24 grudnia 2010

***


Niech taki kolorowy aniołek, jak ten od Emnildy, zawsze czuwa nad Wami, spełnia Wasze marzenia i doprowadza wszystkie Wasze sprawy do szczęśliwego końca.

14 listopada 2010

Smutku wypierdalaj!


Mam dość smutku. Nie chodzi mi wcale o smutek jesienny, deszczowy czy mglisty, ale smutek wewnętrzny, którego miałam w ostatnim czasie za dużo. Chorowałam, straciłam sens i radość życia, ale jestem po przejściu tego wszystkiego trochę silniejsza. Szukam. Wyprowadziłam się na wieś, wzięłam urlop dziekański i będę swoje życie, jak to się mówi ,"układać na nowo". Tak, jak tylko ja chcę.
......
Ten nieco pesymistyczny wstęp nie może w żaden sposób przesłonić radości, jaką mam z powodu powrotu na bloga! Cieszę się, że jestem już z powrotem i będę mogła znów śledzić wszystko, co w modzie piszczy (choć nadrabianie zaległości zajmie mi pewnie sporo czasu:). Sukienka to mój najnowszy zakup. Odcięcie pod biustem i luźny krój fantastycznie maskują fałdki na brzuchu. Mimo zimnej, listopadowej pogody noszę ją z grubymi rajstopami i getrami , które doskonale chronią ręce przed zmarznięciem.
Broszka zaś, to zakup z targu staroci. Skrzące się na zielono i niebiesko cyrkonie dają naprawdę niesamowity efekt.
......
Póki co, nie obiecuję Wam, że będę pisać regularnie, ale napewno będę pojawiać się częściej niźli do tej pory, a to już coś, no nie?



(zdjęcia: K8)

30 sierpnia 2010

Do zobaczenia!

Z powodów różnych - kwadratowych i podłużnych zawieszam na razie prowadzenie bloga. A serio - bardzo Was proszę o modlitwę tudzież trzymanie za mnie kciuków. Do zaś!

24 sierpnia 2010

Viva la vida!


Oto moja stara-nowa sukienka, przy której trzeba było trochę nagrzebać, żeby wyglądała dokładnie tak jak chcę! Samą sukienkę (część turkusowa) kupiłam chyba rok temu na złotówkowej wyprzedaży w ciucholandzie. Od razu skojarzyła mi się z Fridą, meksykańskimi klimatami i pomyślałam: "Tak! Zrobię z tego coś w tym stylu!". Dużo później dokupiłam kolorowy obrusik, który wszyć chciałam początkowo jako fartuszek, z kolei wpadł mi do głowy ten pomysł, którego realizację widzicie na zdjęciach. Miejsce przeszycia wykończyłam białą koronkową szarfą i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, ze gumki przy rękawach i dekolcie były całkiem rozwleczone. Z tym nie umiałam sobie poradzić - wyprułam je tylko, a sukienka czekała w szafie na lepsze dni. I oto okazało się, że jedna super ciocia (której bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ)! super Włóczykija (któremu przesyłam całusy za zdjęcia) ma magiczne zdolności do szycia i bez problemu poprawiła mi tę sukienkę i 5 innych sztuk odzieży!
......
Resztę dodatków wybrałam inspirowana postacią Fridy i jej malarstwem. Miało być dużo, kolorowo i wesoło. Chyba się udało, co?





(zdjęcia: Włóczykij)

13 sierpnia 2010

Młodzieżowa babcia


Zdecydowanie minęło kilka ładnych lat, odkąd ubierałam się w ten sposób.
......
Dawno, dawno temu mała Emnilda ubierająca się luzacko i przechowująca drugie śniadanie w kieszeniach swoich bojówek (tak, tak - to najprawdziwsza prawda) stworzyła swój własny modowy patent, który nazwała sportową elegancją. Łączyła więc szare sportowe spodnie z gobelinową torbą, oraz koronkami, a sportowe bluzy ze srebrną biżuterią i błyszczącymi kamieniami.
......
Teraz poniekąd wróciłam do tego stylu - wszystko za sprawą koralowej bluzy, która pomimo wybitnie sportowego materiału jest odszyta z wielką dbałością o dziewczęce szczegóły, jak chociażby pufki, które wyglądają naprawdę uroczo. Poza tym trochę się u mnie zmienia (i to nie tylko nagłówek) - postanowiłam nie być 100% babcińską babcią. Od teraz będę babcią młodzieżową. A co!



