu jest nowoczesna czy klasyczna? Co dobrze by w nim wyglądało? Jakie kolory chcę mieć w swoim domu? Jak widzę wszystkie pomieszczenia po skończeniu remontu? Czy są spójne?





2. Dobra gatunkowo baza
Niezależnie od stylu, jaki wybierzemy do mieszkania, warto zainwestować w dobrą bazę. To trochę tak jak w szafie – dodatki dość łatwo jest wymienić, jednak baza jest trwała i powinna być wykonana z możliwie najlepszych materiałów. Warto – mając wybór – stawiać na naturalne materiały: drewno, kamień i inne, ponieważ są gwarancją trwałości na lata. Poza tym swoje mieszkanie remontuję raz, a dobrze. Owszem, lubię zmiany, ale szczególnie cenię sobie ponadczasowość, dlatego skupiam się na takim wystroju, który będzie prezentować się dobrze nie tylko za 10, ale nawet za 30 lat. Nie da się ukryć, że myślę w tej kwestii bardzo do przodu, chociaż przeważają tu trzy główne argumenty. Po pierwsze niechęć do remontów - naprawdę nie lubię tego ciągłego kurzu i zagracenia, kiedy trzeba gdzieś poupychać sprzęty z remontowanego pomieszczenia. Po drugie środowisko - chociażby dlatego, że każdy remont i zmiana wystroju mieszkania wiąże się z toną śmieci. Po trzecie wydane pieniądze - stawiam na klasykę, bo nigdy nie wyjdzie z mody, a ja nie będę musiała wyrzucać kolejnych pieniędzy na nowe rzeczy, tylko dlatego, że stare są już niemodne. Poza tym snycerka na antykach jest tak wypracowana, że za każdym razem patrząc na kredensy, odkrywam na nich coś nowego.
Wszystko zależy też oczywiście od możliwości. Kiedy, sześć lat temu, zaczynaliśmy remont od podstaw, marzyłam o drewnianej podłodze, ale zwyczajnie nie mieliśmy tyle pieniędzy, żeby machnąć parkiet w całym domu, więc zdecydowaliśmy się na panele. Nie wiem co będzie kiedyś, bo na razie panele trzymają się nadzwyczaj dobrze.
......
Baza to też tekstylia domowe. Te staram się sukcesywnie wymieniać (w miarę finansowych możliwości) na naturalne. Jeżeli pościel i prześcieradła to tylko z bawełny (chociaż w tym przypadku akurat nigdy nie szłam na kompromisy); jeżeli firany, zasłony, serwety to też z bawełny, batystu, lnu, aksamitu (wierzcie mi: poliester i pochodne to naprawdę kicz!). W planach mam też zakup koca z kaszmiru i wełnianych dywanów, chociaż te, które mam w tej chwili, są jeszcze całkiem ładne, więc nastąpi to nie wcześniej niż za kilka lat. Ta wymiana tekstyliów jest spowodowana nie do końca przemyślanymi decyzjami zakupowymi sprzed kilku lat, kiedy wolałam kupić więcej za mniej. Teraz kupuję porządne rzeczy, na które wydaję więcej, ale wiem, że jest to zakup na lata, staram się bowiem wybierać tkaniny gładkie lub delikatne wzory, które zawsze będą pasować do moich wnętrz, a w przypadku pościeli pod uwagę biorę tylko biel. 

NA SKRÓTY:
Dobrej jakości baza naszego mieszkania, to podstawa. Stawiajmy na naturalne materiały: kamień (podłoga, blaty, parapety, ściany, elementy dekoracyjne), drewno (podłoga, okna, drzwi, meble), skóra (obicie mebli), bawełna, len, aksamit, batyst, żakard bawełniany, jedwab (tkaniny na zasłony, firany, pościel, serwety poduszki, obicie mebli), wełna, jedwab (dywany, kilimy, koce). 
Lepiej (to wiedza poparta praktyką) poczekać i kupić coś lepszej jakości, niż zadowalać się byle czym.



