20 stycznia 2013

Inspiracje


Jestem wielką fanką niebanalnych wnętrz. Takich, które przemawiają językiem swojego właściciela, ujawniając gościom jego zainteresowania, marzenia i to, co jest dla niego ważne. Poza tym uwielbiam przesadyzm (w odróżnieniu od minimalizmu), czyli eksplozję wzorów, kolorów, bibelotów i różnych sprzętów wystawionych na pokaz. Preferując taki styl, nieodmiennie zachwycam się dwoma wnętrzami znanych blogerek, które chciałam Wam pokazać. I sobie, po raz enty, również. Pierwsze z nich to dom Pandory, drugie, blogerki z Shae Acopian Detar.
......
Inną kwestią jest, że bardzo lubię wnętrza artystyczne. Dlatego w naszym domu sama pomalowałam esy-floresy i kropki w sypialni, ozdabiam różne rzeczy techniką decoupage'u, a także wykorzystuję stare rzeczy do nowych celów: upinam na ścianach szale, których nie noszę, wieszam klimatyczne lampki choinkowe i kawałki starego XIX-wiecznego żyrandola z kryształu górskiego, które wspaniale załamują światło.
......
A Wy jakie wnętrza lubicie? Co się Wam podoba?

To jest wystrój łazienki Shae. My w swojej mamy cały czas cegły na wierzchu i przeciekające rury (żeby nie było, że u mnie to wszystko takie ładne), a najzabawniejsze jest to, że kafelki, szafki i armatura stoją i czekają... jednak Włóczykij obiecuje, że do końca wakacji będzie po wszystkim:) Planuję zakupić bogato zdobiony dywan w perskie wzory, żyrandol, secesyjny wieszak na ręczniki, a ściany ozdobić grafikami Muchy.

Nagromadzenie wszystkiego (choć wiem z doświadczenia, jak cięzko się to odkurza), daje przepiękny efekt wizualny. W mojej sypialni też wiszą różne suknie i zdobione torebki, bo uważam, że są zbyt ładne, by chować je do szafy (a najgorsze, że ciągle ich przybywa!). Ostatnio wpadłam też na pomysł, by w starej ramie wypełnionej gąbką i aksamitem, wyeksponować broszki. Kolczyki i wisiorki prezentuję obecnie w przedpokoju w ołtarzyku wotywnym (jak to nazywam), bo wiszą one na chuście rozpiętej między świętymi obrazami (foto na moim Facebooku:).

Wspaniała kombinacja rycin, zdjęć i koronek. Bardzo lubię takie nieregularne nagromadzenie obrazów w jednym miejscu - najlepiej jeszcze na wzorzystych ścianach!

Bibeloty, pudełeczka, biżuteryjne cuda. Szczególnie lubię przeglądać cudze, bo swoje zbyt dobrze znam (choć czasem zdarzy mi się znaleźć jakiś zapomniany klejnocik).

Marzy mi się kolumnowa lampa naftowa, podobna tej powyższej. Póki co, cieszę się dwoma mniejszymi, które dają niesamowity klimat i wprowadzają XIX-wieczną aurę.

Czytałam kiedyś, że młodzi ludzie zazwyczaj, chcąc odciąć się od rodziców, kupują meble modne i nowoczene, zmieniając je w dojrzałym wieku na klasyczne. My jesteśmy bardzo dumni z naszych staroci i nie zamienilibyśmy ich na nic nowoczesnego!

Identyczny fotel (tylko w naturalnym kolorze wikliny), widziałam kiedyś na polskiej aukcji.

Niedawno założyłam swój album z obrazkami świętymi, do których mam wielki sentyment. Wybrałam te, które najbardziej lubię (bo zbierałam je od dziecka - takie osobliwe hobby) oraz te wiekowe, lub wyglądające na stare.

Toaletka jest wspaniałym miejscem, żeby wyeksponować buteleczki perfum. Mam nadzieję, że kiedyś na mojej stanie Shalimar Initial Guerlaina, który nie dość, że ma piękny flakon (w życiu nie widziałam ładniejszego), to jeszcze oczarowuje zapachem.