(zdjęcia: Włóczykij)

8 sierpnia 2010

Sezon ogórkowy


Sezon ogórkowy trwa, a wraz ze śmieszną nazwą tego okresu, na śmieszny ewoluował też mój styl, który w wakacje stał się kompletnie niekonwencjonalny i zwariowany. Wynika to chyba z racji wieku i tego, że najwyższy już czas zacząć się odmładzać - w końcu 23 lata na karku to już nie przelewki!
......
Świetną bluzkę z Ciasteczkowym Potworem zamówiłam na allegro, wraz z dwoma innymi i kilkunastoma przypinkami, które ubarwiają i "ośmieszają" każdy strój. Informację, że Ciasteczkowy przeszedł na wegetarianizm usłyszałam dokładnie 6 lat temu i zrobiła wówczas furorę na jakimś moim wakacyjnym wyjeździe. Nikt nie chciał mi uwierzyć, że podali ją w wieczornym wydaniu Wiadomości, ale dzięki temu ja sama zostałam maskotką tychże wakacji i wróciłam do domu bogatsza o jedną książkę. Ale, ale... pewnie jesteście ciekawi pobudek Ciasteczkowego. Chodzi o dobro amerykańskich dzieci, tyjących niemiłosiernie w skutek pożerania ton słodyczy, które dzięki całej akcji miały zostać, choć w części, zamienione na warzywa i owoce.


(zdjęcia: Włó3kij)

30 lipca 2010

Księgarze & Co.


Wyjeżdżam! Opuszczam Was na tydzień z małym, jednodniowym haczykiem. Będę spędzać aktywne wakacje czytelnicze nad polskim morzem wraz ze znajomymi księgarzami i innymi dziwakami. Mam zamiar nadrobić zaległości w lekturze, która na moich półkach czeka na swoją kolejkę już dobre kilka miesięcy. A co się tyczy czekania... czekają też kolejne posty na bloga, ale wierzcie mi, że totalne, wakacyjne lenistwo nie chce się ode mnie odczepić, choć odganiam je przeróżnymi zaklęciami każdego dnia. Wierzę, że po powrocie, pełna sił i wiary w pomyślną przyszłość (tak, tak, napisanie pracy magisterskiej też) w końcu zakończę swój własny sezon ogórkowy. Do zobaczenia! Ahoj przygodo!
......
Bluzkę dostałam od mamy miesiąc temu. Aż wierzyć się nie chce, że przeleżała nienoszona w szafie 18 lat. Tego roku nad morzem będzie moim największym hitem.

20 lipca 2010

A Ty jesteś egipska królowa*



Post o tematyce egipskiej chodził mi po głowie co najmniej od pół roku. Musiałam jednak zebrać i złożyć razem wszystkie elementy magicznej układanki, którą dziś prezentuję. Ostatni jej element znalazłam tydzień temu - jest to teledysk do piosenki Golden brown, piosenki, którą niesamowicie lubię. Egipt (jak i Indie) widzę zawsze przez pryzmat Anglików w hełmach tropikalnych, wymieniających kąśliwe uwagi z tym swoim niesamowitym akcentem, przykładających binokle, by spoglądać na egipskie skarby zakopane w piaskach pustyni. Widzę też łódki na Nilu z charakterystycznymi, trójkątnym żaglami, a gdzieś w śród nich angielski parowiec z arystokratami na pokładzie, którzy powodowani etykietą, albo zwykłą ignorancją duszą się w marynarkach i kamizelkach, a pomada z włosów ścieka im po twarzy. Panie odpoczywają na wiklinowych krzesłach, raz po raz zachwycając się dziką małpką na sznurku, a dzieci, jak to dzieci, ganiają się po pokładzie i kiwają radośnie egipskim chłopom pracującym na brzegu.
......
Upały i muzyka bliskowschodnia, której ostatnio namiętnie słucham, sprawiły, że owinęłam się w prześcieradło (bardzo wygodny i robiący wrażenie strój na lato), a gwoździem programu uczyniłam biżuterię pochodzącą właśnie z Egiptu, która w bardzo różny sposób trafiła w moje ręce. Najwięcej zawdzięczam dziadkowi, który w latach sześćdziesiątych przywiózł znaczną jej część, w tym naszyjniki i figury z kości słoniowej, której dziś nie można już przewozić bez pozwolenia. No, ale nie o chwalenie się tutaj czymś (nawet zrobionym z kości słoniowej) chodzi, toteż zostawiam Was z moją małą egipską kolekcją i oznajmiam, ze kolejny post zamieszczę bardzo szybko! Czuję, że wracam, a raczej nie wybieram się tunelem w stronę światła. Zapowiadam dobrą zabawę, świrowanie i eklektyzm.