3. Siła detali
Mamy już bazę - czas na dekoracje, na detale. Pokuszę się o stwierdzenie, że często to detal tworzy wnętrze. Nawet jeżeli pójdziemy bardzo klasycznie i podstawę naszego mieszkania będą stanowić rzeczy w neutralnych kolorach, umiejętnie dobrane detale dodadzą mu charakteru. Przede wszystkim postawiłabym na bardzo indywidualny dobór dodatków. Za każdym razem, kiedy przechodzę przez sklepy z wyposażeniem do domu wzdrygam się, widząc rzędy półek z takimi samymi figurkami, wazonami, obrazami, świecznikami itd., chociaż pojedyncze elementy wyposażenia masowego nie wyglądają źle, trzeba jednak zachować proporcje. No więc jak dobrać fajne dodatki do domu?
Warto wyeksponować unikatowe pamiątki rodzinne, coś co stało u naszych dziadków, potem rodziców, a teraz znalazło się u nas. Pamiątki wyjątkowe, niepowtarzalne, nawet nadszarpnięte zębem czasu - to one dodadzą naszym wnętrzom charakteru. Świetne są też rzeczy przywiezione z podróży - i nie mam tu na myśli charakterystycznych plemiennych masek czy strojów narodowych powieszonych na ścianie (chyba że komuś pasują i lubi) - ale różne fajne rękodzieło, na które można trafić w małych sklepikach. Kiedy wyjeżdżam, zawsze biorę pod pod uwagę, że mogę wrócić z czymś wielkogabarytowym do domu i rzeczywiście zdarzyło się tak, że za granicą kupiliśmy z Włóczykijem stolik, lampę, lustro i stary wiatrak Singera, a prócz tego mamy kilkanaście mniejszych, naprawdę pięknych, ręcznie wykonanych przedmiotów, które nie dość, że świetnie wyglądają, to budzą moc wspomnień. Kolejną grupą detali są rzeczy piękne lub po prostu takie, które pasują nam do wnętrza (niestety wiem po sobie, że kupowanie dla samego tylko piękna nie kończy się dobrze, kiedy nie ma gdzie danej rzeczy wyeksponować) - zdobyte na pchlich targach lub w sklepach z wyposażeniem wnętrz (tak, też w Ikei).
Pamiętajmy o tym, że detale to również wzory użyte we wnętrzu, sposób upięcia firan i zasłon, lampy, obrazy jakie wieszamy na ścianach, a także rośliny.

NA SKRÓTY:
Dodatki nadają indywidualny charakter naszemu wnętrzu. Dobierajmy je rozważnie, zgodnie z charakterem wnętrza. Moim zdaniem najbardziej wartościowe są pamiątki rodzinne, które warto wyeksponować, nawet jeżeli są lekko uszkodzone, pamiątki z podróży, i te które wiążą się ze wspomnieniami. To one, zebrane razem, tworzą wnętrze oddające ducha właściciela.
 


4. Jak kupować żeby nie zbankrutować
Obojętnie czy zdecydujemy się urządzić nasze mieszkanie antykami, czy postawimy na modernizm, lub jakikolwiek inny styl - dobry design jest w cenie. Ja mam taki sprawdzony patent (zarówno jeżeli chodzi o wnętrza, jak i szafę), że warto - w miarę możliwości - zestawiać ze sobą rzeczy luksusowe ze zdobycznymi. Mam mnóstwo rzeczy odziedziczonych po dziadkach, rodzicach, ciociach, przyjaciołach, znalezionych na strychu i w piwnicy, które dostałam za free i które nadają charakter mojemu mieszkaniu. Z kolei większość tekstyliów domowych to łupy z ciucholandów, które zazwyczaj wpadły w moje ręce przypadkowo (np. poduszka Williama Morrisa za 16 ziko). Mam zasłony ze starych prześcieradeł (obszyłam je tylko koronką) i obrusy uszyte ze starych haftowanych poszewek na poduszki. Mam wreszcie rzeczy, które są ze mną od zawsze tzn. odkąd jakoś bardziej świadomie zaczęłam się urządzać, mieszkając jeszcze u rodziców.
Mogłabym opowiedzieć Wam kilkadziesiąt historii o tym, jak znalazłam w internecie duże, drewniane biurko do gabinetu za 240 zł, a ostatnio lampę do sypialni za 30.  Mogłabym rozprawiać o szczęściu na aukcjach i zbiegach okoliczności, które sprawiły, że znalazłam akurat to co chciałam na pół darmo. Mogłabym powiedzieć Wam, że mój dom to zbiór okazji, ale niestety to nie do końca prawda, gdyż ten misz-masz wszelakich zdobyczy zestawiłam z antykami, które nie były tanie, ale wiem, że te meble kupuje się raz na całe życie. One są poza modą, trendami, zawsze będą piękne i zawsze będą zachwycać. Pieniędzy nie oszczędzałam też na sprzętach gospodarstwa domowego. Liczy się dla mnie jakość i niezawodność, dlatego np. wybrałam zwykłą lodówkę niemieckiej firmy, chociaż w tej cenie mogłam mieć bajeranckie ledy i różne udogodnienia od topowych producentów. Mam też trochę drogich rzeczy, które były typowymi fanaberiami i obeszłabym się bez nich, no ale po prostu chciałam je mieć i już!
......
Także podsumowując: przy dużym szczęściu można urządzić się tanio i pięknie, trzeba na to jednak czasu i zaangażowania. Ja polecam sposób pół-na-pół. Trochę rzeczy z górnej półki (celowałabym tu w drewniane meble, dywany dobrej jakości, designerskie dodatki, które chcemy wyeksponować, lampy) połączonych z tymi z odzysku. Bo przecież gość w Waszym domu nigdy nie pomyśli, że jak było Was stać na antyki, to jednocześnie macie powieszone prześcieradło w oknie, co nie?