18 komentarzy:

  1. Szukając inspiracji do nowych postów ogarnąłem wzrokiem nadmiar przedmiotów u mnie oraz towarzyszący bałagan i... włączyłem komputer :P. Mnie inspirują zarówno wnętrza secesyjne, ale też mocny wpływ mają na mnie klasyczne angielskie "zagracone" salony typu "horror vacui" /lęk przed próżnią/, gdzie jest więcej przedmiotów niż posiadałem przez ostatnie 10 lat.
    Jakiś czas temu przeglądałem wiele zdjęć wnętrz zarówno z międzywojnia, jak i wcześniejsze więc nie mamy się czego wstydzić. Szkoda tylko że to minęło na rzecz meblościanek i ciasnych mieszkań.
    Moi rodzice są minimalistami jak też ich dziadkowie, natomiast moi dziadkowie jak ja oraz siostra lubili klasyczne wzory i nadmiar przedmiotów i mebli. Zachowując umiar w kompozycji oraz podstawowe zasady eklektyzmu można uzyskać bardzo fajne efekty :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podrzucenie nowego wyrażenia do słowniczka!
      Ostatnio zdałam sobie sprawę, że w amerykańskich serialach komediowych wnętrza zawsze są zagracone (jedzenie na stole, milion kartek na lodówce etc.) Pamiętam, że od małego mi się podobało to zagracenie, choć wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Cieszę się jednak, że nie przejęłam mody na wnętrza rodem z USA. To byłoby smutne...
      PS. I jeszcze dodam, że nie wyobrażam sobie, bym miała w domu zatrudnić dekoratora wnętrz!

      Usuń
    2. dekorator?? czemu nie! tzn moje geny maja też swoje "wartości architektoniczno-plastyczne", co zostało potwierdzone przekazem rodzinnym, dlatego nikogo do urządzania raczej nie potrzebuję.
      Arachne użyła bardzo mocnego słowa - bunt - raczej wzajemne dopełnienie, każde pokolenie czuje się dobrze w swoim wnętrzu, jednak z szacunkiem odnosi się do gustu innych :)
      Mnie wnętrza zagracone niestety rozprasza (chociaż sam podobne posiadam), jednak jeżeli jest wspólna myśl, motyw pewna harmonia wtedy czuje ukojenie. Nie mylmy bałaganu z nadmiarem, dlatego czasem sprzątam :p W amerykańskich wnętrzach zawsze zwracałem uwagę na wykończenie ścian drewnem, albo do połowy albo w całości i zawsze mnie dziwiło że nazywają to boazerią, a nie jest to zbiór ohydnych deseczek ;]
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Wow,ciekawe pomieszczenia. Obrazy są świetne:) Obserwuję i zapraszam serdecznie do siebie:) http://give-me-fashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Moglabym się napić 5 oclock tea w takim wnętrzu, choć na dluższa metę by mnie przytłoczyło. Ale podziwiam pasje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też tak myślałam, a dziś jak widzę pustą ścianę, to robi mi się nieswojo :) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Hrabia ma rację. W naszym przypadku, bunt polega na odwołaniu do wzorów klasycznych oraz obfitości bibelotów. Zwykle tak jest, że gust/postawę życiową częściej dziedziczy się po dziadkach.

    Bardzo podobają mi się Twoje wnętrza. Są śliczne, stylowe, a jednocześnie nie mają, charakterystycznego dla wnętrz muzealnych, chłodu i uczucia, że "nikt tu nie mieszka".

    Pozdrawiam w dzień pogodny, acz niezwykle mroźny (w Poznaniu jest minus 10).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, Arachne, że zazwyczaj jak podziwiam jakieś wnętrza, to okazuje się, że to właśnie muzeum. Strasznie trudno jest mi znaleźć idealne wnętrze zamieszkane przez kogoś i dlatego tym bardziej się cieszę, że te dwie blogerki mają takie domy (coś tam zawsze u nich podpatrzę). U mnie pod Poznaniem też zimno - wczoraj wstałam o północy, żeby nalać wrzątku w termofor :) Gustaw (świnek) najbardziej lubi siedzieć zagrzebany w kocu, a nasze 3 koszatniczki, jak tylko włączymy ogrzewanie) siadają tam, gdzie klatka styka się z grzejnikiem i grzeją dupki :)

      Usuń
  5. Zdecydowanie preferuję przesadyzm :) Choć zdarza się, że przeradza się on w straszny bałagan, który lubię zwać artystycznym nieładem... O odkurzaniu wolę nawet nie myśleć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja sobie tak rozłożyłam porządki, że od środy do soboty poświęcam im ok. 1 godz., żeby nie marnować potem całego jednego dnia. Dużo sprząta też mój chłopak, więc nie jest źle :)

      Usuń
  6. przesadyzm jest bardzo w cenie!

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo podoba mi sie sciana z ramkami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy27/1/13

    To nie będzie specjalnie mądry komentarz, ale jestem wielką fanką Twojego bloga :-). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Smita28/1/13

    Great pictures!
    Check out our latest post - Fashionable Celebrity Couple: Kim & Kanye
    Lots of Love
    Chic Factor Team

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne inspiracje!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze. Nie zawsze na wszystkie odpowiadam, ale każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny :)
Jeżeli jesteś osobą, która nie ma konta w żadnym serwisie internetowym, przy dodawaniu komentarza wybierz opcję "anonimowy".
Ze względu na spam, komentarze do starszych wpisów są moderowane.