A dla całości wizja Egiptu sporządzona przez 5-cio (i pół) letnią Emnildę, która zachwycona opowieściami wujka i zdjęciami przezeń zrobionymi, tak sobie to wszystko wówczas wyobrażała:


*cytat pochodzi z piosenki Turnaua Sowa

6 lipca 2010

Nocny marek


Zdecydowanie temperatury oscylujące w granicach 30 stopni nie służą mojemu zapałowi do tworzenia nowych zdjęć i tworzenia w ogóle. Mam wrażenie, że mój umysł topi się wówczas i spływa jak zegary na obrazie Uporczywość pamięci Salvadora Dalego. Niestety, 30 stopni mam też w pokoju, który nieziemsko nagrzewa się od dachu. Dziś jest trochę lepiej - znacznie się ochłodziło i pada deszcz, a dzięki otwartemu przez całą noc oknu temperatura w moim pokoju spadła o 3 stopnie.
......
Na upały najlepsze są cienkie, bawełniane sukienki o dziewczęcym kroju. Ta jest jedną z moich ulubionych - nie jest ani za wąska, ani za szeroka; idealnie przewiewna, no i kosztowała tylko złotówkę. Przypomniałam sobie też o słomianym kapeluszu, który kupiłam w zeszłym roku - razem tworzą doskonałe letnie połączenie.



(zdjęcia: Włóczykij)

1 lipca 2010

Pomysłowy Dobromir

Wakacje mają to do siebie, że dostawszy fryzjerskiego zapału, mogę stanąć przed lustrem i pół dnia wymyślać, lub udoskonalać, nową fryzurę, na co, że zrozumiałych względów, w pozostałym czasie nie mam... czasu.
......
Wymyśliłam więc coś takiego. Włosy sięgające do łopatek trzeba zapleść w warkocz, możliwie jak najbardziej z boku (fot. 2), następnie skierować go w prawą stronę i zwinąć końcówkę pod spód. Teraz wystarczy już tylko spiąć wszystko wsuwkami, żabkami lub innymi spineczkami i voilà!
Dodatkowo można wpiąć od góry różne kolorowe kwiaty - dla ozdoby, lub żeby zakryć niestaranne wykończenie (fot.1). Generalnie polecam tę fryzurę na lato - jest łatwa i szybka do wykonania, włosy nie kleją się do szyi, a przyozdobiona kwiatami jest z pewnością fryzurą nimfy z łąki.


(zdjęcia: ja sama-dlatego takie źle wykadrowane)

26 czerwca 2010

Sen nocy letniej

Wracam moi kochani, prezentując kawałek najnowszej cudnie satynowej, kwiatowej piżamy, którą zgarnęłam w ostatni poniedziałek w ciucholnadowej dostawie. Być może sprawi ona, że bardziej przekonam się do piżam, których do tej pory używałam wyłącznie w okresie jesienno-zimowym.
......
Muszę przyznać, że ciekawie jest odpocząć od blogowania. Zaglądałam do Was oczywiście i śledziłam nowe wpisy, ale taka przerwa po roku i miesiącu prowadzenia bloga bardzo mi się przydała. Dzięki za wyrozumiałość!

6 czerwca 2010

Pojawiam się i znikam


Dokładnie jak w tytule posta pojawiłam się, by zniknąć na jakiś czas. Mam mnóstwo pomysłów i jeszcze więcej zdjęć, ale nie wiem od czego zacząć, poza tym dopadło mnie słoneczne rozprężenie i zarazem zniechęcenie związane z końcem. Końcem roku akademickiego, końcem kolejnego sezonu pracy, tym, że znajomi rozjadą się na wakacje do swoich domów i się zrobi po prostu nuuudno! Inną sprawą jest, że rzadko się nudzę, ale niesamowicie rozleniwiam i to mnie najbardziej przeraża. Do zaś!
......
Udało mi się ostatnio kupić (prawie piżamowe) niesamowicie wygodne spodnie za 4 złote. Mimo że poszerzają mój tyłek o dwa rozmiary, będę je uparcie nosić, bo pasują do mojego letniego nastroju i różnych romantyczno-zwiewnych bluzek.