NA SKRÓTY:
warto popytać rodziny, znajomych, sąsiadów mieć otwarte czy na rzeczy, które inni chcą wydać; poszperać w piwnicy, na strychu, obczaić lokalne śmietniki (nie korzystałam, ale podobno można się nieźle obłowić). Pchle targi, małe sklepiki, graciarnie - tam natrafimy na unikatowe przedmioty i tanie meble. Dobrze śledzić okresowe promocje w sklepach wnętrzarskich i na stronach producentów produktów, które sobie upatrzyliśmy. Tkanin można szukać w ciucholandach, które są kopalnią fajnych i tanich poduszek, pościeli, zasłon czy firan. A na koniec polecam Internety: strony sprzedażowe, aukcyjne, fora na portalach społecznościowych.



5. Dobre wnętrze nie powstaje w tydzień
Być może powinnam napisać inaczej: wnętrze z charakterem nie powstaje w tydzień. Dobre wnętrze faktycznie może. Uważam, że każde pomieszczenie musi dojrzeć. Warto - jeżeli planujemy remont od postaw - wyposażyć dom w podstawowe sprzęty i poczekać, pomieszkać w nim, a pomysł, jakie dodatki dobrać, sam się pojawi. Ostatnio remontowaliśmy z Włóczykijem sypialnię i pomalowaliśmy ją na kolor ciemnej zieleni. Kiedy na powrót wstawiliśmy meble i resztę rzeczy, a ja powiesiłam nową firanę, poczułam, że czegoś mi tam brakuje, jakiegoś dodatku, jakiegoś koloru, który rozjaśniłby wnętrze. Po kilku dniach i nocach stwierdziłam, że tym dodatkiem są zasłony, a kolorem jest miodowy i nagle wszystko się ułożyło. Także warto poczekać, żeby te wspomniane dodatki były dobrane nieprzypadkowo i przemyślanie. Poza tym, niektóre fajne pomysły i rozwiązania przychodzą po bardzo długim czasie, wiele zmienia się też w naszym postrzeganiu przestrzeni, jeżeli ją intensywnie użytkujemy. Wówczas wiemy, co warto zmienić: może kąt do czytania pomalować na jaśniejszy kolor, przestawić jakieś krzesło, o które stale zahaczamy, wiecie, takie sprawy, które wychodzą w codziennym życiu.
Jednak najważniejsze jest to, że fajnie, gdy nasze wnętrze dojrzewa z nami. Jeżeli już na początku wyposażmy je na fest, to gdzie powiesimy obrazek przywieziony z podróży, gdzie umieścimy jakieś oryginalne naczynia znalezione na pchlim targu? Dobrze jest - przynajmniej ja bardzo to lubię - kiedy wnętrze jest konglomeratem różnych rzeczy tworzących spójną całość, ale na taki efekt - żeby był naturalny i nieprzesadzony - trzeba pracować kilka lat.

NA SKRÓTY:
Na początek można wyposażyć wnętrze w podstawowe sprzęty (jak pamiętacie z powyższych punktów - jak najlepszej jakości), a dodatki dobierać stopniowo, kiedy wyklaruje się nam wizja danego pomieszczenia. Wnętrze powinno odzwierciedlać właściciela, warto wyeksponować rzeczy, które mówią o naszych zainteresowaniach, zgodne z naszym poczuciem piękna. Czasem nie czujemy się dobrze w jakimś pomieszczeniu; zastanówmy się dlaczego i co warto zmienić, by stało się ono nam przyjazne.