(zdjęcia: Plasti)

30 maja 2010

Hear my name in the rain*





Spędziłam dziś idealnie dekadenckie popołudnie.
......
Nie da się zaplanować dobrego popołudnia, przychodzi samo. Pojawia się z deszczem, w natłoku kłótni, nieporozumień i zadań, które trzeba wykonać, żeby mieć wakacyjny święty spokój. Pojawia się wraz z odwołaniem niedzielnej pracy i wciągnięciem w akcję książki o XIX wiecznej Barcelonie.
......
Przychodzi taki czas, kiedy nie tyko chcę być sama, ale i samotna. Zamykam się wtedy w swoim pokoju i rozmyślam. Patrzę na spływające krople, rozmawiam z deszczem, pytam go o różne rzeczy i piszę pamiętnik. Albo otwieram szeroko okno, wdycham wieczorne powietrze i uśmiecham się do księżyca. Po zmierzchu szukam spadających gwiazd, żeby powierzyć im życzenia swoich znajomych. I czuję się wtedy trochę szczęśliwa.
......
Są też takie popołudnia, kiedy nawiedza mnie artystyczna wena. Robię wtedy wokół siebie dużo bałaganu, śpiewam, rysuję (czy raczej: bazgrzę), a niekiedy wychodzi z mojej głowy jakieś wierszydło tylko dla mnie zrozumiałe. Tworzę, zmieniam, myślę, ustawiam i dobrze się bawię.
......
Są godziny radosne i smutne; czasami deszcz daje energię, wolność i nadzieję, innym razem płaczę razem z nim, ale zawsze mam pewność, że tylko popołudnia niezwiązane z życiowym pragmatyzmem mają sens.
*A każde deszczowe popołudnie nie byłoby pełne bez piosenki Enyi, która w takich właśnie chwilach jest moim hymnem.

PS. Następnym razem będzie ubraniowo:)

26 maja 2010

Ach, co to był za ślub!



Dostałam dziś i mogę Wam zaprezentować obiecane dawno temu zdjęcia, ze ślubu Żaby i Królika. Jako że nie mam ostatnio weny pisarskiej, nie tworzę, nie wymyślam, tylko oddaję głos zdjęciom... no, nie do końca.
......
Powyżej para młoda (czego nietrudno się domyślić), cudnej, hiszpańskiej urody Kasia, oraz Przemek urody również cudnej, choć... niehiszpańskiej:) Jako że to blog modowy proszę zwrócić uwagę na przepiękną suknię, doskonale wysmuklającą sylwetkę.
Poniżej zaś ja w (prawie) całej okazałej okazałości, w stroju, który miałam na sobie w kościele. Tu stoję przed salą weselną i pozuję paparazzi.
A to już wesele i całuśna para młoda, której po raz enty życzę wszystkiego naj, naj, najbardziej szczęśliwego. W tym miejscu składam też podziękowanie siłom wyższym, tudzież niejakiemu miejscu znanemu jako TM, w którym żeśmy się wszyscy spotkali! Gdyby nie to, nie byłoby tak klawo i nie miałbym do kogo wpadać z niezapowiedzianą wizytą jako "przyjaciółka rodziny":)
A oto mniej lub bardziej udana babska konfiguracja przyjaciółek, koleżanek, znajomych i innych piesków o bujnym złotym włosie, wylegujących się u stóp.
Jeden z najbardziej udanych - a ponadto wymagających wielkiej sprawności fizycznej, intelektualnej i uwodzicielskiej - konkursów, polegający na zdobywaniu części męskiej garderoby. Po ostatniej rundzie i zdobyciu koszul na placu boju zostały...
..."Kasia & Syla, czyli przyjaciółki i rywalki" (hasło, które kiedyś wymyśliłyśmy wreszcie sprawdziło się w praktyce). A na zakończenie trzeba było zdobyć... nie, nie, nie męskie majtki, a... papier toaletowy. Na zdjęciu szaleńczy bieg do celu. Niestety, mimo posiadania trampek, w których poruszam się prawie tak szybko, jak Perseusz w skrzydlatych sandałach, nie udało mi się wygrać konkursu.
Panna młoda kroi torta*, a tymczasem w rogu sali...
...jedna osóbka z miną małej Mi (jak stwierdziła Kasia), co wygląda jak cyganka na straganie (jak z kolei stwierdził mój tata) trzymając w ręku nóż, zastanawiała się czy nakroić sobie słoniny, pajdę chleba, czy zwędzić pęto wędzonej kiełbasy. W końcu chlapnęła trochę bimbru, zagryzła wiejskim ogórem i poczuła się jak nowo narodzona.
A na następny dzień, na poprawinach, odwiedziły nas urocze psiaki.
*wiem, wiem, nie kroi się torta, a tort:)